Dziadek przy kominku

W późnej, dżdżystej jesieni, w wieczornej godzinie,

Nałożono stos suchych drewek na kominie,

Palił się suty ogień, drewienka trzaskały;

W garnuszkach dzieci piwo dla dziadunia grzały:

Opodal nieco siedział dziadzio posiwiały,

Wdzięcznem okiem spoglądał na kochane wnuczki,

A że wiedział, jak lubią moralne nauczki,

Aby dziecinki zabawić

Tak im zaczął prawić:

«Patrzajcie, jaka słota, jak smutno na dworze!

Nie lepiej przy kominku posiedzieć w tej porze?

Nie zawsze tak wygodnie spoczywać będziecie,

Z ciepłego pokoiku w słotny świat pójdziecie,

Musicie znosić trudy, troski, niewygody,

Póki wam służy wiek czerstwy, wiek młody.

Ale gdy pożytecznie ten czas przepędzicie,

Z siwą głową do tego kominka wrócicie;

Mile się piękne czyny będą wspominały.

Wnuki wam, jak wy dla mnie, będą piwo grzały

Nie zapomnijcież nauk dziadka przy kominku:

Młodość do pracy, trudów, starość do spoczynku.»