Słońce i księżyc

Kiedy na rozkaz wszechwładnego Słowa

Stanęła świata budowa,

Na wspaniałym przestworze dwa światła zabłysły.

Co miały nadal kreślić wymiar czasu ścisły.

Jako dziewica w najświetniejszym stroju,

Lub jak bohater gotowy do boju,

Który na drodze sławy śmiałym staje krokiem,

I wesoło błyska okiem,

Wyszło słońce, niebiańskim blaskiem otoczone,

Niosąc witą na skroni z wdzięcznych farb koronę.

Ziemia odgłos radości wydała dokoła,

Upiękniły się kwiaty, zawoniały zioła.

Zazdrośnie drugie światło na słońce spojrzało.

Bo mu zrównać nie zdołało,

A dumą uniesione rzecze jaknajśmielej:

„I dlaczegóż tron jeden dwóch monarchów dzieli?

Dlaczegóż mam być drugim, gdy pierwszym być mogę?

Któż mi do jej wielkości zatamował drogę?”

Wtem gdy ostatni wyraz z ust mu się wymyka,

Skrytym bólem strawione piękne światło znika;

Rozpłynął się w powietrzu wdzięczny blask księżyca,

I w drobnych gwiazd postaci ziemianom przyświeca.

Stanął księżyc wybladły, jak grobowe cienie,

Zawstydzony w pokorze leje łez strumienie,

I rzecze do Wszechwładcy, z łkaniem przerywanem:

„Zlituj się, Ojcze istot, nad mym nędznym stanem!”

Ten, który na pokornych miłem rzuca okiem,

Przesyła mu anioła z łaskawym wyrokiem.

Błysło... a świetny poseł w powietrzu się wznosi,

I tak żałującemu wolę Pana głosi:

„Ponieważ blask słoneczny zazdrość w tobie wzniecił,

Odtychczas przeciwnika będziesz blaskiem świecił,

A skoro ciemna ziemia po przed tobą stanie,

Zniknie blask pożyczany, ciemność pozostanie.

Przestań jednak gorzkiemi zalewać się łzami,

Bóg tknięty twemi prośbami,

Winę przebaczył, pokorę ocenił,

I samo uchybienie w pomyślność zamienił;

A po sprawiedliwości surowej wymiarze,

Jego dobroć bez granic pocieszyć się każe:

Wyjdziesz ze swej nicości, dawny tron osiędziesz,

I świetne panowanie ze słońcem dzielić będziesz;

A łzy, które wylałeś wśród żalu, pokuty,

Zmienią się w balsam rosy po ziemi rozsutej,

Która wszystko pokrzepi dobroczynnym darem,

Cokolwiek nielitośnym zemdli słońce skwarem.”

A gdy anioł dobroci pociechy weń leje,

Odzyskał księżyc światło, którem dziś jaśnieje;

Król nocy, otoczony gwiazdy iskrzącemi,

Zaczął spokojny obieg naokoło ziemi,

A gdy się zastanowi nad swą dawną winą,

W postaci drobnych pereł, łzy mu z oczu płyną.