Powszedni dzień

Zaczęło się od tego,

Że rano miałam ból głowy,

A potem te różne plotki

I nastrój ciągle nowy.

A potem lęk jakiś dziwny

Zmieszany z wielką trwogą

I tępa rezygnacja:

Właściwie po co? dla kogo?

Zginęli lepsi, zdolniejsi,

O których świat także nie dbał.

Nie będzie dziury w niebie,

Gdy zginie jeszcze jedna.

A mimo to nie chcę umierać,

Przeciwnie, bardzo chcę żyć.

Straszna jest ta świadomość,

Że nie ma się gdzie skryć.

Że stanie się równo, piątkami

Na zwykłym, codziennym apelu

I pójdzie się tak po prostu

Do wiadomego celu.

Lecz na dnie serca coś puka,

Coś na dnie serca się wierci,

Nie chce dopuścić do mózgu

Myśli o nagłej śmierci.

Coś wewnątrz dodaje ducha,

A myśli jak błędne krążą:

Może nie wszystko stracone?

A może jednak nie zdążą?