Noc listopadowa

Sceny dramatyczne

Rzecz dzieje się w Warszawie 29. listopada roku 1830.

Korytarz w Szkole Podchorążych,

przez całą sceny szerz1 szeroki,

do pół drugiego planu w głąb.

Z lewej księżyca zieleń wpada

przez okna ścianę szklaną;

pośrodku brama, nad tą bramą

chorągwi czworo w pęk złożono;

giwery2 w rzędów dwa pod ścianą.

Noc — wieczór — pusto; — szum od pola,

z Łazienkowskiego Parku...

Warta gdzieś stąpa — słychać kroki.

Na kozłach bębny, dwa moździerze

i kopczyk kul i szpada.

Podziemu prysną wraz3 ościeże:

w tym korytarzu wstaje Dziewa,

hełm z kitą na jej karku,

prawicą włócznia, tarcz4 jej lewa;

jej pierwszy głos i rola.

Ze spiżu czerwony kask kryje jej lica

a oczy jej gorą w przyłbicy;

jej szata się łyska w odblasku księżyca;

tarcz wielka na złotej pętlicy:

Egida5 śrebrzysta, przez ramię rzucona,

wężami szeleści żywemi.

Wężami ciążące podźwiga ramiona

i spisę6 wbija do ziemi.

I głosem zawoła, aż gromem uderzy,

że ku niej skrzydlatych chór dziewek nadbieży

a każda na skrzydłach niesiona.

PALLAS7

Do mnie! Do mnie! Do mnie!!

Zwycięskie duchy w orli lot

powietrznym szlakiem

biegajcie we wichrowym szumie;

potrząsam władnym znakiem!

Wy wszystkie razem,

mężobójczym8 sprzysięgłe żelazem,

co byt poświęcacie dumie;

na szczytach Hymetu9, Ossy10

Słońcu ślubujecie niezłomnie!

Ze szczytów Pelionu11

biegajcie, biegajcie tłumnie,

śmiertelnych żądne zgonu.

Oto stawiłam grot!

Hej ku mnie, ku mnie, ku mnie!!

gromy

Ty, co zwyciężyłaś pod Maratonem12,

że Ateny radośne nowiną;

ty, co zwyciężyłaś pod Salaminą13,

że Pers smagał morze rózgami,

że w złości nurzał się w pył;

ty co byłaś pod Termopilami14;

ty coś wiodła Aleksandra15 pod Tyr,

przydając mu Achillesowych16 sił;

ty, którą wieść wędrownych lir

pod Troją wsławiła Hektorem17;

ty, co wiodłaś Cezarów Romy18,

że świat zeszli taborem

wszerz i wzdłuż.

Gdy gasły gwiazdy Północy,

ty, coś Sławie przydała mocy19;

ty, coś zwyciężała Teutony20,

gdy Witołd21, jako Ares22, szalony,

odbywał kąpiel krwi;

coś wiodła Boży-Bicz23 w łunach

we chwałę przekleństw ognistą,

że zachwiał się krzyż

śród miasta siedmiu wzgórz,

gdyś we światło rzuciła miot lwi!

Do mnie sam! Do mnie w piorunach!

pioruny

Przyzywam was władnym znakiem,

na Egidy złoto, kość i spiż;

zaklinam przez Noc wieczystą,

kędy was siłą pchnąć mogę,

na Słońce zaklinam palące,

na Zewsa24 kędziory straszliwe,

na moc wężową Gorgony25,

w drogę!!!

Wy, którym nieśmiertelność dam,

stawajcie żywe, przytomnie26!

Powietrznym okrążajcie szlakiem!

Do mnie sam! Do mnie! Do mnie!

I otóż lecą ku niej, lecą

zwycięstwa dziwne Panie:

skrzydlate wielkim skrzydeł lotem.

Wielkim kołują wprzód zawrotem,

nim w kole która stanie.

PALLAS

Ten, co z zawrotnych szczytów

Olbrzymów pchnął w głąb Tartaru27

i włada w państwie chmurnym błękitów,

skąd gromem i błyskiem spada,

przeze mnie każe28!

Niechaj błysk piorunowy

zapala ognie-ołtarze!

Szał być ma Aresowy!!!!

Pobierajcie z bożego daru:

Zews nawołuje sług!

CHÓR

Ares!! Mój pan i bóg!!

PALLAS

Oto Ares, zwalony z pętów,

uleciał z Olimpu bram,

jako burza

i opadł nad miastem sam

a teraz przelatuje konny

i krzyczy i podjudza i podburza.

CHÓR

Powalim męże i poranim!

PALLAS

Lećcie za nim!!!

CHÓR

Hej! Skrzydła porozwijane

nad miastem szeroko rozprężem29,

aż one uzbrojone dosiężem,

dopadniem, pochwycim siłą;

rola się stanie mogiłą

narodom; przez krew zwyciężem!!

PALLAS

Nad ludami uderzą gromy,

chmury się zapalą pożarem,

w gruzy zapadną domy,

ogień z niebios wyleci widomy,

zaciąży Gniew!

CHÓR

Kto walczy — ?

PALLAS

Polska z Carem! — —

Powołane są i wysłane

Kery30, sine dajmony31,

z przeklętych nor Tartaru —

Harpije, co ssają krew

konających...

Znacie tę Nike32 Fidiaszową33,

jak sandał wiąże szybka,

jak ze zwróconą w górę głową,

(tej brak, gdyż dzieło jest fragmentem)

wstrzymana w locie, gibka,

sandał chce splątać rozplątany

a strój jej, taśmą niewiązany,

z polotnych fałdów tors odkrywa

i pierś na ciele wpół przegiętem.

Otóż to ona się odzywa

Jako:

NIKE NAPOLEONIDÓW34

Pod Moskwę, na gniazdo Carów,

wiodłam Cezara Franków35.

W orłowej leciałam chmurze,

nad lasem sztandarów,

w górze! w górze!

Szczęście unosiło skrzydła:

Rycerzy wiodłam kochanków...

PALLAS

Odzyszczesz36 rycerzy kochanków:

leć...

NIKE NAPOLEONIDÓW

Nad duszami zaciążę.

Zwycięzców ramiony37 uniosę

na bój.

PALLAS

Leć!

NIKE NAPOLEONIDÓW

Sandały zwiążę;

biegłam z Olimpu chyża,

na twoje zaklęcia zlękła;

o olimpijskie dźwirza38

uwadziłam39; — ażem uklękła —

zawiązuje sandały

Kto będzie im wrogiem?

PALLAS

Książę.

NIKE NAPOLEONIDÓW

Oni jego pochwycą?!

PALLAS

Zdradą!!

NIKE NAPOLEONIDÓW

Nie!

PALLAS

Oni tam wlecą gromadą

i pochwycą książęcia w pół-śnie.

Pójdziesz za nimi!

NIKE NAPOLEONIDÓW

Nie!! — –

Niech walczą twarzą w twarz,

niech pierś o pierś ubroczą,

niech działa na się zatoczą,

tej nocy walce wydolę,

niech wyjdą w pole!

Uderzą miecz o miecz!

PALLAS

Przeznaczeniu ty nieposłuszna;

Rzecz ma się dopełnić już.

NIKE NAPOLEONIDÓW

Ty wielka, a ty małoduszna!

Niechaj podejmą oręże

i idą walczyć, jak Bogi!

Olimpu zeszłam progi!

PALLAS

Spalę cię w ogniach rumieńca:

poznajesz Gorgony40 węże?!

NIKE NAPOLEONIDÓW

Nie zwolę41 wieńca!

PALLAS

Więc nie! — i bez ciebie poradzą.

NIKE NAPOLEONIDÓW

Nie poradzą! — Zwycięża ten, kto z nami:

patrzaj, my ze skrzydłami.

PALLAS

Trojej42 dobyłam tą władzą,

wsławiłam Odysa43 nad męże;

Księcia pochwycę jeńca.

NIKE TROJAŃSKA

Dobywcom Trojej biada,

nie zwyciężysz.

PALLAS

Zwyciężę!!

Losów dopełnić muszę.

Kajdany zejmę i pokruszę!

NIKE NAPOLEONIDÓW

Orlico, nie zwyciężysz.

PALLAS

Orlico!

Gdy rzucę tarcz strasznolicą,

drży tron Zeusa skrzydlaty orłami;

gdy widmem zatrwożę duszę

i najmocniejszy pada.

NIKE SPOD TERMOPIL

Byłam pod Termopilami:

krocie bohaterów we krwi

zdradzieckimi zabiłam mieczami,

zdrada nie plami!!!

Gdy legną pobici zdradą,

te ręce wawrzyn pokładą.

Zamęczyłam je w zwycięskiej dumie;

padli, przykryci chmurą strzał,

w grotów zabójczych szumie,

w jarach niedostępnych skał.

Do czynu siostry, do czynu!

Jeśli podstęp przyspieszy wawrzynu, —

podstępem! —

NIKE SPOD SALAMINY

Narodom stanę się sępem;

byłam pod Salaminą!

Których losy dopełnione, niech giną.

Jeśliże44 za zaborem szli,

niechże je ziemia pochłonie;

Jeśliże ognie ma w łonie;

na cudzymże45 chcą orać zagonie

i cudze plony kraść — ?

Lepiejże trupem paść,

niżal46 dopuścić tę właść47! —

Czegoże48 to pragniemy?!

CHÓR

Krwi!

NIKE SPOD SALAMINY

Jak sięgniem po wawrzyny — ?

CHÓR

Przez krew!!

PALLAS

W krwi nie masz winy!

NIKE SPOD SALAMINY

Kto ludy powiedzie?!

CHÓR

Gniew.

NIKE SPOD SALAMINY

Kto weźmie wieniec róż — ?

CHÓR

Wódz!

NIKE SPOD SALAMINY

Kto on?

PALLAS

Chmurny, jak Noc.

NIKE SPOD MARATONU

Czyli będzie rówien49, jak mój,

któren50 wzeszedł w gaju Maratonu51,

we szczęku krwią płynących zbrój,

nim Helios52 z nieśmiertelnych dróg

przebieżał połowę skłonu.

Jego imię?

PALLAS

Wołane w skrach i dymie,

w mgławicy Napoleonidów.

On pierwszy i on jedyny.

CHÓR

Jakie jego imię — ?

NIKE NAPOLEONIDÓW

Czyny!!

Mnie jego daj i zwól53;

pożądaniem jemu krew rozpalę.

Jak poznać?

PALLAS

Chodzi w chwale;

wszyscy ku niemu drżą.

NIKE NAPOLEONIDÓW

Gdzie jest?!

PALLAS

Satyry

bawią go śpiewem i grą

na teatrze.

NIKE NAPOLEONIDÓW

Satyrom skruszę liry,

przy nim stanę i w oczy popatrzę

i krzyknę: w mieście bój!!

PALLAS

Leć, skrzydła nad nim sprząż54,

unieś go i skryj w arsenale.

NIKE NAPOLEONIDÓW

Jest mój.

PALLAS

Chwytaj i wiąż!

NIKE SPOD CHERONEI55

Posępna weszła i cmentarna

i wiew przynosi grobów, blada

i wieńce niesie choinowe

i ciska — ręce składa —

to wznosi je tragicznie nad głowę

i jakby wieszczka rozpowiada

gestem,

wróżąca jedno słowo: biada.

Czarne welony, czarne chusty;

z zaciśniętymi idzie usty56;

że cała onych Bogiń gromada

przystanęła przycichła i bada.

NIKE SPOD CHERONEI

Oto wieńce wam niosę wiązane

z choin; przystanęłam w ogrodzie

i rwałam —

NIKE SPOD SALAMINY

Chcę wieńców z róż.

NIKE SPOD CHERONEI

Róż nie ma, róże pomarły;

badyle kwiatów suche

wichry przegonne w puch starły;

z liści złotych kobierzec na wodzie.

NIKE NAPOLEONIDÓW

Chcę wawrzynu wieńców i dębu.

Jakoż zwycięstwo się ziści — ?

NIKE SPOD CHERONEI

Dęby odarte z liści.

Wichr przegnał zimną zawieruchę

nad ogrodem; — i liście opadły;

ogrody puste i głuche

a gałązki zmartwiałe i kruche;

ni ptaków świergoty letnie,

ni Marsjasowe57 fletnie;

zbłąkane dzieci Eola58

dmą mierzwę59 przegniłą z pola,

słomę dziergają na drzewa,

że drzewo, jak arfa śpiewa

we wichrze miotem gałęzi;

a krzewy, co najdroższe,

w zimowej słomianej uwięzi;

a krzewy, co najuboższe,

w łachmanach sczerniałych liści.

CHÓR

Jakoż zwycięstwo się ziści — — ?

NIKE SPOD CHERONEI

Uprzołek suchy jaśminu

i perły owocu, jako łzy

duże —

krwawe po jarzębinach korale —

NIKE SPOD MARATONU

Gdy zwycięskie proporce zawarczą,

po kierz60 bohatery nie sięgną.

NIKE SPOD SALAMINY

Nędzą zmartwiałe badyle;

oto je stopą podepcę —

i w pierwszym ogniu spalę.

Wstanąli61 to pieśniarze i ślepce

lirni — czy męże, jako spiż?!

NIKE SPOD CHERONEI

Onym te wieńce wystarczą

za róże —

NIKE SPOD SALAMINY

Pieśniarze!?

NIKE SPOD CHERONEI

Drwisz!

Będą jaśnieć przez chwilę.

NIKE SPOD SALAMINY

Jacyż ludzie?

NIKE SPOD CHERONEI

Wzrośli w mękach i trudzie.

CHÓR

Jacyż ludzie?!

PALLAS

Męże się lęgną?

NIKE SPOD CHERONEI

Na urwiskach jałowiec i sosna,

przygięta wichrem, drży...

NIKE SPOD MARATONU

Drzewa żałoby!

NIKE SPOD CHERONEI

Siostry!

Krzew zwarzył62 wicher ostry

i szron bieluchny mży.

Laurów nie ma, a róże pomarły.

CHÓR

Jakoż zwycięstwo się ziści — ?

NIKE SPOD CHERONEI

Niech giną, synowie moi —

kres hańbie, wstrętom, zawiści;

łza już się w oczach nie ląże63,

do lotu się skrzydła rozwarły...

CHÓR

Gdzie dążysz? —

NIKE SPOD CHERONEI

Oto po Śmierć dążę.

Obaczę ich znowu we krwi.

Pozwalasz mi znowu wstać,

poległym łoże słać.

O Pallas, Zewsowa dziewo,

jakożem dzisiaj szczęśliwą.

O Sławo, przecz64 znowu mogę

dziełami znaczyć drogę.

Widziałam Maciejowice65

i ległą zakłutą brać.

Na bój, na bój!

Podajcie ręce siostrzyce:

otośmy66 przymierze zawarły.

CHÓR

podają sobie ręce

Cyt! — — — Stój.

Krzew zwarzył wicher ostry;

wylękłe, wyschłe drzewa,

w nich Eol, jak w arfach śpiewa;

laurów nie ma, a róże pomarły — —

NIKE SPOD CHERONEI

Siostry!

Otośmy przymierze zawarły:

oto po Śmierć, po Śmierć dążę:

niech giną we chwale zbroi,

łza już się w oczach nie ląże.

ujmuje za ręce Chór

PALLAS

Ujrzycie bohatery i karły

i wojenniki i gachy67

i dumne, pychą pojęte

i podłe, jako gad liche

i wyniosłe i groźne i ciche

i zbrodnicze i jako cud: święte. —

Leć! leć! w puste, w ciemne ulice!

Wołajcie, tam Ares goni,

uderzcie o dzwon błyskawice,

niech trwogą przez miasto dzwoni!

Krzyczcie: do broni!!...

CHÓR

Do broni!!!

Chór odlatuje; — zaś Pallada

ze smugi świetlnej w cień wstępuje

i kęs68 przystaje, czatująca. —

I tejże chwili samej wpada

Wysocki Piotr69 do korytarza,

od prawej biegnąc strony.

Ku drzwiom środkowym prosto bieży;

płaszcz wielki kryje go po oczy;

biegnie — drzwi pchnął do sali;

dobył szpady — i tą koło zatoczy;

płaszcza odkrył — oni już go poznali;

do drzwi się cisną: chór młodzieży;

słuchają, a on nawołuje:

WYSOCKI

Hej bracia, dzieci, żołnierze

za broń, za broń, za broń!

Niech każdy za giwer70 bierze

i ustawia się w szeregu, w podwórze.

Hej bracia, oto budzą się burze:

za broń, za broń, za broń;

przyszedł czas, gdy zrywamy obroże,

co gardła i ręce porze71

i święcim noże!!!

Śmierć przywłaszczycielom,

tyranom,

co nasze kalają trony,

co brudem ołtarze ścielą!

Bóg wziął nasze obrony:

Śle wolność ludom i stanom!

Czas pomsty za bezprawie,

czas pomsty, lećcie żurawie,

roznieście po polach skry

z płonących chat!

Za łzy, za urąganie męce,

hej bracia, rycerze, dzieci,

młodzieńcze sprzęgajcie ręce.

Oto godzina wybija,

gnana tęsknotą lat:

do broni, Jezus, Maryja!

Do broni za Polskę, za krew,

za lata niewoli i nędz,

za widma, upiory jędz,

co nasz obsiadły dom,

niosąc srom72;

niech krzyż upiory wyżenie73,

spełniajcie przeznaczenie:

Czas przyszedł, zwyciężym dziś.

Hej dzieci, rycerskie łupy

dla was, czas iść!

Drogę zaścielą wam trupy;

to wam ratować się z toni,

wasz los od waszych dłoni,

wam serca! — Mężowie dzieła!

Już za nim Dziewa znów się zjawia

i słowem-ogniem go zaprawia

i słowem-ogniem go porywa,

płonąca wiedźma łun straszliwa:

PALLAS

Niech płoną grody i miasta!!

Do broni, do broni, do broni!

WYSOCKI

Tyżeś to koło mnie stanęła,

we wieńcu błyskawic niewiasta:

łuną palisz się jasną...

PALLAS

Oto jestem przy tobie siostrzyca;

błyskawice w mym ręku się palą

i gwiazdy w mym ręku gasną.

CHÓR PODCHORĄŻYCH

Patrzajcie, gorą74 mu lica.

WYSOCKI

Hej, naszym krzywdom granica!

PALLAS

Opętańcze mieczowy, do dzieła!!

WYSOCKI

Poprzysięgam się tobie: miecz;

zgaduję cię, radosne widziadło;

tyżeś mnie za włosy ujęła,

Córo Zewsa, dziewo nieśmiertelna;

tysiące mężów pobladło,

przed tobą upadło w pył...

CHÓR PODCHORĄŻYCH

Dla nas Sława, Sława niepodzielna!

Wyżeniem75 księcia precz!

PALLAS

Patrz, jak się prężą do sił;

patrz, lecą, ja z nimi orlica;

zapalę ich duchy, jak pochodnie;

niech lecą spełnić zbrodnię;

wężami osmagam twarze76.

Zaklinam je w wojennym gniewie;

zapalę, jako zarzewie;

duchy młodzieńcze obnażę,

rozedmę piersi okrzykiem,

każden wstanie skrzydlatym orlikiem

i wzleci w śmiertelnym śpiewie.

WYSOCKI

Przez krew, przez krew, wy w gniewie:

rycerze krwawego przymierza,

słuchajcie, piorun uderza

przez pierś, przez polskie serca.

Oto wszystko wam odebrał wydzierca!

Pallado! tyżeś z piorunów urosła,

potrząśnij tarcz gromowładą,

niechaj patrzą w płomień uniesieni,

niech się łuna nad nimi rumieni!

Rozedrzej77 piorunem mrok!

gromy

CHÓR PODCHORĄŻYCH

Łuna się na niebie uniosła — !

WYSOCKI

Zapamiętajcie rok

trzydziesty,

dzień dwudziesty dziewiąty

listopada:

dzień wzeszedł dla was, ta noc!

łuna

PALLAS

Wam dana potęga i moc!

WYSOCKI

Wskrześnijcie mściwce78!

Krzepcie się, orężna gromada!

PALLAS

Zdobywce;

Tratujcie, depczcie Centaury!

WYSOCKI

Na moim stawajcie Słowie:

Do broni!

PALLAS

Jutro laury!!

CHÓR PODCHORĄŻYCH

Każesz iść, o ty oczekiwany,

mówiono, że przyjdziesz k’nam79.

PALLAS

Na Słowo pękają kurhany.

Wam duch, latami wołany,

poima80 serca łańcuchem;

kto się oprze tej wolej81 serdecznej,

tego tarczy uderzę obuchem

i męce przekażę wiecznej.

Oto głos, co wam woła: Sława!

Hej, stado orłów szeleści,

powietrze skrzydłami porą82,

łuna tęczą ogniową je pieści.

Niechaj duchy płomieniem zagorą83!

Miecz świętość, miecz twoja Sprawa,

Los w wasze ręce dan84.

CHÓR PODCHORĄŻYCH

Rozkazuj!

WYSOCKI

Bierzcie za giwery —

oto stoją rzędami u ścian;

chwyć w lot;

czas ucieka, trza nam chyżo do wrot,

nim was ubiegą.

Jest tu cała hurma Moskali,

co wrót strzegą.

Trza, by was nie poznali;

trza nam wpaść na koszary na Solcu;

to tam się pali szopa

opodal przedmiejskich kopców

i to jest umówiony znak.

Iluż was tu jest chłopców?

Stu sześćdziesięciu?

CHÓR PODCHORĄŻYCH

Tak!

WYSOCKI

Są wszyscy?

CHÓR PODCHORĄŻYCH

Wszyscy są.

Patrz, pełnią się85 korytarze...

WYSOCKI

Dostajecie do działania część lwią:

trza rozbroić trzy pułki ułanów,

most zająć, omylić straże.

Dam naboje, sam sprawię waćpanów.

Potem zejdziem na miejski szlak.

do nowych, którzy nadbiegli

Imać86 za broń!

CHÓR PODCHORĄŻYCH

Za broń!!

WYSOCKI

Czas mija, nie trza dzieła odwlekać.

Przelecimy koło Belwederu ku miastu,

by przedostać się do Arsenału.

Zaliwski Arsenału dobędzie.

PALLAS

szeptem za jego uchem

Nie zazdrosnyśże87 jego udziału,

że i on sławę równą posiądzie — ?

WYSOCKI

W ogrodzie, koło mostu-posągu,

jest młodych, umówionych szesnastu;

wszystko z uniwersytetu studenty

i literaci,

Tym trza dać broń

i drogę do pałacu pokazać;

dwóch przydzielę i sam ich wyznaczę;

oni mają pochwycić książęcia,

gdyby zechciał ogrodem uciekać.

CHÓR PODCHORĄŻYCH

Więc to dziś — to nie do pojęcia...

WYSOCKI

Dziś dzień wyzwolin braci!

CHÓR PODCHORĄŻYCH

Leć z nami, jako orzeł z orlęty!

Już biegą, już biegą.

Już nic ich nie wstrzyma,

Już bronie mają w ręku;

do niego, do wodza przykuci oczyma,

śród gwaru, rumotu, śród szczęku.

Kurty w granat a żółte rabaty88;

białe spodnie i białe kamasze.

Na giwerach piętrzą bajonety89

przypasują do boków pałasze,

tornistry przytroczą na grzbiety.

na krzyż pasy przez pierśne kolety90.

Już się stawią we czwórki-kwadraty,

Już w rząd długi wyciągli91 się sznurem

a wesołym radują się chórem.

WYSOCKI

To dziś — do broni! za giwery!

Bajonety nasadzić!

W podwórzu się gromadzić,

przeć do wrot!

Żeby wrot wam nie zamkli92 — w lot!

Dostaniecie ładunki u bram.

Ja z wami — ja powiodę was sam!

Do broni, godzina wybiła,

przy nas Potęga, Siła.

Za wstyd, za lata niewoli,

za lata, lata łez

przywłaszczycielom kres!

Miecz wyoralim93 z roli,

Będziemy tym, co naszą łamali cześć,

grób grześć94,

na piersi kolanem sieść95

i łamać kości.

PALLAS

Będziesz nieśmiertelność mieć!

WYSOCKI

Wnijdziecie96 do nieśmiertelności!

Hej dzieci, męże, rycerze!

PALLAS

Niech każdy płomieniem płonie,

lećcie gorejące pochodnie,

ozwarte97 świątyni ościeże.

We światło przez mieczów zbrodnie!

WYSOCKI

Hej bracia, żołnierze, dzieci!

PALLAS

Gwiazda wam wzeszła i świeci!

WYSOCKI

Bóstwo przed nami goni!

PALLAS

Do broni!!

WYSOCKI

Do broni!!

CHÓR PODCHORĄŻYCH

Do broni!!!

SALON W BELWEDERZE

Dwoje drzwi z prawej. Dwoje drzwi z lewej.

W głębi potrójne okno, aż do posadzki.

Za oknami ogród-park łazienkowski.

W oddaleniu nad stawem posąg konny biały.

JOANNA98

wchodząc

Patrzajcie, łuna pożaru!

W. KSIĄŻĘ99

wchodząc

Gdzie pożar?

KURUTA100

wchodząc

Miasto się pali.

GENDRE101

wchodząc

Nie miasto.

W. KSIĄŻĘ

Gdzie?

GENDRE

Tam, w oddali.

W dziedzińce lecą sygnały.

KURUTA

Dwa się szwadrony zerwały

i pędzą...

JOANNA

wychodzi

GENDRE

Konia dla księcia!

KURUTA

Już wiodą.

W. KSIĄŻĘ

Nie — pozostanę. —

Tam — po co? — Niech ogień płonie.

KURUTA

A co by książę powiedział,

gdy płomień drugi uderzy

i trzeci i czwarty wstanie,

i tak te czarne otchłanie

zaczną grać — ?

W. KSIĄŻĘ

Że to powstanie.

KURUTA

A tak — tak — ogień — bunt, ogień pożarny;

tak, jak rozpali się ten lud cmentarny;

tak świeże groby wystrzelą piorunem;

będziemy tańczyć trupy.

W. KSIĄŻĘ

Z złotym Runem102

na piersi; — jak kto nasze odkryje opończe,

pozna stróże carskiego słowa — wsio103 rycerni,

my nie będziemy umierać, lecz ginąć

albo zwyciężać; —

jak zechce Car, będziemy słynąć.

GENDRE

A jeśli Car nie zechce — ?

KURUTA

Będziem wierni.

GENDRE

wychodzi

W. KSIĄŻĘ

Postój104 sam!

KURUTA

Słuszajus105.

W. KSIĄŻĘ

Ot, ty durny.

KURUTA

Ja ludzki.

W. KSIĄŻĘ

A potrafiłby ty, jak jaki kniaź106 Zarudzki107,

porwać dziewkę? — i chcieć być Moskwie Carem sam?

KURUTA

Wy gospodyn108 — ja sługa.

W. KSIĄŻĘ

No ja znam109.

KURUTA

Wierny.

W. KSIĄŻĘ

Głupi zadość110.

KURUTA

Mudry po rozkazu111.

W. KSIĄŻĘ

Przebiegły Grek; na tonie pozna się do razu.

No — lubię gaworzyć...

KURUTA

Paplać swobodno112.

W. KSIĄŻĘ

Małczaj113 — — — no ruszaj won — — a służyć!

KURUTA

Niezawodno114.

W. KSIĄŻĘ

A potrafiłby ty w ogień za Carem skoczyć?

KURUTA

Choćby i carski brat —

W. KSIĄŻĘ

Nóż jemu w pierś — ubroczyć

i chresty115 wziąć — ty zbladł?

Car skazałby powiesić wprzód,

potem by chresty kładł. —

Paszoł!116 — — Adieu117 — — masz dłoń — po kamracku.

KURUTA

Wasza miłość...

W. KSIĄŻĘ

Filozof ja — tak po omacku

szukam ludzi; człowieka zwącham w grubej skórze.

KURUTA

Dar boski wasz.

W. KSIĄŻĘ

Tak ja wam się wynurzę,

Kamràt118 — — powiem słowo —

li nie zlękniesz się kar?

KURUTA

Diabeł bierz — cóże jest to — — ?

W. KSIĄŻĘ

...Że książę będzie Car.

KURUTA

zaśmiał się

Ha, ha ha.

W. KSIĄŻĘ

pchnął go

Precz! — czego ty się zaśmiał, jak czart?

KURUTA

milczy

W. KSIĄŻĘ

Precz — no nie trza służby mnie.

KURUTA

pozostaje

W. KSIĄŻĘ

Precz. Ruszaj do kart.

wypycha Kurutę za drzwi

został sam

puka do drzwi na lewo

z tychże drzwi wychodzi:

JOANNA

podeszła ku środkowi salonu

W. KSIĄŻĘ

zamyka wszystkie drzwi

idzie do biurka

Od samego rana

zwlekałem — i wczoraj, cały dzień i pozawczora119,

aże do chwili tej — gdy na zegarze

dziejowym taka znaczyła się pora

dla mnie i ich godzina ta.

uderza ręką o biurko

Tu — list Cesarza —

JOANNA

Cara!?

W. KSIĄŻĘ

Cara brata.

I nominacja.

JOANNA

Na zbawcę!

W. KSIĄŻĘ

Na kata!

JOANNA

Co to jest — ?!

W. KSIĄŻĘ

Car oszalał.

JOANNA

Co znaczy...?

W. KSIĄŻĘ

— Milczenie,

tajemnica — wsiowładztwo120 — komedia — skażenie!

Otom jest....

JOANNA

W ogniu cały...

W. KSIĄŻĘ

I we krwi się zjawię

i albo los podejmę i Polskę wybawię

i będę czymś — nie błaznem, nie kpem, nie dworakiem,

ale Carem Polski — przez krew.

JOANNA

Ty!!!

W. KSIĄŻĘ

Polakiem.

JOANNA

Łżesz.

W. KSIĄŻĘ

Małczaj!121

JOANNA

Ty łasisz się i klniesz — —

W. KSIĄŻĘ

Słuchaj — ty milcz — ja mówię świętą rzecz;

ja się zbudził od dziś — ja będę lew,

ja chcę krwi, walczyć chcę — ja poczuł krew

w powietrzu. — Będę Bóg przez ciebie.

JOANNA

Łżesz.

W. KSIĄŻĘ

Ty piękna — ciszej ty, bo ty mnie słowem gniesz.

Słuchaj mnie ty. — Jak była wielka wojna,

tak będzie teraz znów — a ty dostojna

Carowa; — — ja każę kuć koronę

dla ciebie — jako wziąłem cię za żonę.

Wojna, wojna — Polaki to są lwy.

Oni zdobędą wsio122 — jak lodowcowe kry,

przebojem wzdłuż i wszerz! Co? Napoleonidzi

przeszli?! A co, Polkà!?

JOANNA

A serce moje widzi.

Ty śnisz — ty — co ty knujesz — —

W. KSIĄŻĘ

Zblednie Car.

JOANNA

Przeciw bratu — ty brat — —

W. KSIĄŻĘ

Wot123 rzucił na cię czar.

Wiesz ty? — Jedyne słowo takie, jakom tu rzekł,

a Car by żywcem pasy darł i żywcem piekł,

zazdrosny Car — a ja będę nad Cara;

ja będę Polski król — i ze mną twoja wiara.

Wot co? ty zrozumiała — ?

JOANNA

Zamach.

W. KSIĄŻĘ

Wsiej124 czas — mój los.

A co — ja poszedł gdzie mnie wiódł twój głos.

Polkà.

JOANNA

W obłędzie ty — chcesz mnie udaniem zwieść.

Daj list — czytać mi daj...

W. KSIĄŻĘ

otwiera biurko

podaje list

Czytaj. — Co wiesz?

Plein pouvoir125. — Co? — Znasz126! Ha, mów, ze słowem spiesz.

Wyrzec ty — krzycz — bo w tobie gore krew.

Ty w oczach moich, ty przede mną stoisz

zbrojna nożem — ty uderz — — co...?

JOANNA

Precz.

W. KSIĄŻĘ

Ty się boisz. —

A czego ty się lękasz? W blaskach ty polska dusza,

ty we świetle, w twych oczach skry i żar i zorza.

A chciałabyś ty — co — od morza, hej do morza?

No, skrzydła rozwiń twe — roztaczaj ty twój lot,

nie skrywaj się — ja znam — — a to katusza —

tam ogień święty wre — ty westalka127.

Ha, zgadnij moją myśl — ha — ?

JOANNA

Ty bankrot128.

Chcesz naigrawać się — pójdź precz.

Ze serca, z duszy drwisz.

W. KSIĄŻĘ

Ty lalka —

ty cud — ty świętość polska ukradziona,

ty z twoim rysem dumy i bladością lica,

ty u mnie niewolnica — no — ty u mnie żona —

kochaj — ot we mnie geniusz się obudził;

ty nie zapomnij mnie — patrz, ja się zbudził;

duchem ja był ugrzęzły w nędzy i rozpuście,

padlèc129 — ale mi świecisz ty sławo, urodo,

ty moja — ja cię miał, przygarnął świeżo, młodo;

moja ty służebnica — daj ust — pić, ja głodny

pić duszy czystość — w uścisku rozpalić

białą lilijkę do żaru płomieni —

daj ust —

JOANNA

Puszczaj —

W. KSIĄŻĘ

Krew, lice się rumieni.

JOANNA

Puszczaj.

W. KSIĄŻĘ

Czuj moc.

JOANNA

Precz.

W. KSIĄŻĘ

— Ty będziesz chwalić

za uściski — kobieta ty — legniesz...

JOANNA

Ty cham.

W. KSIĄŻĘ

Ha — ty słaba — ty kwiat, bierz rozkosz, lubość dam. —

— Dziewka! — Ruszaj!

JOANNA

oddala się

W. KSIĄŻĘ

Postój!130

JOANNA

staje

chwila milczenia

W. KSIĄŻĘ

opuszcza wzrok ku ziemi

stoi obezwładniony

JOANNA

zwraca głowę ku oknu

Czy nie wydaje się, że ot tam jacyś ludzie

stoją — ?

W. KSIĄŻĘ

nie poruszył się

Może to być — to i cóż? Myśl moja w trudzie.

Trzeba gwałtownie działać, rządzić, rozkazywać.

Tyle potrzeba umieć, wiedzieć, znać, przemóc na sobie,

przełamać podejrzenia — precz rozgonić cienie. —

Któż to jest moim wrogiem — ?

JOANNA

Spójrz no tam.

W. KSIĄŻĘ

Sumienie.

ostro

Czego chcesz?

czule

Pójdź no ku mnie. — Nie pragniesz się tulić?

miłość — sen — za marami gonisz po ogrodzie.

JOANNA

Spójrz no — patrz — jakieś smugi odbite na wodzie

i cień koło posągu.

W. KSIĄŻĘ

Ty marząca — luba —

ty patrzysz za cieniami — ot, mnie czeka zguba,

jeśli się duch nie wzmoże, w moc się nie rozpręży.

Dzisiaj przeczułem moc — nade mną cięży.

Innym dziś, niźli indziej131 — nie rozumiem siebie.

Widzę wielkość i drżę...

JOANNA

Krocie iskrzących gwiazd...

W. KSIĄŻĘ

Ty myślą w niebie,

za światem —

JOANNA

Chłód.

W. KSIĄŻĘ

Po oknach cienie gonią.

JOANNA

Tam jacyś ludzie są. —

W. KSIĄŻĘ

Przystępu straże bronią.

Czytujesz Lamartina132

JOANNA

Zaczęłam dziś rano.

Harmonijne harmonie w muzyce przestworów

i ten Bóg, objawiony w kształcie wszelkich stworów.

Religijne romanse duszy nad jeziorem;

jego myśli nad ranem, myśli nad wieczorem.

W. KSIĄŻĘ

Tak więc masz ideami duszę zadumaną

i ludzi tam dostrzegasz, gdzie ich cale133 nié ma134;

gdzie są żywi, nie widzisz.

JOANNA

Tak duszy oczyma

patrzę i wdzięczna jestem...

W. KSIĄŻĘ

Francuskiemu hrabi,

który ma sowi mózg i ma sentyment babi. —

Otoczony jest ogród sotniami żołnierzy.

Nie przejdzie nikt — no a ty myślisz, kto — ?

JOANNA

— Nikt — — Może drzewa tam gałęźmi trzęsą — ?

Tak wszystko kryje mrok. — —

W. KSIĄŻĘ

Łzy masz pod rzęsą.

JOANNA

To nic.

W. KSIĄŻĘ

Pokorny ja — bez gniewu — jużem rozczulony —

już całuję, przepraszam. —

JOANNA

Ten tam oddalony

posąg — coraz się bardziej uporczywie wbija

w oczy — i ciągnie ku sobie urokiem.

W. KSIĄŻĘ

Dosyć.

JOANNA

Na ogród pójdę. — —

W. KSIĄŻĘ

tupie nogą

Nigdzie krokiem.

Nie pójdziesz nigdzie.

JOANNA

To nie. — Już zostaję. —

O czym ty myślisz — ?

W. KSIĄŻĘ

To idź.

JOANNA

Tam. — A po co?

W. KSIĄŻĘ

Urok, czarodziej biały — świecący bohater.

Słyszysz — — ?

JOANNA

Szept.

W. KSIĄŻĘ

W gałązkach szemrze wiater135.

Wszystkie się cienie na ogrodzie razem

zakołysały.

JOANNA

Cicho znów.

W. KSIĄŻĘ

Tym głazem

ty rozkochana... — ?

JOANNA

Może.

W. KSIĄŻĘ

Ja go każę zrzucić z konia!

JOANNA

Już nie patrzę. — — —

W. KSIĄŻĘ

Wysadzić go każę.

JOANNA

Ech. —

W. KSIĄŻĘ

Każę ozłocić — blachą okuć złotą.

Zmierzym się oko w oko — bohater...

JOANNA

Z hołotą.

W. KSIĄŻĘ

Małczaj!

chwyta ją za rękę

JOANNA

Ot żeś co jest — ?

W. KSIĄŻĘ

Ty dumą i pychą

karmiona duszo — patrz — ty bańką lichą,

skrzysz się w kolorach twych żądz niedościgłych,

jak tęcza rzucasz farby przez obłoki,

a lada wicher je zdmuchnie — pogrzebie;

roślino wiotka — polskiej oderwana glebie —

czar ciebie polski owiał — pojęły uroki — —

tak ja złamię. —

JOANNA

Ty wstrętny.

W. KSIĄŻĘ

Ot, ty kochanica.

A już krwią, już purpurą rozgorzały lica.

Pójdź.

JOANNA

Puszczaj.

W. KSIĄŻĘ

Pójdź.

JOANNA

Precz.

W. KSIĄŻĘ

Suko! Ruszaj!

JOANNA

Najświętsza Panno! — Nie — ty nie wymuszaj.

W. KSIĄŻĘ

Zapomnisz. — Czego chciałaś? Tam — już ciebie widzę,

pół omdlałą w mym ręku — z wstrętów, doniu136, szydzę;

będziesz pieścić i tulić, hołubić i wołać,

ha, ha — co będziesz wołać...

JOANNA

Najświętsza Panienko. —

W. KSIĄŻĘ

Precz ręce!

JOANNA

Łamiesz. O wstydzie, o męko.

W. KSIĄŻĘ

Znaj rozkosz. — Ty kobieta — jak panna wstydliwa —

godna tronu. Carowa będziesz ty...

JOANNA

upada

Ja nieszczęśliwa.

W. KSIĄŻĘ

Nie klnij — nie płacz — milcz! — cicho — cicho!

JOANNA

Precz.

W. KSIĄŻĘ

Gniewna, żałosna.

JOANNA

Odejdź; — ja szalona.

W. KSIĄŻĘ

Ty głupia. — Ty obłędna. — Obłęd moja siła.

Ja dziś w obłędzie lew. — Gdyby ty się paliła.

Gdyby żar — gdyby ogień, płomienie i skry

ogarnęły twą twarz — twą postać w ogniów mgły,

gdyby ty twoje ręce zarzuciła na szyję

mnie — gdyby ty...

JOANNA

Ja się w męczeństwie wiję,

mój rozum mi się mąci — krzyczysz — ty jak burza.

W. KSIĄŻĘ

Jak wichr — ja byłbym wichr, huragan...

JOANNA

Jak z podwórza

słychać — ? czy jęk? — czy drzew to łoskot — ?

W. KSIĄŻĘ

Czar.

Ty śnij — w objęciach moich śnij — oczarowana wróżka.

Spokojność duszy daj — — daj ust...

JOANNA

Ty...

W. KSIĄŻĘ

Chodź do łóżka.

JOANNA

Daj ust — ty mój — — — o bierz tę twoję moc —

podtrzymaj mnie — na oczach, w duszy noc;

w obłędzie myśli moje — splątane myśli, chmura,

nie widzę nic — łyskanie — szum —

W. KSIĄŻĘ

To miłość — ura!

Pocałuj —

JOANNA

Ha —

W. KSIĄŻĘ

Pocałuj.

JOANNA

Cyt...

W. KSIĄŻĘ

To nic. — —

JOANNA

Co to? — po oknach śwista — zgrzyt —

zgrzyt szyb — brzęk — szept — ktoś jęczy — czy kto łka — ?

W. KSIĄŻĘ

To wiatr północny dmie. —

JOANNA

Wichr wyje.

W. KSIĄŻĘ

W oczach łza —

ty płaczesz, łza miłośna — lubość, ty poddana,

ty kochanka — miłośna ty. —

JOANNA

Ja obłąkana —

ty mój. — — ty mój. — — Kto jęczy tam na dworze?

Kto z wichrem goni tam? Kto klnie? — Przeklina — może —

ciebie i mnie. —

W. KSIĄŻĘ

Daj ust —

JOANNA

Pocałuj — skon.

W. KSIĄŻĘ

Daj ust — pocałuj —

JOANNA

Tyś dla mnie rzucił tron.

W. KSIĄŻĘ

Dla ciebie tron zdobędę, koronę dam na skroń.

JOANNA

Ty mój — kochanku — panie —

W. KSIĄŻĘ

Dam tobie królowanie.

JOANNA

W kościele Świętego Jana.

W. KSIĄŻĘ

Carstwo.

JOANNA

Korona zmartwychwstana.

Nie od dziś to czuję i wiem

i pragnę, chcę i drżę — ty mój —

ty zadmiesz w róg — powołasz — ty na bój!

A oni z tobą rycerze; —

zwyciężą! — Szał mnie bierze. —

Kochanku — powstań ty, zdruzgotaj Cara, zgnieć!

Zapalaj burze, ognie nieć.

Kochaj — daj ust — tam pożar się rozpali:

Tam są gotowi wszyscy już! — — Powstali!!

W. KSIĄŻĘ

Co!? — wiesz!!

JOANNA

Wiem. Tam w sercach ogień wre.

Tam czekają i rwą się już. — —

W. KSIĄŻĘ

Tam?! — gdzie?!

Obłędna ty — co wołasz — ? Jaki bunt — ? Ty znasz?

Mów. — — Ty zdradziłaś się.

JOANNA

Ty patrzaj w twarz.

Cesarski szpieg. — — Mój sen — ty podły — kłam. —

Ty lękasz się — za tobą nikt — —

W. KSIĄŻĘ

odstępuje od niej

Ja sam...

To ja się zdradził — a z czym — czym ja to był?

Ty rzekła: carski szpieg: — ty żona,

ty miłość moja, mnie zabiła i zatruła,

ty z nóg mnie powaliła. —

A ja się rwał. —

Ja tam, tam, z orłami w loty chciał —

a ty — ty z duszy głębin wydobyła

podłość. — — — To ty mój wróg.

A ty zemdlała mnie u nóg

miłośna — nie — co ja wiem —

ty moja kaźń — ty boska —

dzwoni

JOANNA

omdlała

W. KSIĄŻĘ

otwiera z kluczów wszystkie drzwi

przenosi ją do innych pokojów

PANNY

wbiegają

otaczają zemdlałą

oddalają się

W. KSIĄŻĘ

wbiega

idzie ku jednemu z pokojów

rozmawia z kimś we drzwiach

po chwili wchodzi na salon

Obok W. Księcia wchodzi:

GENDRE

z pochyloną głową

W. KSIĄŻĘ

Ot, co ty mówisz? Na śmierć? — Generàł?

GENDRE

Ot, czemu by ja nie umieràł? —

Ja tchórz — a Wasza Miłość taki —

tak każdyj czełowièk137 tchórz — — a my łajdaki.

A niech bierze, kto chce — kto chciwy — choćby Bóg —

takoj ja rozrzutnik — niech każdy będzie syt,

czort, anioł, Boh138 i Car — — — a serce — cyt, cyt, cyt.

Ja serce miał — — ha, ha — dziś mundury i gwiazdy —

a książę gwiazdę masz — czoło mnie pali. —

opiera czoło o pierś W. Księcia

Daj ochłodzić kamykiem czoło. — — — — Carski dar —

piękny. —

W. KSIĄŻĘ

Biedny ty — duràk139 — —

GENDRE

Tak Carstwo czar. —

W. KSIĄŻĘ

Rzewny ty — czy pijany — ?

GENDRE

Wasza miłość? —

W. KSIĄŻĘ

Obraza — ?

No — no — rzewny — już ja widzę, że rzewny,

że ty się stał przede mną sercem śpiewny.

A dla kogo ty nucisz ten serdeczny żal — ?

No, generàł — tak masz tu przy boku stal,

szpada — co? — —

GENDRE

Tak kto mnie wydarł serce — ?

Ja serce miał — — czy naszli mnie morderce,

gdy ja się duchem chwiał...?

Wszystko wziął Car — niech wziął; — tak, gdy już u grobu,

kto dziś uwolni mnie wlec się do tego żłobu,

gdzie duszom dają pić — ? gdy pragnie dusza?

W. KSIĄŻĘ

Ty chcesz na tamten świat — ty brat — ? a co cię zmusza?

GENDRE

Duch. — Tak ja tu widzę wstyd — bezczelny wstyd;

a tak ja widzę tam za grobem jasny świt;

tak ja tu widzę podłość, brud i męt

a za grobem ja widzę czyste łzy a smęt...

W. KSIĄŻĘ

Tak ty urlop weź — poczekaj. —

GENDRE

Urlop duszy.

Daj ty zwoleństwo140 duszy, niech poleci

tam. — —

W. KSIĄŻĘ

Tak ty duràk — weź ty teorban141, dzwoń; —

ty się nudzisz. — A gdyby ciebie ja, jak Mazepę142, na koń,

w step? — uczyniłbym Centaura —

przez gąszcz leciałby ty, jak wichr — i jaka Laura

rozkochana by biegła z rozpuszczonym włosem

za kochankiem — — ?

GENDRE

Tak książę dziewkę rai...

KURUTA

wszedł cicho i szepce

Majestè143 — nadbiegł właśnie ów człowiek z donosem.

W. KSIĄŻĘ

Niechże wejdzie. —

do Gendra

Adieu144

do Kuruty

A przycienić światło,

niech ślepiami nie rzuca.

KURUTA

Wiem, kto jest.

W. KSIĄŻĘ

Co mnie to?

Niczym nie jest.

GENDRE

Addio145!

odchodzi

W. KSIĄŻĘ

Włóczęga, hołota,

człowiek podły — potrzebna nam jest jego cnota.

MAKROT

wchodzi

KURUTA

A ty masz dla mnie co — ?

MAKROT

Dla księcia słowo.

KURUTA

A czemu dla mnie nie — ?

MAKROT

Dla majestatu.

KURUTA

No tak, ja ci pozycję dał.

MAKROT

Więc za umową

działam — sekret.

KURUTA

Daj go katu — —

szepce W. Księciu

do Makrota

No tak, co ty wynalazł — ?

MAKROT

Słowa — gesta — cienie.

KURUTA

Któż co z tego odgadnie — he — kto?

MAKROT

Złe sumienie.

Kto się boi, dla tego gest jeden wystarczy

znaczący; — kto zgaduje — odgadnie z pół-ruchu,

z pół-słowa — co kto chowa utajone w duchu

i z tym straszydłem pójdzie w noc milczenia

a będzie tam ten potwór gospodarczy146

ten zatruje mu krew, przeźre147 rdzenia

i wejdzie, wpełznie jad w krwi uderzenia —

zatruje, zgnębi duszę — usiądzie na piersi,

aż przytłoczy i zaprze w noc. —

KURUTA

Tak my najszczersi —

daj rękę — no i gęby daj — a wypleć bajkę

cożeś wynalazł, zmyślił, odgadł....

MAKROT

Szajkę.

Może się co powiedzie? — Trzeba pójść posłuchać.

KURUTA

Można pójść — ?

MAKROT

Można.

W. KSIĄŻĘ

Jawno?

MAKROT

Niewygodnie.

W. KSIĄŻĘ

I cóż tam knują — ?

MAKROT

Oni — ? — Knują zbrodnie.

Trzeba, żeby sam książę podszedł, jak w romansie;

by mi zaufał, poległ...

W. KSIĄŻĘ

Jak na Sanszo-pansie148.

I dużo ich się schodzi?

MAKROT

Garść, partie — gromada.

To zależy. —

KURUTA

I gdzież to?

MAKROT

Kto przyjdzie, to gada

i można stan umysłu w dyjalogu czytać,

by tylko umiejętnie podsłuchać, pochwytać.

Słowa są urywane — lecz myśl jednolita.

W. KSIĄŻĘ

Tak gdybym ja tam poszedł sam...?

MAKROT

To nie wypada.

Mój ubiór wyszarzany, brudny, pfuj, jak szuja;

za dnia przyjść tu nie mogę, psami lokaj szczuje.

A żyć muszę dla dzieci — mam serce i czuję.

W. KSIĄŻĘ

I gdzież to — ?

MAKROT

Rzecz doniosła — niejawna, nietajna.

W. KSIĄŻĘ

Byłeś tam?

MAKROT

Wracam.

KURUTA

A, sprytna sobaka149!

W. KSIĄŻĘ

Gdzie to?

MAKROT

Na Świętojańskiej uliczna kloaka.

KURUTA

zaśmiał się

Ha, ha.

MAKROT

Spisek odkryłem — wyjawię dowody.

W. KSIĄŻĘ

Łajdaku, coś ty chciał — ja mam pójść w łajna?

MAKROT

Tam mówiono o księciu słowy szkaradnymi.

W. KSIĄŻĘ

I ty, podły, przychodzisz obrzucać mnie nimi?

MAKROT

Ja tam stałem na zimnie, o głodzie — z rozkoszą

chwytałem każde słowo; — powtarzałem duchu:

stój, postój — czekaj jeszcze, zapłaci dukatem,

dukatem płacą tym, co donos noszą.

W. KSIĄŻĘ

Co? I cóż? — Co przyniosłeś — co?

MAKROT

Ja cały w słuchu,

przy tym brudzie i wstydzie; — no ja z tego żyję,

Książę płacisz.

W. KSIĄŻĘ

rzuca pieniądz

Masz. Gadaj.

MAKROT

«Pojednał się z bratem

i że to jest udane — że jest list od Cara —

i że trzeba dziś jeszcze» — ot, patrz, krople z czoła...

W. KSIĄŻĘ

Gadaj.

MAKROT

«Dziś jeszcze trzeba w pysk tego Mogoła».

W. KSIĄŻĘ

Mnie!?

MAKROT

Ja tak myślę.

W. KSIĄŻĘ

Precz! — Mnie!?

MAKROT

To wyraźne —

bo oto tu są inne donosy ukaźne,

które wskazują — że się dziś — coś ma pojawić.

No i wiadomo co — gdzie — to trza zdławić.

W. KSIĄŻĘ

Ale co!? — Co?! — Precz-ty! — albo zostań jeszcze chwilę;

potem wydam rozkazy, ukaz150; — ja tu mile

przepędzam czas — tak wy mnie napędzacie strachu.

Tak ja spokoju nie mam — ciągle w szachu. —

A kto mnie trzyma? — wy — tak to błazeństwo. —

MAKROT

Oni się modlić przychodzą na groby

w dnie narodowej, tak zwanej, żałoby.

Wtedy ja idę i śpiew intonuję

razem wspólnie z innymi, nawet popłakuję.

A w notesie kryjomie imiona spisuję

osób, które tam klęczą. — I tak na trop spisku

wpadam z lekka, powoli — na ich cmentarzysku,

gdy na ich głowy liście spadają zżółkniałe.

Oto tu mam notaty.

dobywa papierów

Co — ? — Foliały całe?

Jeśli książę przypomnieć raczy w listopadzie...

W. KSIĄŻĘ

Listopad to dla Polski niebezpieczna pora — ?

MAKROT

Znacząca. — —

W. KSIĄŻĘ

A ty, widzę, jesteś zmora.

MAKROT

Tak teraz jest listopad — więc baczne mam słuchy.

Jest to pora, gdy idą między żywych duchy —

i razem się bratają.

KURUTA

wybucha śmiechem

Ha, ha, ha,

W. KSIĄŻĘ

śmieje się

Poeta.

Nowy Lamartine może? — Patrzaj — szpieg esteta.

Spisek — codziennie spisek...

KURUTA

Bo jest.

W. KSIĄŻĘ

Co dzień nowy.

KURUTA

Co dzień nowy.

MAKROT

Jest wszędzie.

KURUTA

W zawiązku.

MAKROT

Gotowy.

W. KSIĄŻĘ

A wszystko pierzchnie z rankiem — ze dniem — nocne mary.

Tak wy, strachy — puszczyki dwa — ja nie dam wiary.

KURUTA

Wasza Książęca Mość nie drży — człowiek wojenny,

no to dość; — trzeba, książę, wydać rozkaz dzienny,

że wsio151 ma być spokojno — spokojnie tam w duszy:

jak usłyszę w rozkazie — tak strach się rozprószy.

W. KSIĄŻĘ

Ty żartowny.

KURUTA

Tak ja się na wszystko zgotuję.

A kto to jutro będzie pan — ?

W. KSIĄŻĘ

Tu ja panuję.

A ty mnie przy mnie milcz — o innym panu.

KURUTA

Ja miał na myśli Cara.

W. KSIĄŻĘ

Milcz.

KURUTA

I zamach stanu.

Słyszałem pode drzwiami — rozumiem, miarkuję152.

Myśl genialna —

W. KSIĄŻĘ

Słyszałeś — ty — ja cię zakuję

w kajdany.

KURUTA

Tak się dowie Car.

W. KSIĄŻĘ

Car się nie dowie.

Ja się owinę szarfą — szpieg — wszyscy szpiegowie,

precz wy ode mnie, precz — krew mi wyssali,

krew moją carską żłopać przyszli tu i tu chłeptali,

duszę wy moją brali w szpon — piekła szatani

i wlekli w noc. — — —

wypędza obydwóch

Ja sam — — skąd czekać mnie zwiastuna?

i kto wyzwoli z mąk — — ? —

widać łunę

Co to? — — Pożarna łuna —

— gaśnie — zapada — — — znów snop iskier bucha.

Cisza. — — i coraz noc; — — i pustość głucha.

dzwoni

A co?

OFICER SŁUŻBOWY

wchodzi

salutuje

Raport złożony — pożar ugaszony.

Na Solcu płonie szopa pusta — trochę słomy.

W. KSIĄŻĘ

Słomiany ogień — zgasł —

OFICER SŁUŻBOWY

Cztery szwadrony

powróciły.

W. KSIĄŻĘ

Pożaru powód — ?

OFICER SŁUŻBOWY

Niewiadomy.

W. KSIĄŻĘ

Jak to — ? — Ha — nic — tak — nic nie wiadomo;

tak — że to wszystko nic — — kto ma łakomą

duszę — — — czego? — — co?

do oficera

Rozpędzić straże.

Niech idzie wszystko spać.

OFICER SŁUŻBOWY

salutuje

wychodzi

W. KSIĄŻĘ

klaska

LOKAJE

wchodzą

W. KSIĄŻĘ

Gasić lichtarze.

POD POSĄGIEM SOBIESKIEGO

GOSZCZYŃSKI153

Wiatr dmie, że ogród cicho łka

za każdym liści szelestem...

1. GŁOS

Idą.

2. GŁOS

O, teraz słychać gwar...

3. GŁOS

W pałacu gasną sale.

GOSZCZYŃSKI

Zapada mgła. — — Ty jesteś, bracie?

1. GŁOS

Jestem.

GOSZCZYŃSKI

Policz nas.

1. GŁOS

Szesnastu ludzi.

GOSZCZYŃSKI

Po drzewach jakaś arfa gra

i ogród jęczy tłumem mar.

1. GŁOS

Jeśli się książę obudzi..?

2. GŁOS

A jeśli nie przyjdą cale154 — ?

GOSZCZYŃSKI

Niepokój, ogień piersi żre

jak Harpia; złość ssie krew.

Przysięgi, jako słowa czcze;

na marne poszedł siew.

1. GŁOS

Już idą...

GOSZCZYŃSKI

Słyszę.

3. GŁOS

To szum drzew.

1. GŁOS

Nie przyjdą.

GOSZCZYŃSKI

W ogród wstąpił czar.

1. GŁOS

Będziem wszystko bić w łeb,

w łeb i na odlew z obu stron.

GOSZCZYŃSKI

Gałązki obsiadł lśniący szron

i coraz gęstsze smugi mgły.

1. GŁOS

Już idą — —

2. GŁOS

Czy to ty?

1. GŁOS

Tak ciemno.

GOSZCZYŃSKI

Ulituj się ty Boże nade mną; —

Sądzisz, że już koszar dopadli?

1. GŁOS

Tak sądzę.

GOSZCZYŃSKI

Ta cichość mnie zabija. —

Nie wraca nikt.

1. GŁOS

Wicher szumi.

GOSZCZYŃSKI

Czas mija.

1. GŁOS

Na zimnie stoję godzin dwie.

GOSZCZYŃSKI

Milcz. — Ogień piersi pali,

ręka się niecierpliwa rwie.

1. GŁOS

Byleśmy się tam w pałac dostali,

tego łotra z pościeli zwlec.

2. GŁOS

Co powiesz, jakbyśmy go porwali — ?

1. GŁOS

Co powiesz, jeśliby zdążył zbiec — ?

3. GŁOS

Mgieł gęstwa na ogród spada.

GOSZCZYŃSKI

Stoimy jako orłowie w chmurze.

Drzewa szepcą — miotem gałęzi

a krzewy w słomianej uwięzi

przystanęły, równie jako my,

w oczekiwaniu i lęku.

3. GŁOS

Idą mgły.

GOSZCZYŃSKI

Wicher powiał szumem...

CHÓR

Ogród gada:

Przystanęli tak bohaterowie młodzi

na ogrodzie w bolesnej zadumie.

A oto przy drzew śpiewnym szumie

posąg staje we świateł powodzi.

GOSZCZYŃSKI

Wszakże on wskazuje — — tam.

NABIELAK

W stronę Belwederu wskazuje.

GOSZCZYŃSKI

Jak gdyby rozkaz daje nam.

NABIELAK155

On wie i czuje

to, co czujemy my.

GOSZCZYŃSKI

Widzisz — ręka mu drży.

NABIELAK

To księżyc cień rzucił liści

i cień liści przemknął po ramieniu.

GOSZCZYŃSKI

Jak śnieg on biały w tym odzieniu...

NABIELAK

Wskazuje tam, a patrzy żywym okiem.

GOSZCZYŃSKI

Przykuł mnie wzrokiem.

NABIELAK

On wie i czuje.

GOSZCZYŃSKI

Patrz — drgnął — to koń się wspina — !

NABIELAK

To cienie drzew.

GOSZCZYŃSKI

Bije godzina.

Przystanęli tak bohaterowie młodzi

na ogrodzie w bolesnej zadumie,

a oto przy drzew śpiewnym szumie

niewiast dwie pośrodkiem przechodzi.

Idą środkiem, śród młodych szeregu,

idą wolno ujęte uściskiem...

Nie powstrzymać tajemnic w ich biegu...

Noc ta dziwnym przemawia zjawiskiem:

DEMETER156 Z CÓRKĄ KORĄ157 ŻEGNA SIĘ

KORA

Powiedzie mnie Orkus158 w noc,

w świat ciemny wichrów, burz;

nie zaznam słońca już,

nie zaznam twoich ust, twych ócz;

o matko, żegnaj dziecię.

DEMETER

Żegnaj mi dziecię, żegnaj córo;

Orkus cię czeka, Orkus wzywa,

musisz zejść k’niemu nieodbycie159;

zejdziesz w kraj śmierci, poślubiona,

kędy160 cię żenie161 Moc straszliwa,

Moc niezbłagana, bezlitośna.

Pomnisz, pamiętasz wielą laty,

jakom płakała lubej straty

i skargi wodziłam żałośna.

KORA

Orkus mnie wzywa, idę żona,

przez letni jeno162 czas szczęśliwa,

gdy z tobą matko, bliska tobie; —

a oto dzisiaj znów w żałobie,

drogą, co wiedzie do podziemu,

idziem i płaczem obie.

DEMETER

Pocałuj usta, całuj oczy;

także163 się smutkiem lice mroczy

i całun biały cię otula

a przedsię164 róż z twych lic nie płoszy — ?

KORA

O matko, przykrać165 ta koszula,

którą przywdzieję, ślubna jemu,

przemieszkująca tam w pustoszy.

O matko, przykreć to wezgłowie,

które podadzą służebnice,

gdy legnę w jego łożnice166.

Jakoż uchylę moich losów?

Orkusa miłość jak oddalę?

Ja Orkusowi ślubowana,

czarem miłości zniewolona;

oto się już tajemnie palę

i oto już tajemnie płonę,

bym jego uznała pana

a on przytulił mnie żonę.

DEMETER

O córo, żegnaj ukochana;

matczyne serce pogardzone;

już mnie nie trefić167 twoich włosów,

ostatni raz twe plotłam kosy168;

już mnie nie stroić tobie szatki,

już idziesz precz od matki;

jeno mi dziwno, że twarz płonie,

że twoja twarz w rumieńcach;

tyżeś169 się stała rozkochana,

żeś w ślubnych wyszła wieńcach?

KORA

O matko, wstydem przed cię płonę

a żar me piersi pali —

żeście mi poznać miłość dali;

wszakżeż wiedziecie mnie dziś żonę,

więc się ten płomień w licach trwali;

przetom spłoniona i rumiana,

żem matko, mocno zakochana

i tobie wyznać muszę.

DEMETER

Jakoż te więzy twoje skruszę?

KORA

O, nie sąć170 one nieznośliwe.

DEMETER

Teć więzy ciebie mi odbiorą.

KORA

O matko — letnią wrócę porą.

DEMETER

Do lata, wiosny czekać długo.

KORA

Muszę do czasu tam być sługą

i muszę jemu żoną.

DEMETER

Pierwejże171 z matką twą rodzoną

być tobie wolną i dziewiczą,

niż tam w podziemiu niewolniczą.

KORA

O matko, przedsięś przepomniała172:

w ogniach miłości stoję cała —

czas, bym odeszła już.

Żegnaj mi — żegnaj matko dziecię;

z wiosną mnie drugą znów ujrzycie.

Odchodzę precz w kraj snów.

DEMETER

Odchodzisz w ciemnie wichrów, burz;

nie zaznasz słońca już...

KORA

Za drugą wiosną wrócę znów.

Tu przystanęła zapłoniona,

Z objęć się matki uchyli;

przejrzysta kryje ją zasłona,

a w zadumanej jej postawie

widać, że łzami mówi prawie;

a z ócz i czoła to zgadywać,

że jakąś tajemnicę sili,

którą kazano jej ukrywać.

Łzy te, co jej do ócz się cisną,

dziwnym weselnym blaskiem błysną.

Na ustach palec położyła

i tak do matki swej mówiła:

Pamiętasz, matko, jako lecie173

ustroiłam się w żywe kwiecie

i biegłam do cię w śpiewie, z pola...?

DEMETER

Spominasz darmo dzień wesoły

na dniu, gdy obie płaczem społy174,

że nieodmienna tobie dola,

że giniesz dla mnie, twej macierze175,

gdy cię za żonę Orkus bierze

i za Styg176 wiedzie, ku otchłani,

gdzie będziesz włada i pani.

KORA

O matko, Hymen177 mnie powiedzie

w orszaku sług na przedzie;

pochodnię smolną spali jasną.

Sługom na czoła wieńce włoży

i śpiew zanuci pochodowy,

jako mam zacząć żywot inny,

zasiadłszy tron królowy178.

DEMETER

O córko, rzucasz matkę własną;

w pochodniach, które dla cię płoną,

żywoty onych gasną.

KORA

Z wiosną, gdy pierwsze lody spłyną,

gdy pierwsze wichry powioną,

wrócę i żywot zacznę nowy.

DEMETER

Rzucasz mnie — to ostatnie chwile,

jako na ciebie patrzę żywą — ?!

KORA

Ja, matko, będę tam szczęśliwą.

DEMETER

A przedsię179 droga to cmentarna.

KORA

Tajemnic tobie część uchylę:

Nie jestem ci ja matko ubogą;

bogate podziemu śpichlerze:

z każdego owocu się bierze

nasienie i skrzętnie kryje;

tam przechowują się ziarna

a jak je przyniosę na świat,

to każde kwiatem odżyje

i owoców urodzi mnogo.

DEMETER

Patrz! Wszystkie pędy pomarnieją,

gdy nocą wichry powieją;

patrz, oto martwy konar drzew.

KORA

Pamiętaj, matko, wczesny siew.

Spieszno mi odejść, spieszno tam,

gdzie stróżką180 ziarn być mam

i zgarnąć wszystek płód.

Rzeczy tajemne tam się dzieją;

nie mogą się beze mnie stać.

DEMETER

Opuszczasz mnie, mnie twoją mać —

do serca podszedł chłód;

już idziesz, biegniesz, spieszysz...

Marnieją moje letnie chudoby181;

o bezlitośna, ty się cieszysz,

a mnie ostawiasz groby.

KORA

Z tajemnic moich, matko, znaj:

Jest inny tamten kraj,

kędy są wiecznotrwałe siły;

z tych coraz nowy rośnie pęd

i wzejdą i będą rodziły.

Tam wszelki żywot ma swój byt

i czeka, aż dlań błyśnie świt

i czeka, aż dlań przyjdzie czas:

zajaśnieć pełnią kras.

DEMETER

A te zwarzone, kędyż legną;

imże182 w barłogu zimnym gnić...?

KORA

Umierać musi, co ma żyć...

DEMETER

Ty na śmierć wiedziesz twe służebne!

Poznaję miłość twą przeklętą

i moc i słowa twe wróżebne.

KORA

My oto, matko, zmartwychwstaniem

na wielkie siewu święto.

DEMETER

Już palą dla cię pochodnie!!

Wchodzi Hymen i jego orszak z pochodniami i muzyką i otaczają Korę.

KORA

Z tajemnic moich, matko wiedz:

Gdy wszystko żywe musi lec

pod ręką, która znaczy kres;

śmierć tych użyźnia nowe pędy

i życie nowe sieje wszędy.

Więc smutna, matko, tym rozstaniem,

ale weselna tajemnicą,

szaty przyoblekłam godnie. —

Poniechaj żalu, niechaj183 łez.

DEMETER

Obłędna, stamtąd nikt nie wraca;

Przysięgą zguby więzisz duszę.

KORA

Gdy więzy śmierci skruszę

i zieleń pędów nowych rzucę

na niwy, łęgi184, na zagony —

o matko, Bogów godna praca! —

sposobić każ lemiesze, brony...

DEMETER

Śmierć biorąc żywa, spełniasz zbrodnię!

KORA

stała się poważna

Zaś w nieśmiertelnych wieńcu wrócę.

MUZYKA

weselna zaczyna grać

DEMETER

Noc cię uwodzi w wieczność ciemną!

KORA

stała się rozkazująca

Pochodnie święte nieść przede mną!!

Przede mną weselne pochodnie!!!!

Orszak muzyką weselną otacza Korę i uprowadza

do podziemu

DEMETER

przepada na ogrodzie

1. PODCHORĄŻY

wbiega nagle

Piotr nas Wysocki śle.

Sam idzie.

GOSZCZYŃSKI

Gdzie?

1. PODCHORĄŻY

We mgle.

Ku koszarom kawalerii na bój.

Chce ich dopaść uśpionych co tchu.

Gdzie twoi?

GOSZCZYŃSKI

Czekają tu.

1. PODCHORĄŻY

To wszyscy?

GOSZCZYŃSKI

Tylu wystarczy.

1. PODCHORĄŻY

A reszta?

GOSZCZYŃSKI

Czekać daremno.

1. PODCHORĄŻY

Ja drogę wam wskażę do domu.

2. PODCHORĄŻY

nadbiega

1. PODCHORĄŻY

Wysocki przydzielił nas dwóch.

My znamy przejścia pałacu.

Strzec bacznie wszystkich wyjść,

by książę sam po kryjomu

nie uciekł.

GOSZCZYŃSKI

Patrzaj, drga we wichrze liść

i drzewa grają szumem.

A przyniosłeś naboje, ładunki?

2. PODCHORĄŻY

W tej puszce — rozdzielcie, bierz.

GOSZCZYŃSKI

Więc Wysocki dobędzie koszary?

1. PODCHORĄŻY

By ino185 wpadł znienacka do leż.

NABIELAK

Gotowi?

GOSZCZYŃSKI

Gotowi.

1. PODCHORĄŻY

Za mną!

pada strzał w pobliżu

GOSZCZYŃSKI

Słychać strzał!

2. PODCHORĄŻY

To Wysocki już wyszedł z ogrodu.

Wystrzałem sygnał wam dał.

GOSZCZYŃSKI

A pokłońmy się białemu królowi...

2. PODCHORĄŻY

Gotowi?!

NABIELAK

Gotowi!

CHÓR

Gotowi!

wybiegają.

DEMETER

wchodzi

Gdzieżeś córo, co byłaś mi ptakiem,

radosnym letnim śpiewakiem — ?

Zda mi się jeszcze płacz twój słyszę

i słuchem gonię w głuchą ciszę

i zapłakana żalem dzwonię

i w skardze słucham własnych jęków,

jakoby twoich córko lęków.

A tyżeś może tam wesoła — ?

Płoniesz Hymenu płomieniami — ?

Cóż będzie córo z mymi dniami?

Cóż będzie z długą ciemną nocą

dla mnie, gdy cale186 światłem ninie187

oczy twe dla mnie nie migocą

i jeden dzień za drugim spłynie

i noc za nocą spadnie

a ciebie przy mnie nie będzie — ?

Tyżeś już zaszła w te otchłanie,

gdzie Orkus straszny władnie,

skąd moc cię moja nie dobędzie — ?

nawołująco

Hekate188, córko Tytana Taurydy; światłonośna niewiasto, dzierżąca pochodni dwoje — zjaw się ty, czujna wszelkim skargom i żalom; ty, co obecna jesteś, gdy matki rodzą; ty, co samotnych strzeżesz pustkowi i drogom rozstajnym stróżujesz. Zjaw się!

spod ziemi wychodzi:

HEKATE

pochodni dwoje dzierży w ręku

Oto stoję!

DEMETER

Córkę mi wydarto, porwano i uwięziono; straciłam ją sprzed oczu, pięknolicą i młodzieńczą. Gdzie jest, gdzie zanikła, zatraciłam pamięć i nie wiem i przeto ciebie wzywam, leć, goń, szukaj; o ty, która odgadujesz tajemnice bogów i ludzi przywodzisz do utraty rozumu i do szału, leć ty i świeć dwojgiem świateł głowni płonących i odnaleź córkę moją najmilszą.

oddala się w ogród

HEKATE

Do mnie, Eumenidy189 lotne; wy, które zamieszkujecie Tartaru190 rozległe pustkowia skalne. Dalej! Wy, kroczące w mroku i chmurą otoczone ciemną.

Przybądźcie! Krzywda się stała!

EUMENIDY

wychodzą spod ziemi

HEKATE

Wy, wylęgłe z kropel krwi, padłych na ziemią czarną; ze krwi mordowanego zrodzone a przeto krwawymi łzami płaczące.

Porwano oto pełne życie

w pełni świeżości kras

i uwiedziono w noc i grób

i uwiedziono na rozdroża i łęgi zapadłe.

Patrzajcie, krzywda się stała:

Oto wszystko widzicie umarłe,

powiędłe i zgasłe i zbladłe;

ziemia się stała jako trup,

drzewa obnażone z szat,

zdeptany owoc i kwiat.

Hej, wy Eumenidy lotne,

do zemsty! do zemsty mściwe!

Krzywdy się stały straszliwe.

Zburzona spokojność chat

i cichość małżeńskiego łoża.

Szałem obejmujcie dusze,

niechaj w obłędzie krwią poją się ciała

i duch się świetli zbrodniami,

pognany w męczarń katownie.

Do zemsty! Krzywda się stała!

Zapalcie czerwone głownie!!

EUMENIDY

Już zapalają swoje żagwie

i nagle w blasku łun czerwonym,

oczy ich świecą krwią ociekłe.

Na głowach węże, w splot wiązane,

czoła im bolem prężą

a one bolem, raną wściekłe,

wsłuchane w słowa te wołane.

HEKATE

Nie spoczniem, aż trzykroć razy

księżyc się odmieni złoty.

Poprzysięgnijcie loty,

nie spocząć, wy niestrudzone,

aż krzywdy będą pomszczone.

Wojna, wojna, wam żer i wasza obiata191!

Na świat, na świat, wy mściwe!

Upadajcie ludziom na pierś i kark

i ssajcie ze serca krew,

niech znają Boży gniew.

Wężami przegońcie park

i dalej, dalej i dalej,

lotami sięgnijcie świata!

Rózga niech mściwa obali!

Ziemia oto we skardze zadrżała:

Krzywda, krzywda się stała!!!!

EUMENIDY

rozbiegają się po ogrodzie

HEKATE

zapada się.

SALON W BELWEDERZE

Ciemno. Na ogrodzie noc księżycowa

GENDRE

pijany, leży na kanapie

LUBOWIDZKI192

chodzi po salonie

GENDRE

Przynosisz wiadomości — ? — Masz relacje czyje?

LUBOWIDZKI

Gdy pora się nadarzy — wszystko mu odkryję.

GENDRE

Patrz — by nie było późno. — I cóż wiesz nowego?

LUBOWIDZKI

Wiem dla samego księcia. Cóż tobie do tego?

GENDRE

Nie wiesz nic.

LUBOWIDZKI

Wiem dla siebie.

GENDRE

To i schowaj sobie.

LUBOWIDZKI

Dla książęcia pracuję. — Zysku zazdrość tobie — ?

GENDRE

A może by partyjkę?

LUBOWIDZKI

Nie mam dzisiaj głowy.

GENDRE

To szkoda, że bez głowy wychodzisz na łowy.

Książę, choćby cię nawet przyjął najłaskawiej,

rogi, jak rogi — głowy nie przyprawi.

LUBOWIDZKI

Gadaj zdrów — chcesz wyłudzić ode mnie pieniędzy.

GENDRE

Masz dukata, łajdaku — tuczysz się na nędzy.

LUBOWIDZKI

goni za dukatem

Dukat zawsze dukatem, piechotą nie chodzi.

GENDRE

Najlepiej go ocenisz ty, książęcy złodziej.

LUBOWIDZKI

odrzuca dukat w kierunku Gendra

Przestań pijaku, bo to mnie już nudzi.

GENDRE

Pyskuj ciszej — bo książę jeszcze się obudzi...

głuchy łoskot

LUBOWIDZKI

Cóż to? Biją do bramy?! Rozwalają wrota?!

GENDRE

A cóż mnie to obchodzi? — To twoja robota.

LUBOWIDZKI

Trzeba obudzić księcia!

wpada do sypialni

KAMERDYNER FRIEZE

wpada ze drzwi w głębi

Trzeba księcia budzić!

wpada do sypialni

GENDRE

Niech książę śpi spokojnie — na co ma się trudzić?

Co być ma, niechaj będzie. —

FRIEZE

ze sypialni

wywleka W. Księcia pół ubranego

wlecze go po ziemi przez salon

do drzwi w głębi

gdzie znikają

LUBOWIDZKI

w sypialni

Ha! na pomoc! Zbóje!!

PODCHORĄŻY

w sypialni

Masz łajdaku! — Już uciekł!!

SPRZYSIĘŻENI

w kilkunastu wpadają ze sypialni na salon

przebiegają do innych pokoi w głębi

NABIELAK

Któż to tu wartuje?

nastaje na generała Gendra.

GENDRE

powalony

Ja nie winowat193 — — —

NABIELAK

Milcz, ty synu wraży194.

GENDRE

A czy wy wiecie, wy — czyja śmierć znaczy?

Może ta moja śmierć szalę zaważy

i napiętnuje was piętnem siepaczy — ?

GOSZCZYŃSKI

Jeśliś niewinny, winujesz się słowem.

GENDRE

Wot słowo u was — dym. Zabij gotowem.

NABIELAK

Chcesz, by rozważać twą śmierć — rozważyłem.

uderza bagnetem

GENDRE

Nieszczęście!

GOSZCZYŃSKI

Sława!

GENDRE

Przeklnij Bóg —

NABIELAK

Łajdaki.

Ty kartowniku, złodzieju...

GENDRE

Rycerzu.

Ty mordujesz; czy myślisz, że z Bogiem w przymierzu?

Znajdzie się na was sąd.

NABIELAK

Sądu nie będzie.

Od dzisiaj my jesteśmy sądem i my sędzie

a wam się znaczy kres. — Ty wziąłeś swoje.

GOSZCZYŃSKI

Pójdź — dalej — musim przebiegnąć pokoje.

Tamci tam już pobiegli — my w te drzwi — bacz pilnie,

byśmy jak w labiryncie błędnym nie zbłądzili.

przy drzwiach u przodu z lewej

Drzwi zaparte.

NABIELAK

Poszarpnij.

GOSZCZYŃSKI

Ktoś trzyma.

NABIELAK

Ciąg195 silnie.

GOSZCZYŃSKI

Czekaj. Księżnej pokoje — może — ?

NABIELAK

Pchnijmy razem.

Słyszysz — tamci wracają — ? Czasu nie ma chwili.

Jeśli tam zdołał umknąć — ?

SPRZYSIĘŻENI

wbiegają ze drzwi w głębi z lewej

przebiegają ku sypialni

GOSZCZYŃSKI

Patrzaj, ktoś mnie sili.

NABIELAK

Kolbą we drzwi — uderzaj!

GOSZCZYŃSKI

Już klucz przekręcony

i zasuwka zapadła — osób kilka słyszę — —

odbiegają — —

NABIELAK

Uderzaj!

GOSZCZYŃSKI

Ha!

NABIELAK

Któż jest na progu — ?

drzwi się roztwierają

pada przez nie światło świec

JOANNA

Jestem książęcia żoną.

GOSZCZYŃSKI

Polka.

JOANNA

Wy morderce.

NABIELAK

A jeśli łotra żoną ty — ranionaś w serce.

JOANNA

Ustąpcie — tam po moim trupie!

GOSZCZYŃSKI

Egzaltowana lalko — lwico sentymentu,

bierz uczucie pogardy.

JOANNA

Bierz uczucie wstrętu.

NABIELAK

Ukryłaś tchórza — dosięgniem — dzierz siłą.

JOANNA

Precz stąd — to podłość.

GOSZCZYŃSKI

Milcz — odejdziem sami.

Niechże dla cię ostanie — twój mąż; — ty kobieta,

jeśli nie wiesz, że miłość podła ciebie plami,

żebyś piękniejsza była ty: Judyta196.

JOANNA

Ja Polka — i jeżeli Bóg miłość rozpali,

to ja kocham i bronię, choć dwór mój się pali.

GOSZCZYŃSKI

Tu jest człowiek raniony.

JOANNA

podbiega, gdzie leży Gendre

Boże.

NABIELAK

Był omdlały.

JOANNA

A to ten — był pijany —

słychać strzały

NABIELAK

Co to?

GOSZCZYŃSKI

Padły strzały.

NABIELAK

Jakiś tętent...?

JOANNA

To jadą księcia kirasjerzy.

NABIELAK

My jesteśmy tu sami — już nasi uciekli.

biegnie ku drzwiom z prawej, w głębi

GOSZCZYŃSKI

biegnie za nim

JOANNA

Nie tamtędy —

GOSZCZYŃSKI

Chcesz szydzić — ?!

JOANNA

Ha, bądźcie wy wściekli,

rycerze czynu — — — ocalę rycerzy.

Przez te drzwi!

wskazuje drzwi sypialni

NABIELAK

Więc tam nie ma!?

JOANNA

Spiesznie!

GOSZCZYŃSKI

Już w podwórzu!

wybiegają

JOANNA

Ha, trup we drzwiach sypialni.

W. KSIĄŻĘ

wbiega z głębi, z lewej

przypada jej do nóg.

Polkà Polkà!

JOANNA

Tchórzu!

W. KSIĄŻĘ

Wolałabyś ty mnie zagrać notturno197

sentymentalne nad popiołów urną,

gdyby ja padł — ?

JOANNA

Jak padł twój wierny.

W. KSIĄŻĘ

Mój wierny pies — — zsiniały, tak już — czerny.

Ha — a! — Wywlec go precz!

LOKAJE

wynoszą ciała Gendra i Lubowidzkiego

JOANNA

Zawiążcie mu rany.

W. KSIĄŻĘ

Pomarł już — takoj sczezł198 wot posiekany.

Tak bym ja był... Wyrzucić — trup — trup — zimny, siny.

Poszedł. A diabeł tam spisuje jego winy.

Przegrał! — Ja jeszcze gram — stawka ostatnia.

OFICER KIRASJERÓW

wchodzi

salutuje

Wasza Wysokość. Wsio buntowszczyki199 uciekli.

W. KSIĄŻĘ

Uciekli!! — Ha, ha, ha. — A on — ten z posągu?

Uciekł takoj? — A!

głos mu się łamie

OFICER

Kto? Wasza Cesarska?

JOANNA

O kim ty mówisz?

W. KSIĄŻĘ

Wot — koń jego parska

pianą i wyrzuca mnie krew na koszulę.

On na koniu, sam śnieżny król — wskazał buławą

a koń kopytem w pierś — w pierś moją bije —

tratuje mnie — na moje wdarł się łoże!

A rycerz, król z kamienia krzyknął: Heliodorze!!!

przypada do ziemi

Ratunku!

KURUTA

Do stu diabłów.

JOANNA

Jezus Maria! Mdleje!

W. KSIĄŻĘ

Czujecie wy woń siarki w powietrzu? Wonieje — —

LOKAJE

przynoszą ubiory W. Księcia

1. LOKAJ

podając

Wasza Cesarska Mość...

2. LOKAJ

podając

Wasza Wysokość...

1. LOKAJ

Niech Wasza Miłość wdzieje — rękaw — drugi...

2. LOKAJ

podając

Inexpressible200 Waszej Wysokości...

1. LOKAJ

Wstęgi....

2. LOKAJ

Gwiazda.

1. LOKAJ

Szpada.

W. KSIĄŻĘ

Kto wy jesteście — ?

1. LOKAJ

My pokorni...

2. LOKAJ

Sługi.

W. KSIĄŻĘ

Myślałem — że koło mnie szatański śmiech gada.

JOANNA

Uspokój się —

W. KSIĄŻĘ

kładzie na głowę pióropusz

Spokojna ty! — Żmijo — cudowna!

Ty byłaś w zmowie z nimi.

JOANNA

Z kim? — Pleciesz, głupcze.

W. KSIĄŻĘ

Z nim! — Ty byłaś w zmowie! — Z białym królem.

JOANNA

Ach, drwisz szydersko — gdy pierś moja bólem

się pełni201, za ten czyn spełniony —

że to są moi.

W. KSIĄŻĘ

Bracia!!!

JOANNA

Ty szalony.

W. KSIĄŻĘ

Szalony ja. — Wiesz, z kogo ja szaleństwo wziął?

dobywa szpady

Ja wyjął dzisiaj miecz — — i będę klął!

SZWADRON WOJSKA

wchodzi do salonu

W. KSIĄŻĘ

komenderuje

Stać tam!

JOANNA

Wydaj rozkazy!

W. KSIĄŻĘ

Polska czarownico,

Któż to piekielnym ogniem ogrzał twoje lico?

Nadzieja! Węże, żmije w oczach twych się prężą.

Ty może myślisz, że oni...

JOANNA

Zwyciężą!

W. KSIĄŻĘ

Polska... ty polska krwi, przeklęta jędzo!

Ty myślisz może, że oni mnie...

JOANNA

Wypędzą!!

W. KSIĄŻĘ

Ha! —

biegnie ku niej

by uderzyć ręką

JOANNA

mdleje

opadając na ręce panien

W. KSIĄŻĘ

Vraiment — c’est une dame.

Je deviens Polonais202 — i chcę bić, jak cham.

KURUTA

salutując

Generał Potocki203 — na czele swego pułku — jest —

otoczył domek — i sprowadził działa.

W. KSIĄŻĘ

w przerażeniu

Otoczył!! Staś Potocki?!

KURUTA

śmieje się

Nie — idzie z pomocą.

W. KSIĄŻĘ

Z pomocą? — Podły — ach charmant garçon204.

STANISŁAW POTOCKI

wchodzi

Bon soir, mon ami, cher prince205?

W. KSIĄŻĘ

Que dit-on

de moi? — — Varsovie va se taire!

On parlera de vous auprès de l’empereur!

Donnez l’ordre! mon vieux-beau — que la Pologne meurt!

Marchez — sur Varsovie — et massacrez tout!206

POTOCKI

milczy

posępny

W. KSIĄŻĘ

Comment? — Tu restes muet?207

drży

patrzy na Joannę

przerażony

krzyczy

Zbudźcie ją ze snu!!

W TEATRZE ROZMAITOŚCI

Scena teatrzyku. Tyły dekoracji; głębiej kurtyna, zapuszczona. Satyry z mającego się odegrać baletu, zajęte przytwierdzaniem i umocowywaniem kulis. Aktorzy w kostiumach, w rolach zapowiedzianego wodewilu208.

AKTOR

na scenie, poza kurtyną

zapowiada

Odegrany będzie wodewil ze śpiewami!

PUBLICZNOŚĆ

na widowni

poza kurtyną

Ze śpiewami!

AKTOR

Z Kudliczem w roli Mefista!

PUBLICZNOŚĆ

Brawo Kudlicz!

AKTOR

Rzecz będzie urozmaicona kupletami

à propos209.

PUBLICZNOŚĆ

Kudlicz! Kuplety!

AKTOR

Zaczynamy!

schodzi ze sceny

kurtyna się podnosi

odsłoniła się widownia oświetlona

PUBLICZNOŚĆ

na miejscach parkietowych, na parterze, w lożach

zajęta rozmową, w grupach, obojętna wobec widowiska

Na scenie:

laboratorium Fausta.

FAUST210

czyni zaklęcia

MEFISTO211

wychodzi spod ziemi

obaj rozmawiają mimicznie

MEFISTO

czyni zaklęcia

Ukazuje się:

VENUS-HELENA

z pucharem w dłoni

FAUST

klęka przed zjawiskiem

MEFISTO

bierze puchar z rąk zjawiska

VENUS-HELENA

znika

MEFISTO

podaje Faustowi puchar

FAUST

pije

strój jego czarny opada

stał się młody

Zapada kurtyna z gazy, przesłaniając widownię

na scenie zmiana dekoracji

muzyka antraktowa

1. SATYR

zza kulis, wskazując publiczność

O czym oni myślą — ?

2. SATYR

Co innego.

Nie to, co się na scenie gra.

1. SATYR

Trzeba im zagrać co nowego,

wytrzeszczą ślipie.

2. SATYR

Ha, ha, ha.

1. SATYR

Ja będę niby Wielki Książę.

Ty będziesz Grek, zausznik mój.

2. SATYR

podaje frak

Frak!

1. SATYR

kładzie frak

Szarfę niech mi kto zawiąże!

rozkazując

Łapy po sobie212!

2. SATYR

chichocze

1. SATYR

Małczaj! Stój!

przyczaili się za kulisami

Tymczasem na scenie już ustawiono dekorację

która wyobraża: plac przed kościołem

Kurtyna się podnosi, odsłaniając widownię

MAŁGOSIA

wychodzi z kruchty

FAUST

zbliża się ku niej

O piękna pani — czyli213 mogę

podać ci ramię — ?

MAŁGOSIA

Wcale nie.

FAUST

Chcę towarzyszyć ci przez drogę.

Jak rycerz, czci chcę waszej bronić.

MAŁGOSIA

Przestańcie, panie, za mną gonić.

FAUST

Przyjmijcie ramię — mówię szczerze.

MAŁGORZATA

Odejdźcie, panie — to — uwierzę.

przechodzą

tuż za nimi wkraczają na środek sceny Satyry

przygrywka

1. SATYR

udaje W. Księcia

Cóż o mnie mówią polskie dziewki?

lubieżny w oczach mają błysk.

2. SATYR

udaje adiutanta Kurutę

Śpiewają sobie różne śpiewki,

że Książę masz kałmucki pysk.

1. SATYR

Cóż o mnie mówią te Polaki?

Szczekaj, bo masz przemyślny łeb.

2. SATYR

Że Wielki Książę taki, siaki...

1. SATYR

Jaki?!

2. SATYR

Że Wielki Książę kiep.

1. SATYR

Któż to powiedział?

2. SATYR

Nie pamiętam.

1. SATYR

Zasługi order złoty dam.

2. SATYR

wskazując w publiczność

Spójrz Wasza Miłość, fotel — ten tam.

1. SATYR

Chłopicki!

2. SATYR

Właśnie, on to sam.

PUBLICZNOŚĆ

powstaje z miejsc, zaciekawiona

Zapada kurtyna z gazy, przesłaniając widownię

na scenie odbywa się zmiana dekoracji

SATYRY

zmykają za kulisy

przygrywka antraktowa

AKTOR

zirytowany, biega po scenie

Kurtyna przecież miała zapaść

natychmiast, skoro odszedł Faust!

Gdzież chłop, co tu przy korbie stał?!

1. SATYR

Widzisz, spostrzegli naszą napaść.

AKTOR

Zdawało mi się — że ktoś grał?!

1. SATYR

Zdawało mu się!

2. SATYR

Głupi gap!

Nie poznał moich kozich łap!

AKTOR

do statystów

Proszę się schodzić do baletu!

Uważać dobrze, jak dam znak!

1. SATYR

do innego Satyra

A nie zapomnij dać kaszkietu.

Spostrzegnę niby jakiś brak.

To będzie niby legionista

w szeregu będzie sobie stał;

ja będę klął do diabłów trzysta

i szlify w złości rwał.

Ty na to wejdź i chrząknij tak:

chrząka

Hm, hm.

Tymczasem ustawiono na scenie dekorację,

która wyobraża: plac publiczny

kurtyna się podnosi, odsłaniając widownię.

Na scenie: mieszczanie i mieszczanki

przechadzają się

SATYRY

część Satyrów poza kulisami przedostaje się do widowni

gdzie pojawiają się poza krzesłami publiczności

3. SATYR

za krzesłem Chłopickiego

Pamiętasz na Saskim Placu,

przed frontem,

Wielki Książę Cesarzewicz dostojny

skakał i pienił się w złości

i szlify komuś zerwał sobaka

i nogami w błocie podeptał.

I stała się cisza taka...

A ty patrzysz opodal spokojny

i tyś chrząknął.

CHŁOPICKI

chrząka mocno

3. SATYR

Tak on się nagle zwrócił, a szpada

w ręku mu niepewno214 zadrgała,

bo ku tobie oczy publiczności...

PUBLICZNOŚĆ

zwraca uwagę na Chłopickiego

3. SATYR

Poznał cię i spiekł raka215,

jakby go nagle kto lontem

podżegł216, pod nosem coś bąknął

i pognał precz.

Skończona była parada.

SATYRY

śmieją się

Ha, ha — ha, ha,

wściekł się bez mała217.

3. SATYR

Tak on się ciebie boi, sobaka.

4. SATYR

Patrzy, a tu Chłopicki stoi.

Na scenę wchodzą statyści w kostiumach gwardzistów

i ustawiają się rzędem po dwu stronach scenki

tworząc w ten sposób szpaler

dla mającego tańczyć baletu.

Muzyka gra baletową partię.

W tejże chwili:

1. SATYR

udający W. Księcia

wbiega z dobytą szpadą

równając ostrzem szpady szereg stojących gwardzistów

gdy spostrzega, że jeden z gwardzistów jest w kasku polskiego żołnierza, wygraża nad nim pięściami

zdziera mu szlify

rzuca je na ziemię

depce nogami

staje się cisza

2. SATYR

pojawia się na scenie w płaszczu wielkim i cylindrze

ubrany i upozowany à la Chłopicki

i chrząka

1. SATYR

udający W. Księcia

na to chrząknięcie zmyka ze sceny

PUBLICZNOŚĆ

wybucha śmiechem

3. SATYR

za krzesłem Chłopickiego

Wielki Książę Cesarzewicz spiekł raka;

cała Warszawa się śmiała!

SATYRY

Ha, ha — ha, ha —

PUBLICZNOŚĆ

Ha, ha — ha, ha.

1. SATYR

za kulisami

Kurtyna!!

AKTOR

za kulisami

Co to?!!

PUBLICZNOŚĆ

Forra! Forra!218

Zapada kurtyna z gazy, przesłaniając widownię

muzyka antraktowa

AKTOR

wpada na scenę zły

Kto się tu rządzi?!!

1. SATYR

za kulisami

To był zwid!!

PUBLICZNOŚĆ

za kurtyną, na widowni

Brawo!!!!

1. SATYR

wchodzi na środek sceny, tryumfujący

Publiczność woła!!

PUBLICZNOŚĆ

Forra!!!!

AKTOR

zrozpaczony

Teatr nam zamkną!!

SATYR

przedrzeźniając

A to wstyd!

AKTOR

do Satyrów

Przecież wy mieliście tańcować!!?

1. SATYR

dumnie

Ja nie należę do twych sług!

2. SATYR

w śmiechu

Chcesz, możesz nas zaangażować!?

AKTOR

Któż wy jesteście!!?

1. SATYR

Jestem Bóg!

Gram tak, jak mi się to spodoba!

AKTOR

Znajdziesz się za to w kozie, kpie!

1. SATYR

Ja jestem, widzisz, ta osoba,

co ludźmi bawi się!!

Muzyka cichnie

2. SATYR

uspokaja Aktora

Lecz oto scena się zaczyna.

AKTOR

spostrzega się

W piwnicy Auerbacha! Hej!

Ustawić z boku beczki wina!!

1. SATYR

do innego Satyra

Pójdź i ty maskę wdziej!

Tymczasem na scenie ustawiono dekorację,

która przedstawia piwnicę Auerbacha

Kurtyna się podnosi, odsłaniając widownię

Na scenie: studenci pijani i jeszcze pijący

siedzą na ławkach wśród beczek

CHÓR STUDENTÓW

Haj la li la la — Haj la la la.

Haj li la la la — la la, ho!

MEFISTO i FAUST

wchodzą wpośród

MEFISTO

do Fausta

Posłuchać musisz mojej rady,

a zaraz będziesz dziewkę mieć.

Trzeba ją zdobyć.

FAUST

Słucham rady.

MEFISTO

Daj złoto, zaraz wpadnie w sieć.

FAUST

Lecz nie mam złota.

MEFISTO

Nie z parady

moce piekielne w sobie mam.

Gdy zechcesz mej posłuchać rady,

natychmiast złoto dam.

czyni zaklęcia

Ukazuje się:

PANDORA219

niosąca w rękach kasetę

MEFISTO

bierze kasetę z rąk zjawiska

PANDORA

znika

MEFISTO

podaje kasetę Faustowi

FAUST

otwiera kasetę i przypatruje się klejnotom

MEFISTO

W ten oto sposób człowiek wpada

w sieć, którą ja zastawiam sam.

Idź teraz do niej, będzie rada220.

Gdy zechcesz, więcej dam.

FAUST

Ileż to dusz chwyciłeś w kleszcz,

uśpionych twoim darem?

1. SATYR

w masce wśród pijących

Orderów co dzień spada deszcz.

2. SATYR

w masce, wśród pijących

Bóg Cara zrobił Carem.

1. SATYR

Dziś resztę nocy się zabawię.

Na dzisiaj wino, jutro krew!

2. SATYR

Tyrana szarfą własną zdławię!

Wesoły dzisiaj nucę śpiew!

CHÓR STUDENTÓW

Láihula — láilala,

húlalila, lilalala!

1. SATYR

Przysiążcie chować tajemnicę.

2. SATYR

Maska dziś naszą kryje twarz.

1. SATYR

Jutro dzień mężów pozna lice.

2. SATYR

Przy księciu będziem pełnić straż.

1. SATYR

Tyrana mieczem w krwi powalę,

dzień zemsty przyszedł i dzień kar!!

2. SATYR

Nie będzie Carem Car.

CHÓR STUDENTÓW

pijanych

Láihulala — láilala!

húlalila — lilalala!

Zapada kurtyna z gazy, przesłaniając widownię

Muzyka antraktowa

Na scenie: zmieniają dekorację

AKTOR

do Satyrów

Ja nie pojmuję, co się dzieje!?

Ja panom każę strącić feu221.

1. SATYR

Pojmiesz nas jutro, gdy zadnieje!

2. SATYR

Pisz na Berdyczów222 — znajdziesz mnie!

AKTOR

do sług teatralnych

Proszę tych panów wziąć na oko,

niechaj mi tu nie kręcą się!

2. SATYR

tupnął nogą w zapadnię

dając znak, aby otworzono

1. SATYR

W tej chwili wpadniesz tam głęboko,

gdzie twój Mefisto skrywa się!

AKTOR

zapada się ze zapadnią,

na którą nieopatrznie nastąpił.

Tymczasem już ustawiono na scenie dekorację,

która przedstawia ogródek przed domkiem Małgosi

Kurtyna się podnosi, odsłaniając widownię

SATYRY

czają się za kulisami

FAUST i MEFISTO

wchodzą

FAUST

składa kasetę na ławie okna

MEFISTO i FAUST

ukrywają się za krzewami

MAŁGOSIA

ukazuje się w okienku

spostrzega kasetę

otwiera

wydobywa klejnoty i przymierza

śpiewa

Klejnociki, koraliki,

co ich to tu jest...

MEFISTO

Patrzaj na jej gest.

Zbliż się, przemów, rada będzie,

nie odprawi z niczym.

nuci

Licz, dziewczyno, koraliki,

później się policzym.

MAŁGOSIA

do Fausta

Miły panie, wyście dali;

czy to tylko wszystko mnie?

FAUST

Przychyl twoich ust z korali,

serce do cię lgnie.

MAŁGOSIA

Widzi mi się, miły panie,

żeście zawsze mnie kochali.

Czy kochacie ino223 mnie?

FAUST

Cóż się lękasz?

MAŁGOSIA

Kto to z wami?

FAUST

Mój lutnista.

MAŁGOSIA

Każcie, niech się precz oddali...

FAUST

Byśmy byli — sami...?

MAŁGOSIA

Wasz lutnista? — Niech zostanie.

w uścisku schodzą ze sceny za kulisy

MEFISTO

gra na mandolinie

1. Przyjdzie starość, młodość mija,

z liczka spadnie wdzięk!

Kiep, kto do dna nie wypija...

trąca struny

brzdęk, brzdęk — brzdęk, brzdęk, brzdęk.

PUBLICZNOŚĆ

poznała Kudlicza w roli Mefista

Kudlicz! Kuplety!

KUDLICZ

się kłania

SATYRY

pojawiają się

po obu bokach Kudlicza

kłaniają się również

KUDLICZ

uderza akord na mandolinie

śpiewa

Je protège la loi, l’effronterie

enfin je vous permet de vivre;

connaissez la grâce suprème:224

SATYRY

»Point des rêveries225«.

PUBLICZNOŚĆ

zadziwiona

KUDLICZ

uderza akord na mandolinie

Je protège le viole, l’escroquerie

dans des ordres, qui vont se suivre.

C’est mon loyale système:226

SATYRY

»Point des rêveries«.

PUBLICZNOŚĆ

powtarza w zainteresowaniu

»Point des rêveries«.

KUDLICZ

uderza akord na mandolinie

śpiewa

Quand on vous verra fideles, reptiles227,

SATYRY

śpiewają

Vous serez invités à la cour228.

KUDLICZ

śpiewa

Vous pourrez marier les dames gentilles,

des dames, qui étaient mes amours.

Je danserais moi-même fleuri:229

KUDLICZ i SATYRY

śpiewają

»Polonais, point des rêveries230«.

SATYRY

Vive la loi, l’effronterie;

c’est Dieu, qui vous donne la raison:

»Polonais, point des rêveries«.231

PUBLICZNOŚĆ

zaniepokojona

SATYRY

kłaniają się ze sceny

3. SATYR

z budki suflera

podpowiada Kudliczowi

Przyzwyczaić się można z czasem do niewoli.

KUDLICZ

powtarza bezwiednie za Suflerem-satyrem

Przyzwyczaić się można do rany, co boli;

tańcować,

3. SATYR

Gdy Car każe...

KUDLICZ

Śmiać się, gdy pozwoli.

PUBLICZNOŚĆ

powstaje z miejsc

Co to jest? — Co on gada? To nie z jego roli!

Nagle

na widowni otwierają się drzwi z ulicy do parteru

wysoko we drzwiach staje:

NIKE NAPOLEONIDÓW

Do broni! Do broni!

Pókiż będziecie spać w podłej niewoli?!

Bóg Wojny przez miasto goni

i powołuje braci!!

zstępuje po stopniach schodów, wiodących z parteru na salę

OFICER ZAJĄCZKOWSKI

wbiega tuż poza nią

z ulicy, staje we drzwiach rozwartych parteru

krzyczy

Na mieście naszych mordują!

NIKE NAPOLEONIDÓW

biegnie pośrodkiem

wśród foteli parkietu

aż staje przed Chłopickim

którego uderza po ramieniu

Wstań!!!

CHŁOPICKI

zrywa się

NIKE NAPOLEONIDÓW

krzyczy nad Chłopickim

Sławo!! Wstań!

Zerwij się lotem, na bój — ty jedyny!

Czekają ciebie z mych rąk laur! Wawrzyny!!

CHŁOPICKI

Co to jest?

1. SATYR

Widowisko!

2. SATYR

Patrz! Wiążą Moskali!

PUBLICZNOŚĆ

wstała z miejsc

Mordują?! Wiązać! — Broń się! — Warszawa się pali!

NIKE NAPOLEONIDÓW

przy Chłopickim

Wstań ty i głosem gromu uderz ponad męże!

W imieniu twoim i głosie zwyciężę!

CHŁOPICKI

dominuje głosem nad zamieszaniem

Oddalcie się do domów w spokoju!

OFICER DĄBROWSKI

z dobytym pałaszem

wkracza z ulicy od strony parteru

na salę

za nim kilku żołnierzy z giwerami i nasadzonymi bajonetami

PUBLICZNOŚĆ

Co zaszło?!

ZAJĄCZKOWSKI

To generał Chłopicki mówi!

PUBLICZNOŚĆ

Słuchać! Cicho!

1. SATYR

Dziwo weszło wśród was i zawrzasło!

2. SATYR

Chcą wam napędzić strachu!

1. SATYR

Jakieś licho!

DĄBROWSKI

wskazując kilku oficerów Moskali

Aresztuję Waćpanów!

ŻOŁNIERZE

otaczają oficerów Moskali

CHŁOPICKI

ze swego miejsca

krzyczy

Precz stąd! Rozkazuję!

wskazując oficerów Moskali

Ja tych panów pod moją opiekę przyjmuję.

do Dąbrowskiego

Oddal się pan natychmiast! Wywiedź232 straż ze sali!

DĄBROWSKI

To chyba, panie, nie wiesz, żeśmy już powstali?

CHŁOPICKI

Naucz się wprzódy słuchać, gdy ci rozkaz dali!

DĄBROWSKI

Bierzesz odpowiedzialność?!

CHŁOPICKI

Milczeć! Rozkaz dany!

DĄBROWSKI

Że jesteś generale przez wszystkich słuchany,

niech to będzie dowodem.

ku żołnierzom swoim

komenderuje

Za mną marsz!

idzie ku drzwiom

ŻOŁNIERZE

idą za nim

wyszli

1. SATYR

Wyśmiany!!!

NIKE NAPOLEONIDÓW

do Satyrów, ku scenie

Precz stąd! — To w chwili, gdy naród do boju

porwał za broń zwycięską — wy tu na teatrze!?

wkracza na scenę, wiodąc za sobą Chłopickiego

PUBLICZNOŚĆ

Gdzie jest Chłopicki?!

NIKE NAPOLEONIDÓW

Wyszedł.

PUBLICZNOŚĆ

Wszak był tutaj z nami!

1. SATYR

Nie skłamię, jeśli powiem, że uciekł przed wami!

PUBLICZNOŚĆ

Tam mordują się! — Tam?! Gdzie?!

2. SATYR

W Belwederze!?

NIKE NAPOLEONIDÓW

osłoniła Chłopickiego skrzydłami;

deklamuje ze sceny, ku widowni

«Odejdźcie! — Niech się zamkną tej sali podwoje

i niech dawny porządek zajmie miejsce swoje!»

SATYRY

gaszą światła na scenie

PUBLICZNOŚĆ

Patrzaj — odejdźmy — już światło pogasło.

wychodzą tłumnie

Zapada kurtyna z gazy, przesłaniając widownię,

jeszcze oświetloną

NIKE NAPOLEONIDÓW

wypędza Satyrów

Precz wy stąd!

wydziera im liry i tłucze

1. SATYR

Uciekajmy, bo wróżkę szał bierze!

uciekają w kierunku widowni, za publicznością

NIKE NAPOLEONIDÓW

klęka przed Chłopickim

Klękam przed tobą, wodzu!

CHŁOPICKI

podnosi ją

NIKE NAPOLEONIDÓW

Daj dłoń na przymierze!

patrzy mu w oczy

Gdy wszyscy ciebie szukają,

ty jeden okryty chmurą.

CHŁOPICKI

Dzieci to z ogniem igrają.

NIKE NAPOLEONIDÓW

Ty jeden okryty chmurą,

gdy wszyscy za tobą patrzą.

CHŁOPICKI

Spokojem stałaś się gładszą,

ty piękna wyniosłą dumą.

NIKE NAPOLEONIDÓW

Tłumy za tobą krzyczą,

ty nie poddałeś się tłumom.

Wielkość w twoim każdym ruchu.

CHŁOPICKI

O siostro ty, mistrzyni moja w duchu.

Z tobą przez ognie dział, przez dym, kurzawę,

z tobą na świata skraj!

NIKE NAPOLEONIDÓW

Po Sławę.

CHŁOPICKI

Hej, po Sławę.

NIKE NAPOLEONIDÓW

Sławę ty ze mną masz, ja żywa tobie Sława.

CHŁOPICKI

A gdyby pójść — ?

NIKE NAPOLEONIDÓW

Gdzie?

CHŁOPICKI

Tam —

NIKE NAPOLEONIDÓW

A to co jest co — ?

CHŁOPICKI

To Sprawa.

NIKE NAPOLEONIDÓW

Nie — to uliczny wrzask — aleć go słuchać lubię

z daleka tak, ramieniem o cię wsparta,

dłońmi przesłonić twarz i słuchać,

jak tam podziemne te wulkany poczną wybuchać

i bić płomieniem w górę. —

Sprawa się zacznie, skoro ty staniesz na czele,

od ciebie rzecz zależy jedynie;

ty jeden najśmielszy w wierze,

ty jeden najśmielszy w czynie;

ciebie naród wodzem wybierze

i miłość całą swą w tym jednym zawrze synie233.

CHŁOPICKI

Gdy naród się zachwieje — ja mocą go postawię.

NIKE NAPOLEONIDÓW

Na wyżynach zwycięstwa ja zwycięstwo sprawię.

Już widzę, jak zwyciężasz, wódz!

CHŁOPICKI

Z mojej to woli.

Jeśli zechcę,

buławę w dłoń pochwycę sam.

Orły w mój rydwan wprzęgnę

i kędy zechcę — sięgnę.

NIKE NAPOLEONIDÓW

Po dyjadem — dyjadem tobie dam.

CHŁOPICKI

Gdy zechcę — dyjadem twój złoty

zedrę i wezmę sam.

NIKE NAPOLEONIDÓW

Otoś godzien miłości, ty dumny.

Światła na widowni powoli gasną

Słychać szum

CHŁOPICKI

A to, co słychać — ?

NIKE NAPOLEONIDÓW

Skrzydeł przelot szumny.

Siostry to moje lecą przez powietrze.

CHŁOPICKI

Po szybach wicher gra — brzęczą na wietrze.

To siostry twoje biegną?

NIKE NAPOLEONIDÓW

Orlice! — Ja tu z tobą, ty ze mną.

CHŁOPICKI

Przebiegły i skrzydłami zatrzęsły nade mną?

Ty jedna ze mną?

NIKE NAPOLEONIDÓW

Ty wódz jedyny.

CHŁOPICKI

Zwyciężę, skoro zechcę.

NIKE NAPOLEONIDÓW

Rzucęć pod nogi plon tej nocy,

tej nocy miasto ci oddam — chcesz?

CHŁOPICKI

Nie chcę.

NIKE NAPOLEONIDÓW

A chcesz pamięci po tobie?

Tej jednej zyskasz godziny!!

CHŁOPICKI

Jako?

NIKE NAPOLEONIDÓW

To ze mną graj.

CHŁOPICKI

O co?

NIKE NAPOLEONIDÓW

O twoje czyny.

Wymienię ci i wskażę

tryumfu górne szlaki

czyn po czynie — ty dobądź kart

Wszak masz przy sobie karty. — Daj.

Gdy wybierzesz jako krew czerwone

karowe albo kiery,

zwycięstwo masz zapewnione;

zaś czarne karty wyrzucone,

to bitwy i pozycje stracone.

Chcesz — graj. — Usiądźmy. — Rzuć!

CHŁOPICKI

rzuca kartę

NIKE NAPOLEONIDÓW

patrzy w kartę pochylona

Trzeciego dnia będziesz pierwszy, wygrana!

Patrzaj, trzy znaki czerwieni.

Trzy będą to twoje dni. — Co daléj?

CHŁOPICKI

rzuca kartę

NIKE NAPOLEONIDÓW

Patrz, znowu czerwień się pali,

wschodzi łuna płomieni

nad Warszawą —

ty się przejmujesz Sprawą!

CHŁOPICKI

rzuca kartę

NIKE NAPOLEONIDÓW

Upadłeś! — Książę ucieka.

CHŁOPICKI

rzuca kartę

NIKE NAPOLEONIDÓW

Upadłeś!

CHŁOPICKI

rzuca kartę

NIKE NAPOLEONIDÓW

Powracasz znowu! — —

zadaje mu kartę

A teraz, pomnij: wiktoria

na polach pod Warszawą?!

Chwila to niedaleka.

Rzucaj kartę i bierz!

CHŁOPICKI

rzuca kartę

NIKE NAPOLEONIDÓW

Przegrałeś!

zadaje mu kartę

Zwycięstwo w obozie Księcia

i Książę obezwładniony?!

CHŁOPICKI

rzuca kartę

NIKE NAPOLEONIDÓW

Przepadłeś!

CHŁOPICKI

Daj mi pole otwarte.

NIKE NAPOLEONIDÓW

przyzwala głową

CHŁOPICKI

rzuca kartę

NIKE NAPOLEONIDÓW

Przegrałeś! — Bledniesz!

łuna za oknami widowni

CHŁOPICKI

Tam gore!

Niech będzie na jedną kartę!

rzuca kartę

NIKE NAPOLEONIDÓW

Przegrałeś!

rzuca karty na ziemię

Addio amore!234

odbiega

CHŁOPICKI

upada na krzesło

W MIESZKANIU LELEWELA

Duży pokój na pierwszem piętrze. Z lewej dwa okna. Drzwi w głębi, wiodące do sieni. Z prawej drzwi do pokoju obok. Ściany żółte, pokryte szafami z półek prostych, na których stosy książek nieoprawionych. Stół, kilka krzeseł, kanapa. Na stole lampa, przyrządy pisarskie i rysownicze, blachy i rylce, medale, monety.

LELEWEL JOACHIM235

siedzi, pochylony nad stolikiem

w ręku trzyma monetę i szkło zwiększające

Czyja to może być moneta — ?

Napis już prawie nieczytelny.

B, O — Bolesław — ale który?

odkłada monetę

bierze książkę

Dla porównania weźmy dzieło...

słychać pukanie

ze sieni wpada:

BRONIKOWSKI236 KSAWERY

zdyszany

Jesteś, kochany? — — biegłem pędem

i ledwom dopadł rogu Freta.

Tuż za nim przez uchylone drzwi wchodzi:

HERMES237

przystaje u drzwi

BRONIKOWSKI

Wiesz co się dzieje?!

LELEWEL

Ciszej. — Cicho. —

Tam —

wskazuje na boczne drzwi z lewej

Tam mój ojciec stary — kona.

BRONIKOWSKI

Rzecz rozpoczęła się spragniona.

Byt zaczęliśmy nieśmiertelny.

Podchorążowie już powstali

i wzięli Księcia lub zabili.

Rząd trzeba złożyć, i tej chwili.

LELEWEL

Co mówisz?! — Dawno się gotuję; —

lecz dziś — gdy chwile policzone; —

ty wiesz, co dla tej Sprawy czuję. — —

Gdy każda jego dzisiaj chwila

może ostatnia być — — zmęczenie —

bezsenne noce — wczoraj — dalej —

już od tygodnia — jak nikogo

nie widywałem.

BRONIKOWSKI

Dzisiaj rano

przysięgę od nich odebrano

w kościele — czynił to Nabielak.

Nabielak stanął na ich czele.

W tej chwili w ruchu miasto całe.

A jutro już...

LELEWEL

Dzień nowy — !

Z dawna — tak — byłem już gotowy —

lecz dziś — co mówisz — nic nie słyszę,

bo tam — tam jestem cały słuchem,

bo — lada chwila — — tam jest siostra —

czuwa — więc cicho mówić muszę,

bo zasnął chwilę. — — — W tym, co mówisz,

ciężar ogromny spadł na duszę.

BRONIKOWSKI

Aleś ty jeden jest, człowieku,

konieczny. — Zebrać trzeba ludzi.

W chwili tej, gdy się naród budzi,

ty nie chcesz wziąć na siebie grzechu

niedbalstwa?

LELEWEL

Innych macie.

BRONIKOWSKI

Tyś przyrzeczenie składał, bracie.

Natychmiast zwołaj — spisz ich listę.

Poniechaj sprawy osobiste,

bo to jest rzecz ogromnej wagi,

to się stać musi.

LELEWEL

To się stanie,

co Bóg zakreślił w swojej woli,

nie to, co człowiek zaś ma w planie.

BRONIKOWSKI

Pan nie masz prawa.

LELEWEL

Serce boli.

Bóg wprzódy inne skreślił prawo.

Tu moje prawo — dziś, w tej chwili

od łoża ojca pójść nie mogę.

Nie pójdę nigdzie. —

BRONIKOWSKI

Czyś oszalał?!

LELEWEL

Nie będę mojej duszy kalał,

i tom pamięci ojca winien,

żem przy nim zostać dziś powinien.

Bóg, co ojczyznę z martwych wskrzesza,

snać238 sam mnie skazał dziś w odstawę

i innym w ręce daje Sprawę

a mnie z tej winy dziś rozgrzesza.

BRONIKOWSKI

Mam odejść z niczem?

LELEWEL

Z niczem — z niczem. —

BRONIKOWSKI

Z jak strasznym mówisz to obliczem — — ?

Ja tu biegłem i wbiegłem zdyszany,

bom sądził, że rozum zastanę,

że Pallas239, że wróżka Ulissa240

u ciebie przebywa z egidą —

a widzę, że nie słuchasz Pallady,

tylkoś wylękły, tylkoś blady,

nie rączy, jako człowiek czynu.

LELEWEL

Nie najdziesz u mnie Pallady,

nie najdziesz u mnie nadziei.

Przez myśli moich ognisko

cień przemknął się z Cheronei;

przetom wylękły, przetom blady.

Nie najdziesz Pallady, nadziei.

Raczej, to widzę, Hermes nagi

wszedł i u wrót tych z wężem czeka,

by duszę wieść człowieka,

gdyby dziś martwe ojca ciało

w mym ręku syna — tam ostało.

Dopokąd241 Bóg ten wrót mych strzeże,

dostępu nie ma tu Bóg inny.

Sądź przeto, bracie, czym jest winny — ?

Dzisiaj nic nie wiem, nie pamiętam.

Wszystko na dzisiaj we mnie zmarło

i łzy... ściskają...

BRONIKOWSKI

odchodzi

LELEWEL

Bądź zdrów. —

słucha pode drzwiami pokoiku ojca

wraca do stolika

usiada

bierze monetę i szkło zwiększające

Bolesław — ale który — ?

Napis — i rycerz na koniku —

z mieczem i tarczą — gwiazda z boku.

Wykopalisko. — Przerysuję.

Z rysunku łatwiej wymiarkuję242. —

rysuje

Cięży głowa.

Niejasno widzę. — Kształt się gubi.

przestaje rysować

HERMES

idzie w kierunku pokoiku bocznego

LELEWEL

zamyślony

Któż — ? Czartoryski — ja — Niemcewicz. —

Lubecki może — ? — Rzecz się złoży.

Sejm trzeba zwołać. — Palec Boży. —

Chłopicki! — — Sprawa się zaczyna.

Późno.

patrzy ku zegarowi

Już dziewiąta godzina.

HERMES

wchodzi we drzwi z prawej

do pokoiku ojca Lelewela

LELEWEL

wstaje

chwieje się

idzie do okna

stoi chwilę przy oknie

odchodzi od okna

ku stolikowi

usiada

zegar poczyna bić dziewiątą

Ze drzwi z prawej

wychodzi:

HERMES

prowadząc starego Ojca Lelewela

OJCIEC

idący za Hermesem ku drzwiom w głębi

zatrzymuje się w pół drogi

poza krzesłem syna

OJCIEC

Nie czekaj, stamtąd nikt nie wraca.

Żywemu tobie żywa praca.

Nie czekaj — jestem marny cień

i zgasnę, skoro błyśnie świt.

Padam, jak pada stary pień,

skruszały, zgnębion wielą243 lat.

Bierz jeno żywą szybką myśl

i gotuj Czyn i sposób244 Czyn

spólnością, zgodą kurnych chat.

Goń szybką myśl — myśl lotny puch,

przegania wichrem świat.

O spiesz, o spiesz, myśl lotny puch,

gnana w przestrzeniach wichrem burz.

Ockniesz się jutro w klątwie strat

a wtedy pojmiesz głębie win:

czym będzie jutro, czym jest dziś,

gdy błyśnie szary świt....

LELEWEL

zadumany

Jak starożytny grecki mit,

nieznany mężom życia bieg

i niezgadniony kresny czas,

gdy Kloto245 dzierga krosien ścieg.

Dzisiajże starzec ciężko legł,

gdy się obudza żądza mas

i pędem rwie i naprzód rwie

spólnością wszystkich klas.

Trzebaż, abym ja ognia strzegł

a ręce moje załamane

u wrót grobowca, który sypię

ojcu — mnież cieszyć się na stypie?

OJCIEC

O żegnaj, lice zadumane —

żegnaj, w dalekie idę kraje,

na elizejskie ciche gaje

i wzrok się myli, oczy lsną

i ledwie syna cię poznają,

bądź zdrów — o nie plam ty się krwią — !

LELEWEL

wstaje

Czemuż to ręce załamane?

Mój czyn — tam — znak — ostatni kres,

tam krew — mój ojciec kona tam

i ja w ustawnym żalu łez.

O precz — o precz — wyzwolin mnie,

bo mnie ten ciężar łzawy gnie.

Ja nie chcę łez — chcę krwi, chcę krwi! —

— Ojcze!

OJCIEC

O nie plam ty się krwią —

LELEWEL

Chcę krwi — ach głos — czyj szept, czyj cień — ?

Po szybach wicher brzękiem gra,

na ulicach się huragan zrywa.

Tłum ludzi pędzi — tam, to tu —.

Zmęczonym tak — o snu — o snu —

bezsennych nocy tyle

a tam się obudzą za chwilę,

tam wstają, gonią, rodzą myśl,

budują państwo — ognia żec246! —

O czemuż mnie nie wolno biec — ?

OJCIEC

Odchodzę precz, odchodzę precz —

próżno mnie twego serca strzec.

LELEWEL

Dzieła poczęli dziś część lwią.

OJCIEC

Synu, o nie plam ty się krwią.

LELEWEL

Wolność, dziś święto, dzisiaj czyn.

Myśl lotny puch — ulata precz —

tam Polska już poczęta rzecz.

OJCIEC

Byłeś mi wdzięczny syn...

LELEWEL

Precz łzy, precz smutku, precz, precz żal;

już myśl poczęła wielką rzecz,

myśl lotna, ścigła — precz łzy, precz...

OJCIEC

We wieczność idę, w dal.

LELEWEL

Potęgę sił mi tęgich daj!

Przemóc obawy, troski, znój,

biec tam, gdzie ma się zacząć bój

a Polska państwem letnich snów!

OJCIEC

oddala się ku drzwiom w głębi, za Hermesem

W spokojów wiecznych idę gaj.

Bądź zdrów, bądź zdrów, bądź zdrów.

przepada we drzwiach

LELEWEL

odwraca się

spostrzega drzwi otwarte

Ha! Co to — !? Czy kto przyszedł znów

mnie wzywać — co to? — Pusta sień.

Z pokoiku z lewej wchodzi

SIOSTRA LELEWELA

znużona

LELEWEL

patrząc na nią

Mój ojciec!!! —

w kierunku drzwi

Ojca mego cień!

SIOSTRA

wskazując drzwi pokoiku

niepewno cicho

Śpi — śpi — —

LELEWEL

cicho w myślach

Wiem, wieczny to już sen.

SIOSTRA

Nie śmiałam dotknąć skroni, czoła. —

LELEWEL

chce coś mówić

SIOSTRA

Ciszej. — —

LELEWEL

Głos zbudzić go nie zdoła.

Duch jego odszedł już daleko.

wchodzą oboje do pokoiku ojca

skąd tejże chwili Lelewel wraca

SIOSTRA

wraca i zatrzymuje się w progu pokoiku

Patrz, łzy z przymkniętych powiek cieką...

LELEWEL

Ostatnie jego do nas słowa...

SIOSTRA

Był ktoś u ciebie — wejść nie śmiałam,

lecz uchyliłam drzwi na chwilę.

Odeszłam odeń tylko tyle,

co was u drzwi słuchałam.

Prot właśnie nadejść miał w tej porze,

więc chciałam z nim prześcielić łoże,

bo sama nie byłabym w stanie... —

Skończyła się już nasza trwoga —

gdy odszedł duch od Boga.

Przez otwarte drzwi z korytarza wpada:

PROT, BRAT LELEWELA

przejęty radością

gdy ma wybuchnąć potokiem słów

z wieścią z miasta,

słowa mu giną i martwieją na widok brata i siostry

stojących bez ruchu

NIKE SPOD CHERONEI

wbiega tuż za nim

i przesłaniając go ręką w gwałtownym ruchu

mówi za niego:

Radość wam wróżę!

Umarli biorą róże!!

Mrą wasi wrogowie

i waszych świętości stróże

walczą! Idą w honorze!

Więzy zerwane!

Śmierć kosi! Przez ten dom dąży!

Zbudź się ludom chorąży!

Śmierć tobie wzięła trud

i ciężar, co ciąży.

Zbrój się w męczarni ducha!

Tam krew i zawierucha!! — — —

Czyż wy zdeptać miłości niezdolni?! —

Wy dziś już — wolni!!

bębny wojsk przechodzących daleko w ulicach

W ULICY

Wąska uliczka wiodąca od głębi ku przodowi; tyły domów, mury ogrodów. Dwie ulice wiodą w bok, jedna z prawej, druga z lewej. Na rozstaju ulic latarnia. W głębi widok się otwiera na szeroką ulicę: Krakowskiego Przedmieścia.

PALLAS

stoi w uliczce wąskiej

patrząca ku głębi

WOJSKO

przechodzi oddziałami w głębi z prawej ku lewej, wciąż w jednym kierunku

bębny biją

PALLAS

skrada się ku wylotowi uliczki

nawołuje

udając komendę

W lewo zwrot!

PORUCZNIK CZECHOWSKI247

idący główną ulicą wśród oddziałów

Naprzód marsz!

zwraca w ulicę wąską

ODDZIAŁ CZECHOWSKIEGO

odłącza się od głównej kolumny

wkracza w uliczkę wąską za dowódcą

PALLAS

kroczy przed nimi

CZECHOWSKI

Gdzie wiedziesz?

PALLAS

Do Arsenału!

Za tobą mnogie pójdą roty.

Uderzę ogniami szału.

Na loty, na loty, na loty!

CZECHOWSKI

Za tobą, Boża dziewico,

o Pallas!

PALLAS

Ja za przyłbicą

duch nieśmiertelnej siły.

Chodź ty, mój miły.

Jakież twe imię? Niech słyszę:

CZECHOWSKI

Czechowski.

PALLAS

Twe imię Sława ukołysze.

Twój dzień jedyny, ta noc jedyna.

Ojczyźnie twej zyskałam syna!

W drogę!

CZECHOWSKI

Naprzód marsz! Wiara?

Skończone królestwo Cara!

Do Arsenału!

przechodzą w uliczkę z prawej

bębny

PALLAS

zwraca się ku głębi

bo spostrzega, że

WOJSKO

przechodzi znów główną ulicą w dawnym kierunku

PALLAS

Hej! Stójcie — tam kto są? Gonią?

Hej! — Przesłoniły drogę skrzydłami.

Stójcie, ja z wami!

Gdzie dążycie?

Tu idzie o wasze życie.

Prowadzą was na zdradę!

A wy gonicie rade248.

ARES

wśród wojska, w głównej ulicy

Do Belwederu!

GENERAŁ ŻYMIRSKI

na koniu, wśród wojska, w głównej ulicy

Do Belwederu!

ARES

Trupami zaścielę pole!

Zwycięstwo biorę nad tłumem!

PALLAS

Rozłączasz się z rozumem.

Szaleństwem oszołomiony!

ARES

Grajcie trąby!

ŻYMIRSKI

Hej! Bęben, sygnały!

NIKI

lecą na skrzydłach

ponad głowami żołnierzy

w kierunku przechodzącego wojska

PALLAS

Oszalały! oszalały!

cofa się ku przodowi

WYSOCKI

wbiega z uliczki, z lewej

spostrzega Pallas

Ha, ty moja!

PALLAS

Ha, ty mój!

Jużeś pierwsze zwycięstwo wziął!

WYSOCKI

O patrz, jako mnie kirasjer ciął;

a tu na licu, patrzaj —

PALLAS

Rana!

Krew świeża, pozwól wyssać, pić.

Ty Sławą będziesz żyć!

PODCHORĄŻOWIE

wkraczają z uliczki, z lewej

zatrzymują się

PALLAS

Oto słuchaj, tam oni,

kolumny mnogie rycerzy,

w zaślepieniu idą na Belweder.

Ares, Ares szalony je goni.

A córy moje skrzydlate

we chmurze nad ich głowami,

nad wojska zwartą kolumną.

Jeden tylko głosu słucha mego

z jedynego tego jestem dumną.

Ten głos mój posłyszał tajemny

i z nocy korzysta ciemnej

i w boczną wiedzie ulicę

swój huf.

WYSOCKI

Gdzie szedł?

PALLAS

Ten poszedł do Arsenału.

Co tchu tam lećcie, a tłumom

rozdajcie bronie! Rwać bramy!

Słyszycie mnie!?

PODCHORĄŻOWIE

Słuchamy!!

GOSZCZYŃSKI

wchodzi z uliczki, z lewej

BELWEDERCZYCY

wchodzą za nim

PALLAS

A zasię teraz ja sama,

działająca świadomie,

zezwolę, by Ares uwierzył,

że zwyciężył. Tak z wami jedynie

dobędę Arsenału

i zamknę dla Księcia miasto.

Ares będzie mym więźniem w domie249,

w królewskim pustym pałacu,

gdzie się będzie cieszył niewiastą.

Wtedy pójdę doń i Słowem zbudzę.

STANISŁAW POTOCKI

w głębi

wchodzi z ulicy głównej

zbliża się

GOSZCZYŃSKI

Ktoś idzie — ?

PALLAS

Ktoś dostojny.

WYSOCKI

Stój!

POTOCKI

z daleka

Ty stój!!

WSZYSCY

przystanęli

POTOCKI

zbliża się

poznał Podchorążych

Dokąd to, dzieci?!

PALLAS

Gwiazda na czołach nam świeci,

gwiazda Bożej dumy.

WYSOCKI

Pójdź z nami, panie Potocki!

Gdy orzeł wzleciał nad nami!

POTOCKI

Milcz!! Każę!

WYSOCKI

Generale, nie żartuj z honorem!

POTOCKI

Nie ty stróżem mojego honoru!

WYSOCKI

Nie ujmuję Waszmości waloru.

Chcę, byś ty nam był wzorem.

Byś był pierwszy pośród bohaterów.

POTOCKI

Awanturnik.

NABIELAK

W łeb kulką!

WYSOCKI

O, panie Potocki.

Na kolanach cię prosimy.

klęka

PODCHORĄŻOWIE i BELWEDERCZYCY

stoją nieporuszeni

POTOCKI

się uśmiecha

WYSOCKI

Błagam.

Pójdź z nami. — —

POTOCKI

milczy

WYSOCKI

Milczysz — ?

PODCHORĄŻOWIE

Pójdź z nami.

klękają

POTOCKI

odwraca się

WYSOCKI

Milczysz — ?

PODCHORĄŻOWIE

powstają

WYSOCKI

Więc sami!

nawołuje

Dzieci, hej bracia, laury do podziału!

Do Arsenału! Do Arsenału!!

wychodzi

wyprowadzając oddział Podchorążych

oraz Belwederczyków

w uliczkę małą, z prawej

POTOCKI

pozostał

zadumany

PALLAS

staje przed Potockim

Ktoś ty jest? — że oni ciebie żądają.

Czyliś ty znaczny i możny?

Jakążeś ty znaczony potęgą,

że stajesz wprzek moich dróg?

Z czyich żeś ty sług?250

POTOCKI

marszczy brew

PALLAS

Czyli251 ty chcesz, by twoi przelewali krew

marnie?

I ty sądzisz, że ciebie nie ogarnie

ten lot orłów,

którychem252 ja pobudziła.

A wieszże ty, jaka jest siła,

co się dzisiaj w nocy przesila?

POTOCKI

opuszcza głowę, zasępiony

PALLAS

włócznią uderza go po głowie

Zapamiętaj się w twoim rozumie.

ZALIWSKI

na czele oddziału żołnierzy

wchodzi z małej uliczki, z lewej

To noc, niech kule biją.

komenderuje

Formuj front! — W lewo zwrot!

Marsz!!

PALLAS

Gdzie?!

ZALIWSKI

Do Arsenału!

PALLAS

wskazując Potockiego

Patrz!

ZALIWSKI

Kto tu jest?! Hasło! Stój!

POTOCKI

nieporuszony

Kto? — — — — — — — Swój.

ZALIWSKI

poznaje

salutuje

komenderuje

Prezentuj broń!

POTOCKI

dobywa szpady

komenderuje

Uchwyć za broń! — Baczność! — W prawo zwrot!

ZALIWSKI

Idziemy do Arsenału!

ODDZIAŁ ZALIWSKIEGO

usłuchał komendy Potockiego

i stoi odwrócony

POTOCKI

Naprzód marsz!

ODDZIAŁ ZALIWSKIEGO

poczyna iść

w uliczkę ku głębi

ZALIWSKI

staje przed oddziałem swoim

Gdzie?!!

POTOCKI

Milcz!!

ZALIWSKI

Tam droga do Belwederu! — Zdrada!!

POTOCKI

odsuwa Zaliwskiego szpadą

Ot służę — to moja szpada.

GŁOS

Moskale! Patrol żandarmów!

ODDZIAŁ ZALIWSKIEGO

cofa się ku przodowi

PATROL ŻANDARMÓW ROSYJSKICH

pojawia się w głównej ulicy

ZALIWSKI

do swoich

Formuj front! — Zejmij broń! W rękę broń!

POTOCKI

Stój!

ZALIWSKI

Zmierz się! Cel!

POTOCKI

Stój!

ZALIWSKI

Cel! Pal!

ODDZIAŁ ZALIWSKIEGO

strzela w głąb

PATROL ŻANDARMÓW ROSYJSKICH

wkracza w uliczkę wąską

OFICER ŻANDARMÓW

Hurra! Cel! — Hurra! Pal!

ZALIWSKI

do swoich

Na ziemię!

ODDZIAŁ ZALIWSKIEGO

przypada do ziemi

PATROL ŻANDARMÓW ROSYJSKICH

strzela ku przodowi

POTOCKI

który stoi nieporuszony

ugodzony

pada.

ZALIWSKI

Podnieść się! — Bajonet!

ODDZIAŁ ZALIWSKIEGO

nakłada bajonety

Naprzód marsz!

Naprzód leć!

PALLAS

Naprzód!

ZALIWSKI

Wiara! Tnij!

OFICER ŻANDARMÓW

Cel! Pal!

padają strzały

wielu z oddziału Zaliwskiego upada

ODDZIAŁ ZALIWSKIEGO

z bajonetami wchodzi ku głębi w uliczkę

PALLAS

biegnie ku głębi

Krwi! krwi!

PATROL ŻANDARMÓW ROSYJSKICH

cofa się

wyparty w głąb

ODDZIAŁ ZALIWSKIEGO

znika w ulicy głównej.

POSPÓLSTWO

z uliczki, z lewej

wlecze po ziemi Makrota

CHÓR

Szpieg! Szpieg! Powiesić, rozedrzeć, mordować!

MAKROT

Zmiłujcie się! Zmiłujcie się!

CHÓR

Szpieg! Szpieg! Powiesić, rozedrzeć, mordować!

MAKROT

Zmiłujcie się! Zmiłujcie się!

MŁODY GENDRE

w mundurze oficera rosyjskiego

wbiega z uliczki, z prawej

Stójcie! Stójcie!

TŁUM

zatrzymuje się

MAKROT

O ty miłosierny!

czepia się nóg wybawcy

wpatruje się w pochylonego nad sobą

nagle:

A wiecie, kto to jest?! To syn obwiesia,

najpodlejszego łotra syn. Przy Wielkim Księciu

jest jego ojciec przybocznym na służbie;

Zabijcie go!

rzuca się na młodego Gendra

Ty psie! Ty psie! Ty psie!

MŁODY GENDRE

dobywa pałasza

TŁUM

odbiera mu pałasz i łamie

MŁODY GENDRE

Ojcze! — A!!!

upada

Ojcze — — —

MAKROT

stoi nad trupem

ogłupiały

GŁOS

Teraz kolej na cię!

MAKROT

nasłuchuje

Stójcie! — Ktoś jedzie? — — —

TŁUM

słucha

oczekują

MAKROT

Kareta po bruku!

wjeżdża kareta

MAKROT

rzuca się ku karecie

Kto jedzie!?

WOŹNICA

Jenerał Nowicki253!

MAKROT

He? Kto, mówisz, jedzie?

TŁUM

otacza karetę

MAKROT

Patrzajcie! Chresty254 na piersiach na przedzie!

Zdrajca! Ty zdrajca Lewicki255! Znam ja cię!

Ha, ha, ha, przedajniku! Będziesz wisiał, bracie!

pada kilka strzałów

MAKROT

Och — trup! — trup!

1. GŁOS

Wyciągnąć trupa!

POSPÓLSTWO

wywleka trupa z karety

2. GŁOS

Zobaczcie kto to?!

WOŹNICA

Nowicki generał!

zeskakuje z kozła

2. GŁOS

Za Lewickiego zabit256! — Nieszczęście! Szlachetny

poległ za zdrajcę!

WOŹNICA

wyprowadza konia w boczną uliczkę

1. GŁOS

Kto rzekł, że to zdrajca!?

Kto nazwiska pomylił?

2. GŁOS

Wieszać!

TŁUM

wskazując Makrota

To on!!

2. GŁOS

Rajca!

We krwi mu wytrzeć pysk!

TŁUM

rzucają się na Makrota

przewracają na ziemię i wleką

Niech wisi w górze!

Naści257 pij! Na latarnię! Krew, krew, krew na murze!

porzucają trupa w ulicy

oddalając się w ulicę główną.

Popod murami skradają się:

KERY258

przypadają ku trupom leżącym

pochylają się nad trupami

ssające ich krew.

CHÓR

Ssaj z piersi wszystko złe,

jad wszelki wypij z ran.

KERA

pochylona nad trupem Makrota

Ten mój.

KERA

pochylona nad trupem Potockiego

Ten mój.

KERA

pochylona nad trupem młodego Gendra

Ten mój.

KERA

przypadła nad trupem Makrota

ssąca krew

To szpieg.

KERA

przypadła nad trupem Potockiego

To wielki pan.

KERA

przypadła nad trupem młodego Gendra

To nędzarz.

KERA

nad trupem Makrota

Wyssaj ból

i tul i pieść i tul.

KERA

nad trupem Potockiego

Gdy zejmiesz259 duszy jarzmo,

gdy wyżresz z duszy grzech,

poniesiem je na ostrów260,

na śmiech.

KERA

nad trupem młodego Gendra

Na śmiech.

KERA

nad trupem Makrota

Na śmiech.

W uliczce, w murze ogrodowym

słychać u furty przekręcanie klucza

furta się otwiera

wchodzi:

KSIĄŻĘ ADAM CZARTORYSKI261

zatulony w wielki płaszcz

rozgląda się

pozostaje w cieniu pod murem ogrodu

KERA

nad trupem Potockiego

Ktoś idzie....

KERA

nad trupem młodego Gendra

Człowiek żywy.

KERA

nad trupem Potockiego

Pod murem wstąpił w cień.

KSIĄŻĘ ADAM CZARTORYSKI

postąpił kilka kroków

we światło

nasłuchuje

bada

zamyślony

KERA

nad trupem Potockiego

Wystąpił.

KERA

nad trupem młodego Gendra

Mówi.

KERA

nad trupem Potockiego

Myśl swą waży.

KS. CZARTORYSKI

Korona — — — —

KERA

nad trupem Potockiego

O koronie marzy.

KS. CZARTORYSKI

zadumany

Gdzie pójść — ?

KERA

nad trupem Potockiego

Myśl swoją miej na straży.

KS. CZARTORYSKI

rozgląda się

By w głąb mej duszy się nie wdarli,

uniknę — — —

chce iść w kierunku ulicy

KERA

nad trupem Potockiego

wznosi głowę

Słyszą. — —

KS. CZARTORYSKI

zatrzymał się

pochylił się, by zbadać,

by dostrzec

Kto!?

KERA

nad trupem Potockiego

podnosi się

z ust jej ciecze krew

Umarli!

W PAŁACU ŁAZIENKOWSKIM

Przedsionek pałacu z kolumnadą.

Zwiędłe krzewy i cyprysy.

BOGINIE ZWYCIĘSTWA

prowadzą Aresa jako Tryumfatora

CHÓR BOGINEK

Zwyciężyłeś zwycięstwem Boga.

ARES

Przygiąłem opornych do stóp.

CHÓR BOGINEK

O piersi dumy ich uderza twoja ręka,

na karku pychy ich spoczęła twoja noga.

Pobrałeś rycerski łup.

ARES

Oto zbroja od upałów pęka.

Pot z liców ocieka kroplami.

Podajcie pić.

CHÓR BOGINEK

Zwyciężyłeś nad mnogimi ludami.

Po tej kąpieli krwawej

odrodzą się i poczną żyć.

ARES

Zdejmijcie zbroję, co krwawi.

Zdejmijcie z oczu kask.

Rozpłomienić domostwo ogniami.

Dziękczynne zapalić kadzidła

Zewsowi za wielość łask.

BOGINIE

podają mu pić

ARES

Nie wprzódy pucharu nachylę,

aż ojca obiatą262 zasilę.

przyjmuje puchar

wylewa część napoju na ziemię

BOGINIE

zapalają ognie na trójnogach

pałac się rozświetla

ARES

Czyjaż to ta siedziba pusta?

CHÓR BOGINEK

Polski ostatniego Augusta263

dom, stawion Hellenów sztuką.

ARES

Przecz264 serca nie stało wnukom

tu mieszkać — ?

CHÓR BOGINEK

Puste pokoje.

ARES

Rozewrzeć na ścież podwoje!

BOGINIE

otwierają drzwi główne pałacu

w głębi ukazuje się:

EROS

stojący w drugiej sali, okrągłej

CHÓR BOGINEK

Jakiż to chłopiec młody?

Rumieńcem kraśne jagody.

Łuk dłonią ujął złoty

i złotą strzałę waży.

Onże stoi265 na straży

w opustoszałym domie.

Kto jesteś piękny młody?

Czy Cypryda266 ciebie urodziła,

żeć267 tyle przydała urody

i lice dziwem okrasiła?

EROS

zmierza się łukiem

godząc w pierś Aresa

BOGINIE

wchodzą w głąb pałacu

Z głębi pałacu wiodą ku Aresowi

JOANNĘ

ubraną w wielki welon biały

i suknię białą w gwiazdy.

CHÓR BOGINEK

Wiedziem do cię miłośnicę,

bierz miłośny dar.

Patrz, lubieżna Afrodite268

wstaje ze śmiertelnych mar.

ARES

patrzy na Joannę

To blednie, to się płoni.

JOANNA

Eros mnie k’tobie goni.

Eros, Eros mnie ściga.

ARES

Cyprys269 mnie w tobie obdarza,

rumieńców licom przydaje.

JOANNA

Miłość rumieńców przymnaża.

Któż to mnie z nędzy dźwiga?

CHÓR BOGINEK

Cyprys, wszechwładna Afrodite,

przydałać270 godną świtę

i przykazuje kochanka.

JOANNA

Ja słusznej woli poddanka,

Erosa moc poznałam

i uwiedziona wojny znakiem,

na mieczów igrzysko wstałam

i jestem oto tu z orszakiem.

ARES

Pójdź, jakoś dla mnie przeznaczona.

JOANNA

Miłością k’ tobie271 pałam.

ARES

Cyprys cię zsyła niezwyciężona.

JOANNA

Przez wstyd mój i hańby pożyte

ty pomścisz mej niemocy.

ARES

Rycerze mnogie zabite

do twego rydwanu zaprzęgnę

i wszystkie zlękłe dosięgnę.

Patrz, oto wieńce zdobyte.

Pobrałem wszystkie tej nocy.

JOANNA

Złotem te wieńce uwite,

nie mego to kraju listowie.

ARES

Zdobyłem potęgą mocy:

teć biorą bohaterowie.

JOANNA

Ciebie ja to pragnęłam,

ciebie kocham.

W nędzy i lęku się gięłam,

że w nocach bezsennych szlocham

a teraz jużem wesoła.

ARES

Rozpogódź dziewo czoła.

JOANNA

A teraz jużem dumna.

Dotknęłam twego kolana,

chcę ciebie uznawać pana.

Poza mną, poza mną trumna,

poza mną Śmierć i lęk.

Weselny słyszę zgiełk i szum.

ARES

Uderzać mieczmi272 o tarcze.

Chcę słuchać zwycięskich dum.

w salach pałacu odzywa się muzyka

JOANNA

Twojej miłości wystarczę,

miłośnym chętna upałom.

ARES

Powaliłem rycerzy zastępy,

z pęt wyzwoliłem ducha;

rozkoszy śmierci zaznali,

ty zaznasz rozkoszy ciała.

JOANNA

Twoja je rozkosz ocali

z mąk ducha i ducha bolu.

O ty, któryś je porwał ogniem,

bierz rozkosz...

CHÓR BOGINEK

Powstaniem za jego głosem

i mnogie zapory pogniem.

On włady273 wojennym losem.

ARES

Zwycięstwo zyskałem w polu,

zwycięstwo zdobyłem krwi,

narody zbudziłem do życia.

JOANNA

Miłość zdobyłeś tajemną.

Byłam bolesną i ciemną,

serce pojmałeś z ukrycia.

ARES

Jakież cię nędze trapią,

jakież niepokoje cię łamią,

ty piękna, jeśliżem rzekł,

żem pobił i zwyciężył bojem — ?

JOANNA

To serce drży niespokojem.

Pobiłeś rycerze w boju,

lecz ja się troskam w niepokoju,

bo walczył wzajem mąż i brat

a nie wiem, jaki walki bieg

i nie znam jeszcze krwawych strat,

czyli mam płakać męża

a cieszyć się brata zdrowiem,

czy bratowego zgonu

płakać, a męża kląć zabójcę — ?

ARES

Zapomnij, zapomnij niewiasto.

W pożarach wzdęło się miasto

krzykiem i wojny wrzaskiem.

Otoczęć274 łun złotych blaskiem,

nacieszę widokiem plonu.

JOANNA

Zwycięski wchodzisz w te progi,

gdzie latmi275 zerdzałe wrzeciądze276

i czas upłynął mnogi,

jak nie wszedł nikt godny.

ARES

Wnoszę zwycięską moc.

Pobrałem zastępy tłumne

i podeptałem dumne.

JOANNA

Wzeszedłeś na jedną noc.

ARES

Na jedną noc ty moja.

JOANNA

Daj patrzeć — twoja to zbroja — ?

W bojach już razy tyle,

wskazuje leżącą opodal zbroję Aresa

Szczęsno spominać te boje,

wspominać zwycięstwa chwile

na smutku dzisiejszej żałobie.

ARES

W zwycięstwie myślę o tobie,

o tobie, miłośna pani

i dar twój biorę w ofierze.

JOANNA

Jesteś ten, któremu ja w dani

miłość moją przynoszę,

i ten, w którego wierzę.

ARES

wiedzie ją ku drzwiom pałacu

JOANNA

we wrotach zatrzymuje się

patrzy na Boginie

BOGINIE ZWYCIĘSTWA

stulają skrzydła

JOANNA

Co one robią?

ARES

Skrzydła kładą.

JOANNA

Nie będą walczyć — ?

ARES

Więcej nie. —

Cóż twarz twą w lęku chylisz bladą?

JOANNA

To źle. — — —

BOGINIE ZWYCIĘSTWA

kładą się do snu w przysionku pałacu

JOANNA

Co one czynią?

ARES

Sen je ściele.

Spełnione dzieło. — Patrzaj, wieńce

kładą pod czoła, snu spragnione. —

Cóż lice chowasz wylęknione?

JOANNA

Nie zbudzą się do walk?

JOANNA

Już nie.

Cóż drżysz i szlochasz w męce?

JOANNA

To źle. — — —

ARES

wiedzie ją w podwoje pałacu

muzyka coraz cichnie

KORA

jako królowa

pojawia się w salonach pałacu

JOANNA

Kto jest ta, która przechodzi

przez jasność sal, jako pani?

Wszyscy, jak jej poddani — ?

Jakaś cichość za jej każdym gestem —

jeno drzewa z ogrodu szelestem

drżą — — —

KORA

wchodzi do przedsionka pałacu

Oto pani jestem.

JOANNA

Powiedz piękna — zdajesz się władnąca,

czyliś nocy królowa tajemna?

Miłość nas wiedzie

a światła przed nami gasną

i droga staje się ciemna — ?

Oto miłośna w pałacu tym błądzę.

Ktoś jest — ?

KORA

Ja tutaj rządzę.

JOANNA

Oczy twe płomieniące,

dziw w oczach twych i głębie,

przetom zlękła, jako gołębie

i nogi pode mną drżące.

KORA

Zaszłaś w kraje tajemne.

Z Plutusem277 święcę gody

a oto teraz idę zwiedzać spichrze.

Oto część mej urody

straciłam na jesiennym wichrze

i na jesiennym chłodzie;

fala niesie po wodzie

moje złote kosztowne listowie.

Lecz cyt... — cicho — — tam groby,

tam pod ziemią śpichlerze,

tam idę.

zwraca się do orszaku

Podajcie złote klucze.

przyjmuje klucze

Zamykam nimi serca,

zamykam nimi dusze.

Oto wieki ożywię idące.

Wieki i lata, co przyjdą,

żyć będą ziaren tych treścią.

Ziemia rodzić będzie,

kędy siew padnie zdrowy.

Ludzi zbudzę, roześlę orędzie

na żywot — żywot nowy!

Pokoleniom ostawię czyny,

po ojcach wielkich — wielkie wskrzeszę syny —

kiedyś — — będziecie wolni!

Co złego w was i co marne,

to jako plewy i ziele złe zgarnę;

co chwastu na waszej roli

i co szkodzi wam i co was boli,

to ukoję — czasu przebiegiem.

Przejdziecie jeszcze niejedną nędzę

i niejedną przebolicie próbę.

A jeżeli lichego serca ludzie

w was samych gotują wam zgubę —

ja ich powołam — i jak plewo zmiotę!

I w ziarnach tu — na dnie — przechowam cnotę!

Za czas znów wrócę — i jeszcze razy wiele

przyjdę — Wiosna, z gwiazdą na czele

i żywot dam — tlejący w zgliszcz popiele! —

A dzisiaj — kres. — Krwi przelanej nie zmarnię.

Krwią pola a role użyźnię

i synów z krwi tej dam — kiedyś — Ojczyźnie.

Dzisiaj kres. — — —

JOANNA

Co ona mówi — !

KORA

To wola!

Słyszysz skargi Eola — ? — — —

Rządzę tu gospodarnie.

I zapęd, i siłę skryję,

przechowam lata długie

i kiedyś ich — — — — użyję!!

rozkłada ręce

W sen, w sen, w sen bogowie,

w sen ludzie, strudzone dusze!

Zaklinaniem was muszę278!

Wolę mam w Słowie!!

gestem

każe przejść Aresowi i Joannie

ARES i JOANNA

idą do wnętrza pałacu

światła za nimi gasną

KORA

staje wśród śpiących Bogiń

Hej wy boginie — w śnie — ?!

Hej, wy moi goście skrzydlaci.

Kiedyś przyjdzie znowu ten czas,

gdy Pallas wezwie was

i zwycięski dług wam zapłaci.

Zapamiętajcie słowa.

zamyka drzwi pałacu kluczem

DZIECI EOLA

w szumie drzew

Królowa — królowa — królowa — — —

KORA

zapada się

TEATRUM STANISŁAWA AUGUSTA

W Stanisławowskim parku, na ostrowie

jest teatrum Króla Jegomości.

Ponad wodą na podium jest scena,

przeciw sceny półkrągle dla gości.

Przeciw sceny na kamiennem otoczu

siedli w tronach wielcy tragikowie.

Co się kiedy na scenie tej dzieje,

patrzą oni, co dzieła tworzyli.

I tej nocy, gdy jesień się sili,

zeszedł księżyc w drzew suchych przeźroczu

i w tym dziwnym odblasku księżyca

sterczą rujny i w gruzach świątynie.

O północy, o dwunastej godzinie

przyszli ci, co w wojennym czynie

polegli, przyszli gromadą

i na stopniach na podium przysiedli,

oczekujący.

GENERAŁ GENDRE

Czas mnie, hej Boże, czas

na tamten lepszy świat.

Słowianin ja, wasz brat,

ja był z wami niezgodny,

podłości spętany kajdanem,

tak ja dziś stanął za majdanem,

dziś do mnie złość nie ma przystępu,

ani zawiść, ani małość podła;

Boża mnie to ręka wywiodła.

Bracie w męce, podajże ty dłoń.

STANISŁAW POTOCKI

Precz! — Dusza się moja wzdryga.

Co ty za duch — ty mój wróg;

nie ten ci mój — co tobie Bóg.

Jakoż podam dłoń?

GENDRE

Ja widzę, iż ciebie pali skroń.

Tyś powalony mieczem padł — ?

POTOCKI

Własny zabijał mnie brat

i własny syn złorzeczył.

Przekleństwem mnie Bóg strącił, Kat.

Jemużem dziś władztwa przeczył;

jakoż mnie pchnął los w ten bój,

gdym chciał boju powstrzymać i ognie;

czylim wiedział, że zapęd mnie pognie

i połamie, jak zbroję skruszałą

a serce się ozwało

za późno. — O syny, o ojczyzno, o bracia!

Daleko wy ode mnie, daleko.

Już mnie głosy wieczyste wezwały,

już tylko wołań mych echo

jękliwe w parku się błąka;

też mi czekać, bym rychło powiezion

był w miejsce spokoju, gdzie łąka

wiecznie kwitnąca; — —

a dusza jeszcze tęskniąca —

a serce, czego nie przebolało

żywe,

teraz się upomniało tęskliwe.

GENDRE

Wot tobie, duszo, upały

a sercu mojemu mroźno,

czyli mój syn ostał się cały?

Syn jedynak — dziecina miłości —

czy mi jego też Boh279 pozazdrości?

Czyli on też będzie ojcu towarzyszem

i w uścisk obejmie szyję

i pocałowaniem zmyje

z mych ust słowa trwogi i lęki

wyżenie280 precz i wypije — ?

O dziecię, o synu jedyny!

POTOCKI

Jakież były moje ciężkie przewiny?

Giną z oczu, zanikają z myśli. —

Otośmy tu duchy przyśli281,

rozkazem nieśmiertelnych wołani.

CHÓR POLEGŁYCH

Popłyniem polegli ku otchłani.

POTOCKI

Patrzę jeszcze w świat ten, jak zanika

i wraz tracę z myśli, co się stało;

coraz giną moje czyny i błędy,

jeno spokojność dziwna wszędy.

Jakież były moje przewiny?

Za broń wzięły ojce i syny

i na się wzajem godziły

w zapamiętaniu, w obłędzie. —

O jakożem stawał za sędzię

tym, co sprawiedliwie walczyli?

Zali282 sprawiedliwość i sąd

śmiertelnym nie największy błąd?

GENDRE

wśród oczekujących poznał syna

przygarnia go ku sobie

O syn mój, poznaję cię, synu!

Tyżeś to koło mnie, dziecino?

Sięgałeś ręką wawrzynu,

aż Śmierć zadzwoniła godziną

wskazane dla ciebie piętno.

Będzie twa dola pamiętną.

Lecz któż tę pamięć zapłacze,

twoją dumę i wolę junacką?

Zapłakałby i sam Car, kozacze,

że ty wmieszał się w tę bójkę lacką283

i padł pierwszy, jako podcięty kłos żyta;

jako jabłoń, gdy w płatkach okwita

i ostrzejsze powieją nań zwieje,

tak ty spadł, jak ten okwit, co mdleje.

I z ojcem, przy ojcowej piersi,

razem na tamten raj idziem najpierwsi.

Cóż nas czeka? Pójdziem ku otchłani,

przez piekielne pustynie gnani?

O gdzieżeś, pokoju wieczysty?

Kraj mamy przegonić ognisty — — — ?

SYN GENDRE

Ach ojcze, łzy cudze palą.

Łzy cudze na twarz mą upadły

i przez to lica syna twojego pobladły,

bo trwogą zjęty i strachem,

że te łzy zaciążą przed Bogiem,

bo ja zabójca był w tej wojnie z Lachem.

GENDRE

Synu, zabijałeś w obronie!

SYN GENDRE

Jakoż nie mieli walczyć,

gdy okręt i łódź ich tonie;

widno284 ognie i żar wrzał w ich łonie.

A ja byłem pośród nich przeklęty

i miecz mój i moja dola

i szedłem z tą klątwą do pola

i padłem, jako kłos zżęty.

Snać285 Boża była ta wola.

Pójdziem, ojcze jedyny, w kąt święty,

kędy Cary będą nasi ojce,

gdzie wszyscy równi i bliscy

i ci górni i wyniośli i niscy,

kędy będziem rówieśni mołojce286,

śród kwiecia, pośród uroków.

Rzucamy ten kraj mętów i mroków

i dusze oczyścim winni

i będziem za łaską Bożą,

jako są czyści i niewinni,

gdy przeminie czas piekieł niewoli.

Ach ojcze — — — !

GENDRE

Coć jest duszo-synu?

SYN GENDRE

Serce boli,

żem nie kochał — skorom był tam żywy

a mogłem być kochaniem szczęśliwy.

Żem był ojcze dla wielu ohydą

i iż nienawidzili mnie.

Więc, jak widzę ich, że teraz idą

razem ze mną i z nami, kędy przeznaczenie,

to mnie ściska ból serce i duszę,

i dumę moją dawną

i dawną pychę marną kruszę

i chciałbym uzyskać przebaczenie.

GENDRE

Śpij, uśnij dziecino-synu.

Śpij w wieńcu złotym wawrzynu;

położyć287 go dłoń Boska w dań.

Upadłeś, jako pierwsza brań.

SYN GENDRE

Tak tęsknię ojcze do świtu,

do jasnego, czystego błękitu;

bodaj zeszła ta trwóg pełna noc. —

Któż to może? — Kto to jest ten Bóg,

co posiada nieśmiertelną moc,

przegonić precz ciemnie i mgły

i sprowadzić pogodą kwietne sny

i powieść nas w jasność i światłość dróg?

GENDRE

O synu, przeklął nas Bóg.

O synu, nie pytaj starego,

ileć ręce zdziałały złego,

ilekroć ciebie pchnęły ku czemu,

i duszę skalały młodą.

Teraz nas wichry powiodą

w noc jeszcze większą i groźną.

O czujesz, jak wieją mroźno?

SYN GENDRE

O nic to, ojcze, te mrozy,

jeno łzy te bratnie i siostrzane;

tych straszną, palącą ranę

czuję —

ta rana wskroś duszę dojmuje

i jakby ukaźne288 łozy289,

zabija, męczy, katuje.

Te łzy, które oni płaczą —

o patrzaj — na nich — przeklęli. — — —

POTOCKI

Odwrócili się ode mnie Anieli.

O kędyż jasne słońce?

Kędyż skrzydeł ich przedsłanne gońce?

Ostała przy nas noc i pustość strachu.

PALLAS

wchodzi

Kto tu się skarży?

CHÓR POLEGŁYCH

To my.

PALLAS

Kto wy?

CHÓR POLEGŁYCH

Spętane lwy.

PALLAS

Czyją wy ujęci ręką?

CHÓR POLEGŁYCH

Męką.

PALLAS

Kto was tu zaprzągł?

CHÓR POLEGŁYCH

Śmierć.

PALLAS

Wy padli, pierwszy łup. — —

A ty co za jeden? — Hej?

GENDRE

Trup.

PALLAS

A ty kto?

POTOCKI

Marny cień.

PALLAS

Wytniemy wszystkich w pień,

nim zejdzie dzień.

Przybędą towarzysze.

O patrzajcie, tam w oddali, w pałacu,

poprzez wodne spojrzyjcie kryształy:

oto dom z kolumnami.

Tam Ares w okowach miłości.

Za chwilę Ares będzie z nami

i wszystko ponurzy we krwi.

GENDRE

Potrząsaj ty daremno twą żerdź;

przecz nie wiesz, że Zews z ciebie drwi

i zapęd twój lwi

za czas się skończy?

PALLAS

Heu?

GENDRE

Przybył tu poseł gończy

i wężownicą potrząsał

i cały świat, co się dąsał,

ujął w spokój — i skon zapowiedział

a tyś, duchu wspaniały, nie wiedział,

że my spokoju czekamy

i że do łodzi zejść mamy

i płynąć na święte wody,

w wieczystą noc.

PALLAS

A ten młody?

GENDRE

Mój syn — nie budź — niech śpi.

Spokojność jemu oczy zawarła.

Calem290 bluźnił, że śmierć niezbłagana

żywot jemu w kras pełni wydarła,

aż oto szczęściem niezwodnym

ja ojciec sercem niegodnym

u łona go tulę na skon.

PALLAS

Kto idzie?

CHÓR POLEGŁYCH

Oto zwiastun — to on!

HERMES

wchodzi

Zbłąkane duchy — precz!

PALLAS

Zabieraj swoją właść291.

Co mieli pierwsi paść

w ofiarnicy mężów,

tych masz — oto pozbawieni orężów.

Bierz ich, jak swoją brań.

HERMES

Ty sama masz się oddalić.

Przynoszęć292 rozkazanie.

PALLAS

A czyjeż to przynosisz wołanie?

HERMES

Tyś ludy biegła rozpalić.

Oto ogniem spłonęło miasto.

Ares odebrał swą dań.

Wracaj niewiasto!

PALLAS

Jako Ares wziął swoje wiano?

Zwycięstwa mu nie dano.

HERMES

A oto Ares we chwale

zwycięstwem cieszy się cale293.

PALLAS

To złuda — to podstęp mój,

bym go miała dla mnie po niewoli.

HERMES

Jego już Zews nie zwoli. —

PALLAS

Podstęp!!!

HERMES

To twoja broń.

Zwołaj twoje duchy i zgoń.

Kres twemu władztwu kładę.

PALLAS

Śmieszże294 ty mnie niweczyć przez zdradę?!

HERMES

«Pójdziesz i zniweczysz Palladę»

Twój rodzic wyrzekł sam.

Zwołaj twe duchy i zgoń

i pilnuj do olimpijskich bram,

skądeś295 je zwołała.

PALLAS

Cóż pozostanie ludziom?

HERMES

Próżna chwała.

Będą walczyć, jako wydolą sami

a ty wracaj z Egidą i duchami,

z tarczą twoją, bijącą płomieniami

i dzidą, co wybija hasło.

PALLAS

Tam duchów tysiąc zawrzasło,

tam gore całe miasto.

Poczęli dzieło krwawe!

Mamże im odebrać Sławę?!

HERMES

Wracaj niewiasto! —

Wężowy chylę splot.

nachylił laski wężowej

PALLAS

schyla głowę

Uznajęć296, synu Mai.

HERMES

W lot!

PALLAS

nawołuje

Hej Zewsowe orły, które pioruny niosą,

niechajże się w ciszę oddalą!

Niechajże polecą ku szczytom,

ku górnym Hymetu297 śniegom,

ku sinym nad Hymetem błękitom!

Hej, Zewsowe dziewy, siostry płomienolice,

przybiegajcie powrotne z lotów.

Oto czas się dopełnił obrotów

i Zews groźny wasze wyrzekł granice.

Ku mnie wy z dalekosiężnymi skrzydły.

Ku mnie wy, co dzierżycie Sławę.

Bojową poczynaliśmy wrzawę,

zapalone narodów ołtarze

i oto porzucić Sprawę

Zews nam każe!

Hej do mnie, powrotne siostrzyce!

Hej do mnie, do mnie orlice!!

CHÓR POLEGŁYCH

patrzą ku stronie pałacu

Patrzaj, skrzydlate tam się chwieją,

w przedsionku nagły ruch.

Oneć298 słyszą i wracać nie śmieją.

Ku wodzie przygiął je słuch.

PALLAS

nawołuje ku stronie pałacu

Hej siostry, siostry orlice,

rzucajcie płonący dom!

Hej do mnie, do mnie sam!

Zwycięstwo wasze kłam!

Biegajcie, nim padnie grom.

CHÓR BOGINEK

przylatuje od strony pałacu

Wzywałaś, wzywasz — ?

PALLAS

Tak. —

Przysłany straszny znak,

wężowy splot.

Musimy siostry w lot

wracać. —

CHÓR BOGINEK

Kto każe nam — ?

PALLAS

Zews sam.

CHÓR BOGINEK

Rzucić wojenny miot — ?

PALLAS

Wracać.

CHÓR BOGINEK

Przecz299 Aresowa moc

połamie czar!?

PALLAS

Zwycięstwo wasze kłam!

CHÓR BOGINEK

Z naszej ręki Ares wziął dar

rozkazem twoim i wolą.

PALLAS

Wieńce Aresa niewolą.

Syt Sławy, zwycięstwa syt,

w gnuśności legł.

Zbudzi go straszny świt.

Pokąd go duch wasz strzegł,

Amorów wiązało pęto;

gdy ocknie się ze sennych larw,

gdy pojmie zdradę przeklętą,

gdy posłyszy jęk tych dziwnych harf

i trwogą zadrży niepojętą — — — ?

CHÓR BOGINEK

przejęte trwogą

Siostry — — — w lot, w noc!

Gaśnie już nasza moc,

już niedaleki świt.

PALLAS

Rozwińcie skrzydła, w drogę!

Widzicie tam szerzogę300 — ?

CHÓR BOGINEK

Mgły sine idą od pól,

wiatr ustał — drży po fali

kobierzec złotolistych szmat.

W oddali na wodzie ukazuje się:

ŁÓDŹ CHARONOWA

płynąca powoli

CHÓR BOGINEK

Ktoże301 to płynie z dali?

PALLAS

Ha! — Oto płynie łódź.

CHÓR BOGINEK

poznając

Człowiek podeszłych lat;

ogniem mu oko płonie.

Oto zwodzi302 łódź wielką przez tonie.

PALLAS

Dopełnion śmiertelny ból.

Oto Charon wiedzie im łódź

nieśmiertelną...

CHÓR POLEGŁYCH

O bródź Charonie, starcze bródź

przez fale, przez wody męt.

Wyzwolin nam przybliżasz czas.

O lituj nas, o lituj nas

w ohydzie ziemskich pęt.

POTOCKI

Czegom nie zaznał w ziemskiej doli,

pojmany w ognie pychy,

pojmany w ognie gniewu,

za tym stęsknione serce boli,

że wielki a byłem lichy.

Więc płaczę żal,

gdy mam się brać

przez noce płynąć fal

na tamten świat.

CHÓR POLEGŁYCH

Słuchajcie, skarży się nasz brat

Wtóruje jemu szept tych drzew

do żałosnego duszy śpiewu.

Snaćże303 litują jego doli,

za czym stęsknione serce boli.

Był wielki pychą, lichy sercem

a tymże samym jemu spłynąć

wód złotolistym kobiercem.

POTOCKI

Dałeś mi Panie wszystkie statki

i mnogie, mnogie włości

i w rzędzie pierwszych przed narodem

stawiłeś;

jednoś304 nie wszczepił w pierś litości,

żem się nie poczuł syn tej matki,

której pozgonne widzę dziatki,

jak ze mną idą bratnim chodem

w tę samą noc i toń i mrok.

Czemużeś Panie zaćmił wzrok,

żem nie mógł zaznać szczęsnej chwili

i być z tych, którzy mnie zabili

i sławę szczytną wzięli?

Onychże305 męka zbrodni pali,

na mnie się winy ciężar wali,

żem szedł ich czynom wprzek306.

O Panie, losów pęd tajemny;

przeznaczeń nieodmienny bieg.

Terazże mam w okrutnej skardze

zestąpić w czółno przewoźnika

na drogę do niezwrotnych rzek —

człowiek występny, człowiek ciemny — ?

Corazże pamięć już zanika. — —

O Panie, nie szczędź mi promyka,

daj słyszeć jeden śpiew litosny,

daj jeszcze słyszeć szept tych drzew.

Czy szemrzą — ? Jakaż cisza głucha — — ?

Ktoże to płynie mętem wód?

Ludże307 tych dusz za wiosłem słucha?

To bracia moi? — dusz ten lud?

We wodny zapatrzeni bród.

ŁÓDŹ CHARONOWA

pojawia się bliżej płynąca

CHÓR POLEGŁYCH

O bródź Charonie, starcze bródź

przez fale, przez wodny męt

nieśmiertelności cichą łódź.

Wyzwolin nam przybliżasz czas.

O lituj nas, o lituj nas

w ohydzie ziemskich pęt.

POTOCKI

rozgląda się wśród ruin sceny

Ojczyznaże to moja w złomie?

Na moimże308 to skazy domie?

Pałac się sypie w gruz...

Dla mnie to już przekleństwo wieczne

i miecze bratnie obosieczne

i łódź: śmiertelny mus — ?

Przebaczcie mi, przebaczcie mi,

rozpaczą żywie309 duch.

Oto się mój obłędny duch

tych czepia drzew,

gdzie szumiał śpiew

niedawny na mój skon310.

Gruzy koło mnie, spadły złom;

rozstąpił się ojczysty dom

i krew spłynęła z łon.

ŁÓDŹ CHARONOWA

podpływa przed scenę Teatrum

CHÓR POLEGŁYCH

O bródź Charonie, starcze bródź,

wyzwolin nam przybliżaj czas,

nieśmiertelności cichą łódź.

O lituj nas, o lituj nas

w ohydzie ziemskich złud.

HERMES

Skończony wasz i wczas311 i trud,

pora zejść w Acheronu312 bród,

zapomnień na was zejdzie moc.

Do łodzi precz, precz w noc!

Powiodę was przez ciemnie dróg,

goniec stygijskich wód.

wznosi wężownicę i zatacza nad głowami poległych

Tym oto berłem tnę przestrzenie,

pod berłem drży podziemny świat

i moce zlękłe wszystkiej ziemi.

Spełnioneć wasze przeznaczenie,

żal próżen ziemskich strat.

Rzucajcie świat —

kędy was berła gest pożenie313

wężami splecionemi!

Powiodę was przez ciemnie dróg,

w Acheronowy wwiodę bród,

jako wam losy znaczył Bóg.

Oto łódź czeka — zstąpcie w próg,

za świat — za świat — za świat!!

POLEGLI

zstępują do łodzi

HERMES

wstępuje w łódź

ŁÓDŹ CHARONOWA

odpływa

PALLAS

Igraszką byłam w ręku Boga

ja gwiazda, którą Bóg zapala.

Oto mnie Jego głos powala,

że odejść muszę.

CHÓR BOGINEK

Cóż będzie z narodem?

PALLAS

Bez pomocy mej ostanie sam.

Zapaliłam w narodzie dusze,

skąpałam męże we krwi.

CHÓR BOGINEK

Ostawisz ich z ich krwawym głodem?!

PALLAS

Naród będzie walczył z narodem.

Dałam im szczęścia błysk przez chwilę.

Nieszczęść dopełnią sami,

gdy krokiem pójdą wstecz!

Siostry w lot! — Wy ze skrzydłami precz!!

BOGINIE

na rozwiniętych skrzydłach

ulatują

ŁÓDŹ CHARONOWA

przepływa w oddali

W ALEJACH UJAZDOWSKICH

Drzewa wielkim schyliły się skłonem

bezlistnych, sczerniałych gałęzi.

Cała droga liściem uścielona,

które wiatr rozgania drgające.

Noc jeszcze. Widać w oddali,

jak wojska stanęły szwadronem,

w pogotowiu.

W. KSIĄŻĘ

sam

w mundurze, otulony w płaszcz

przechadza się wśród zeschłych liści

KURUTA

wchodzi

zbliża się powoli

Przybył generał...

W. KSIĄŻĘ

Małczat!

KURUTA

Właśnie przybył

W. KSIĄŻĘ

Małczat!

KURUTA

Jazdy pułki cztery

czekają.

W. KSIĄŻĘ

Niech czekają.

KURUTA

Co Książę rozkaże?

Wasza Cesarska Mość niech rozkaz wyda.

W. KSIĄŻĘ

Nie wydam.

KURUTA

Wydać trzeba.

W. KSIĄŻĘ

Na cóż to się przyda?

KURUTA

odchodzi

W. KSIĄŻĘ

Kuruta!

KURUTA

nadbiega

Wasza Cesarska Mość każe — — ?

W. KSIĄŻĘ

daje znak, by się zbliżył

Słyszysz ty ten szum liści i w liści pogwarze

szepty — ?

KURUTA

Wot znaczy? — — Podal stoją straże

i czekają rozkazów.

W. KSIĄŻĘ

Niechaj dzień nie wschodzi.

Kto to przybył — ?

KURUTA

Krasiński generał.

W. KSIĄŻĘ

Niech czeka.

KURUTA

I czemuż Książę rozkazy odwleka?

W. KSIĄŻĘ

To ty rozkazuj.

KURUTA

Nie wiem. — Ja nie umiem.

W. KSIĄŻĘ

Wyjdź przed front i klnij głośno.

KURUTA

Książę — nie rozumiem?

W. KSIĄŻĘ

Nie rozumiesz — ? Czy słyszysz, co te liście gwarzą?

kopie nogą liście

Szit, szit — szit, szit... szit, te liście marzą.

O czym? — O Wielkim Księciu...? Hej...

KURUTA

wzrusza ramionami

Wszak ci314 tu Wasza Miłość na czele wojsk stoi. —

Tak gotowi powiedzieć — że Książę się — boi.

W. KSIĄŻĘ

Boi się Wielki Książę nie ludzi, lecz Boga.

Jak dla mnie znajdzie drogę Bóg — tak minie trwoga.

KURUTA

odchodzi

W. KSIĄŻĘ

sam

KURUTA

wraca

zbliża się do W. Księcia

W. KSIĄŻĘ

w zaufaniu

Tak te drzewa na wiosnę — pędy puszczą nowe.

Tak teraz jest listopad, niebezpieczna pora.

Zaczęło się to wczoraj — tak wczoraj z wieczora

Od czego się zaczęło — i co to się stało?

Liście spadły, tak drogę zaścieliły całą.

Liście suche, szit, szit...

KURUTA

wzrusza ramionami

odchodzi

W. KSIĄŻĘ

sam

KURUTA

po chwili wraca

zbliża się do W. Księcia

Przebudziła się właśnie.

W. KSIĄŻĘ

Cóż?

KURUTA

Plecie od rzeczy.

W. KSIĄŻĘ

Cóż plecie — ?

KURUTA

wzrusza ramionami

W. KSIĄŻĘ

A niech plecie.

KURUTA

wzrusza ramionami

W. KSIĄŻĘ

Niech lekarz ją leczy.

KURUTA

milczy

W. KSIĄŻĘ

Nieprzytomna?

KURUTA

To właśnie — choć patrzy na oczy,

ręce ku czemuś wznosi i jak we śnie kroczy.

W. KSIĄŻĘ

Wynoś się!

KURUTA

Książę panie?

W. KSIĄŻĘ

Do drogi się zbierać!

KURUTA

Lecz właśnie Księżna pani nie da się ubierać

i zrzuca z siebie stroje.

W. KSIĄŻĘ

patrzy wielkimi oczyma

A! A! A! Wenera!

KURUTA

Wasza Miłość — ?

W. KSIĄŻĘ

spostrzegł Joannę

Ot moja pani.

JOANNA

we futrze, półubrana

wchodzi

PANNY

biegną za nią

W. KSIĄŻĘ

gestem zatrzymuje orszak

JOANNA

nuci

«Mówił ojciec do swej Basi:

biją w tarabany...».

Nie, to nie tak — — tak. — Mars mnie zabiera

na swoje łoże — w miłość.

W. KSIĄŻĘ

otula ją

JOANNA

O czemuś ty się przebudził?! Uciekasz?! —

Stój! — Stój kochanku! — —

wskazuje orszak panien stojący opodal

Patrzaj — to są moje

boginie uskrzydlone. — One swoje stroje

zwinęły; — czyli skrzydła rozchylą nad głowy?

Czyli znowu ulecą? —

jakby powtarzała za kim

Bądź zdrowa. —

jakby mówiła do kogoś

Bądź zdrowy. —

Gdzie ty biegniesz? — Tyś w twoje zwycięstwo uwierzył!

Patrzaj — tyś oszukany!!! — Pożar się rozszerzył!!

Ratuj mnie!! — Miłość moja wiąże cię w niemocy?!

Pusty pałac — ? Jak czarne okropne otchłanie. —

Noc i straszliwa głuchość. — Ulituj się panie!

On odpycha mnie! Pęta miłości mej zrywa!

Ja byłam z tobą — w śnie moim szczęśliwa — —

przytomnieje

szeptem

To sen był — — taki był mój sen — tej nocy.

W. KSIĄŻĘ

prowadzi ją ku głębi

sanie zajeżdżają w głębi

JOANNA

usiada w saniach

obok niej usiada jedna z panien

W. KSIĄŻĘ

odszedł od żony

przesyła jej z daleka całusa

Adieuadieu Żaneto.

krzyczy

Konia!

Żołnierze wprowadzają w głębi konia

GENERAŁ WINCENTY KRASIŃSKI

wchodzi

Sanie z W. Księżną odjeżdżają

W. KSIĄŻĘ

zapatrzony za odjeżdżającą W. Księżną

nagle zwraca się

spostrzega Krasińskiego

usiłuje sobie przypomnieć

Prawdali315 to? — Jest prawda? — Tak. — Pardon. C’est vrai316.

Lecz mnie uwierzyć trudno. — Tak już widzę. Chcę.

Ja was każę powiązać!

wpatruje się w Krasińskiego

Nie — to jest udanie.

Ja was każę powiązać!

KRASIŃSKI

obojętnie

Wiąż.

W. KSIĄŻĘ

O polski panie!

Wiązać Was? — —

wpatruje się w Krasińskiego

Nie. Ja tak was ostawić nie mogę.

Wy buntowni. — Wy, jakoż nie? Tak wy Polacy.

I jakoż wy, wy polscy, wy byliby tacy,

żeby rzucić swą Sprawę — swoją Polskę rzucić

i stać po stronie Cara? — Wy potężni.

Jak ja patrzę się na was tak — że wy orężni,

tak ja blednę. — Wybaczcie przyjacielu, bracie,

ale wy moje wrogi mnie — wy się nie znacie.

Tak wy zdrajce!

KRASIŃSKI

w gniewie

Zamilcz! — —

ochłonął

głosem stłumionym

Wybacz książę.

Wasza Cesarska Mość w obłędzie gada

i nie zważa na cios, gdy ostre słowo pada,

słowo błędu.

W. KSIĄŻĘ

Ja jasno widzę. Ja upadłem.

Upadłem już. — Już w ogniach, hej, pobladłem.

Ja już skończyłem się. A teraz wy gwiazdami.

Tak na was czas — wy nie będziecie z nami.

Nie łudzę się. Nie, nie chcę. Zostaniem wrogowie.

Tak ja was upokorzyć chcę — wy, wy panowie!

Dlaczego jeszcze tu? — Tam miasto się gotuje.

Tam pożar wre. Powstanie? Szał. Wszyscy orężni.

Błyskawice wstrzymali w pędzie — i potężni!

A wy — czemu wy tu? — Tak ja się o was boję.

Wy trupy — — — jeśli ze mną związani w przymierze.

Wy nie wierzycie w Polskę — ? Co? — A ja w nią wierzę!

wpatruje się w Krasińskiego

KRASIŃSKI

Nie widzi Car, co polską wziął koronę,

że my tam trupów naszych ścielem mosty.

Nie widzi Wielki Książę brat, żeśmy wbrew woli

narodu, co nas woła tam — u jego boku

stanęli, jako mur, co brata chroni

i dzisiaj, gdy nam Bóg na Wolność dzwoni,

my nie o sobie myślim w takiej chwili,

lecz by tej szczędzić krwi, co tam się leje,

gdyście jej tyle w kaźniach roztrwonili,

krwi naszej spodleni złodzieje.

Zginął Potocki, Blumer, Nowicki generał

a przy Potockim byłem ja, kiedy umierał,

gdy śród poległych trupa wyszukano.

Zginął Trębicki, Siemiątkowski zginął.

Ja, Wielki Książę, jeżelim ocalał,

to nie na to, bym honor mój w podłości kalał,

by mnie pod pręgierz bezwstydu stawiano.

Nie macie prawa pytać, Książę, w co ja wierzę.

Pewna, że mnie z podłością nie wiąże przymierze.

oddaje szpadę

W. KSIĄŻĘ

Zostaw ty to! — I waruj tu, jak pies, u moich nóg;

Ha, ha! — Gdy polskie ozwało się serce,

tak ja pokażę wam, kto wasi zdzierce.

Sumienia obrachunek zrobię. Spłacę dług.

Tam, pod pokojami Belwederu, tam w lochu

człowiek jest, od lat kilku zamkniony.

Tak to perła. — Tak ty nie czujesz się zarumieniony

przede mną?!

Tak ty mówisz, że masz serce i czujesz?!

Ty spojrzyj jemu w twarz —

nawołuje

Hej! Straż!

KURUTA

wbiega

W. KSIĄŻĘ

szepce mu do ucha

KURUTA

staje zdumiały

W. KSIĄŻĘ

przynagla gestem

KURUTA

odchodzi

W. KSIĄŻĘ

Skończył się Wielki Książę —

zrywa z piersi gwiazdę i ordery

depce nogami

Precz, precz — depcę, gardzę.

To nic — to wszystko dał mi Car. — Nie chcę — nie.

nasłuchuje

Słyszycie — tam — ? Ta noc, jak wicher hula — dmie

W noc taką skonał ojciec mój. — —

nagle trwoży się

Ja nie był jego kat!

krzyczy

zasłaniając oczy

to brat — to brat, to brat, to brat, to brat!!

KRASIŃSKI

stoi nieporuszony

w głębi armaty przeciągane przejeżdżają

ku prawej stronie

W. KSIĄŻĘ

idzie ku generałowi Krasińskiemu

chwyta go za guz munduru na piersi

śmieje się

wskazuje w głąb

KRASIŃSKI

patrzy we wskazanym kierunku

W. KSIĄŻĘ

Tak ja tu klejnot mam! — Ja ci pokażę.

Prometeusz317 wasz polski.

wskazuje

Ot, wiodą go straże.

WALERIAN ŁUKASIŃSKI

ślepy

w łachmanach, w kajdanach na nogach i rękach

wchodzi

prowadzony przez straż

STRAŻ

wiąże Łukasińskiego do armaty

zdejmują mu kajdany z nóg.

Słychać dzwony z Warszawy

W. KSIĄŻĘ

idzie ku głębi

dosiada konia

STRAŻ

oddala się od Łukasińskiego

ŁUKASIŃSKI

poczuł, że straż już się odeń oddaliła.

I poczuł, że chwila wolności nadeszła,

ta chwila, w której go wiodą;

choć skuty w kajdany,

do działa związany,

to jednak ci jego wrogowie,

jak tchórze tej chwili

zadrżeli, zwątpili —

powietrze czuć swobodą.

I poczuł, że bracia

wzlecieli orłowie,

wzlecieli tam w Warszawie;

że dzwony, co biją,

wieść niosą gloryją,

że wstali bohaterowie.

«Wytrwania! Wytrwania,

o dajże im Boże,

niech siły ich się nie zmarnią.

Bądź srogie więzienie

wieczyste me łoże

i żywot jedyną męczarnią.

Niech wloką, niech wloką,

niech w lochy zakują,

niech sępy żreją me ciało,

by ino tym braciom,

co dzwonią w Warszawie,

zwycięstwo się walki dostało.»

I dłonie przed siebie wyciąga i słucha,

wiew każdy powietrza czuje

i twarz mu się mieni,

w zachwycie jest ducha,

spełnione dzieło zgaduje.

Uklęka — łzy cieką,

pierś łkaniem się wstrząsa,

radością płonie oblicze

i szepce, a trudno mu słowa się wleką,

modlitwy łka tajemnicze:

«O pójdziesz ty kiedyś

mój duchu na gody

za kaźń twą, żywota gorycze.

W tych dzwonach z Warszawy

do ciebie to gońce:...»

Witaj — Jutrzenko — swo—bo—dy — — ,

za to—bą — zba—wie—nia — Słoń—ce318.

powstaje

KRASIŃSKI

przesłania twarz dłońmi

W. KSIĄŻĘ

rusza z miejsca

Rozpoczyna się pochód.

Przypisy:

1. szerz — dziś popr.: szerokość. [przypis edytorski]

2. giwera — karabin. [przypis edytorski]

3. wraz (daw.) — zaraz. [przypis edytorski]

4. tarcz — dziś popr.: tarcza. [przypis edytorski]

5. Egida (mit. gr.) — tarcza Ateny. [przypis edytorski]

6. spisa — włócznia. [przypis edytorski]

7. Pallas (mit. gr.) — przydomek Ateny, bogini mądrości i sprawiedliwej wojny. [przypis edytorski]

8. mężobójczy (daw., z łac. vir: mąż, obywatel, człowiek) — zabójczy; por. mężobójstwo: zabójstwo. [przypis edytorski]

9. Hymet — pasmo górskie na płd.-wsch. od Aten. [przypis edytorski]

10. Ossa — góra w Tesalii, przylegająca do Olimpu. [przypis edytorski]

11. Pelion — miejsce bitwy, w której Aleksander Wielki pokonał Ilirów w 335 p.n.e.; z uwagi na rytm słowo czytamy tu czterosylabowo (Pe-li-jo-nu). [przypis edytorski]

12. Maraton — miejsce bitwy stoczonej w roku 490 p.n.e., w której wojska ateńskie pod dowództwem Miltiadesa pokonały armię perską. [przypis edytorski]

13. Salamina — miejsce bitwy morskiej stoczonej w 480 p.n.e., w której mniejsza liczebnie flota grecka rozgromiła Persów, wykorzystując warunki naturalne (wąską zatokę). [przypis edytorski]

14. Termopile — miejsce bitwy stoczonej w 480 p.n.e., w której wojska spartańskie pod dowództwem Leonidasa uległy przeważającym siłom perskim. [przypis edytorski]

15. Aleksander Wielki a. Aleksander Macedoński (356–323 p.n.e.) — król Macedonii z dynastii Argeadów w latach 336–323 p.n.e., uczeń Arystotelesa, zwycięzca w wojnie z Persją, jego podboje zainicjowały epokę hellenistyczną; oblężenie fenickiego miasta Tyr przez wojska Aleksandra Macedońskiego miało miejsce w roku 332 p.n.e. [przypis edytorski]

16. Achilles — bohater Iliady Homera, syn Peleusa, króla Ftyi, i Tetydy, boginki morskiej. [przypis edytorski]

17. Hektor — bohater Iliady Homera, syn Priama i Hekaby, króla Troi, brat Parysa i Helena. [przypis edytorski]

18. Roma — Rzym. [przypis edytorski]

19. coś Sławie przydała mocy — Wyspiański, za Słowackim, wywodzi tu od sławy nazwę plemion słowiańskich (sławiańskich wg jednej z form zapisu w romantyzmie). [przypis edytorski]

20. Teutonowie — jedno z plemion niemieckich, przen.: Niemcy. [przypis edytorski]

21. Witold Kiejstutowicz, zwany Wielkim (ok. 1350–1430) — wielki książę litewski, brat stryjeczny Władysława Jagiełły. W latach 1382–1385 oraz 1390 przejściowo sprzymierzony z Krzyżakami przeciw Jagielle. [przypis edytorski]

22. Ares (mit. gr.) — bóg wojny i szału bitewnego; jego rzymskim odpowiednikiem jest Mars. [przypis edytorski]

23. Boży-Bicz — właśc. Atylla (406–453), wódz Hunów, twórca imperium, walczący z Cesarstwem Rzymskim. [przypis edytorski]

24. Zews — dziś popr. Zeus, najważniejszy z bogów, władca Olimpu, brat Posejdona i Hadesa, syn Kronosa, patronujący zjawiskom na niebie, zwłaszcza piorunom. [przypis edytorski]

25. Gorgona (mit. gr.) — potwór, którego spojrzenie zmieniało przeciwników w kamień. [przypis edytorski]

26. przytomny (daw.) — obecny. [przypis edytorski]

27. Tartar (mit. gr.) — najciemniejsza i najstraszniejsza część krainy zmarłych. [przypis edytorski]

28. kazać — tu: rozkazywać, przemawiać. [przypis edytorski]

29. rozprężem — forma skrócona ze względu na rytm wiersza; dziś popr.: rozprężymy. [przypis edytorski]

30. Kery (mit. gr.) — boginie zemsty i gwałtownej śmierci, przedstawiane w postaci drapieżnych ptaków. [przypis edytorski]

31. dajmon — demon. [przypis edytorski]

32. Nike (mit. gr.) — bogini zwycięstwa (Wyspiański odchodzi nieco od mitologii, mówiąc o wielu Nike, a w dodatku wiążąc niektóre z bitwami przegranymi). [przypis edytorski]

33. Nike Fidiaszowa — Nike rozwiązująca sandał; płaskorzeźba wykonana w V w. p.n.e., w okresie klasycznym sztuki starożytnej Grecji, pierwotnie znajdowała się w świątyni Ateny Nike na Akropolu. Wedle współczesnych badań wykonanie płaskorzeźby postaci Nike przypisywane jest Kallimachosowi, a czynność, którą wykonuje bogini w tym przedstawieniu interpretowana jest nie jako zawiązywanie sandału rozwiązanego w biegu (jak we wcześniejszej tradycji i u Wyspiańskiego), ale jako rozwiązywanie sandałów przed wejściem do świątyni. [przypis edytorski]

34. Napoleonidzi — byli żołnierze walczący w Wielkiej Armii Napoleona. [przypis edytorski]

35. Pod Moskwę, na gniazdo Carów, wiodłam Cezara Franków — wzmianka dotycząca wyprawy Napoleona I na Rosję w 1812 r. [przypis edytorski]

36. odzyszczesz (daw. forma) — dziś: odzyskasz. [przypis edytorski]

37. ramiony — dziś popr. forma N.lm: ramionami. [przypis edytorski]

38. dźwirza (reg.) — drzwi, wrota. [przypis edytorski]

39. uwadziłam — zawadziłam, zaczepiłam. [przypis edytorski]

40. Gorgona (mit. gr.) — potwór, którego spojrzenie zmieniało przeciwników w kamień. [przypis edytorski]

41. zwolić — tu: pozwolić, zezwolić, dopuścić. [przypis edytorski]

42. Trojej — dziś popr. forma D.lp: Troi. [przypis edytorski]

43. Odys — ulubieniec bogów, awanturnik, mężny, a przede wszystkim sprytny wojownik, król Itaki, mąż Penelopy. Bohater Odysei Homera, która opisuje jego dziesięcioletnią podróż powrotną spod Troi. Wyspiański napisał o nim dramat Powrót Odysa. [przypis edytorski]

44. jeśliże — konstrukcja z partykułą wzmacniającą -że; znaczenie: jeśli więc, jeśli zatem. [przypis edytorski]

45. na cudzymże chcą orać zagonie (...)? — konstrukcja z partykułą wzmacniającą i pytającą zarazem -że; znaczenie: czy na cudzym zagonie chcą orać? [przypis edytorski]

46. niżal — dziś: niż, niżeli. [przypis edytorski]

47. właść — własność. [przypis edytorski]

48. czegoże — dziś częściej w formie skróconej: czegóż. [przypis edytorski]

49. rówien — dziś: równy. [przypis edytorski]

50. któren — dziś popr.: który. [przypis edytorski]

51. któren wzeszedł w gaju Maratonu — Miltiades Młodszy (ok. 554–488 p.n.e.) ateński wódz i polityk, zwycięzca spod Maratonu. [przypis edytorski]

52. Helios (mit. gr.) — bóg i personifikacja słońca. [przypis edytorski]

53. zwól — pozwól, dopuść. [przypis edytorski]

54. sprząż — dziś: sprzęgnij. [przypis edytorski]

55. Cheronea — miejsce bitwy stoczonej 2 sierpnia 338 r. p.n.e., w której wojska Filipa II Macedońskiego zwyciężyły nad siłami ateńsko-tebańskimi, co spowodowało utratę niezależności przez państwa-miasta greckie. [przypis edytorski]

56. usty — dziś popr. forma N.lm: ustami. [przypis edytorski]

57. Marsjasz (mit. gr.) — satyr z Frygii, specjalista w grze na aulosie, wyzwał na pojedynek muzyczny Apollina, a po przegranej został obdarty przez niego ze skóry. [przypis edytorski]

58. Eol (mit. gr.) — władca wiatrów. [przypis edytorski]

59. mierzwa — słoma stanowiąca podściółkę dla bydła. [przypis edytorski]

60. kierz (reg.) — krzak. [przypis edytorski]

61. wstanąli — konstrukcja z partykułą pytającą -li; inaczej: czy wstaną. [przypis edytorski]

62. zwarzyć — czasownik od war: wrzątek; tu: zniszczyć przez działanie zbyt niskiej temperatury. [przypis edytorski]

63. ląże — dziś popr.: lęgnie. [przypis edytorski]

64. przecz (daw.) — dlaczego, czyż; tu: przecież. [przypis edytorski]

65. Maciejowice — miejsce bitwy stoczonej 10 października 1794, w której wojska Tadeusza Kościuszki przegrały z wojskami rosyjskimi, a sam Kościuszko ranny dostał się do niewoli. [przypis edytorski]

66. otośmy (...) zawarły — konstrukcja z ruchomą końcówką czasownika, inaczej: oto zawarłyśmy. [przypis edytorski]

67. gach (daw., gw.) — kochanek. [przypis edytorski]

68. kęs — odrobinę, chwilkę. [przypis edytorski]

69. Wysocki, Piotr (1797–1875) — pułkownik Wojska Polskiego, przywódca sprzysiężenia podchorążych, które doprowadziło do wybuchu Powstania Listopadowego. [przypis edytorski]

70. giwer gwer (daw.) — karabin. [przypis edytorski]

71. porze — dziś popr.: pruje, przecina. [przypis edytorski]

72. srom (daw.) — wstyd. [przypis edytorski]

73. wyżenie (daw. forma) — wygna. [przypis edytorski]

74. gorą — płoną. [przypis edytorski]

75. wyżeniem — wygonimy. [przypis edytorski]

76. zapalę ich duchy, jak pochodnie; / niech lecą spełnić zbrodnię; / wężami osmagam twarze — Pallas Atena jest tu charakteryzowana tak, że ma po części cechy Erynii, bogiń zemsty (pochodnie w dłoniach, węże zamiast włosów). [przypis edytorski]

77. rozedrzej — dziś popr. forma: rozedrzyj. [przypis edytorski]

78. mściwce — mściwcy; mściciele. [przypis edytorski]

79. k’nam — skrócone od: ku nam; do nas. [przypis edytorski]

80. poima — pojmie, obejmie, tu: oplącze, opasa. [przypis edytorski]

81. wolej — dziś popr. forma C.lp: woli. [przypis edytorski]

82. porą — dziś popr.: prują, przecinają. [przypis edytorski]

83. zagorą — zagorzą; zapalą się. [przypis edytorski]

84. dan — forma skrócona od: dany. [przypis edytorski]

85. pełnią się — tu: zapełniają się. [przypis edytorski]

86. imać — chwytać. [przypis edytorski]

87. nie zazdrosnyśże — czy nie jesteś zazdrosny (daw. konstrukcja z partykułą -że). [przypis edytorski]

88. rabaty — barwne wyłogi wojskowego munduru. [przypis edytorski]

89. bajonet (daw.) — bagnet. [przypis edytorski]

90. kolet — rodzaj kaftana wojskowego. [przypis edytorski]

91. wyciągli — dziś popr. forma: wyciągnęli. [przypis edytorski]

92. zamkli — dziś popr. forma: zamknęli. [przypis edytorski]

93. wyoralim (daw. forma) — wyoraliśmy. [przypis edytorski]

94. grześć — grzebać, kopać. [przypis edytorski]

95. sieść — dziś popr. forma bezokolicznika: siąść a. siadać. [przypis edytorski]

96. wnijdziecie — dziś popr.: wejdziecie. [przypis edytorski]

97. ozwarte — rozwarte, otwarte. [przypis edytorski]

98. Grudzińska, Joanna (1791–1831) — morganatyczna małżonka Wielkiego Księcia Konstantego Pawłowicza Romanowa. [przypis edytorski]

99. Wielki Książę — Konstanty Pawłowicz Romanow (1779–1831), wódz naczelny Wojska Polskiego i faktyczny wielkorządca Królestwa Polskiego; za sprawą ślubu z Polką, Joanną Grudzińską, zrzekł się prawa do dziedziczenia tronu rosyjskiego. [przypis edytorski]

100. Kuruta, Dimitri Dimitriewicz (1770–1838) — zastępca Wlk. Ks. Konstantego na stanowisku dowódcy Wojska Polskiego, Grek z pochodzenia. [przypis edytorski]

101. Gendre, Aleksiej Andriejewicz (1776–1830) — generał major Armii Imperium Rosyjskiego, członek sztabu Wlk. Ks. Konstantego, funkcjonariusz przybocznej tajnej policji księcia; zginął w czasie ataku na Belweder w noc wybuchu powstania listopadowego, zakłuty bagnetami przez członków sprzysiężenia podchorążych. [przypis edytorski]

102. Order Złotego Runa — odznaczenie nadawane przez dunastię Habsburgów, jeden z najważniejszych orderów na świecie. [przypis edytorski]

103. wsio (ros.) — wszystko. [przypis edytorski]

104. postój (z ros.) — zatrzymaj się (ó oznacza tu o akcentowane). [przypis edytorski]

105. słuszajus (ros.) — słucham. [przypis edytorski]

106. kniaź — książę. [przypis edytorski]

107. Zarudzki, Iwan Martynowicz (zm. 1614) — ataman kozacki, pojął za żonę Marynę Mniszchówną, żonę Dymitra Samozwańca, przeciwnik dynastii Romanowów. [przypis edytorski]

108. gospodyn (z ros.) — pan. [przypis edytorski]

109. znam (ros.) — wiem. [przypis edytorski]

110. zadość (daw.) — dosyć. [przypis edytorski]

111. mudry po rozkazu (ros.) — mądry według rozkazu. [przypis edytorski]

112. swobodno (ros.) — wolno. [przypis edytorski]

113. małczaj (ros.) — milcz. [przypis edytorski]

114. niezawodno — niezawodnie. [przypis edytorski]

115. chrest (daw.) — krzyż; tu w lm chresty: wyświęcenie, błogosławieństwo. [przypis edytorski]

116. paszoł! (ros.) — idź sobie! [przypis edytorski]

117. adieu (fr.) — do widzenia. [przypis edytorski]

118. kamràt (ros.) — towarzysz, przyjaciel, druh. [przypis edytorski]

119. pozawczora — przedwczoraj. [przypis edytorski]

120. wsiowładztwo (ros.) — wszechwładza. [przypis edytorski]

121. małczaj (ros.) — milcz. [przypis edytorski]

122. wsio (ros.) — wszystko. [przypis edytorski]

123. wot (ros.) — o, oto. [przypis edytorski]

124. wsiej (ros.) — cały. [przypis edytorski]

125. plein pouvoir (fr.) — pełna władza, władza całkowita. [przypis edytorski]

126. znasz (z ros.) — wiesz. [przypis edytorski]

127. westalka — kapłanka rzymskiej bogini Westy, zobowiązana do pilnowania świętego ognia i do zachowania dziewictwa w trakcie pełnienia tej funkcji. [przypis edytorski]

128. bankrot — bankrut. [przypis edytorski]

129. padlèc (ros.) — człowiek podły. [przypis edytorski]

130. postój (z ros.) — zatrzymaj się (ó oznacza tu o akcentowane). [przypis edytorski]

131. Innym dziś niźli indziej — Jestem dziś inny niż kiedy indziej. [przypis edytorski]

132. Lamartine, Alphonse de (1790–1869) — francuski poeta romantyczny, polityk, zwolennik pacyfizmu. [przypis edytorski]

133. cale (daw.) — całkiem, tu: wcale. [przypis edytorski]

134. nié ma — czyt.: ni ma (daw. tzw. é pochylone lub ścieśnione). [przypis edytorski]

135. wiater — dziś popr. wiatr. [przypis edytorski]

136. donia — panna. [przypis edytorski]

137. czełowièk (ros.) — człowiek. [przypis edytorski]

138. Boh (ros.) — Bóg. [przypis edytorski]

139. duràk (ros.) — dureń, głupiec. [przypis edytorski]

140. zwoleństwo — pozwolenie. [przypis edytorski]

141. teorban (daw.) — instrument muz. podobny do lutni, lecz grający w niższej tonacji. [przypis edytorski]

142. Mazepa, Iwan (1639–1709) — hetman Ukrainy Lewobrzeżnej od 1687. [przypis edytorski]

143. Majestè (fr.) — wasza wysokość. [przypis edytorski]

144. adieu (fr.) — żegnam. [przypis edytorski]

145. addio (wł.) — żegnam. [przypis edytorski]

146. gospodarczy — tu: gospodarzący; przedsiębiorczy. [przypis edytorski]

147. przeźre — dziś popr. forma: przeżre. [przypis edytorski]

148. Sancho Pansa — giermek don Kichota, bohatera powieści Cervantesa. [przypis edytorski]

149. sobaka (ros.) — suka, pies. [przypis edytorski]

150. ukaz (ros.) — zarządzenie. [przypis edytorski]

151. wsio (ros.) — wszystko. [przypis edytorski]

152. miarkować (daw.) — rozumieć, orientować się, wnioskować. [przypis edytorski]

153. Goszczyński, Seweryn (1801–1876) — polski poeta romantyczny, rewolucjonista, żołnierz powstania listopadowego. [przypis edytorski]

154. cale (daw.) — całkiem, tu: wcale. [przypis edytorski]

155. Nabielak, Ludwik (1804–1883) — poeta, krytyk literacki i dziennikarz, organizator nieudanego ataku na Pałac Łazienkowski w pierwszym dniu powstania listopadowego. [przypis edytorski]

156. Demeter — bogini zbóż, pól uprawnych i rolnictwa, siostra Zeusa. [przypis edytorski]

157. Kora a. Persefona (mit. gr.) — córka bogini Demeter, podstępem poślubiona przez Hadesa. [przypis edytorski]

158. Orkus (mit. rzym.) — bóg władający podziemnym światem zmarłych, odpowiednik gr. Hadesa. [przypis edytorski]

159. nieodbycie (daw.) — koniecznie. [przypis edytorski]

160. kędy (daw.) — gdzie. [przypis edytorski]

161. żenie (daw. forma) — gna. [przypis edytorski]

162. jeno (daw.) — tylko. [przypis edytorski]

163. także się smutkiem lice mroczy — tu: konstrukcja z partykułą -że; inaczej: tak więc się smutkiem lice mroczy. [przypis edytorski]

164. przedsię (daw.) — jednak. [przypis edytorski]

165. przykrać, przykreć — konstrukcje z partykułą wzmacniającą -ci, skróconą do ; znaczenie: bardzo przykre. [przypis edytorski]

166. w łożnice (daw. forma) — w łożnicy. [przypis edytorski]

167. trefić (daw.) — układać w loki. [przypis edytorski]

168. kosa (daw.) — warkocz. [przypis edytorski]

169. tyżeś się stała — konstrukcja z partykułą wzmacniającą i pytającą zarazem -że; inaczej: czy ty się stałaś; czyż ty się stałaś. [przypis edytorski]

170. nie sąć one nieznośliwe — konstrukcja z partykułą -ci, skróconą do -ć; inaczej: nie są ci one nieznośliwe (tj.: nie są one wcale trudne do zniesienia). [przypis edytorski]

171. pierwejże — konstrukcja z partykułą wzmacniającą -że; znaczenie: najpierw przecież. [przypis edytorski]

172. przedsięś przepomniała (daw.) — konstrukcja z ruchomą końcówką czasownika; inaczej: przedsię przepomniałaś; znaczenie: zapomniałaś jednak, zapomniałaś chyba. [przypis edytorski]

173. lecie — latem. [przypis edytorski]

174. społy — społem, wspólnie. [przypis edytorski]

175. macierze (daw. forma) — dziś: (dla) macierzy; tj. dla matki. [przypis edytorski]

176. Styg — właśc. Styks, rzeka opływająca podziemną krainę umarłych. [przypis edytorski]

177. Hymen (mit. gr.) — bóg małżeństwa i zaślubin. [przypis edytorski]

178. królowy (daw. forma) — dziś: królowej. [przypis edytorski]

179. przedsię (daw.) — jednak. [przypis edytorski]

180. stróżka — kobieta pełniąca straż, pilnująca czegoś. [przypis edytorski]

181. chudoba — dobytek, zwł. ruchomy; tu: plony. [przypis edytorski]

182. imże w barłogu zimnym gnić — konstrukcja z partykułą -że; znaczenie: czy mają gnić w zimnym barłogu. [przypis edytorski]

183. niechaj — zaniechaj; tj. zaprzestań czegoś, porzuć coś. [przypis edytorski]

184. łęg — podmokła łąka. [przypis edytorski]

185. ino (daw.) — tylko. [przypis edytorski]

186. cale (daw.) — całkiem, zupełnie. [przypis edytorski]

187. ninie (daw.) — teraz. [przypis edytorski]

188. Hekate (mit. gr.) — sprzyjająca ludziom bogini czarów i rozdroży. [przypis edytorski]

189. Eumenidy (mit. gr.) — Erynie, uosobienie wyrzutów sumienia i pragnienia zemsty, przedstawiane jako stare kobiety z wężami zamiast włosów. [przypis edytorski]

190. Tartar (mit. gr.) — najciemniejsza i najstraszniejsza część krainy zmarłych. [przypis edytorski]

191. obiata — pogańska ofiara ze zwierząt lub płodów rolnych. [przypis edytorski]

192. Lubowidzki, Mateusz (1787–1874) — wiceprezydent Warszawy, znienawidzony przez mieszkańców jako szef policji. [przypis edytorski]

193. Ja nie winowat (ros.) — ja niewinny. [przypis edytorski]

194. wraży (daw.) — obcy, wrogi. [przypis edytorski]

195. ciąg — dziś popr.: ciągnij. [przypis edytorski]

196. Judyta (bibl.) — bohaterka Księgi Judyty, zabójczyni wodza asyryjskiego Holofernesa, uchroniła w ten sposób swoje rodzinne miasto Betulię. [przypis edytorski]

197. notturno (wł., muz.) — nokturn, nastrojowy utwór muzyczny. [przypis edytorski]

198. takoj sczezł — tak zginął. [przypis edytorski]

199. wsio buntowszczyki (ros.) — wszyscy buntownicy. [przypis edytorski]

200. inexpressible (fr.) — nienadające się do nazwania, tu: bielizna. [przypis edytorski]

201. pełni — tu: wypełnia, napełnia. [przypis edytorski]

202. Vraiment — c’est une dame. Je deviens Polonais (fr.) — Naprawdę — to jest dama. Staję się Polakiem. [przypis edytorski]

203. Potocki, Stanisław Florian (1776–1830) — uczestnik powstania kościuszkowskiego, w momencie wybuchu powstania listopadowego pozostał wierny władzom rosyjskim. [przypis edytorski]

204. charmant garçon (fr.) — czarujący chłopiec. [przypis edytorski]

205. Bon soir, mon ami, cher prince (fr.) — dobry wieczór, mój przyjacielu, drogi książę. [przypis edytorski]

206. Que dit-on etc. (fr.) — Co mówi się o mnie? Warszawa ma się uciszyć. Będzie się mówić o was przed cesarzem! Wydajcie rozkaz! Mój kochany: marsz na Warszawę i zmasakrować wszystkich. [przypis edytorski]

207. Comment? Tu restes muet? (fr.) — Jak to? Milczysz? [przypis edytorski]

208. wodewil — komiczne widowisko sceniczne przeplatane piosenkami. [przypis edytorski]

209. à propos (fr.) — odnoszący się do tematu, tu: aktualny, na czasie. [przypis edytorski]

210. Faust — postać literacka, mędrzec który zawarł pakt z diabłem, bohater dramatu Faust J.W. Goethego, do którego fabuły luźno nawiązują wydarzenia z wodewilu. [przypis edytorski]

211. Mefistofeles — diabeł, postać literacka m. in. z Fausta J.W. Goethego. [przypis edytorski]

212. łapy po sobie — rusycyzm; popr.: (...) przy sobie. [przypis edytorski]

213. czyli — czy z partykuła pytajną -li; znaczenie: czy też, czy może. [przypis edytorski]

214. niepewno — dziś popr.: niepewnie. [przypis edytorski]

215. spiec raka (daw.) — zaczerwienić się. [przypis edytorski]

216. podżegać — podpalać. [przypis edytorski]

217. bez mała — niemal, prawie. [przypis edytorski]

218. Forra! Forra! (daw.) — precz! [przypis edytorski]

219. Pandora (mit. gr.) — pierwsza kobieta, wysłana na ziemię jako kara dla Prometeusza. [przypis edytorski]

220. rad (daw.) — zadowolony. [przypis edytorski]

221. feu (fr.) — ogień, tu prawdop.: oświetlenie teatralne. [przypis edytorski]

222. pisz na Berdyczów (daw. przysł.) — pisz tam, gdzie list i tak nie dojdzie, przen.: nie znajdziesz mnie. [przypis edytorski]

223. ino (gw.) — tylko. [przypis edytorski]

224. Je protège la loi, l’effronterie enfin je vous permet de vivre; connaissez la grâce suprème: (fr.) — chronię prawo i bezczelność, ostatecznie pozwalam wam żyć; znajcie najwyższą łaskę: [przypis edytorski]

225. Point des rêveries, właśc. point de reveries, messieurs! (fr.) — „żadnych mrzonek, panowie”; cytat anachroniczny: słowa te wypowiedział w 1856 r. car Aleksander II w Warszawie do delegacji polskich marszałków, którzy przyszli rozmawiać o możliwości przywrócenia autonomii Królestwa Polskiego. [przypis edytorski]

226. Je protège le viole, l’escroquerie dans des ordres, qui vont se suivre. C’est mon loyale système: — Chronię gwałt i oszustwo w rozkazach, które będą wykonywane. Oto mój lojalny system: [przypis edytorski]

227. Quand on vous verra fideles, reptiles (fr.) — Kiedy będziecie nam wiernymi, gady. [przypis edytorski]

228. Vous serez invités à la cour (fr.) — będziecie zaproszeni na dwór. [przypis edytorski]

229. Vous pourrez marier les dames gentilles, des dames, qui étaient mes amours. Je danserais moi-même fleuri: (fr.) — będziecie mogli poślubiać piękne damy, damy które były moimi kochankami, a ja sam, rozkwitając, będę tańczył. [przypis edytorski]

230. Polonais, point des rêveries (fr.) — Polacy, żadnych marzeń. [przypis edytorski]

231. Vive la loi, l’effronterie; c’est Dieu, qui vous donne la raison: »Polonais, point des rêveries«. (fr.) — niech żyje prawo, bezczelność, to właśnie Bóg dał wam rozum: Polacy, żadnych marzeń. [przypis edytorski]

232. wywieść — wyprowadzić. [przypis edytorski]

233. synie (daw. forma) — dziś: synu. [przypis edytorski]

234. Addio amore! (wł.) — do widzenia, kochany. [przypis edytorski]

235. Lelewel, Joachim (1786-1861) — historyk i polityk. [przypis edytorski]

236. Bronikowski, Ksawery (1796–1852) — publicysta i działacz polityczny. [przypis edytorski]

237. Hermes (mit. gr.) — syn Zeusa i Mai; bóg kupców, złodziei, podróżnych, opiekun dróg, posłaniec bogów (szczególnie Zeusa), odpowiedzialny także za odprowadzanie dusz zmarłych. Przedstawiany z laską herolda oplecioną dwoma wężami, w uskrzydlonym kapeluszu podróżnym oraz w sandałach ze skrzydłami, dzięki którym szybko podróżował. [przypis edytorski]

238. snać (daw.) — widocznie. [przypis edytorski]

239. Pallas (mit. gr.) — przydomek Ateny, bogini mądrości i sprawiedliwej wojny. [przypis edytorski]

240. Uliss — Odyseusz, ulubieniec bogów, awanturnik, mężny, a przede wszystkim sprytny wojownik, król Itaki, mąż Penelopy. Bohater Odysei, która opisuje jego dziesięcioletnią podróż powrotną spod Troi, wspomagany przez Atenę. [przypis edytorski]

241. dopokąd — dopóki. [przypis edytorski]

242. wymiarkować (daw.) — zorientować się. [przypis edytorski]

243. wielą lat (daw. forma) — dziś: wieloma latami. [przypis edytorski]

244. sposobić — przygotowywać. [przypis edytorski]

245. Kloto (mit. gr.) — jedna z trzech Mojr, przędąca nić ludzkiego żywota. [przypis edytorski]

246. żec — zażec, zapalić. [przypis edytorski]

247. Czechowski, Leon (1797–1888) — żołnierz, kawaler orderu Virtuti Militari za bitwę pod Olszynką Grochowską. [przypis edytorski]

248. rade — zadowolone. [przypis edytorski]

249. w domie — dziś popr. forma Msc.lp: w domu. [przypis edytorski]

250. Z czyich żeś ty sług? — z czyich jesteś sług; komu służysz. [przypis edytorski]

251. czyli — czy z partykułą pytajną -li. [przypis edytorski]

252. którychem ja pobudziła — konstrukcja z ruchomą końcówką czasownika; inaczej: których ja pobudziłam. [przypis edytorski]

253. Nowicki, Józef (1766–1830) — generał Wojska Polskiego, omyłkowo zabity w czasie Nocy Listopadowej. [przypis edytorski]

254. chrest (daw.) — krzyż. [przypis edytorski]

255. Lewicki (1761–1841) — generał rosyjski, dowódca Warszawy. [przypis edytorski]

256. zabit — daw. forma skrócona od: zabity. [przypis edytorski]

257. naści (reg.) — masz. [przypis edytorski]

258. Kery (mit. gr.) — boginie zemsty i gwałtownej śmierci, przedstawiane w postaci drapieżnych ptaków. [przypis edytorski]

259. zjąć (daw.) — dziś: zdjąć. [przypis edytorski]

260. ostrów (daw.) — wyspa. [przypis edytorski]

261. Czartoryski, Adam Jerzy (1770–1861) — polski polityk, prezes Rządu Narodowego Królestwa Polskiego w 1831, później znacząca postać Wielkiej Emigracji. [przypis edytorski]

262. obiata — pogańska ofiara ze zwierząt lub płodów rolnych. [przypis edytorski]

263. ostatni August — Stanisław August Poniatowski (1732–1798), ostatni król Polski. [przypis edytorski]

264. przecz (daw.) — dlaczego. [przypis edytorski]

265. Onże stoi — konstrukcja z partykułą -że w funkcji wzmacniającej i pytającej; znaczenie: czy on stoi. [przypis edytorski]

266. Cypryda (mit. gr.) — przydomek Afrodyty, bogini miłości, urodzonej z piany morskiej w pobliżu Cypru. [przypis edytorski]

267. żeć (...) przydała — że ci przydała; że ci ofiarowała. [przypis edytorski]

268. Afrodite (mit. gr.) — Afrodyta, bogini miłości. [przypis edytorski]

269. Cyprys (mit. gr.) — przydomek Afrodyty, bogini miłości, urodzonej z piany morskiej w pobliżu Cypru. [przypis edytorski]

270. przydałać — skrót od: przydała ci. [przypis edytorski]

271. k’ tobie — ku tobie, do ciebie. [przypis edytorski]

272. mieczmi — dziś popr.: mieczami. [przypis edytorski]

273. włady — władający; władny. [przypis edytorski]

274. otoczęć — skrócone od: otoczę cię. [przypis edytorski]

275. latmi — skrócone od: latami. [przypis edytorski]

276. wrzeciądze — urządzenie do zamykania bramy. [przypis edytorski]

277. Plutus — właśc. Pluton, rzymski odpowiednik Hadesa, boga podziemnej krainy umarłych. [przypis edytorski]

278. musić (daw.) — zmuszać. [przypis edytorski]

279. Boh (ros.) — Bóg. [przypis edytorski]

280. wyżenie — wygoni. [przypis edytorski]

281. przyśli — dziś: przyszli. [przypis edytorski]

282. zali (daw.) — czy. [przypis edytorski]

283. lacką — polską. [przypis edytorski]

284. widno — tu: widocznie, najwyraźniej. [przypis edytorski]

285. snać a. snadź (daw.) — widocznie, najwyraźniej. [przypis edytorski]

286. mołojec — młody żołnierz kozacki, przen.: zuch. [przypis edytorski]

287. położyć — tu skrócone od: położy ci. [przypis edytorski]

288. ukaźny (z ros.) — wykonany według rozkazu; tu: służący do wykonania kary (chłosty). [przypis edytorski]

289. łoza — witka; cienka, długa i sprężysta gałązka (tu: jako narzędzie wykonywania kary chłosty). [przypis edytorski]

290. calem bluźnił — inaczej: cale bluźniłem; bluźniłem zupełnie. [przypis edytorski]

291. właść (daw.) — to, czym się włada. [przypis edytorski]

292. przynoszęć — skrócone od: przynoszę ci. [przypis edytorski]

293. cale — w pełni, całkowicie. [przypis edytorski]

294. śmieszże — znaczenie: czy śmiesz. [przypis edytorski]

295. skądeś je zwołała — skąd je zwołałaś. [przypis edytorski]

296. uznajęć — skrócone od: uznaję cię. [przypis edytorski]

297. Hymet — pasmo górskie na płd.-wsch. od Aten. [przypis edytorski]

298. oneć — konstrukcja z partykułą wzmacniającą ci, skróconą do ; one ci. [przypis edytorski]

299. przecz (daw.) — dlaczego, z jakiego powodu (przez co). [przypis edytorski]

300. szerzoga (daw.) — tu: mgła. [przypis edytorski]

301. ktoże (daw.) — dłuższa forma konstrukcji z partykułą wzmacniającą od: któż. [przypis edytorski]

302. zwodzić — tu: prowadzić, sterować. [przypis edytorski]

303. snaćże — widocznie też. [przypis edytorski]

304. jedno nie wszczepił (daw.) — tylko nie wszczepiłeś. [przypis edytorski]

305. onychże — tamtych to. [przypis edytorski]

306. wprzek — w poprzek, wbrew. [przypis edytorski]

307. ludże (...) słucha — inaczej: czy lud słucha. [przypis edytorski]

308. na moimże to skazy domie — inaczej: czy to na moim domu skazy. [przypis edytorski]

309. żywie (daw. forma) — żyje. [przypis edytorski]

310. niedawny na mój skon — szyk przestawny; inaczej: na mój niedawny skon. [przypis edytorski]

311. wczas (daw.) — odpoczynek. [przypis edytorski]

312. Acheron (mit. gr.) — rzeka w Hadesie, krainie umarłych. [przypis edytorski]

313. pożenąć (daw.) — pognać. [przypis edytorski]

314. wszak ci tu — inaczej: wszakże tu. [przypis edytorski]

315. Prawdali to — Czy to prawda? [przypis edytorski]

316. Pardon. C’est vrai (fr.) — Przepraszam. To prawda. [przypis edytorski]

317. Prometeusz (mit gr.) — bohater, który stworzył człowieka, lepiąc go z gliny zmieszanej ze łzami, a następnie, wbrew woli bogów, obawiających się buntu ludzi podobnego do wcześniejszego buntu Tytanów, podarował ludziom ogień. Za karę został przykuty do skał Kaukazu, gdzie sęp wyjadał mu codziennie odrastającą wątrobę. [przypis edytorski]

318. Witaj, Jutrzenko swobody, za tobą zbawienia Słońce — cytat (z nieco zmienionym szykiem i pisownią) z Ody do młodości Adama Mickiewicza, jej końcowe wersy. Transparent z tymi słowami został umieszczony na warszawskim ratuszu 30 listopada 1830 r., w drugim dniu powstania listopadowego. [przypis edytorski]