[Mój uśmiech...1]

Mój uśmiech nie szczery —

nie łudź się — patrzę śmiało?

skąd? — gdy raczej mi przystało

do ziemi przykuć wzrok. —

Nie wierz temu: to maniery

zwykłe — kłamstwo co krok.

Myśmy tak się z nimi zżyli,

że nam zdaje się konieczne,

i daremno kto się sili

być sobą — to zbyteczne.

Czy zechce mi kto tłumaczyć:

nie rozumiem, co ma znaczyć:

ja nie zdaję sobie sprawy

z tego drżenia — z tej obawy,

co obsiadła moją pierś —

co wstrzymuje serca bicie

żywsze — co mi każe kryć

uczucia święte ognia,

wyśmiewa swobodną myśl. —

Zapał, marzenia dziecinne

jak lilie, białe niewinne

pognie,

połamie, podepcze —

rozpaczną myśl

szyderczo w ucho szepcze,

otuchę mi odbiera,

że nie wiem czy potrafię żyć

nieskalany —

poniewiera

wszystko com ukochał wprzód

rozwiewa w mgły —

nieubłagany

wątpieniem sięga tam, gdzie świecisz ty

nadziei słońce,

a w oczy rzuca brud —

podłości pełne czary

każe mi pić —

z mej duszy chce ofiary,

każe mi żyć. —

Gdzież obrońcę?

Czy zechce mi kto tłumaczyć?

bo ja nie wiem co ma znaczyć,

że mnie serce boli —

tęsknię — w oczach łzy,

wszak nie może być inaczej:

nigdym lepszej nie znał doli —

czemuż, za czym tęskno mi?

Pierś, jak harfa rozstrojona

ze słabych skuta stron:

gdy chcę dobyć silny ton

każda strona

się rwie

i krwawi się.

Przypisy:

1. Mój uśmiech... — wiersz powstał w Korabnikach pod Krakowem na przełomie 1888–1889 r. [przypis edytorski]