Owieczka wypieszczona

Była to owieczka biała,

Niebieską wstążeczką koło szyjki miała,

A na tej wstążeczce był srebrny dzwoneczek:

Bo też to był klejnot ze wszystkich owieczek.

Ależ tę baziulkę w pieszczotach chowali,

Prawie nóżką ziemi dotknąć jej nie dali,

Kochali jak dziecię, na rękach nosili,

Trawką, kwiateczkami z rączki ją karmili,

A owa owieczka tak bardzo zhardziała,

Że z braćmi, siostrami, bawić się nie chciała.

Aż tu ktoś dziateczkom pieska podarował,

Żeby ich zabawiał, i u nich się chował;

Poszła w kąt owieczka. Czyż nie znacie dzieci?

U nich to najmilsze, co nowo zaświeci.

Musiała owieczka pójść w pole z innemi,

Sama sobie trawki wyszukać po ziemi.

Lecz jej to do smaku wcale nie przypadło,

Nudne towarzystwo, nieprzyjemne jadło;

Nie dla niej, nie dla niej cały ród bydlęcy,

Ona siebie przecież za coś miała więcej.

A więc wszystkie od niej owieczki stroniły.

Nigdy się z tą wielką panią nie bawiły,

Była nieszczęśliwą; jakże być nie miała?

Gdy towarzyszkami swemi pogardzała.