Jaś

Jaś niepomny na przestrogi,

Zerwał kłosek blisko drogi.

A że przykład wiele może,

Prawie każdy skubał zboże.

Na odpust do Czerniakowa

Pobożnych śpieszyło wiele,

Ludnej Warszawy połowa

Wyległa w ową niedzielę.

Tak kłosek po kłosku znika,

Rzednieje zboże nieznacznie.

Wtem się nawija kaleka,

I o wsparcie prosić zacznie.

Jaki taki go omija,

Rzadko ręka wesprze czyja.

Z westchnieniem rzekł Jasio tkliwy:

«O jakże on nieszczęśliwy!

Czyby się każdy zubożył,

Gdyby mu choć grosz położył;

Ziarnko do ziarnka,

Byłaby miarka.»

«Niebaczny Jasiu! — nauczyciel przerwał —

Czemuś o tem zapomniał, kiedyś kłosek zerwał?

Pierwszą jest sprawiedliwość, dobroczynność potem

Jednej łzy skrzywdzonego nie opłacisz złotem.»