Noc listopadowa
Sceny dramatyczne
Rzecz dzieje się w Warszawie 29. listopada roku 1830.
Korytarz w Szkole Podchorążych,
przez całą sceny szerz1 szeroki,
do pół drugiego planu w głąb.
Z lewej księżyca zieleń wpada
przez okna ścianę szklaną;
pośrodku brama, nad tą bramą
chorągwi czworo w pęk złożono;
giwery2 w rzędów dwa pod ścianą.
Noc — wieczór — pusto; — szum od pola,
z Łazienkowskiego Parku...
Warta gdzieś stąpa — słychać kroki.
Na kozłach bębny, dwa moździerze
i kopczyk kul i szpada.
Podziemu prysną wraz3 ościeże:
w tym korytarzu wstaje Dziewa,
hełm z kitą na jej karku,
prawicą włócznia, tarcz4 jej lewa;
jej pierwszy głos i rola.
Ze spiżu czerwony kask kryje jej lica
a oczy jej gorą w przyłbicy;
jej szata się łyska w odblasku księżyca;
tarcz wielka na złotej pętlicy:
Egida5 śrebrzysta, przez ramię rzucona,
wężami szeleści żywemi.
Wężami ciążące podźwiga ramiona
i spisę6 wbija do ziemi.
I głosem zawoła, aż gromem uderzy,
że ku niej skrzydlatych chór dziewek nadbieży
a każda na skrzydłach niesiona.
PALLAS7
Do mnie! Do mnie! Do mnie!!
Zwycięskie duchy w orli lot
powietrznym szlakiem
biegajcie we wichrowym szumie;
potrząsam władnym znakiem!
Wy wszystkie razem,
mężobójczym8 sprzysięgłe żelazem,
co byt poświęcacie dumie;
Słońcu ślubujecie niezłomnie!
Ze szczytów Pelionu11
biegajcie, biegajcie tłumnie,
śmiertelnych żądne zgonu.
Oto stawiłam grot!
Hej ku mnie, ku mnie, ku mnie!!
gromy
Ty, co zwyciężyłaś pod Maratonem12,
że Ateny radośne nowiną;
ty, co zwyciężyłaś pod Salaminą13,
że Pers smagał morze rózgami,
że w złości nurzał się w pył;
ty co byłaś pod Termopilami14;
ty coś wiodła Aleksandra15 pod Tyr,
przydając mu Achillesowych16 sił;
ty, którą wieść wędrownych lir
pod Troją wsławiła Hektorem17;
ty, co wiodłaś Cezarów Romy18,
że świat zeszli taborem
wszerz i wzdłuż.
Gdy gasły gwiazdy Północy,
ty, coś Sławie przydała mocy19;
ty, coś zwyciężała Teutony20,
gdy Witołd21, jako Ares22, szalony,
odbywał kąpiel krwi;
coś wiodła Boży-Bicz23 w łunach
we chwałę przekleństw ognistą,
że zachwiał się krzyż
śród miasta siedmiu wzgórz,
gdyś we światło rzuciła miot lwi!
Do mnie sam! Do mnie w piorunach!
pioruny
Przyzywam was władnym znakiem,
na Egidy złoto, kość i spiż;
zaklinam przez Noc wieczystą,
kędy was siłą pchnąć mogę,
na Słońce zaklinam palące,
na Zewsa24 kędziory straszliwe,
na moc wężową Gorgony25,
w drogę!!!
Wy, którym nieśmiertelność dam,
stawajcie żywe, przytomnie26!
Powietrznym okrążajcie szlakiem!
Do mnie sam! Do mnie! Do mnie!
I otóż lecą ku niej, lecą
zwycięstwa dziwne Panie:
skrzydlate wielkim skrzydeł lotem.
Wielkim kołują wprzód zawrotem,
nim w kole która stanie.
PALLAS
Ten, co z zawrotnych szczytów
Olbrzymów pchnął w głąb Tartaru27
i włada w państwie chmurnym błękitów,
skąd gromem i błyskiem spada,
przeze mnie każe28!
Niechaj błysk piorunowy
zapala ognie-ołtarze!
Szał być ma Aresowy!!!!
Pobierajcie z bożego daru:
Zews nawołuje sług!
CHÓR
Ares!! Mój pan i bóg!!
PALLAS
Oto Ares, zwalony z pętów,
uleciał z Olimpu bram,
jako burza
i opadł nad miastem sam
a teraz przelatuje konny
i krzyczy i podjudza i podburza.
CHÓR
Powalim męże i poranim!
PALLAS
Lećcie za nim!!!
CHÓR
Hej! Skrzydła porozwijane
nad miastem szeroko rozprężem29,
aż one uzbrojone dosiężem,
dopadniem, pochwycim siłą;
rola się stanie mogiłą
narodom; przez krew zwyciężem!!
PALLAS
Nad ludami uderzą gromy,
chmury się zapalą pożarem,
w gruzy zapadną domy,
ogień z niebios wyleci widomy,
zaciąży Gniew!
CHÓR
Kto walczy — ?
PALLAS
Polska z Carem! — —
Powołane są i wysłane
z przeklętych nor Tartaru —
Harpije, co ssają krew
konających...
Znacie tę Nike32 Fidiaszową33,
jak sandał wiąże szybka,
jak ze zwróconą w górę głową,
(tej brak, gdyż dzieło jest fragmentem)
wstrzymana w locie, gibka,
sandał chce splątać rozplątany
a strój jej, taśmą niewiązany,
z polotnych fałdów tors odkrywa
i pierś na ciele wpół przegiętem.
Otóż to ona się odzywa
Jako:
NIKE NAPOLEONIDÓW34
Pod Moskwę, na gniazdo Carów,
wiodłam Cezara Franków35.
W orłowej leciałam chmurze,
nad lasem sztandarów,
w górze! w górze!
Szczęście unosiło skrzydła:
Rycerzy wiodłam kochanków...
PALLAS
Odzyszczesz36 rycerzy kochanków:
leć...
NIKE NAPOLEONIDÓW
Nad duszami zaciążę.
Zwycięzców ramiony37 uniosę
na bój.
PALLAS
Leć!
NIKE NAPOLEONIDÓW
Sandały zwiążę;
biegłam z Olimpu chyża,
na twoje zaklęcia zlękła;
o olimpijskie dźwirza38
uwadziłam39; — ażem uklękła —
zawiązuje sandały
Kto będzie im wrogiem?
PALLAS
Książę.
NIKE NAPOLEONIDÓW
Oni jego pochwycą?!
PALLAS
Zdradą!!
NIKE NAPOLEONIDÓW
Nie!
PALLAS
Oni tam wlecą gromadą
i pochwycą książęcia w pół-śnie.
Pójdziesz za nimi!
NIKE NAPOLEONIDÓW
Nie!! — –
Niech walczą twarzą w twarz,
niech pierś o pierś ubroczą,
niech działa na się zatoczą,
tej nocy walce wydolę,
niech wyjdą w pole!
Uderzą miecz o miecz!
PALLAS
Przeznaczeniu ty nieposłuszna;
Rzecz ma się dopełnić już.
NIKE NAPOLEONIDÓW
Ty wielka, a ty małoduszna!
Niechaj podejmą oręże
i idą walczyć, jak Bogi!
Olimpu zeszłam progi!
PALLAS
Spalę cię w ogniach rumieńca:
poznajesz Gorgony40 węże?!
NIKE NAPOLEONIDÓW
Nie zwolę41 wieńca!
PALLAS
Więc nie! — i bez ciebie poradzą.
NIKE NAPOLEONIDÓW
Nie poradzą! — Zwycięża ten, kto z nami:
patrzaj, my ze skrzydłami.
PALLAS
Trojej42 dobyłam tą władzą,
wsławiłam Odysa43 nad męże;
Księcia pochwycę jeńca.
NIKE TROJAŃSKA
Dobywcom Trojej biada,
nie zwyciężysz.
PALLAS
Zwyciężę!!
Losów dopełnić muszę.
Kajdany zejmę i pokruszę!
NIKE NAPOLEONIDÓW
Orlico, nie zwyciężysz.
PALLAS
Orlico!
Gdy rzucę tarcz strasznolicą,
drży tron Zeusa skrzydlaty orłami;
gdy widmem zatrwożę duszę
i najmocniejszy pada.
NIKE SPOD TERMOPIL
Byłam pod Termopilami:
krocie bohaterów we krwi
zdradzieckimi zabiłam mieczami,
zdrada nie plami!!!
Gdy legną pobici zdradą,
te ręce wawrzyn pokładą.
Zamęczyłam je w zwycięskiej dumie;
padli, przykryci chmurą strzał,
w grotów zabójczych szumie,
w jarach niedostępnych skał.
Do czynu siostry, do czynu!
Jeśli podstęp przyspieszy wawrzynu, —
podstępem! —
NIKE SPOD SALAMINY
Narodom stanę się sępem;
byłam pod Salaminą!
Których losy dopełnione, niech giną.
Jeśliże44 za zaborem szli,
niechże je ziemia pochłonie;
Jeśliże ognie ma w łonie;
na cudzymże45 chcą orać zagonie
i cudze plony kraść — ?
Lepiejże trupem paść,
niżal46 dopuścić tę właść47! —
Czegoże48 to pragniemy?!
CHÓR
Krwi!
NIKE SPOD SALAMINY
Jak sięgniem po wawrzyny — ?
CHÓR
Przez krew!!
PALLAS
W krwi nie masz winy!
NIKE SPOD SALAMINY
Kto ludy powiedzie?!
CHÓR
Gniew.
NIKE SPOD SALAMINY
Kto weźmie wieniec róż — ?
CHÓR
Wódz!
NIKE SPOD SALAMINY
Kto on?
PALLAS
Chmurny, jak Noc.
NIKE SPOD MARATONU
Czyli będzie rówien49, jak mój,
któren50 wzeszedł w gaju Maratonu51,
we szczęku krwią płynących zbrój,
nim Helios52 z nieśmiertelnych dróg
przebieżał połowę skłonu.
Jego imię?
PALLAS
Wołane w skrach i dymie,
w mgławicy Napoleonidów.
On pierwszy i on jedyny.
CHÓR
Jakie jego imię — ?
NIKE NAPOLEONIDÓW
Czyny!!
Mnie jego daj i zwól53;
pożądaniem jemu krew rozpalę.
Jak poznać?
PALLAS
Chodzi w chwale;
wszyscy ku niemu drżą.
NIKE NAPOLEONIDÓW
Gdzie jest?!
PALLAS
Satyry
bawią go śpiewem i grą
na teatrze.
NIKE NAPOLEONIDÓW
Satyrom skruszę liry,
przy nim stanę i w oczy popatrzę
i krzyknę: w mieście bój!!
PALLAS
Leć, skrzydła nad nim sprząż54,
unieś go i skryj w arsenale.
NIKE NAPOLEONIDÓW
Jest mój.
PALLAS
Chwytaj i wiąż!
NIKE SPOD CHERONEI55
Posępna weszła i cmentarna
i wiew przynosi grobów, blada
i wieńce niesie choinowe
i ciska — ręce składa —
to wznosi je tragicznie nad głowę
i jakby wieszczka rozpowiada
gestem,
wróżąca jedno słowo: biada.
Czarne welony, czarne chusty;
z zaciśniętymi idzie usty56;
że cała onych Bogiń gromada
przystanęła przycichła i bada.
NIKE SPOD CHERONEI
Oto wieńce wam niosę wiązane
z choin; przystanęłam w ogrodzie
i rwałam —
NIKE SPOD SALAMINY
Chcę wieńców z róż.
NIKE SPOD CHERONEI
Róż nie ma, róże pomarły;
badyle kwiatów suche
wichry przegonne w puch starły;
z liści złotych kobierzec na wodzie.
NIKE NAPOLEONIDÓW
Chcę wawrzynu wieńców i dębu.
Jakoż zwycięstwo się ziści — ?
NIKE SPOD CHERONEI
Dęby odarte z liści.
Wichr przegnał zimną zawieruchę
nad ogrodem; — i liście opadły;
ogrody puste i głuche
a gałązki zmartwiałe i kruche;
ni ptaków świergoty letnie,
ni Marsjasowe57 fletnie;
zbłąkane dzieci Eola58
dmą mierzwę59 przegniłą z pola,
słomę dziergają na drzewa,
że drzewo, jak arfa śpiewa
we wichrze miotem gałęzi;
a krzewy, co najdroższe,
w zimowej słomianej uwięzi;
a krzewy, co najuboższe,
w łachmanach sczerniałych liści.
CHÓR
Jakoż zwycięstwo się ziści — — ?
NIKE SPOD CHERONEI
Uprzołek suchy jaśminu
i perły owocu, jako łzy
duże —
krwawe po jarzębinach korale —
NIKE SPOD MARATONU
Gdy zwycięskie proporce zawarczą,
po kierz60 bohatery nie sięgną.
NIKE SPOD SALAMINY
Nędzą zmartwiałe badyle;
oto je stopą podepcę —
i w pierwszym ogniu spalę.
Wstanąli61 to pieśniarze i ślepce
lirni — czy męże, jako spiż?!
NIKE SPOD CHERONEI
Onym te wieńce wystarczą
za róże —
NIKE SPOD SALAMINY
Pieśniarze!?
NIKE SPOD CHERONEI
Drwisz!
Będą jaśnieć przez chwilę.
NIKE SPOD SALAMINY
Jacyż ludzie?
NIKE SPOD CHERONEI
Wzrośli w mękach i trudzie.
CHÓR
Jacyż ludzie?!
PALLAS
Męże się lęgną?
NIKE SPOD CHERONEI
Na urwiskach jałowiec i sosna,
przygięta wichrem, drży...
NIKE SPOD MARATONU
Drzewa żałoby!
NIKE SPOD CHERONEI
Siostry!
Krzew zwarzył62 wicher ostry
i szron bieluchny mży.
Laurów nie ma, a róże pomarły.
CHÓR
Jakoż zwycięstwo się ziści — ?
NIKE SPOD CHERONEI
Niech giną, synowie moi —
kres hańbie, wstrętom, zawiści;
łza już się w oczach nie ląże63,
do lotu się skrzydła rozwarły...
CHÓR
Gdzie dążysz? —
NIKE SPOD CHERONEI
Oto po Śmierć dążę.
Obaczę ich znowu we krwi.
Pozwalasz mi znowu wstać,
poległym łoże słać.
O Pallas, Zewsowa dziewo,
jakożem dzisiaj szczęśliwą.
O Sławo, przecz64 znowu mogę
dziełami znaczyć drogę.
Widziałam Maciejowice65
i ległą zakłutą brać.
Na bój, na bój!
Podajcie ręce siostrzyce:
otośmy66 przymierze zawarły.
CHÓR
podają sobie ręce
Cyt! — — — Stój.
Krzew zwarzył wicher ostry;
wylękłe, wyschłe drzewa,
w nich Eol, jak w arfach śpiewa;
laurów nie ma, a róże pomarły — —
NIKE SPOD CHERONEI
Siostry!
Otośmy przymierze zawarły:
oto po Śmierć, po Śmierć dążę:
niech giną we chwale zbroi,
łza już się w oczach nie ląże.
ujmuje za ręce Chór
PALLAS
Ujrzycie bohatery i karły
i wojenniki i gachy67
i dumne, pychą pojęte
i podłe, jako gad liche
i wyniosłe i groźne i ciche
i zbrodnicze i jako cud: święte. —
Leć! leć! w puste, w ciemne ulice!
Wołajcie, tam Ares goni,
uderzcie o dzwon błyskawice,
niech trwogą przez miasto dzwoni!
Krzyczcie: do broni!!...
CHÓR
Do broni!!!
Chór odlatuje; — zaś Pallada
ze smugi świetlnej w cień wstępuje
i kęs68 przystaje, czatująca. —
I tejże chwili samej wpada
Wysocki Piotr69 do korytarza,
od prawej biegnąc strony.
Ku drzwiom środkowym prosto bieży;
płaszcz wielki kryje go po oczy;
biegnie — drzwi pchnął do sali;
dobył szpady — i tą koło zatoczy;
płaszcza odkrył — oni już go poznali;
do drzwi się cisną: chór młodzieży;
słuchają, a on nawołuje:
WYSOCKI
Hej bracia, dzieci, żołnierze
za broń, za broń, za broń!
Niech każdy za giwer70 bierze
i ustawia się w szeregu, w podwórze.
Hej bracia, oto budzą się burze:
za broń, za broń, za broń;
przyszedł czas, gdy zrywamy obroże,
co gardła i ręce porze71
i święcim noże!!!
Śmierć przywłaszczycielom,
tyranom,
co nasze kalają trony,
co brudem ołtarze ścielą!
Bóg wziął nasze obrony:
Śle wolność ludom i stanom!
Czas pomsty za bezprawie,
czas pomsty, lećcie żurawie,
roznieście po polach skry
z płonących chat!
Za łzy, za urąganie męce,
hej bracia, rycerze, dzieci,
młodzieńcze sprzęgajcie ręce.
Oto godzina wybija,
gnana tęsknotą lat:
do broni, Jezus, Maryja!
Do broni za Polskę, za krew,
za lata niewoli i nędz,
za widma, upiory jędz,
co nasz obsiadły dom,
niosąc srom72;
niech krzyż upiory wyżenie73,
spełniajcie przeznaczenie:
Czas przyszedł, zwyciężym dziś.
Hej dzieci, rycerskie łupy
dla was, czas iść!
Drogę zaścielą wam trupy;
to wam ratować się z toni,
wasz los od waszych dłoni,
wam serca! — Mężowie dzieła!
Już za nim Dziewa znów się zjawia
i słowem-ogniem go zaprawia
i słowem-ogniem go porywa,
płonąca wiedźma łun straszliwa:
PALLAS
Niech płoną grody i miasta!!
Do broni, do broni, do broni!
WYSOCKI
Tyżeś to koło mnie stanęła,
we wieńcu błyskawic niewiasta:
łuną palisz się jasną...
PALLAS
Oto jestem przy tobie siostrzyca;
błyskawice w mym ręku się palą
i gwiazdy w mym ręku gasną.
CHÓR PODCHORĄŻYCH
Patrzajcie, gorą74 mu lica.
WYSOCKI
Hej, naszym krzywdom granica!
PALLAS
Opętańcze mieczowy, do dzieła!!
WYSOCKI
Poprzysięgam się tobie: miecz;
zgaduję cię, radosne widziadło;
tyżeś mnie za włosy ujęła,
Córo Zewsa, dziewo nieśmiertelna;
tysiące mężów pobladło,
przed tobą upadło w pył...
CHÓR PODCHORĄŻYCH
Dla nas Sława, Sława niepodzielna!
Wyżeniem75 księcia precz!
PALLAS
Patrz, jak się prężą do sił;
patrz, lecą, ja z nimi orlica;
zapalę ich duchy, jak pochodnie;
niech lecą spełnić zbrodnię;
wężami osmagam twarze76.
Zaklinam je w wojennym gniewie;
zapalę, jako zarzewie;
duchy młodzieńcze obnażę,
rozedmę piersi okrzykiem,
każden wstanie skrzydlatym orlikiem
i wzleci w śmiertelnym śpiewie.
WYSOCKI
Przez krew, przez krew, wy w gniewie:
rycerze krwawego przymierza,
słuchajcie, piorun uderza
przez pierś, przez polskie serca.
Oto wszystko wam odebrał wydzierca!
Pallado! tyżeś z piorunów urosła,
potrząśnij tarcz gromowładą,
niechaj patrzą w płomień uniesieni,
niech się łuna nad nimi rumieni!
Rozedrzej77 piorunem mrok!
gromy
CHÓR PODCHORĄŻYCH
Łuna się na niebie uniosła — !
WYSOCKI
Zapamiętajcie rok
trzydziesty,
dzień dwudziesty dziewiąty
listopada:
dzień wzeszedł dla was, ta noc!
łuna
PALLAS
Wam dana potęga i moc!
WYSOCKI
Wskrześnijcie mściwce78!
Krzepcie się, orężna gromada!
PALLAS
Zdobywce;
Tratujcie, depczcie Centaury!
WYSOCKI
Na moim stawajcie Słowie:
Do broni!
PALLAS
Jutro laury!!
CHÓR PODCHORĄŻYCH
Każesz iść, o ty oczekiwany,
mówiono, że przyjdziesz k’nam79.
PALLAS
Na Słowo pękają kurhany.
Wam duch, latami wołany,
poima80 serca łańcuchem;
kto się oprze tej wolej81 serdecznej,
tego tarczy uderzę obuchem
i męce przekażę wiecznej.
Oto głos, co wam woła: Sława!
Hej, stado orłów szeleści,
powietrze skrzydłami porą82,
łuna tęczą ogniową je pieści.
Niechaj duchy płomieniem zagorą83!
Miecz świętość, miecz twoja Sprawa,
Los w wasze ręce dan84.
CHÓR PODCHORĄŻYCH
Rozkazuj!
WYSOCKI
Bierzcie za giwery —
oto stoją rzędami u ścian;
chwyć w lot;
czas ucieka, trza nam chyżo do wrot,
nim was ubiegą.
Jest tu cała hurma Moskali,
co wrót strzegą.
Trza, by was nie poznali;
trza nam wpaść na koszary na Solcu;
to tam się pali szopa
opodal przedmiejskich kopców
i to jest umówiony znak.
Iluż was tu jest chłopców?
Stu sześćdziesięciu?
CHÓR PODCHORĄŻYCH
Tak!
WYSOCKI
Są wszyscy?
CHÓR PODCHORĄŻYCH
Wszyscy są.
Patrz, pełnią się85 korytarze...
WYSOCKI
Dostajecie do działania część lwią:
trza rozbroić trzy pułki ułanów,
most zająć, omylić straże.
Dam naboje, sam sprawię waćpanów.
Potem zejdziem na miejski szlak.
do nowych, którzy nadbiegli
Imać86 za broń!
CHÓR PODCHORĄŻYCH
Za broń!!
WYSOCKI
Czas mija, nie trza dzieła odwlekać.
Przelecimy koło Belwederu ku miastu,
by przedostać się do Arsenału.
Zaliwski Arsenału dobędzie.
PALLAS
szeptem za jego uchem
Nie zazdrosnyśże87 jego udziału,
że i on sławę równą posiądzie — ?
WYSOCKI
W ogrodzie, koło mostu-posągu,
jest młodych, umówionych szesnastu;
wszystko z uniwersytetu studenty
i literaci,
Tym trza dać broń
i drogę do pałacu pokazać;
dwóch przydzielę i sam ich wyznaczę;
oni mają pochwycić książęcia,
gdyby zechciał ogrodem uciekać.
CHÓR PODCHORĄŻYCH
Więc to dziś — to nie do pojęcia...
WYSOCKI
Dziś dzień wyzwolin braci!
CHÓR PODCHORĄŻYCH
Leć z nami, jako orzeł z orlęty!
Już biegą, już biegą.
Już nic ich nie wstrzyma,
Już bronie mają w ręku;
do niego, do wodza przykuci oczyma,
śród gwaru, rumotu, śród szczęku.
Kurty w granat a żółte rabaty88;
białe spodnie i białe kamasze.
Na giwerach piętrzą bajonety89
przypasują do boków pałasze,
tornistry przytroczą na grzbiety.
na krzyż pasy przez pierśne kolety90.
Już się stawią we czwórki-kwadraty,
Już w rząd długi wyciągli91 się sznurem
a wesołym radują się chórem.
WYSOCKI
To dziś — do broni! za giwery!
Bajonety nasadzić!
W podwórzu się gromadzić,
przeć do wrot!
Żeby wrot wam nie zamkli92 — w lot!
Dostaniecie ładunki u bram.
Ja z wami — ja powiodę was sam!
Do broni, godzina wybiła,
przy nas Potęga, Siła.
Za wstyd, za lata niewoli,
za lata, lata łez
przywłaszczycielom kres!
Miecz wyoralim93 z roli,
Będziemy tym, co naszą łamali cześć,
grób grześć94,
na piersi kolanem sieść95
i łamać kości.
PALLAS
Będziesz nieśmiertelność mieć!
WYSOCKI
Wnijdziecie96 do nieśmiertelności!
Hej dzieci, męże, rycerze!
PALLAS
Niech każdy płomieniem płonie,
lećcie gorejące pochodnie,
ozwarte97 świątyni ościeże.
We światło przez mieczów zbrodnie!
WYSOCKI
Hej bracia, żołnierze, dzieci!
PALLAS
Gwiazda wam wzeszła i świeci!
WYSOCKI
Bóstwo przed nami goni!
PALLAS
Do broni!!
WYSOCKI
Do broni!!
CHÓR PODCHORĄŻYCH
Do broni!!!
SALON W BELWEDERZE
Dwoje drzwi z prawej. Dwoje drzwi z lewej.
W głębi potrójne okno, aż do posadzki.
Za oknami ogród-park łazienkowski.
W oddaleniu nad stawem posąg konny biały.
JOANNA98
wchodząc
Patrzajcie, łuna pożaru!
W. KSIĄŻĘ99
wchodząc
Gdzie pożar?
KURUTA100
wchodząc
Miasto się pali.
GENDRE101
wchodząc
Nie miasto.
W. KSIĄŻĘ
Gdzie?
GENDRE
Tam, w oddali.
W dziedzińce lecą sygnały.
KURUTA
Dwa się szwadrony zerwały
i pędzą...
JOANNA
wychodzi
GENDRE
Konia dla księcia!
KURUTA
Już wiodą.
W. KSIĄŻĘ
Nie — pozostanę. —
Tam — po co? — Niech ogień płonie.
KURUTA
A co by książę powiedział,
gdy płomień drugi uderzy
i trzeci i czwarty wstanie,
i tak te czarne otchłanie
zaczną grać — ?
W. KSIĄŻĘ
Że to powstanie.
KURUTA
A tak — tak — ogień — bunt, ogień pożarny;
tak, jak rozpali się ten lud cmentarny;
tak świeże groby wystrzelą piorunem;
będziemy tańczyć trupy.
W. KSIĄŻĘ
Z złotym Runem102
na piersi; — jak kto nasze odkryje opończe,
pozna stróże carskiego słowa — wsio103 rycerni,
my nie będziemy umierać, lecz ginąć
albo zwyciężać; —
jak zechce Car, będziemy słynąć.
GENDRE
A jeśli Car nie zechce — ?
KURUTA
Będziem wierni.
GENDRE
wychodzi
W. KSIĄŻĘ
Postój104 sam!
KURUTA
Słuszajus105.
W. KSIĄŻĘ
Ot, ty durny.
KURUTA
Ja ludzki.
W. KSIĄŻĘ
A potrafiłby ty, jak jaki kniaź106 Zarudzki107,
porwać dziewkę? — i chcieć być Moskwie Carem sam?
KURUTA
Wy gospodyn108 — ja sługa.
W. KSIĄŻĘ
No ja znam109.
KURUTA
Wierny.
W. KSIĄŻĘ
Głupi zadość110.
KURUTA
Mudry po rozkazu111.
W. KSIĄŻĘ
Przebiegły Grek; na tonie pozna się do razu.
No — lubię gaworzyć...
KURUTA
Paplać swobodno112.
W. KSIĄŻĘ
Małczaj113 — — — no ruszaj won — — a służyć!
KURUTA
Niezawodno114.
W. KSIĄŻĘ
A potrafiłby ty w ogień za Carem skoczyć?
KURUTA
Choćby i carski brat —
W. KSIĄŻĘ
Nóż jemu w pierś — ubroczyć
i chresty115 wziąć — ty zbladł?
Car skazałby powiesić wprzód,
potem by chresty kładł. —
Paszoł!116 — — Adieu117 — — masz dłoń — po kamracku.
KURUTA
Wasza miłość...
W. KSIĄŻĘ
Filozof ja — tak po omacku
szukam ludzi; człowieka zwącham w grubej skórze.
KURUTA
Dar boski wasz.
W. KSIĄŻĘ
Tak ja wam się wynurzę,
Kamràt118 — — powiem słowo —
li nie zlękniesz się kar?
KURUTA
Diabeł bierz — cóże jest to — — ?
W. KSIĄŻĘ
...Że książę będzie Car.
KURUTA
zaśmiał się
Ha, ha ha.
W. KSIĄŻĘ
pchnął go
Precz! — czego ty się zaśmiał, jak czart?
KURUTA
milczy
W. KSIĄŻĘ
Precz — no nie trza służby mnie.
KURUTA
pozostaje
W. KSIĄŻĘ
Precz. Ruszaj do kart.
wypycha Kurutę za drzwi
został sam
puka do drzwi na lewo
z tychże drzwi wychodzi:
JOANNA
podeszła ku środkowi salonu
W. KSIĄŻĘ
zamyka wszystkie drzwi
idzie do biurka
Od samego rana
zwlekałem — i wczoraj, cały dzień i pozawczora119,
aże do chwili tej — gdy na zegarze
dziejowym taka znaczyła się pora
dla mnie i ich godzina ta.
uderza ręką o biurko
Tu — list Cesarza —
JOANNA
Cara!?
W. KSIĄŻĘ
Cara brata.
I nominacja.
JOANNA
Na zbawcę!
W. KSIĄŻĘ
Na kata!
JOANNA
Co to jest — ?!
W. KSIĄŻĘ
Car oszalał.
JOANNA
Co znaczy...?
W. KSIĄŻĘ
— Milczenie,
tajemnica — wsiowładztwo120 — komedia — skażenie!
Otom jest....
JOANNA
W ogniu cały...
W. KSIĄŻĘ
I we krwi się zjawię
i albo los podejmę i Polskę wybawię
i będę czymś — nie błaznem, nie kpem, nie dworakiem,
ale Carem Polski — przez krew.
JOANNA
Ty!!!
W. KSIĄŻĘ
Polakiem.
JOANNA
Łżesz.
W. KSIĄŻĘ
Małczaj!121
JOANNA
Ty łasisz się i klniesz — —
W. KSIĄŻĘ
Słuchaj — ty milcz — ja mówię świętą rzecz;
ja się zbudził od dziś — ja będę lew,
ja chcę krwi, walczyć chcę — ja poczuł krew
w powietrzu. — Będę Bóg przez ciebie.
JOANNA
Łżesz.
W. KSIĄŻĘ
Ty piękna — ciszej ty, bo ty mnie słowem gniesz.
Słuchaj mnie ty. — Jak była wielka wojna,
tak będzie teraz znów — a ty dostojna
Carowa; — — ja każę kuć koronę
dla ciebie — jako wziąłem cię za żonę.
Wojna, wojna — Polaki to są lwy.
Oni zdobędą wsio122 — jak lodowcowe kry,
przebojem wzdłuż i wszerz! Co? Napoleonidzi
przeszli?! A co, Polkà!?
JOANNA
A serce moje widzi.
Ty śnisz — ty — co ty knujesz — —
W. KSIĄŻĘ
Zblednie Car.
JOANNA
Przeciw bratu — ty brat — —
W. KSIĄŻĘ
Wot123 rzucił na cię czar.
Wiesz ty? — Jedyne słowo takie, jakom tu rzekł,
a Car by żywcem pasy darł i żywcem piekł,
zazdrosny Car — a ja będę nad Cara;
ja będę Polski król — i ze mną twoja wiara.
Wot co? ty zrozumiała — ?
JOANNA
Zamach.
W. KSIĄŻĘ
Wsiej124 czas — mój los.
A co — ja poszedł gdzie mnie wiódł twój głos.
Polkà.
JOANNA
W obłędzie ty — chcesz mnie udaniem zwieść.
Daj list — czytać mi daj...
W. KSIĄŻĘ
otwiera biurko
podaje list
Czytaj. — Co wiesz?
Plein pouvoir125. — Co? — Znasz126! Ha, mów, ze słowem spiesz.
Wyrzec ty — krzycz — bo w tobie gore krew.
Ty w oczach moich, ty przede mną stoisz
zbrojna nożem — ty uderz — — co...?
JOANNA
Precz.
W. KSIĄŻĘ
Ty się boisz. —
A czego ty się lękasz? W blaskach ty polska dusza,
ty we świetle, w twych oczach skry i żar i zorza.
A chciałabyś ty — co — od morza, hej do morza?
No, skrzydła rozwiń twe — roztaczaj ty twój lot,
nie skrywaj się — ja znam — — a to katusza —
tam ogień święty wre — ty westalka127.
Ha, zgadnij moją myśl — ha — ?
JOANNA
Ty bankrot128.
Chcesz naigrawać się — pójdź precz.
Ze serca, z duszy drwisz.
W. KSIĄŻĘ
Ty lalka —
ty cud — ty świętość polska ukradziona,
ty z twoim rysem dumy i bladością lica,
ty u mnie niewolnica — no — ty u mnie żona —
kochaj — ot we mnie geniusz się obudził;
ty nie zapomnij mnie — patrz, ja się zbudził;
duchem ja był ugrzęzły w nędzy i rozpuście,
padlèc129 — ale mi świecisz ty sławo, urodo,
ty moja — ja cię miał, przygarnął świeżo, młodo;
moja ty służebnica — daj ust — pić, ja głodny
pić duszy czystość — w uścisku rozpalić
białą lilijkę do żaru płomieni —
daj ust —
JOANNA
Puszczaj —
W. KSIĄŻĘ
Krew, lice się rumieni.
JOANNA
Puszczaj.
W. KSIĄŻĘ
Czuj moc.
JOANNA
Precz.
W. KSIĄŻĘ
— Ty będziesz chwalić
za uściski — kobieta ty — legniesz...
JOANNA
Ty cham.
W. KSIĄŻĘ
Ha — ty słaba — ty kwiat, bierz rozkosz, lubość dam. —
— Dziewka! — Ruszaj!
JOANNA
oddala się
W. KSIĄŻĘ
Postój!130
JOANNA
staje
chwila milczenia
W. KSIĄŻĘ
opuszcza wzrok ku ziemi
stoi obezwładniony
JOANNA
zwraca głowę ku oknu
Czy nie wydaje się, że ot tam jacyś ludzie
stoją — ?
W. KSIĄŻĘ
nie poruszył się
Może to być — to i cóż? Myśl moja w trudzie.
Trzeba gwałtownie działać, rządzić, rozkazywać.
Tyle potrzeba umieć, wiedzieć, znać, przemóc na sobie,
przełamać podejrzenia — precz rozgonić cienie. —
Któż to jest moim wrogiem — ?
JOANNA
Spójrz no tam.
W. KSIĄŻĘ
Sumienie.
ostro
Czego chcesz?
czule
Pójdź no ku mnie. — Nie pragniesz się tulić?
miłość — sen — za marami gonisz po ogrodzie.
JOANNA
Spójrz no — patrz — jakieś smugi odbite na wodzie
i cień koło posągu.
W. KSIĄŻĘ
Ty marząca — luba —
ty patrzysz za cieniami — ot, mnie czeka zguba,
jeśli się duch nie wzmoże, w moc się nie rozpręży.
Dzisiaj przeczułem moc — nade mną cięży.
Innym dziś, niźli indziej131 — nie rozumiem siebie.
Widzę wielkość i drżę...
JOANNA
Krocie iskrzących gwiazd...
W. KSIĄŻĘ
Ty myślą w niebie,
za światem —
JOANNA
Chłód.
W. KSIĄŻĘ
Po oknach cienie gonią.
JOANNA
Tam jacyś ludzie są. —
W. KSIĄŻĘ
Przystępu straże bronią.
Czytujesz Lamartina132 —
JOANNA
Zaczęłam dziś rano.
Harmonijne harmonie w muzyce przestworów
i ten Bóg, objawiony w kształcie wszelkich stworów.
Religijne romanse duszy nad jeziorem;
jego myśli nad ranem, myśli nad wieczorem.
W. KSIĄŻĘ
Tak więc masz ideami duszę zadumaną
i ludzi tam dostrzegasz, gdzie ich cale133 nié ma134;
gdzie są żywi, nie widzisz.
JOANNA
Tak duszy oczyma
patrzę i wdzięczna jestem...
W. KSIĄŻĘ
Francuskiemu hrabi,
który ma sowi mózg i ma sentyment babi. —
Otoczony jest ogród sotniami żołnierzy.
Nie przejdzie nikt — no a ty myślisz, kto — ?
JOANNA
— Nikt — — Może drzewa tam gałęźmi trzęsą — ?
Tak wszystko kryje mrok. — —
W. KSIĄŻĘ
Łzy masz pod rzęsą.
JOANNA
To nic.
W. KSIĄŻĘ
Pokorny ja — bez gniewu — jużem rozczulony —
już całuję, przepraszam. —
JOANNA
Ten tam oddalony
posąg — coraz się bardziej uporczywie wbija
w oczy — i ciągnie ku sobie urokiem.
W. KSIĄŻĘ
Dosyć.
JOANNA
Na ogród pójdę. — —
W. KSIĄŻĘ
tupie nogą
Nigdzie krokiem.
Nie pójdziesz nigdzie.
JOANNA
To nie. — Już zostaję. —
O czym ty myślisz — ?
W. KSIĄŻĘ
To idź.
JOANNA
Tam. — A po co?
W. KSIĄŻĘ
Urok, czarodziej biały — świecący bohater.
Słyszysz — — ?
JOANNA
Szept.
W. KSIĄŻĘ
W gałązkach szemrze wiater135.
Wszystkie się cienie na ogrodzie razem
zakołysały.
JOANNA
Cicho znów.
W. KSIĄŻĘ
Tym głazem
ty rozkochana... — ?
JOANNA
Może.
W. KSIĄŻĘ
Ja go każę zrzucić z konia!
JOANNA
Już nie patrzę. — — —
W. KSIĄŻĘ
Wysadzić go każę.
JOANNA
Ech. —
W. KSIĄŻĘ
Każę ozłocić — blachą okuć złotą.
Zmierzym się oko w oko — bohater...
JOANNA
Z hołotą.
W. KSIĄŻĘ
Małczaj!
chwyta ją za rękę
JOANNA
Ot żeś co jest — ?
W. KSIĄŻĘ
Ty dumą i pychą
karmiona duszo — patrz — ty bańką lichą,
skrzysz się w kolorach twych żądz niedościgłych,
jak tęcza rzucasz farby przez obłoki,
a lada wicher je zdmuchnie — pogrzebie;
roślino wiotka — polskiej oderwana glebie —
czar ciebie polski owiał — pojęły uroki — —
tak ja złamię. —
JOANNA
Ty wstrętny.
W. KSIĄŻĘ
Ot, ty kochanica.
A już krwią, już purpurą rozgorzały lica.
Pójdź.
JOANNA
Puszczaj.
W. KSIĄŻĘ
Pójdź.
JOANNA
Precz.
W. KSIĄŻĘ
Suko! Ruszaj!
JOANNA
Najświętsza Panno! — Nie — ty nie wymuszaj.
W. KSIĄŻĘ
Zapomnisz. — Czego chciałaś? Tam — już ciebie widzę,
pół omdlałą w mym ręku — z wstrętów, doniu136, szydzę;
będziesz pieścić i tulić, hołubić i wołać,
ha, ha — co będziesz wołać...
JOANNA
Najświętsza Panienko. —
W. KSIĄŻĘ
Precz ręce!
JOANNA
Łamiesz. O wstydzie, o męko.
W. KSIĄŻĘ
Znaj rozkosz. — Ty kobieta — jak panna wstydliwa —
godna tronu. Carowa będziesz ty...
JOANNA
upada
Ja nieszczęśliwa.
W. KSIĄŻĘ
Nie klnij — nie płacz — milcz! — cicho — cicho!
JOANNA
Precz.
W. KSIĄŻĘ
Gniewna, żałosna.
JOANNA
Odejdź; — ja szalona.
W. KSIĄŻĘ
Ty głupia. — Ty obłędna. — Obłęd moja siła.
Ja dziś w obłędzie lew. — Gdyby ty się paliła.
Gdyby żar — gdyby ogień, płomienie i skry
ogarnęły twą twarz — twą postać w ogniów mgły,
gdyby ty twoje ręce zarzuciła na szyję
mnie — gdyby ty...
JOANNA
Ja się w męczeństwie wiję,
mój rozum mi się mąci — krzyczysz — ty jak burza.
W. KSIĄŻĘ
Jak wichr — ja byłbym wichr, huragan...
JOANNA
Jak z podwórza
słychać — ? czy jęk? — czy drzew to łoskot — ?
W. KSIĄŻĘ
Czar.
Ty śnij — w objęciach moich śnij — oczarowana wróżka.
Spokojność duszy daj — — daj ust...
JOANNA
Ty...
W. KSIĄŻĘ
Chodź do łóżka.
JOANNA
Daj ust — ty mój — — — o bierz tę twoję moc —
podtrzymaj mnie — na oczach, w duszy noc;
w obłędzie myśli moje — splątane myśli, chmura,
nie widzę nic — łyskanie — szum —
W. KSIĄŻĘ
To miłość — ura!
Pocałuj —
JOANNA
Ha —
W. KSIĄŻĘ
Pocałuj.
JOANNA
Cyt...
W. KSIĄŻĘ
To nic. — —
JOANNA
Co to? — po oknach śwista — zgrzyt —
zgrzyt szyb — brzęk — szept — ktoś jęczy — czy kto łka — ?
W. KSIĄŻĘ
To wiatr północny dmie. —
JOANNA
Wichr wyje.
W. KSIĄŻĘ
W oczach łza —
ty płaczesz, łza miłośna — lubość, ty poddana,
ty kochanka — miłośna ty. —
JOANNA
Ja obłąkana —
ty mój. — — ty mój. — — Kto jęczy tam na dworze?
Kto z wichrem goni tam? Kto klnie? — Przeklina — może —
ciebie i mnie. —
W. KSIĄŻĘ
Daj ust —
JOANNA
Pocałuj — skon.
W. KSIĄŻĘ
Daj ust — pocałuj —
JOANNA
Tyś dla mnie rzucił tron.
W. KSIĄŻĘ
Dla ciebie tron zdobędę, koronę dam na skroń.
JOANNA
Ty mój — kochanku — panie —
W. KSIĄŻĘ
Dam tobie królowanie.
JOANNA
W kościele Świętego Jana.
W. KSIĄŻĘ
Carstwo.
JOANNA
Korona zmartwychwstana.
Nie od dziś to czuję i wiem
i pragnę, chcę i drżę — ty mój —
ty zadmiesz w róg — powołasz — ty na bój!
A oni z tobą rycerze; —
zwyciężą! — Szał mnie bierze. —
Kochanku — powstań ty, zdruzgotaj Cara, zgnieć!
Zapalaj burze, ognie nieć.
Kochaj — daj ust — tam pożar się rozpali:
Tam są gotowi wszyscy już! — — Powstali!!
W. KSIĄŻĘ
Co!? — wiesz!!
JOANNA
Wiem. Tam w sercach ogień wre.
Tam czekają i rwą się już. — —
W. KSIĄŻĘ
Tam?! — gdzie?!
Obłędna ty — co wołasz — ? Jaki bunt — ? Ty znasz?
Mów. — — Ty zdradziłaś się.
JOANNA
Ty patrzaj w twarz.
Cesarski szpieg. — — Mój sen — ty podły — kłam. —
Ty lękasz się — za tobą nikt — —
W. KSIĄŻĘ
odstępuje od niej
Ja sam...
To ja się zdradził — a z czym — czym ja to był?
Ty rzekła: carski szpieg: — ty żona,
ty miłość moja, mnie zabiła i zatruła,
ty z nóg mnie powaliła. —
A ja się rwał. —
Ja tam, tam, z orłami w loty chciał —
a ty — ty z duszy głębin wydobyła
podłość. — — — To ty mój wróg.
A ty zemdlała mnie u nóg
miłośna — nie — co ja wiem —
ty moja kaźń — ty boska —
dzwoni
JOANNA
omdlała
W. KSIĄŻĘ
otwiera z kluczów wszystkie drzwi
przenosi ją do innych pokojów
PANNY
wbiegają
otaczają zemdlałą
oddalają się
W. KSIĄŻĘ
wbiega
idzie ku jednemu z pokojów
rozmawia z kimś we drzwiach
po chwili wchodzi na salon
Obok W. Księcia wchodzi:
GENDRE
z pochyloną głową
W. KSIĄŻĘ
Ot, co ty mówisz? Na śmierć? — Generàł?
GENDRE
Ot, czemu by ja nie umieràł? —
Ja tchórz — a Wasza Miłość taki —
tak każdyj czełowièk137 tchórz — — a my łajdaki.
A niech bierze, kto chce — kto chciwy — choćby Bóg —
takoj ja rozrzutnik — niech każdy będzie syt,
czort, anioł, Boh138 i Car — — — a serce — cyt, cyt, cyt.
Ja serce miał — — ha, ha — dziś mundury i gwiazdy —
a książę gwiazdę masz — czoło mnie pali. —
opiera czoło o pierś W. Księcia
Daj ochłodzić kamykiem czoło. — — — — Carski dar —
piękny. —
W. KSIĄŻĘ
Biedny ty — duràk139 — —
GENDRE
Tak Carstwo czar. —
W. KSIĄŻĘ
Rzewny ty — czy pijany — ?
GENDRE
Wasza miłość? —
W. KSIĄŻĘ
Obraza — ?
No — no — rzewny — już ja widzę, że rzewny,
że ty się stał przede mną sercem śpiewny.
A dla kogo ty nucisz ten serdeczny żal — ?
No, generàł — tak masz tu przy boku stal,
szpada — co? — —
GENDRE
Tak kto mnie wydarł serce — ?
Ja serce miał — — czy naszli mnie morderce,
gdy ja się duchem chwiał...?
Wszystko wziął Car — niech wziął; — tak, gdy już u grobu,
kto dziś uwolni mnie wlec się do tego żłobu,
gdzie duszom dają pić — ? gdy pragnie dusza?
W. KSIĄŻĘ
Ty chcesz na tamten świat — ty brat — ? a co cię zmusza?
GENDRE
Duch. — Tak ja tu widzę wstyd — bezczelny wstyd;
a tak ja widzę tam za grobem jasny świt;
tak ja tu widzę podłość, brud i męt
a za grobem ja widzę czyste łzy a smęt...
W. KSIĄŻĘ
Tak ty urlop weź — poczekaj. —
GENDRE
Urlop duszy.
Daj ty zwoleństwo140 duszy, niech poleci
tam. — —
W. KSIĄŻĘ
Tak ty duràk — weź ty teorban141, dzwoń; —
ty się nudzisz. — A gdyby ciebie ja, jak Mazepę142, na koń,
w step? — uczyniłbym Centaura —
przez gąszcz leciałby ty, jak wichr — i jaka Laura
rozkochana by biegła z rozpuszczonym włosem
za kochankiem — — ?
GENDRE
Tak książę dziewkę rai...
KURUTA
wszedł cicho i szepce
Majestè143 — nadbiegł właśnie ów człowiek z donosem.
W. KSIĄŻĘ
Niechże wejdzie. —
do Gendra
Adieu144 —
do Kuruty
A przycienić światło,
niech ślepiami nie rzuca.
KURUTA
Wiem, kto jest.
W. KSIĄŻĘ
Co mnie to?
Niczym nie jest.
GENDRE
Addio145!
odchodzi
W. KSIĄŻĘ
Włóczęga, hołota,
człowiek podły — potrzebna nam jest jego cnota.
MAKROT
wchodzi
KURUTA
A ty masz dla mnie co — ?
MAKROT
Dla księcia słowo.
KURUTA
A czemu dla mnie nie — ?
MAKROT
Dla majestatu.
KURUTA
No tak, ja ci pozycję dał.
MAKROT
Więc za umową
działam — sekret.
KURUTA
Daj go katu — —
szepce W. Księciu
do Makrota
No tak, co ty wynalazł — ?
MAKROT
Słowa — gesta — cienie.
KURUTA
Któż co z tego odgadnie — he — kto?
MAKROT
Złe sumienie.
Kto się boi, dla tego gest jeden wystarczy
znaczący; — kto zgaduje — odgadnie z pół-ruchu,
z pół-słowa — co kto chowa utajone w duchu
i z tym straszydłem pójdzie w noc milczenia
a będzie tam ten potwór gospodarczy146 —
ten zatruje mu krew, przeźre147 rdzenia
i wejdzie, wpełznie jad w krwi uderzenia —
zatruje, zgnębi duszę — usiądzie na piersi,
aż przytłoczy i zaprze w noc. —
KURUTA
Tak my najszczersi —
daj rękę — no i gęby daj — a wypleć bajkę
cożeś wynalazł, zmyślił, odgadł....
MAKROT
Szajkę.
Może się co powiedzie? — Trzeba pójść posłuchać.
KURUTA
Można pójść — ?
MAKROT
Można.
W. KSIĄŻĘ
Jawno?
MAKROT
Niewygodnie.
W. KSIĄŻĘ
I cóż tam knują — ?
MAKROT
Oni — ? — Knują zbrodnie.
Trzeba, żeby sam książę podszedł, jak w romansie;
by mi zaufał, poległ...
W. KSIĄŻĘ
Jak na Sanszo-pansie148.
I dużo ich się schodzi?
MAKROT
Garść, partie — gromada.
To zależy. —
KURUTA
I gdzież to?
MAKROT
Kto przyjdzie, to gada
i można stan umysłu w dyjalogu czytać,
by tylko umiejętnie podsłuchać, pochwytać.
Słowa są urywane — lecz myśl jednolita.
W. KSIĄŻĘ
Tak gdybym ja tam poszedł sam...?
MAKROT
To nie wypada.
Mój ubiór wyszarzany, brudny, pfuj, jak szuja;
za dnia przyjść tu nie mogę, psami lokaj szczuje.
A żyć muszę dla dzieci — mam serce i czuję.
W. KSIĄŻĘ
I gdzież to — ?
MAKROT
Rzecz doniosła — niejawna, nietajna.
W. KSIĄŻĘ
Byłeś tam?
MAKROT
Wracam.
KURUTA
A, sprytna sobaka149!
W. KSIĄŻĘ
Gdzie to?
MAKROT
Na Świętojańskiej uliczna kloaka.
KURUTA
zaśmiał się
Ha, ha.
MAKROT
Spisek odkryłem — wyjawię dowody.
W. KSIĄŻĘ
Łajdaku, coś ty chciał — ja mam pójść w łajna?
MAKROT
Tam mówiono o księciu słowy szkaradnymi.
W. KSIĄŻĘ
I ty, podły, przychodzisz obrzucać mnie nimi?
MAKROT
Ja tam stałem na zimnie, o głodzie — z rozkoszą
chwytałem każde słowo; — powtarzałem duchu:
stój, postój — czekaj jeszcze, zapłaci dukatem,
dukatem płacą tym, co donos noszą.
W. KSIĄŻĘ
Co? I cóż? — Co przyniosłeś — co?
MAKROT
Ja cały w słuchu,
przy tym brudzie i wstydzie; — no ja z tego żyję,
Książę płacisz.
W. KSIĄŻĘ
rzuca pieniądz
Masz. Gadaj.
MAKROT
«Pojednał się z bratem
i że to jest udane — że jest list od Cara —
i że trzeba dziś jeszcze» — ot, patrz, krople z czoła...
W. KSIĄŻĘ
Gadaj.
MAKROT
«Dziś jeszcze trzeba w pysk tego Mogoła».
W. KSIĄŻĘ
Mnie!?
MAKROT
Ja tak myślę.
W. KSIĄŻĘ
Precz! — Mnie!?
MAKROT
To wyraźne —
bo oto tu są inne donosy ukaźne,
które wskazują — że się dziś — coś ma pojawić.
No i wiadomo co — gdzie — to trza zdławić.
W. KSIĄŻĘ
Ale co!? — Co?! — Precz-ty! — albo zostań jeszcze chwilę;
potem wydam rozkazy, ukaz150; — ja tu mile
przepędzam czas — tak wy mnie napędzacie strachu.
Tak ja spokoju nie mam — ciągle w szachu. —
A kto mnie trzyma? — wy — tak to błazeństwo. —
MAKROT
Oni się modlić przychodzą na groby
w dnie narodowej, tak zwanej, żałoby.
Wtedy ja idę i śpiew intonuję
razem wspólnie z innymi, nawet popłakuję.
A w notesie kryjomie imiona spisuję
osób, które tam klęczą. — I tak na trop spisku
wpadam z lekka, powoli — na ich cmentarzysku,
gdy na ich głowy liście spadają zżółkniałe.
Oto tu mam notaty.
dobywa papierów
Co — ? — Foliały całe?
Jeśli książę przypomnieć raczy w listopadzie...
W. KSIĄŻĘ
Listopad to dla Polski niebezpieczna pora — ?
MAKROT
Znacząca. — —
W. KSIĄŻĘ
A ty, widzę, jesteś zmora.
MAKROT
Tak teraz jest listopad — więc baczne mam słuchy.
Jest to pora, gdy idą między żywych duchy —
i razem się bratają.
KURUTA
wybucha śmiechem
Ha, ha, ha,
W. KSIĄŻĘ
śmieje się
Poeta.
Nowy Lamartine może? — Patrzaj — szpieg esteta.
Spisek — codziennie spisek...
KURUTA
Bo jest.
W. KSIĄŻĘ
Co dzień nowy.
KURUTA
Co dzień nowy.
MAKROT
Jest wszędzie.
KURUTA
W zawiązku.
MAKROT
Gotowy.
W. KSIĄŻĘ
A wszystko pierzchnie z rankiem — ze dniem — nocne mary.
Tak wy, strachy — puszczyki dwa — ja nie dam wiary.
KURUTA
Wasza Książęca Mość nie drży — człowiek wojenny,
no to dość; — trzeba, książę, wydać rozkaz dzienny,
że wsio151 ma być spokojno — spokojnie tam w duszy:
jak usłyszę w rozkazie — tak strach się rozprószy.
W. KSIĄŻĘ
Ty żartowny.
KURUTA
Tak ja się na wszystko zgotuję.
A kto to jutro będzie pan — ?
W. KSIĄŻĘ
Tu ja panuję.
A ty mnie przy mnie milcz — o innym panu.
KURUTA
Ja miał na myśli Cara.
W. KSIĄŻĘ
Milcz.
KURUTA
I zamach stanu.
Słyszałem pode drzwiami — rozumiem, miarkuję152.
Myśl genialna —
W. KSIĄŻĘ
Słyszałeś — ty — ja cię zakuję
w kajdany.
KURUTA
Tak się dowie Car.
W. KSIĄŻĘ
Car się nie dowie.
Ja się owinę szarfą — szpieg — wszyscy szpiegowie,
precz wy ode mnie, precz — krew mi wyssali,
krew moją carską żłopać przyszli tu i tu chłeptali,
duszę wy moją brali w szpon — piekła szatani
i wlekli w noc. — — —
wypędza obydwóch
Ja sam — — skąd czekać mnie zwiastuna?
i kto wyzwoli z mąk — — ? —
widać łunę
Co to? — — Pożarna łuna —
— gaśnie — zapada — — — znów snop iskier bucha.
Cisza. — — i coraz noc; — — i pustość głucha.
dzwoni
A co?
OFICER SŁUŻBOWY
wchodzi
salutuje
Raport złożony — pożar ugaszony.
Na Solcu płonie szopa pusta — trochę słomy.
W. KSIĄŻĘ
Słomiany ogień — zgasł —
OFICER SŁUŻBOWY
Cztery szwadrony
powróciły.
W. KSIĄŻĘ
Pożaru powód — ?
OFICER SŁUŻBOWY
Niewiadomy.
W. KSIĄŻĘ
Jak to — ? — Ha — nic — tak — nic nie wiadomo;
tak — że to wszystko nic — — kto ma łakomą
duszę — — — czego? — — co?
do oficera
Rozpędzić straże.
Niech idzie wszystko spać.
OFICER SŁUŻBOWY
salutuje
wychodzi
W. KSIĄŻĘ
klaska
LOKAJE
wchodzą
W. KSIĄŻĘ
Gasić lichtarze.
POD POSĄGIEM SOBIESKIEGO
GOSZCZYŃSKI153
Wiatr dmie, że ogród cicho łka
za każdym liści szelestem...
1. GŁOS
Idą.
2. GŁOS
O, teraz słychać gwar...
3. GŁOS
W pałacu gasną sale.
GOSZCZYŃSKI
Zapada mgła. — — Ty jesteś, bracie?
1. GŁOS
Jestem.
GOSZCZYŃSKI
Policz nas.
1. GŁOS
Szesnastu ludzi.
GOSZCZYŃSKI
Po drzewach jakaś arfa gra
i ogród jęczy tłumem mar.
1. GŁOS
Jeśli się książę obudzi..?
2. GŁOS
A jeśli nie przyjdą cale154 — ?
GOSZCZYŃSKI
Niepokój, ogień piersi żre
jak Harpia; złość ssie krew.
Przysięgi, jako słowa czcze;
na marne poszedł siew.
1. GŁOS
Już idą...
GOSZCZYŃSKI
Słyszę.
3. GŁOS
To szum drzew.
1. GŁOS
Nie przyjdą.
GOSZCZYŃSKI
W ogród wstąpił czar.
1. GŁOS
Będziem wszystko bić w łeb,
w łeb i na odlew z obu stron.
GOSZCZYŃSKI
Gałązki obsiadł lśniący szron
i coraz gęstsze smugi mgły.
1. GŁOS
Już idą — —
2. GŁOS
Czy to ty?
1. GŁOS
Tak ciemno.
GOSZCZYŃSKI
Ulituj się ty Boże nade mną; —
Sądzisz, że już koszar dopadli?
1. GŁOS
Tak sądzę.
GOSZCZYŃSKI
Ta cichość mnie zabija. —
Nie wraca nikt.
1. GŁOS
Wicher szumi.
GOSZCZYŃSKI
Czas mija.
1. GŁOS
Na zimnie stoję godzin dwie.
GOSZCZYŃSKI
Milcz. — Ogień piersi pali,
ręka się niecierpliwa rwie.
1. GŁOS
Byleśmy się tam w pałac dostali,
tego łotra z pościeli zwlec.
2. GŁOS
Co powiesz, jakbyśmy go porwali — ?
1. GŁOS
Co powiesz, jeśliby zdążył zbiec — ?
3. GŁOS
Mgieł gęstwa na ogród spada.
GOSZCZYŃSKI
Stoimy jako orłowie w chmurze.
Drzewa szepcą — miotem gałęzi
a krzewy w słomianej uwięzi
przystanęły, równie jako my,
w oczekiwaniu i lęku.
3. GŁOS
Idą mgły.
GOSZCZYŃSKI
Wicher powiał szumem...
CHÓR
Ogród gada:
Przystanęli tak bohaterowie młodzi
na ogrodzie w bolesnej zadumie.
A oto przy drzew śpiewnym szumie
posąg staje we świateł powodzi.
GOSZCZYŃSKI
Wszakże on wskazuje — — tam.
NABIELAK
W stronę Belwederu wskazuje.
GOSZCZYŃSKI
Jak gdyby rozkaz daje nam.
NABIELAK155
On wie i czuje
to, co czujemy my.
GOSZCZYŃSKI
Widzisz — ręka mu drży.
NABIELAK
To księżyc cień rzucił liści
i cień liści przemknął po ramieniu.
GOSZCZYŃSKI
Jak śnieg on biały w tym odzieniu...
NABIELAK
Wskazuje tam, a patrzy żywym okiem.
GOSZCZYŃSKI
Przykuł mnie wzrokiem.
NABIELAK
On wie i czuje.
GOSZCZYŃSKI
Patrz — drgnął — to koń się wspina — !
NABIELAK
To cienie drzew.
GOSZCZYŃSKI
Bije godzina.
Przystanęli tak bohaterowie młodzi
na ogrodzie w bolesnej zadumie,
a oto przy drzew śpiewnym szumie
niewiast dwie pośrodkiem przechodzi.
Idą środkiem, śród młodych szeregu,
idą wolno ujęte uściskiem...
Nie powstrzymać tajemnic w ich biegu...
Noc ta dziwnym przemawia zjawiskiem:
DEMETER156 Z CÓRKĄ KORĄ157 ŻEGNA SIĘ
KORA
Powiedzie mnie Orkus158 w noc,
w świat ciemny wichrów, burz;
nie zaznam słońca już,
nie zaznam twoich ust, twych ócz;
o matko, żegnaj dziecię.
DEMETER
Żegnaj mi dziecię, żegnaj córo;
Orkus cię czeka, Orkus wzywa,
musisz zejść k’niemu nieodbycie159;
zejdziesz w kraj śmierci, poślubiona,
kędy160 cię żenie161 Moc straszliwa,
Moc niezbłagana, bezlitośna.
Pomnisz, pamiętasz wielą laty,
jakom płakała lubej straty
i skargi wodziłam żałośna.
KORA
Orkus mnie wzywa, idę żona,
przez letni jeno162 czas szczęśliwa,
gdy z tobą matko, bliska tobie; —
a oto dzisiaj znów w żałobie,
drogą, co wiedzie do podziemu,
idziem i płaczem obie.
DEMETER
Pocałuj usta, całuj oczy;
także163 się smutkiem lice mroczy
i całun biały cię otula
a przedsię164 róż z twych lic nie płoszy — ?
KORA
O matko, przykrać165 ta koszula,
którą przywdzieję, ślubna jemu,
przemieszkująca tam w pustoszy.
O matko, przykreć to wezgłowie,
które podadzą służebnice,
gdy legnę w jego łożnice166.
Jakoż uchylę moich losów?
Orkusa miłość jak oddalę?
Ja Orkusowi ślubowana,
czarem miłości zniewolona;
oto się już tajemnie palę
i oto już tajemnie płonę,
bym jego uznała pana
a on przytulił mnie żonę.
DEMETER
O córo, żegnaj ukochana;
matczyne serce pogardzone;
już mnie nie trefić167 twoich włosów,
ostatni raz twe plotłam kosy168;
już mnie nie stroić tobie szatki,
już idziesz precz od matki;
jeno mi dziwno, że twarz płonie,
że twoja twarz w rumieńcach;
tyżeś169 się stała rozkochana,
żeś w ślubnych wyszła wieńcach?
KORA
O matko, wstydem przed cię płonę
a żar me piersi pali —
żeście mi poznać miłość dali;
wszakżeż wiedziecie mnie dziś żonę,
więc się ten płomień w licach trwali;
przetom spłoniona i rumiana,
żem matko, mocno zakochana
i tobie wyznać muszę.
DEMETER
Jakoż te więzy twoje skruszę?
KORA
O, nie sąć170 one nieznośliwe.
DEMETER
Teć więzy ciebie mi odbiorą.
KORA
O matko — letnią wrócę porą.
DEMETER
Do lata, wiosny czekać długo.
KORA
Muszę do czasu tam być sługą
i muszę jemu żoną.
DEMETER
Pierwejże171 z matką twą rodzoną
być tobie wolną i dziewiczą,
niż tam w podziemiu niewolniczą.
KORA
O matko, przedsięś przepomniała172:
w ogniach miłości stoję cała —
czas, bym odeszła już.
Żegnaj mi — żegnaj matko dziecię;
z wiosną mnie drugą znów ujrzycie.
Odchodzę precz w kraj snów.
DEMETER
Odchodzisz w ciemnie wichrów, burz;
nie zaznasz słońca już...
KORA
Za drugą wiosną wrócę znów.
Tu przystanęła zapłoniona,
Z objęć się matki uchyli;
przejrzysta kryje ją zasłona,
a w zadumanej jej postawie
widać, że łzami mówi prawie;
a z ócz i czoła to zgadywać,
że jakąś tajemnicę sili,
którą kazano jej ukrywać.
Łzy te, co jej do ócz się cisną,
dziwnym weselnym blaskiem błysną.
Na ustach palec położyła
i tak do matki swej mówiła:
Pamiętasz, matko, jako lecie173
ustroiłam się w żywe kwiecie
i biegłam do cię w śpiewie, z pola...?
DEMETER
Spominasz darmo dzień wesoły
na dniu, gdy obie płaczem społy174,
że nieodmienna tobie dola,
że giniesz dla mnie, twej macierze175,
gdy cię za żonę Orkus bierze
i za Styg176 wiedzie, ku otchłani,
gdzie będziesz włada i pani.
KORA
O matko, Hymen177 mnie powiedzie
w orszaku sług na przedzie;
pochodnię smolną spali jasną.
Sługom na czoła wieńce włoży
i śpiew zanuci pochodowy,
jako mam zacząć żywot inny,
zasiadłszy tron królowy178.
DEMETER
O córko, rzucasz matkę własną;
w pochodniach, które dla cię płoną,
żywoty onych gasną.
KORA
Z wiosną, gdy pierwsze lody spłyną,
gdy pierwsze wichry powioną,
wrócę i żywot zacznę nowy.
DEMETER
Rzucasz mnie — to ostatnie chwile,
jako na ciebie patrzę żywą — ?!
KORA
Ja, matko, będę tam szczęśliwą.
DEMETER
A przedsię179 droga to cmentarna.
KORA
Tajemnic tobie część uchylę:
Nie jestem ci ja matko ubogą;
bogate podziemu śpichlerze:
z każdego owocu się bierze
nasienie i skrzętnie kryje;
tam przechowują się ziarna
a jak je przyniosę na świat,
to każde kwiatem odżyje
i owoców urodzi mnogo.
DEMETER
Patrz! Wszystkie pędy pomarnieją,
gdy nocą wichry powieją;
patrz, oto martwy konar drzew.
KORA
Pamiętaj, matko, wczesny siew.
Spieszno mi odejść, spieszno tam,
gdzie stróżką180 ziarn być mam
i zgarnąć wszystek płód.
Rzeczy tajemne tam się dzieją;
nie mogą się beze mnie stać.
DEMETER
Opuszczasz mnie, mnie twoją mać —
do serca podszedł chłód;
już idziesz, biegniesz, spieszysz...
Marnieją moje letnie chudoby181;
o bezlitośna, ty się cieszysz,
a mnie ostawiasz groby.
KORA
Z tajemnic moich, matko, znaj:
Jest inny tamten kraj,
kędy są wiecznotrwałe siły;
z tych coraz nowy rośnie pęd
i wzejdą i będą rodziły.
Tam wszelki żywot ma swój byt
i czeka, aż dlań błyśnie świt
i czeka, aż dlań przyjdzie czas:
zajaśnieć pełnią kras.
DEMETER
A te zwarzone, kędyż legną;
imże182 w barłogu zimnym gnić...?
KORA
Umierać musi, co ma żyć...
DEMETER
Ty na śmierć wiedziesz twe służebne!
Poznaję miłość twą przeklętą
i moc i słowa twe wróżebne.
KORA
My oto, matko, zmartwychwstaniem
na wielkie siewu święto.
DEMETER
Już palą dla cię pochodnie!!
Wchodzi Hymen i jego orszak z pochodniami i muzyką i otaczają Korę.
KORA
Z tajemnic moich, matko wiedz:
Gdy wszystko żywe musi lec
pod ręką, która znaczy kres;
śmierć tych użyźnia nowe pędy
i życie nowe sieje wszędy.
Więc smutna, matko, tym rozstaniem,
ale weselna tajemnicą,
szaty przyoblekłam godnie. —
Poniechaj żalu, niechaj183 łez.
DEMETER
Obłędna, stamtąd nikt nie wraca;
Przysięgą zguby więzisz duszę.
KORA
Gdy więzy śmierci skruszę
i zieleń pędów nowych rzucę
na niwy, łęgi184, na zagony —
o matko, Bogów godna praca! —
sposobić każ lemiesze, brony...
DEMETER
Śmierć biorąc żywa, spełniasz zbrodnię!
KORA
stała się poważna
Zaś w nieśmiertelnych wieńcu wrócę.
MUZYKA
weselna zaczyna grać
DEMETER
Noc cię uwodzi w wieczność ciemną!
KORA
stała się rozkazująca
Pochodnie święte nieść przede mną!!
Przede mną weselne pochodnie!!!!
Orszak muzyką weselną otacza Korę i uprowadza
do podziemu
DEMETER
przepada na ogrodzie
1. PODCHORĄŻY
wbiega nagle
Piotr nas Wysocki śle.
Sam idzie.
GOSZCZYŃSKI
Gdzie?
1. PODCHORĄŻY
We mgle.
Ku koszarom kawalerii na bój.
Chce ich dopaść uśpionych co tchu.
Gdzie twoi?
GOSZCZYŃSKI
Czekają tu.
1. PODCHORĄŻY
To wszyscy?
GOSZCZYŃSKI
Tylu wystarczy.
1. PODCHORĄŻY
A reszta?
GOSZCZYŃSKI
Czekać daremno.
1. PODCHORĄŻY
Ja drogę wam wskażę do domu.
2. PODCHORĄŻY
nadbiega
1. PODCHORĄŻY
Wysocki przydzielił nas dwóch.
My znamy przejścia pałacu.
Strzec bacznie wszystkich wyjść,
by książę sam po kryjomu
nie uciekł.
GOSZCZYŃSKI
Patrzaj, drga we wichrze liść
i drzewa grają szumem.
A przyniosłeś naboje, ładunki?
2. PODCHORĄŻY
W tej puszce — rozdzielcie, bierz.
GOSZCZYŃSKI
Więc Wysocki dobędzie koszary?
1. PODCHORĄŻY
By ino185 wpadł znienacka do leż.
NABIELAK
Gotowi?
GOSZCZYŃSKI
Gotowi.
1. PODCHORĄŻY
Za mną!
pada strzał w pobliżu
GOSZCZYŃSKI
Słychać strzał!
2. PODCHORĄŻY
To Wysocki już wyszedł z ogrodu.
Wystrzałem sygnał wam dał.
GOSZCZYŃSKI
A pokłońmy się białemu królowi...
2. PODCHORĄŻY
Gotowi?!
NABIELAK
Gotowi!
CHÓR
Gotowi!
wybiegają.
DEMETER
wchodzi
Gdzieżeś córo, co byłaś mi ptakiem,
radosnym letnim śpiewakiem — ?
Zda mi się jeszcze płacz twój słyszę
i słuchem gonię w głuchą ciszę
i zapłakana żalem dzwonię
i w skardze słucham własnych jęków,
jakoby twoich córko lęków.
A tyżeś może tam wesoła — ?
Płoniesz Hymenu płomieniami — ?
Cóż będzie córo z mymi dniami?
Cóż będzie z długą ciemną nocą
dla mnie, gdy cale186 światłem ninie187
oczy twe dla mnie nie migocą
i jeden dzień za drugim spłynie
i noc za nocą spadnie
a ciebie przy mnie nie będzie — ?
Tyżeś już zaszła w te otchłanie,
gdzie Orkus straszny władnie,
skąd moc cię moja nie dobędzie — ?
nawołująco
Hekate188, córko Tytana Taurydy; światłonośna niewiasto, dzierżąca pochodni dwoje — zjaw się ty, czujna wszelkim skargom i żalom; ty, co obecna jesteś, gdy matki rodzą; ty, co samotnych strzeżesz pustkowi i drogom rozstajnym stróżujesz. Zjaw się!
spod ziemi wychodzi:
HEKATE
pochodni dwoje dzierży w ręku
Oto stoję!
DEMETER
Córkę mi wydarto, porwano i uwięziono; straciłam ją sprzed oczu, pięknolicą i młodzieńczą. Gdzie jest, gdzie zanikła, zatraciłam pamięć i nie wiem i przeto ciebie wzywam, leć, goń, szukaj; o ty, która odgadujesz tajemnice bogów i ludzi przywodzisz do utraty rozumu i do szału, leć ty i świeć dwojgiem świateł głowni płonących i odnaleź córkę moją najmilszą.
oddala się w ogród
HEKATE
Do mnie, Eumenidy189 lotne; wy, które zamieszkujecie Tartaru190 rozległe pustkowia skalne. Dalej! Wy, kroczące w mroku i chmurą otoczone ciemną.
Przybądźcie! Krzywda się stała!
EUMENIDY
wychodzą spod ziemi
HEKATE
Wy, wylęgłe z kropel krwi, padłych na ziemią czarną; ze krwi mordowanego zrodzone a przeto krwawymi łzami płaczące.
Porwano oto pełne życie
w pełni świeżości kras
i uwiedziono w noc i grób
i uwiedziono na rozdroża i łęgi zapadłe.
Patrzajcie, krzywda się stała:
Oto wszystko widzicie umarłe,
powiędłe i zgasłe i zbladłe;
ziemia się stała jako trup,
drzewa obnażone z szat,
zdeptany owoc i kwiat.
Hej, wy Eumenidy lotne,
do zemsty! do zemsty mściwe!
Krzywdy się stały straszliwe.
Zburzona spokojność chat
i cichość małżeńskiego łoża.
Szałem obejmujcie dusze,
niechaj w obłędzie krwią poją się ciała
i duch się świetli zbrodniami,
pognany w męczarń katownie.
Do zemsty! Krzywda się stała!
Zapalcie czerwone głownie!!
EUMENIDY
Już zapalają swoje żagwie
i nagle w blasku łun czerwonym,
oczy ich świecą krwią ociekłe.
Na głowach węże, w splot wiązane,
czoła im bolem prężą
a one bolem, raną wściekłe,
wsłuchane w słowa te wołane.
HEKATE
Nie spoczniem, aż trzykroć razy
księżyc się odmieni złoty.
Poprzysięgnijcie loty,
nie spocząć, wy niestrudzone,
aż krzywdy będą pomszczone.
Wojna, wojna, wam żer i wasza obiata191!
Na świat, na świat, wy mściwe!
Upadajcie ludziom na pierś i kark
i ssajcie ze serca krew,
niech znają Boży gniew.
Wężami przegońcie park
i dalej, dalej i dalej,
lotami sięgnijcie świata!
Rózga niech mściwa obali!
Ziemia oto we skardze zadrżała:
Krzywda, krzywda się stała!!!!
EUMENIDY
rozbiegają się po ogrodzie
HEKATE
zapada się.
SALON W BELWEDERZE
Ciemno. Na ogrodzie noc księżycowa
GENDRE
pijany, leży na kanapie
LUBOWIDZKI192
chodzi po salonie
GENDRE
Przynosisz wiadomości — ? — Masz relacje czyje?
LUBOWIDZKI
Gdy pora się nadarzy — wszystko mu odkryję.
GENDRE
Patrz — by nie było późno. — I cóż wiesz nowego?
LUBOWIDZKI
Wiem dla samego księcia. Cóż tobie do tego?
GENDRE
Nie wiesz nic.
LUBOWIDZKI
Wiem dla siebie.
GENDRE
To i schowaj sobie.
LUBOWIDZKI
Dla książęcia pracuję. — Zysku zazdrość tobie — ?
GENDRE
A może by partyjkę?
LUBOWIDZKI
Nie mam dzisiaj głowy.
GENDRE
To szkoda, że bez głowy wychodzisz na łowy.
Książę, choćby cię nawet przyjął najłaskawiej,
rogi, jak rogi — głowy nie przyprawi.
LUBOWIDZKI
Gadaj zdrów — chcesz wyłudzić ode mnie pieniędzy.
GENDRE
Masz dukata, łajdaku — tuczysz się na nędzy.
LUBOWIDZKI
goni za dukatem
Dukat zawsze dukatem, piechotą nie chodzi.
GENDRE
Najlepiej go ocenisz ty, książęcy złodziej.
LUBOWIDZKI
odrzuca dukat w kierunku Gendra
Przestań pijaku, bo to mnie już nudzi.
GENDRE
Pyskuj ciszej — bo książę jeszcze się obudzi...
głuchy łoskot
LUBOWIDZKI
Cóż to? Biją do bramy?! Rozwalają wrota?!
GENDRE
A cóż mnie to obchodzi? — To twoja robota.
LUBOWIDZKI
Trzeba obudzić księcia!
wpada do sypialni
KAMERDYNER FRIEZE
wpada ze drzwi w głębi
Trzeba księcia budzić!
wpada do sypialni
GENDRE
Niech książę śpi spokojnie — na co ma się trudzić?
Co być ma, niechaj będzie. —
FRIEZE
ze sypialni
wywleka W. Księcia pół ubranego
wlecze go po ziemi przez salon
do drzwi w głębi
gdzie znikają
LUBOWIDZKI
w sypialni
Ha! na pomoc! Zbóje!!
PODCHORĄŻY
w sypialni
Masz łajdaku! — Już uciekł!!
SPRZYSIĘŻENI
w kilkunastu wpadają ze sypialni na salon
przebiegają do innych pokoi w głębi
NABIELAK
Któż to tu wartuje?
nastaje na generała Gendra.
GENDRE
powalony
Ja nie winowat193 — — —
NABIELAK
Milcz, ty synu wraży194.
GENDRE
A czy wy wiecie, wy — czyja śmierć znaczy?
Może ta moja śmierć szalę zaważy
i napiętnuje was piętnem siepaczy — ?
GOSZCZYŃSKI
Jeśliś niewinny, winujesz się słowem.
GENDRE
Wot słowo u was — dym. Zabij gotowem.
NABIELAK
Chcesz, by rozważać twą śmierć — rozważyłem.
uderza bagnetem
GENDRE
Nieszczęście!
GOSZCZYŃSKI
Sława!
GENDRE
Przeklnij Bóg —
NABIELAK
Łajdaki.
Ty kartowniku, złodzieju...
GENDRE
Rycerzu.
Ty mordujesz; czy myślisz, że z Bogiem w przymierzu?
Znajdzie się na was sąd.
NABIELAK
Sądu nie będzie.
Od dzisiaj my jesteśmy sądem i my sędzie
a wam się znaczy kres. — Ty wziąłeś swoje.
GOSZCZYŃSKI
Pójdź — dalej — musim przebiegnąć pokoje.
Tamci tam już pobiegli — my w te drzwi — bacz pilnie,
byśmy jak w labiryncie błędnym nie zbłądzili.
przy drzwiach u przodu z lewej
Drzwi zaparte.
NABIELAK
Poszarpnij.
GOSZCZYŃSKI
Ktoś trzyma.
NABIELAK
Ciąg195 silnie.
GOSZCZYŃSKI
Czekaj. Księżnej pokoje — może — ?
NABIELAK
Pchnijmy razem.
Słyszysz — tamci wracają — ? Czasu nie ma chwili.
Jeśli tam zdołał umknąć — ?
SPRZYSIĘŻENI
wbiegają ze drzwi w głębi z lewej
przebiegają ku sypialni
GOSZCZYŃSKI
Patrzaj, ktoś mnie sili.
NABIELAK
Kolbą we drzwi — uderzaj!
GOSZCZYŃSKI
Już klucz przekręcony
i zasuwka zapadła — osób kilka słyszę — —
odbiegają — —
NABIELAK
Uderzaj!
GOSZCZYŃSKI
Ha!
NABIELAK
Któż jest na progu — ?
drzwi się roztwierają
pada przez nie światło świec
JOANNA
Jestem książęcia żoną.
GOSZCZYŃSKI
Polka.
JOANNA
Wy morderce.
NABIELAK
A jeśli łotra żoną ty — ranionaś w serce.
JOANNA
Ustąpcie — tam po moim trupie!
GOSZCZYŃSKI
Egzaltowana lalko — lwico sentymentu,
bierz uczucie pogardy.
JOANNA
Bierz uczucie wstrętu.
NABIELAK
Ukryłaś tchórza — dosięgniem — dzierz siłą.
JOANNA
Precz stąd — to podłość.
GOSZCZYŃSKI
Milcz — odejdziem sami.
Niechże dla cię ostanie — twój mąż; — ty kobieta,
jeśli nie wiesz, że miłość podła ciebie plami,
żebyś piękniejsza była ty: Judyta196.
JOANNA
Ja Polka — i jeżeli Bóg miłość rozpali,
to ja kocham i bronię, choć dwór mój się pali.
GOSZCZYŃSKI
Tu jest człowiek raniony.
JOANNA
podbiega, gdzie leży Gendre
Boże.
NABIELAK
Był omdlały.
JOANNA
A to ten — był pijany —
słychać strzały
NABIELAK
Co to?
GOSZCZYŃSKI
Padły strzały.
NABIELAK
Jakiś tętent...?
JOANNA
To jadą księcia kirasjerzy.
NABIELAK
My jesteśmy tu sami — już nasi uciekli.
biegnie ku drzwiom z prawej, w głębi
GOSZCZYŃSKI
biegnie za nim
JOANNA
Nie tamtędy —
GOSZCZYŃSKI
Chcesz szydzić — ?!
JOANNA
Ha, bądźcie wy wściekli,
rycerze czynu — — — ocalę rycerzy.
Przez te drzwi!
wskazuje drzwi sypialni
NABIELAK
Więc tam nie ma!?
JOANNA
Spiesznie!
GOSZCZYŃSKI
Już w podwórzu!
wybiegają
JOANNA
Ha, trup we drzwiach sypialni.
W. KSIĄŻĘ
wbiega z głębi, z lewej
przypada jej do nóg.
Polkà — Polkà!
JOANNA
Tchórzu!
W. KSIĄŻĘ
Wolałabyś ty mnie zagrać notturno197
sentymentalne nad popiołów urną,
gdyby ja padł — ?
JOANNA
Jak padł twój wierny.
W. KSIĄŻĘ
Mój wierny pies — — zsiniały, tak już — czerny.
Ha — a! — Wywlec go precz!
LOKAJE
wynoszą ciała Gendra i Lubowidzkiego
JOANNA
Zawiążcie mu rany.
W. KSIĄŻĘ
Pomarł już — takoj sczezł198 — wot posiekany.
Tak bym ja był... Wyrzucić — trup — trup — zimny, siny.
Poszedł. A diabeł tam spisuje jego winy.
Przegrał! — Ja jeszcze gram — stawka ostatnia.
OFICER KIRASJERÓW
wchodzi
salutuje
Wasza Wysokość. Wsio buntowszczyki199 uciekli.
W. KSIĄŻĘ
Uciekli!! — Ha, ha, ha. — A on — ten z posągu?
Uciekł takoj? — A!
głos mu się łamie
OFICER
Kto? Wasza Cesarska?
JOANNA
O kim ty mówisz?
W. KSIĄŻĘ
Wot — koń jego parska
pianą i wyrzuca mnie krew na koszulę.
On na koniu, sam śnieżny król — wskazał buławą
a koń kopytem w pierś — w pierś moją bije —
tratuje mnie — na moje wdarł się łoże!
A rycerz, król z kamienia krzyknął: Heliodorze!!!
przypada do ziemi
Ratunku!
KURUTA
Do stu diabłów.
JOANNA
Jezus Maria! Mdleje!
W. KSIĄŻĘ
Czujecie wy woń siarki w powietrzu? Wonieje — —
LOKAJE
przynoszą ubiory W. Księcia
1. LOKAJ
podając
Wasza Cesarska Mość...
2. LOKAJ
podając
Wasza Wysokość...
1. LOKAJ
Niech Wasza Miłość wdzieje — rękaw — drugi...
2. LOKAJ
podając
Inexpressible200 Waszej Wysokości...
1. LOKAJ
Wstęgi....
2. LOKAJ
Gwiazda.
1. LOKAJ
Szpada.
W. KSIĄŻĘ
Kto wy jesteście — ?
1. LOKAJ
My pokorni...
2. LOKAJ
Sługi.
W. KSIĄŻĘ
Myślałem — że koło mnie szatański śmiech gada.
JOANNA
Uspokój się —
W. KSIĄŻĘ
kładzie na głowę pióropusz
Spokojna ty! — Żmijo — cudowna!
Ty byłaś w zmowie z nimi.
JOANNA
Z kim? — Pleciesz, głupcze.
W. KSIĄŻĘ
Z nim! — Ty byłaś w zmowie! — Z białym królem.
JOANNA
Ach, drwisz szydersko — gdy pierś moja bólem
się pełni201, za ten czyn spełniony —
że to są moi.
W. KSIĄŻĘ
Bracia!!!
JOANNA
Ty szalony.
W. KSIĄŻĘ
Szalony ja. — Wiesz, z kogo ja szaleństwo wziął?
dobywa szpady
Ja wyjął dzisiaj miecz — — i będę klął!
SZWADRON WOJSKA
wchodzi do salonu
W. KSIĄŻĘ
komenderuje
Stać tam!
JOANNA
Wydaj rozkazy!
W. KSIĄŻĘ
Polska czarownico,
Któż to piekielnym ogniem ogrzał twoje lico?
Nadzieja! Węże, żmije w oczach twych się prężą.
Ty może myślisz, że oni...
JOANNA
Zwyciężą!
W. KSIĄŻĘ
Polska... ty polska krwi, przeklęta jędzo!
Ty myślisz może, że oni mnie...
JOANNA
Wypędzą!!
W. KSIĄŻĘ
Ha! —
biegnie ku niej
by uderzyć ręką
JOANNA
mdleje
opadając na ręce panien
W. KSIĄŻĘ
Vraiment — c’est une dame.
Je deviens Polonais202 — i chcę bić, jak cham.
KURUTA
salutując
Generał Potocki203 — na czele swego pułku — jest —
otoczył domek — i sprowadził działa.
W. KSIĄŻĘ
w przerażeniu
Otoczył!! Staś Potocki?!
KURUTA
śmieje się
Nie — idzie z pomocą.
W. KSIĄŻĘ
Z pomocą? — Podły — ach charmant garçon204.
STANISŁAW POTOCKI
wchodzi
Bon soir, mon ami, cher prince205?
W. KSIĄŻĘ
Que dit-on
de moi? — — Varsovie va se taire!
On parlera de vous auprès de l’empereur!
Donnez l’ordre! mon vieux-beau — que la Pologne meurt!
Marchez — sur Varsovie — et massacrez tout!206
POTOCKI
milczy
posępny
W. KSIĄŻĘ
Comment? — Tu restes muet?207
drży
patrzy na Joannę
przerażony
krzyczy
Zbudźcie ją ze snu!!
W TEATRZE ROZMAITOŚCI
Scena teatrzyku. Tyły dekoracji; głębiej kurtyna, zapuszczona. Satyry z mającego się odegrać baletu, zajęte przytwierdzaniem i umocowywaniem kulis. Aktorzy w kostiumach, w rolach zapowiedzianego wodewilu208.
AKTOR
na scenie, poza kurtyną
zapowiada
Odegrany będzie wodewil ze śpiewami!
PUBLICZNOŚĆ
na widowni
poza kurtyną
Ze śpiewami!
AKTOR
Z Kudliczem w roli Mefista!
PUBLICZNOŚĆ
Brawo Kudlicz!
AKTOR
Rzecz będzie urozmaicona kupletami
à propos209.
PUBLICZNOŚĆ
Kudlicz! Kuplety!
AKTOR
Zaczynamy!
schodzi ze sceny
kurtyna się podnosi
odsłoniła się widownia oświetlona
PUBLICZNOŚĆ
na miejscach parkietowych, na parterze, w lożach
zajęta rozmową, w grupach, obojętna wobec widowiska
Na scenie:
laboratorium Fausta.
FAUST210
czyni zaklęcia
MEFISTO211
wychodzi spod ziemi
obaj rozmawiają mimicznie
MEFISTO
czyni zaklęcia
Ukazuje się:
VENUS-HELENA
z pucharem w dłoni
FAUST
klęka przed zjawiskiem
MEFISTO
bierze puchar z rąk zjawiska
VENUS-HELENA
znika
MEFISTO
podaje Faustowi puchar
FAUST
pije
strój jego czarny opada
stał się młody
Zapada kurtyna z gazy, przesłaniając widownię
na scenie zmiana dekoracji
muzyka antraktowa
1. SATYR
zza kulis, wskazując publiczność
O czym oni myślą — ?
2. SATYR
Co innego.
Nie to, co się na scenie gra.
1. SATYR
Trzeba im zagrać co nowego,
wytrzeszczą ślipie.
2. SATYR
Ha, ha, ha.
1. SATYR
Ja będę niby Wielki Książę.
Ty będziesz Grek, zausznik mój.
2. SATYR
podaje frak
Frak!
1. SATYR
kładzie frak
Szarfę niech mi kto zawiąże!
rozkazując
Łapy po sobie212!
2. SATYR
chichocze
1. SATYR
Małczaj! Stój!
przyczaili się za kulisami
Tymczasem na scenie już ustawiono dekorację
która wyobraża: plac przed kościołem
Kurtyna się podnosi, odsłaniając widownię
MAŁGOSIA
wychodzi z kruchty
FAUST
zbliża się ku niej
O piękna pani — czyli213 mogę
podać ci ramię — ?
MAŁGOSIA
Wcale nie.
FAUST
Chcę towarzyszyć ci przez drogę.
Jak rycerz, czci chcę waszej bronić.
MAŁGOSIA
Przestańcie, panie, za mną gonić.
FAUST
Przyjmijcie ramię — mówię szczerze.
MAŁGORZATA
Odejdźcie, panie — to — uwierzę.
przechodzą
tuż za nimi wkraczają na środek sceny Satyry
przygrywka
1. SATYR
udaje W. Księcia
Cóż o mnie mówią polskie dziewki?
lubieżny w oczach mają błysk.
2. SATYR
udaje adiutanta Kurutę
Śpiewają sobie różne śpiewki,
że Książę masz kałmucki pysk.
1. SATYR
Cóż o mnie mówią te Polaki?
Szczekaj, bo masz przemyślny łeb.
2. SATYR
Że Wielki Książę taki, siaki...
1. SATYR
Jaki?!
2. SATYR
Że Wielki Książę kiep.
1. SATYR
Któż to powiedział?
2. SATYR
Nie pamiętam.
1. SATYR
Zasługi order złoty dam.
2. SATYR
wskazując w publiczność
Spójrz Wasza Miłość, fotel — ten tam.
1. SATYR
Chłopicki!
2. SATYR
Właśnie, on to sam.
PUBLICZNOŚĆ
powstaje z miejsc, zaciekawiona
Zapada kurtyna z gazy, przesłaniając widownię
na scenie odbywa się zmiana dekoracji
SATYRY
zmykają za kulisy
przygrywka antraktowa
AKTOR
zirytowany, biega po scenie
Kurtyna przecież miała zapaść
natychmiast, skoro odszedł Faust!
Gdzież chłop, co tu przy korbie stał?!
1. SATYR
Widzisz, spostrzegli naszą napaść.
AKTOR
Zdawało mi się — że ktoś grał?!
1. SATYR
Zdawało mu się!
2. SATYR
Głupi gap!
Nie poznał moich kozich łap!
AKTOR
do statystów
Proszę się schodzić do baletu!
Uważać dobrze, jak dam znak!
1. SATYR
do innego Satyra
A nie zapomnij dać kaszkietu.
Spostrzegnę niby jakiś brak.
To będzie niby legionista
w szeregu będzie sobie stał;
ja będę klął do diabłów trzysta
i szlify w złości rwał.
Ty na to wejdź i chrząknij tak:
chrząka
Hm, hm.
Tymczasem ustawiono na scenie dekorację,
która wyobraża: plac publiczny
kurtyna się podnosi, odsłaniając widownię.
Na scenie: mieszczanie i mieszczanki
przechadzają się
SATYRY
część Satyrów poza kulisami przedostaje się do widowni
gdzie pojawiają się poza krzesłami publiczności
3. SATYR
za krzesłem Chłopickiego
Pamiętasz na Saskim Placu,
przed frontem,
Wielki Książę Cesarzewicz dostojny
skakał i pienił się w złości
i szlify komuś zerwał sobaka
i nogami w błocie podeptał.
I stała się cisza taka...
A ty patrzysz opodal spokojny
i tyś chrząknął.
CHŁOPICKI
chrząka mocno
3. SATYR
Tak on się nagle zwrócił, a szpada
w ręku mu niepewno214 zadrgała,
bo ku tobie oczy publiczności...
PUBLICZNOŚĆ
zwraca uwagę na Chłopickiego
3. SATYR
Poznał cię i spiekł raka215,
jakby go nagle kto lontem
podżegł216, pod nosem coś bąknął
i pognał precz.
Skończona była parada.
SATYRY
śmieją się
Ha, ha — ha, ha,
wściekł się bez mała217.
3. SATYR
Tak on się ciebie boi, sobaka.
4. SATYR
Patrzy, a tu Chłopicki stoi.
Na scenę wchodzą statyści w kostiumach gwardzistów
i ustawiają się rzędem po dwu stronach scenki
tworząc w ten sposób szpaler
dla mającego tańczyć baletu.
Muzyka gra baletową partię.
W tejże chwili:
1. SATYR
udający W. Księcia
wbiega z dobytą szpadą
równając ostrzem szpady szereg stojących gwardzistów
gdy spostrzega, że jeden z gwardzistów jest w kasku polskiego żołnierza, wygraża nad nim pięściami
zdziera mu szlify
rzuca je na ziemię
depce nogami
staje się cisza
2. SATYR
pojawia się na scenie w płaszczu wielkim i cylindrze
ubrany i upozowany à la Chłopicki
i chrząka
1. SATYR
udający W. Księcia
na to chrząknięcie zmyka ze sceny
PUBLICZNOŚĆ
wybucha śmiechem
3. SATYR
za krzesłem Chłopickiego
Wielki Książę Cesarzewicz spiekł raka;
cała Warszawa się śmiała!
SATYRY
Ha, ha — ha, ha —
PUBLICZNOŚĆ
Ha, ha — ha, ha.
1. SATYR
za kulisami
Kurtyna!!
AKTOR
za kulisami
Co to?!!
PUBLICZNOŚĆ
Forra! Forra!218
Zapada kurtyna z gazy, przesłaniając widownię
muzyka antraktowa
AKTOR
wpada na scenę zły
Kto się tu rządzi?!!
1. SATYR
za kulisami
To był zwid!!
PUBLICZNOŚĆ
za kurtyną, na widowni
Brawo!!!!
1. SATYR
wchodzi na środek sceny, tryumfujący
Publiczność woła!!
PUBLICZNOŚĆ
Forra!!!!
AKTOR
zrozpaczony
Teatr nam zamkną!!
SATYR
przedrzeźniając
A to wstyd!
AKTOR
do Satyrów
Przecież wy mieliście tańcować!!?
1. SATYR
dumnie
Ja nie należę do twych sług!
2. SATYR
w śmiechu
Chcesz, możesz nas zaangażować!?
AKTOR
Któż wy jesteście!!?
1. SATYR
Jestem Bóg!
Gram tak, jak mi się to spodoba!
AKTOR
Znajdziesz się za to w kozie, kpie!
1. SATYR
Ja jestem, widzisz, ta osoba,
co ludźmi bawi się!!
Muzyka cichnie
2. SATYR
uspokaja Aktora
Lecz oto scena się zaczyna.
AKTOR
spostrzega się
W piwnicy Auerbacha! Hej!
Ustawić z boku beczki wina!!
1. SATYR
do innego Satyra
Pójdź i ty maskę wdziej!
Tymczasem na scenie ustawiono dekorację,
która przedstawia piwnicę Auerbacha
Kurtyna się podnosi, odsłaniając widownię
Na scenie: studenci pijani i jeszcze pijący
siedzą na ławkach wśród beczek
CHÓR STUDENTÓW
Haj la li la la — Haj la la la.
Haj li la la la — la la, ho!
MEFISTO i FAUST
wchodzą wpośród
MEFISTO
do Fausta
Posłuchać musisz mojej rady,
a zaraz będziesz dziewkę mieć.
Trzeba ją zdobyć.
FAUST
Słucham rady.
MEFISTO
Daj złoto, zaraz wpadnie w sieć.
FAUST
Lecz nie mam złota.
MEFISTO
Nie z parady
moce piekielne w sobie mam.
Gdy zechcesz mej posłuchać rady,
natychmiast złoto dam.
czyni zaklęcia
Ukazuje się:
PANDORA219
niosąca w rękach kasetę
MEFISTO
bierze kasetę z rąk zjawiska
PANDORA
znika
MEFISTO
podaje kasetę Faustowi
FAUST
otwiera kasetę i przypatruje się klejnotom
MEFISTO
W ten oto sposób człowiek wpada
w sieć, którą ja zastawiam sam.
Idź teraz do niej, będzie rada220.
Gdy zechcesz, więcej dam.
FAUST
Ileż to dusz chwyciłeś w kleszcz,
uśpionych twoim darem?
1. SATYR
w masce wśród pijących
Orderów co dzień spada deszcz.
2. SATYR
w masce, wśród pijących
Bóg Cara zrobił Carem.
1. SATYR
Dziś resztę nocy się zabawię.
Na dzisiaj wino, jutro krew!
2. SATYR
Tyrana szarfą własną zdławię!
Wesoły dzisiaj nucę śpiew!
CHÓR STUDENTÓW
Láihula — láilala,
húlalila, lilalala!
1. SATYR
Przysiążcie chować tajemnicę.
2. SATYR
Maska dziś naszą kryje twarz.
1. SATYR
Jutro dzień mężów pozna lice.
2. SATYR
Przy księciu będziem pełnić straż.
1. SATYR
Tyrana mieczem w krwi powalę,
dzień zemsty przyszedł i dzień kar!!
2. SATYR
Nie będzie Carem Car.
CHÓR STUDENTÓW
pijanych
Láihulala — láilala!
húlalila — lilalala!
Zapada kurtyna z gazy, przesłaniając widownię
Muzyka antraktowa
Na scenie: zmieniają dekorację
AKTOR
do Satyrów
Ja nie pojmuję, co się dzieje!?
Ja panom każę strącić feu221.
1. SATYR
Pojmiesz nas jutro, gdy zadnieje!
2. SATYR
Pisz na Berdyczów222 — znajdziesz mnie!
AKTOR
do sług teatralnych
Proszę tych panów wziąć na oko,
niechaj mi tu nie kręcą się!
2. SATYR
tupnął nogą w zapadnię
dając znak, aby otworzono
1. SATYR
W tej chwili wpadniesz tam głęboko,
gdzie twój Mefisto skrywa się!
AKTOR
zapada się ze zapadnią,
na którą nieopatrznie nastąpił.
Tymczasem już ustawiono na scenie dekorację,
która przedstawia ogródek przed domkiem Małgosi
Kurtyna się podnosi, odsłaniając widownię
SATYRY
czają się za kulisami
FAUST i MEFISTO
wchodzą
FAUST
składa kasetę na ławie okna
MEFISTO i FAUST
ukrywają się za krzewami
MAŁGOSIA
ukazuje się w okienku
spostrzega kasetę
otwiera
wydobywa klejnoty i przymierza
śpiewa
Klejnociki, koraliki,
co ich to tu jest...
MEFISTO
Patrzaj na jej gest.
Zbliż się, przemów, rada będzie,
nie odprawi z niczym.
nuci
Licz, dziewczyno, koraliki,
później się policzym.
MAŁGOSIA
do Fausta
Miły panie, wyście dali;
czy to tylko wszystko mnie?
FAUST
Przychyl twoich ust z korali,
serce do cię lgnie.
MAŁGOSIA
Widzi mi się, miły panie,
żeście zawsze mnie kochali.
Czy kochacie ino223 mnie?
FAUST
Cóż się lękasz?
MAŁGOSIA
Kto to z wami?
FAUST
Mój lutnista.
MAŁGOSIA
Każcie, niech się precz oddali...
FAUST
Byśmy byli — sami...?
MAŁGOSIA
Wasz lutnista? — Niech zostanie.
w uścisku schodzą ze sceny za kulisy
MEFISTO
gra na mandolinie
1. Przyjdzie starość, młodość mija,
z liczka spadnie wdzięk!
Kiep, kto do dna nie wypija...
trąca struny
brzdęk, brzdęk — brzdęk, brzdęk, brzdęk.
PUBLICZNOŚĆ
poznała Kudlicza w roli Mefista
Kudlicz! Kuplety!
KUDLICZ
się kłania
SATYRY
pojawiają się
po obu bokach Kudlicza
kłaniają się również
KUDLICZ
uderza akord na mandolinie
śpiewa
Je protège la loi, l’effronterie
enfin je vous permet de vivre;
connaissez la grâce suprème:224
SATYRY
»Point des rêveries225«.
PUBLICZNOŚĆ
zadziwiona
KUDLICZ
uderza akord na mandolinie
Je protège le viole, l’escroquerie
dans des ordres, qui vont se suivre.
C’est mon loyale système:226
SATYRY
»Point des rêveries«.
PUBLICZNOŚĆ
powtarza w zainteresowaniu
»Point des rêveries«.
KUDLICZ
uderza akord na mandolinie
śpiewa
Quand on vous verra fideles, reptiles227,
SATYRY
śpiewają
Vous serez invités à la cour228.
KUDLICZ
śpiewa
Vous pourrez marier les dames gentilles,
des dames, qui étaient mes amours.
Je danserais moi-même fleuri:229
KUDLICZ i SATYRY
śpiewają
»Polonais, point des rêveries230«.
SATYRY
Vive la loi, l’effronterie;
c’est Dieu, qui vous donne la raison:
»Polonais, point des rêveries«.231
PUBLICZNOŚĆ
zaniepokojona
SATYRY
kłaniają się ze sceny
3. SATYR
z budki suflera
podpowiada Kudliczowi
Przyzwyczaić się można z czasem do niewoli.
KUDLICZ
powtarza bezwiednie za Suflerem-satyrem
Przyzwyczaić się można do rany, co boli;
tańcować,
3. SATYR
Gdy Car każe...
KUDLICZ
Śmiać się, gdy pozwoli.
PUBLICZNOŚĆ
powstaje z miejsc
Co to jest? — Co on gada? To nie z jego roli!
Nagle
na widowni otwierają się drzwi z ulicy do parteru
wysoko we drzwiach staje:
NIKE NAPOLEONIDÓW
Do broni! Do broni!
Pókiż będziecie spać w podłej niewoli?!
Bóg Wojny przez miasto goni
i powołuje braci!!
zstępuje po stopniach schodów, wiodących z parteru na salę
OFICER ZAJĄCZKOWSKI
wbiega tuż poza nią
z ulicy, staje we drzwiach rozwartych parteru
krzyczy
Na mieście naszych mordują!
NIKE NAPOLEONIDÓW
biegnie pośrodkiem
wśród foteli parkietu
aż staje przed Chłopickim
którego uderza po ramieniu
Wstań!!!
CHŁOPICKI
zrywa się
NIKE NAPOLEONIDÓW
krzyczy nad Chłopickim
Sławo!! Wstań!
Zerwij się lotem, na bój — ty jedyny!
Czekają ciebie z mych rąk laur! Wawrzyny!!
CHŁOPICKI
Co to jest?
1. SATYR
Widowisko!
2. SATYR
Patrz! Wiążą Moskali!
PUBLICZNOŚĆ
wstała z miejsc
Mordują?! Wiązać! — Broń się! — Warszawa się pali!
NIKE NAPOLEONIDÓW
przy Chłopickim
Wstań ty i głosem gromu uderz ponad męże!
W imieniu twoim i głosie zwyciężę!
CHŁOPICKI
dominuje głosem nad zamieszaniem
Oddalcie się do domów w spokoju!
OFICER DĄBROWSKI
z dobytym pałaszem
wkracza z ulicy od strony parteru
na salę
za nim kilku żołnierzy z giwerami i nasadzonymi bajonetami
PUBLICZNOŚĆ
Co zaszło?!
ZAJĄCZKOWSKI
To generał Chłopicki mówi!
PUBLICZNOŚĆ
Słuchać! Cicho!
1. SATYR
Dziwo weszło wśród was i zawrzasło!
2. SATYR
Chcą wam napędzić strachu!
1. SATYR
Jakieś licho!
DĄBROWSKI
wskazując kilku oficerów Moskali
Aresztuję Waćpanów!
ŻOŁNIERZE
otaczają oficerów Moskali
CHŁOPICKI
ze swego miejsca
krzyczy
Precz stąd! Rozkazuję!
wskazując oficerów Moskali
Ja tych panów pod moją opiekę przyjmuję.
do Dąbrowskiego
Oddal się pan natychmiast! Wywiedź232 straż ze sali!
DĄBROWSKI
To chyba, panie, nie wiesz, żeśmy już powstali?
CHŁOPICKI
Naucz się wprzódy słuchać, gdy ci rozkaz dali!
DĄBROWSKI
Bierzesz odpowiedzialność?!
CHŁOPICKI
Milczeć! Rozkaz dany!
DĄBROWSKI
Że jesteś generale przez wszystkich słuchany,
niech to będzie dowodem.
ku żołnierzom swoim
komenderuje
Za mną marsz!
idzie ku drzwiom
ŻOŁNIERZE
idą za nim
wyszli
1. SATYR
Wyśmiany!!!
NIKE NAPOLEONIDÓW
do Satyrów, ku scenie
Precz stąd! — To w chwili, gdy naród do boju
porwał za broń zwycięską — wy tu na teatrze!?
wkracza na scenę, wiodąc za sobą Chłopickiego
PUBLICZNOŚĆ
Gdzie jest Chłopicki?!
NIKE NAPOLEONIDÓW
Wyszedł.
PUBLICZNOŚĆ
Wszak był tutaj z nami!
1. SATYR
Nie skłamię, jeśli powiem, że uciekł przed wami!
PUBLICZNOŚĆ
Tam mordują się! — Tam?! Gdzie?!
2. SATYR
W Belwederze!?
NIKE NAPOLEONIDÓW
osłoniła Chłopickiego skrzydłami;
deklamuje ze sceny, ku widowni
«Odejdźcie! — Niech się zamkną tej sali podwoje
i niech dawny porządek zajmie miejsce swoje!»
SATYRY
gaszą światła na scenie
PUBLICZNOŚĆ
Patrzaj — odejdźmy — już światło pogasło.
wychodzą tłumnie
Zapada kurtyna z gazy, przesłaniając widownię,
jeszcze oświetloną
NIKE NAPOLEONIDÓW
wypędza Satyrów
Precz wy stąd!
wydziera im liry i tłucze
1. SATYR
Uciekajmy, bo wróżkę szał bierze!
uciekają w kierunku widowni, za publicznością
NIKE NAPOLEONIDÓW
klęka przed Chłopickim
Klękam przed tobą, wodzu!
CHŁOPICKI
podnosi ją
NIKE NAPOLEONIDÓW
Daj dłoń na przymierze!
patrzy mu w oczy
Gdy wszyscy ciebie szukają,
ty jeden okryty chmurą.
CHŁOPICKI
Dzieci to z ogniem igrają.
NIKE NAPOLEONIDÓW
Ty jeden okryty chmurą,
gdy wszyscy za tobą patrzą.
CHŁOPICKI
Spokojem stałaś się gładszą,
ty piękna wyniosłą dumą.
NIKE NAPOLEONIDÓW
Tłumy za tobą krzyczą,
ty nie poddałeś się tłumom.
Wielkość w twoim każdym ruchu.
CHŁOPICKI
O siostro ty, mistrzyni moja w duchu.
Z tobą przez ognie dział, przez dym, kurzawę,
z tobą na świata skraj!
NIKE NAPOLEONIDÓW
Po Sławę.
CHŁOPICKI
Hej, po Sławę.
NIKE NAPOLEONIDÓW
Sławę ty ze mną masz, ja żywa tobie Sława.
CHŁOPICKI
A gdyby pójść — ?
NIKE NAPOLEONIDÓW
Gdzie?
CHŁOPICKI
Tam —
NIKE NAPOLEONIDÓW
A to co jest co — ?
CHŁOPICKI
To Sprawa.
NIKE NAPOLEONIDÓW
Nie — to uliczny wrzask — aleć go słuchać lubię
z daleka tak, ramieniem o cię wsparta,
dłońmi przesłonić twarz i słuchać,
jak tam podziemne te wulkany poczną wybuchać
i bić płomieniem w górę. —
Sprawa się zacznie, skoro ty staniesz na czele,
od ciebie rzecz zależy jedynie;
ty jeden najśmielszy w wierze,
ty jeden najśmielszy w czynie;
ciebie naród wodzem wybierze
i miłość całą swą w tym jednym zawrze synie233.
CHŁOPICKI
Gdy naród się zachwieje — ja mocą go postawię.
NIKE NAPOLEONIDÓW
Na wyżynach zwycięstwa ja zwycięstwo sprawię.
Już widzę, jak zwyciężasz, wódz!
CHŁOPICKI
Z mojej to woli.
Jeśli zechcę,
buławę w dłoń pochwycę sam.
Orły w mój rydwan wprzęgnę
i kędy zechcę — sięgnę.
NIKE NAPOLEONIDÓW
Po dyjadem — dyjadem tobie dam.
CHŁOPICKI
Gdy zechcę — dyjadem twój złoty
zedrę i wezmę sam.
NIKE NAPOLEONIDÓW
Otoś godzien miłości, ty dumny.
Światła na widowni powoli gasną
Słychać szum
CHŁOPICKI
A to, co słychać — ?
NIKE NAPOLEONIDÓW
Skrzydeł przelot szumny.
Siostry to moje lecą przez powietrze.
CHŁOPICKI
Po szybach wicher gra — brzęczą na wietrze.
To siostry twoje biegną?
NIKE NAPOLEONIDÓW
Orlice! — Ja tu z tobą, ty ze mną.
CHŁOPICKI
Przebiegły i skrzydłami zatrzęsły nade mną?
Ty jedna ze mną?
NIKE NAPOLEONIDÓW
Ty wódz jedyny.
CHŁOPICKI
Zwyciężę, skoro zechcę.
NIKE NAPOLEONIDÓW
Rzucęć pod nogi plon tej nocy,
tej nocy miasto ci oddam — chcesz?
CHŁOPICKI
Nie chcę.
NIKE NAPOLEONIDÓW
A chcesz pamięci po tobie?
Tej jednej zyskasz godziny!!
CHŁOPICKI
Jako?
NIKE NAPOLEONIDÓW
To ze mną graj.
CHŁOPICKI
O co?
NIKE NAPOLEONIDÓW
O twoje czyny.
Wymienię ci i wskażę
tryumfu górne szlaki
czyn po czynie — ty dobądź kart
Wszak masz przy sobie karty. — Daj.
Gdy wybierzesz jako krew czerwone
karowe albo kiery,
zwycięstwo masz zapewnione;
zaś czarne karty wyrzucone,
to bitwy i pozycje stracone.
Chcesz — graj. — Usiądźmy. — Rzuć!
CHŁOPICKI
rzuca kartę
NIKE NAPOLEONIDÓW
patrzy w kartę pochylona
Trzeciego dnia będziesz pierwszy, wygrana!
Patrzaj, trzy znaki czerwieni.
Trzy będą to twoje dni. — Co daléj?
CHŁOPICKI
rzuca kartę
NIKE NAPOLEONIDÓW
Patrz, znowu czerwień się pali,
wschodzi łuna płomieni
nad Warszawą —
ty się przejmujesz Sprawą!
CHŁOPICKI
rzuca kartę
NIKE NAPOLEONIDÓW
Upadłeś! — Książę ucieka.
CHŁOPICKI
rzuca kartę
NIKE NAPOLEONIDÓW
Upadłeś!
CHŁOPICKI
rzuca kartę
NIKE NAPOLEONIDÓW
Powracasz znowu! — —
zadaje mu kartę
A teraz, pomnij: wiktoria
na polach pod Warszawą?!
Chwila to niedaleka.
Rzucaj kartę i bierz!
CHŁOPICKI
rzuca kartę
NIKE NAPOLEONIDÓW
Przegrałeś!
zadaje mu kartę
Zwycięstwo w obozie Księcia
i Książę obezwładniony?!
CHŁOPICKI
rzuca kartę
NIKE NAPOLEONIDÓW
Przepadłeś!
CHŁOPICKI
Daj mi pole otwarte.
NIKE NAPOLEONIDÓW
przyzwala głową
CHŁOPICKI
rzuca kartę
NIKE NAPOLEONIDÓW
Przegrałeś! — Bledniesz!
łuna za oknami widowni
CHŁOPICKI
Tam gore!
Niech będzie na jedną kartę!
rzuca kartę
NIKE NAPOLEONIDÓW
Przegrałeś!
rzuca karty na ziemię
Addio amore!234
odbiega
CHŁOPICKI
upada na krzesło
W MIESZKANIU LELEWELA
Duży pokój na pierwszem piętrze. Z lewej dwa okna. Drzwi w głębi, wiodące do sieni. Z prawej drzwi do pokoju obok. Ściany żółte, pokryte szafami z półek prostych, na których stosy książek nieoprawionych. Stół, kilka krzeseł, kanapa. Na stole lampa, przyrządy pisarskie i rysownicze, blachy i rylce, medale, monety.
LELEWEL JOACHIM235
siedzi, pochylony nad stolikiem
w ręku trzyma monetę i szkło zwiększające
Czyja to może być moneta — ?
Napis już prawie nieczytelny.
B, O — Bolesław — ale który?
odkłada monetę
bierze książkę
Dla porównania weźmy dzieło...
słychać pukanie
ze sieni wpada:
BRONIKOWSKI236 KSAWERY
zdyszany
Jesteś, kochany? — — biegłem pędem
i ledwom dopadł rogu Freta.
Tuż za nim przez uchylone drzwi wchodzi:
HERMES237
przystaje u drzwi
BRONIKOWSKI
Wiesz co się dzieje?!
LELEWEL
Ciszej. — Cicho. —
Tam —
wskazuje na boczne drzwi z lewej
Tam mój ojciec stary — kona.
BRONIKOWSKI
Rzecz rozpoczęła się spragniona.
Byt zaczęliśmy nieśmiertelny.
Podchorążowie już powstali
i wzięli Księcia lub zabili.
Rząd trzeba złożyć, i tej chwili.
LELEWEL
Co mówisz?! — Dawno się gotuję; —
lecz dziś — gdy chwile policzone; —
ty wiesz, co dla tej Sprawy czuję. — —
Gdy każda jego dzisiaj chwila
może ostatnia być — — zmęczenie —
bezsenne noce — wczoraj — dalej —
już od tygodnia — jak nikogo
nie widywałem.
BRONIKOWSKI
Dzisiaj rano
przysięgę od nich odebrano
w kościele — czynił to Nabielak.
Nabielak stanął na ich czele.
W tej chwili w ruchu miasto całe.
A jutro już...
LELEWEL
Dzień nowy — !
Z dawna — tak — byłem już gotowy —
lecz dziś — co mówisz — nic nie słyszę,
bo tam — tam jestem cały słuchem,
bo — lada chwila — — tam jest siostra —
czuwa — więc cicho mówić muszę,
bo zasnął chwilę. — — — W tym, co mówisz,
ciężar ogromny spadł na duszę.
BRONIKOWSKI
Aleś ty jeden jest, człowieku,
konieczny. — Zebrać trzeba ludzi.
W chwili tej, gdy się naród budzi,
ty nie chcesz wziąć na siebie grzechu
niedbalstwa?
LELEWEL
Innych macie.
BRONIKOWSKI
Tyś przyrzeczenie składał, bracie.
Natychmiast zwołaj — spisz ich listę.
Poniechaj sprawy osobiste,
bo to jest rzecz ogromnej wagi,
to się stać musi.
LELEWEL
To się stanie,
co Bóg zakreślił w swojej woli,
nie to, co człowiek zaś ma w planie.
BRONIKOWSKI
Pan nie masz prawa.
LELEWEL
Serce boli.
Bóg wprzódy inne skreślił prawo.
Tu moje prawo — dziś, w tej chwili
od łoża ojca pójść nie mogę.
Nie pójdę nigdzie. —
BRONIKOWSKI
Czyś oszalał?!
LELEWEL
Nie będę mojej duszy kalał,
i tom pamięci ojca winien,
żem przy nim zostać dziś powinien.
Bóg, co ojczyznę z martwych wskrzesza,
snać238 sam mnie skazał dziś w odstawę
i innym w ręce daje Sprawę
a mnie z tej winy dziś rozgrzesza.
BRONIKOWSKI
Mam odejść z niczem?
LELEWEL
Z niczem — z niczem. —
BRONIKOWSKI
Z jak strasznym mówisz to obliczem — — ?
Ja tu biegłem i wbiegłem zdyszany,
bom sądził, że rozum zastanę,
że Pallas239, że wróżka Ulissa240
u ciebie przebywa z egidą —
a widzę, że nie słuchasz Pallady,
tylkoś wylękły, tylkoś blady,
nie rączy, jako człowiek czynu.
LELEWEL
Nie najdziesz u mnie Pallady,
nie najdziesz u mnie nadziei.
Przez myśli moich ognisko
cień przemknął się z Cheronei;
przetom wylękły, przetom blady.
Nie najdziesz Pallady, nadziei.
Raczej, to widzę, Hermes nagi
wszedł i u wrót tych z wężem czeka,
by duszę wieść człowieka,
gdyby dziś martwe ojca ciało
w mym ręku syna — tam ostało.
Dopokąd241 Bóg ten wrót mych strzeże,
dostępu nie ma tu Bóg inny.
Sądź przeto, bracie, czym jest winny — ?
Dzisiaj nic nie wiem, nie pamiętam.
Wszystko na dzisiaj we mnie zmarło
i łzy... ściskają...
BRONIKOWSKI
odchodzi
LELEWEL
Bądź zdrów. —
słucha pode drzwiami pokoiku ojca
wraca do stolika
usiada
bierze monetę i szkło zwiększające
Bolesław — ale który — ?
Napis — i rycerz na koniku —
z mieczem i tarczą — gwiazda z boku.
Wykopalisko. — Przerysuję.
Z rysunku łatwiej wymiarkuję242. —
rysuje
Cięży głowa.
Niejasno widzę. — Kształt się gubi.
przestaje rysować
HERMES
idzie w kierunku pokoiku bocznego
LELEWEL
zamyślony
Któż — ? Czartoryski — ja — Niemcewicz. —
Lubecki może — ? — Rzecz się złoży.
Sejm trzeba zwołać. — Palec Boży. —
Chłopicki! — — Sprawa się zaczyna.
Późno.
patrzy ku zegarowi
Już dziewiąta godzina.
HERMES
wchodzi we drzwi z prawej
do pokoiku ojca Lelewela
LELEWEL
wstaje
chwieje się
idzie do okna
stoi chwilę przy oknie
odchodzi od okna
ku stolikowi
usiada
zegar poczyna bić dziewiątą
Ze drzwi z prawej
wychodzi:
HERMES
prowadząc starego Ojca Lelewela
OJCIEC
idący za Hermesem ku drzwiom w głębi
zatrzymuje się w pół drogi
poza krzesłem syna
OJCIEC
Nie czekaj, stamtąd nikt nie wraca.
Żywemu tobie żywa praca.
Nie czekaj — jestem marny cień
i zgasnę, skoro błyśnie świt.
Padam, jak pada stary pień,
skruszały, zgnębion wielą243 lat.
Bierz jeno żywą szybką myśl
i gotuj Czyn i sposób244 Czyn
spólnością, zgodą kurnych chat.
Goń szybką myśl — myśl lotny puch,
przegania wichrem świat.
O spiesz, o spiesz, myśl lotny puch,
gnana w przestrzeniach wichrem burz.
Ockniesz się jutro w klątwie strat
a wtedy pojmiesz głębie win:
czym będzie jutro, czym jest dziś,
gdy błyśnie szary świt....
LELEWEL
zadumany
Jak starożytny grecki mit,
nieznany mężom życia bieg
i niezgadniony kresny czas,
gdy Kloto245 dzierga krosien ścieg.
Dzisiajże starzec ciężko legł,
gdy się obudza żądza mas
i pędem rwie i naprzód rwie
spólnością wszystkich klas.
Trzebaż, abym ja ognia strzegł
a ręce moje załamane
u wrót grobowca, który sypię
ojcu — mnież cieszyć się na stypie?
OJCIEC
O żegnaj, lice zadumane —
żegnaj, w dalekie idę kraje,
na elizejskie ciche gaje
i wzrok się myli, oczy lsną
i ledwie syna cię poznają,
bądź zdrów — o nie plam ty się krwią — !
LELEWEL
wstaje
Czemuż to ręce załamane?
Mój czyn — tam — znak — ostatni kres,
tam krew — mój ojciec kona tam
i ja w ustawnym żalu łez.
O precz — o precz — wyzwolin mnie,
bo mnie ten ciężar łzawy gnie.
Ja nie chcę łez — chcę krwi, chcę krwi! —
— Ojcze!
OJCIEC
O nie plam ty się krwią —
LELEWEL
Chcę krwi — ach głos — czyj szept, czyj cień — ?
Po szybach wicher brzękiem gra,
na ulicach się huragan zrywa.
Tłum ludzi pędzi — tam, to tu —.
Zmęczonym tak — o snu — o snu —
bezsennych nocy tyle
a tam się obudzą za chwilę,
tam wstają, gonią, rodzą myśl,
budują państwo — ognia żec246! —
O czemuż mnie nie wolno biec — ?
OJCIEC
Odchodzę precz, odchodzę precz —
próżno mnie twego serca strzec.
LELEWEL
Dzieła poczęli dziś część lwią.
OJCIEC
Synu, o nie plam ty się krwią.
LELEWEL
Wolność, dziś święto, dzisiaj czyn.
Myśl lotny puch — ulata precz —
tam Polska już poczęta rzecz.
OJCIEC
Byłeś mi wdzięczny syn...
LELEWEL
Precz łzy, precz smutku, precz, precz żal;
już myśl poczęła wielką rzecz,
myśl lotna, ścigła — precz łzy, precz...
OJCIEC
We wieczność idę, w dal.
LELEWEL
Potęgę sił mi tęgich daj!
Przemóc obawy, troski, znój,
biec tam, gdzie ma się zacząć bój
a Polska państwem letnich snów!
OJCIEC
oddala się ku drzwiom w głębi, za Hermesem
W spokojów wiecznych idę gaj.
Bądź zdrów, bądź zdrów, bądź zdrów.
przepada we drzwiach
LELEWEL
odwraca się
spostrzega drzwi otwarte
Ha! Co to — !? Czy kto przyszedł znów
mnie wzywać — co to? — Pusta sień.
Z pokoiku z lewej wchodzi
SIOSTRA LELEWELA
znużona
LELEWEL
patrząc na nią
Mój ojciec!!! —
w kierunku drzwi
Ojca mego cień!
SIOSTRA
wskazując drzwi pokoiku
niepewno cicho
Śpi — śpi — —
LELEWEL
cicho w myślach
Wiem, wieczny to już sen.
SIOSTRA
Nie śmiałam dotknąć skroni, czoła. —
LELEWEL
chce coś mówić
SIOSTRA
Ciszej. — —
LELEWEL
Głos zbudzić go nie zdoła.
Duch jego odszedł już daleko.
wchodzą oboje do pokoiku ojca
skąd tejże chwili Lelewel wraca
SIOSTRA
wraca i zatrzymuje się w progu pokoiku
Patrz, łzy z przymkniętych powiek cieką...
LELEWEL
Ostatnie jego do nas słowa...
SIOSTRA
Był ktoś u ciebie — wejść nie śmiałam,
lecz uchyliłam drzwi na chwilę.
Odeszłam odeń tylko tyle,
co was u drzwi słuchałam.
Prot właśnie nadejść miał w tej porze,
więc chciałam z nim prześcielić łoże,
bo sama nie byłabym w stanie... —
Skończyła się już nasza trwoga —
gdy odszedł duch od Boga.
Przez otwarte drzwi z korytarza wpada:
PROT, BRAT LELEWELA
przejęty radością
gdy ma wybuchnąć potokiem słów
z wieścią z miasta,
słowa mu giną i martwieją na widok brata i siostry
stojących bez ruchu
NIKE SPOD CHERONEI
wbiega tuż za nim
i przesłaniając go ręką w gwałtownym ruchu
mówi za niego:
Radość wam wróżę!
Umarli biorą róże!!
Mrą wasi wrogowie
i waszych świętości stróże
walczą! Idą w honorze!
Więzy zerwane!
Śmierć kosi! Przez ten dom dąży!
Zbudź się ludom chorąży!
Śmierć tobie wzięła trud
i ciężar, co ciąży.
Zbrój się w męczarni ducha!
Tam krew i zawierucha!! — — —
Czyż wy zdeptać miłości niezdolni?! —
Wy dziś już — wolni!!
bębny wojsk przechodzących daleko w ulicach
W ULICY
Wąska uliczka wiodąca od głębi ku przodowi; tyły domów, mury ogrodów. Dwie ulice wiodą w bok, jedna z prawej, druga z lewej. Na rozstaju ulic latarnia. W głębi widok się otwiera na szeroką ulicę: Krakowskiego Przedmieścia.
PALLAS
stoi w uliczce wąskiej
patrząca ku głębi
WOJSKO
przechodzi oddziałami w głębi z prawej ku lewej, wciąż w jednym kierunku
bębny biją
PALLAS
skrada się ku wylotowi uliczki
nawołuje
udając komendę
W lewo zwrot!
PORUCZNIK CZECHOWSKI247
idący główną ulicą wśród oddziałów
Naprzód marsz!
zwraca w ulicę wąską
ODDZIAŁ CZECHOWSKIEGO
odłącza się od głównej kolumny
wkracza w uliczkę wąską za dowódcą
PALLAS
kroczy przed nimi
CZECHOWSKI
Gdzie wiedziesz?
PALLAS
Do Arsenału!
Za tobą mnogie pójdą roty.
Uderzę ogniami szału.
Na loty, na loty, na loty!
CZECHOWSKI
Za tobą, Boża dziewico,
o Pallas!
PALLAS
Ja za przyłbicą
duch nieśmiertelnej siły.
Chodź ty, mój miły.
Jakież twe imię? Niech słyszę:
CZECHOWSKI
Czechowski.
PALLAS
Twe imię Sława ukołysze.
Twój dzień jedyny, ta noc jedyna.
Ojczyźnie twej zyskałam syna!
W drogę!
CZECHOWSKI
Naprzód marsz! Wiara?
Skończone królestwo Cara!
Do Arsenału!
przechodzą w uliczkę z prawej
bębny
PALLAS
zwraca się ku głębi
bo spostrzega, że
WOJSKO
przechodzi znów główną ulicą w dawnym kierunku
PALLAS
Hej! Stójcie — tam kto są? Gonią?
Hej! — Przesłoniły drogę skrzydłami.
Stójcie, ja z wami!
Gdzie dążycie?
Tu idzie o wasze życie.
Prowadzą was na zdradę!
A wy gonicie rade248.
ARES
wśród wojska, w głównej ulicy
Do Belwederu!
GENERAŁ ŻYMIRSKI
na koniu, wśród wojska, w głównej ulicy
Do Belwederu!
ARES
Trupami zaścielę pole!
Zwycięstwo biorę nad tłumem!
PALLAS
Rozłączasz się z rozumem.
Szaleństwem oszołomiony!
ARES
Grajcie trąby!
ŻYMIRSKI
Hej! Bęben, sygnały!
NIKI
lecą na skrzydłach
ponad głowami żołnierzy
w kierunku przechodzącego wojska
PALLAS
Oszalały! oszalały!
cofa się ku przodowi
WYSOCKI
wbiega z uliczki, z lewej
spostrzega Pallas
Ha, ty moja!
PALLAS
Ha, ty mój!
Jużeś pierwsze zwycięstwo wziął!
WYSOCKI
O patrz, jako mnie kirasjer ciął;
a tu na licu, patrzaj —
PALLAS
Rana!
Krew świeża, pozwól wyssać, pić.
Ty Sławą będziesz żyć!
PODCHORĄŻOWIE
wkraczają z uliczki, z lewej
zatrzymują się
PALLAS
Oto słuchaj, tam oni,
kolumny mnogie rycerzy,
w zaślepieniu idą na Belweder.
Ares, Ares szalony je goni.
A córy moje skrzydlate
we chmurze nad ich głowami,
nad wojska zwartą kolumną.
Jeden tylko głosu słucha mego
z jedynego tego jestem dumną.
Ten głos mój posłyszał tajemny
i z nocy korzysta ciemnej
i w boczną wiedzie ulicę
swój huf.
WYSOCKI
Gdzie szedł?
PALLAS
Ten poszedł do Arsenału.
Co tchu tam lećcie, a tłumom
rozdajcie bronie! Rwać bramy!
Słyszycie mnie!?
PODCHORĄŻOWIE
Słuchamy!!
GOSZCZYŃSKI
wchodzi z uliczki, z lewej
BELWEDERCZYCY
wchodzą za nim
PALLAS
A zasię teraz ja sama,
działająca świadomie,
zezwolę, by Ares uwierzył,
że zwyciężył. Tak z wami jedynie
dobędę Arsenału
i zamknę dla Księcia miasto.
Ares będzie mym więźniem w domie249,
w królewskim pustym pałacu,
gdzie się będzie cieszył niewiastą.
Wtedy pójdę doń i Słowem zbudzę.
STANISŁAW POTOCKI
w głębi
wchodzi z ulicy głównej
zbliża się
GOSZCZYŃSKI
Ktoś idzie — ?
PALLAS
Ktoś dostojny.
WYSOCKI
Stój!
POTOCKI
z daleka
Ty stój!!
WSZYSCY
przystanęli
POTOCKI
zbliża się
poznał Podchorążych
Dokąd to, dzieci?!
PALLAS
Gwiazda na czołach nam świeci,
gwiazda Bożej dumy.
WYSOCKI
Pójdź z nami, panie Potocki!
Gdy orzeł wzleciał nad nami!
POTOCKI
Milcz!! Każę!
WYSOCKI
Generale, nie żartuj z honorem!
POTOCKI
Nie ty stróżem mojego honoru!
WYSOCKI
Nie ujmuję Waszmości waloru.
Chcę, byś ty nam był wzorem.
Byś był pierwszy pośród bohaterów.
POTOCKI
Awanturnik.
NABIELAK
W łeb kulką!
WYSOCKI
O, panie Potocki.
Na kolanach cię prosimy.
klęka
PODCHORĄŻOWIE i BELWEDERCZYCY
stoją nieporuszeni
POTOCKI
się uśmiecha
WYSOCKI
Błagam.
Pójdź z nami. — —
POTOCKI
milczy
WYSOCKI
Milczysz — ?
PODCHORĄŻOWIE
Pójdź z nami.
klękają
POTOCKI
odwraca się
WYSOCKI
Milczysz — ?
PODCHORĄŻOWIE
powstają
WYSOCKI
Więc sami!
nawołuje
Dzieci, hej bracia, laury do podziału!
Do Arsenału! Do Arsenału!!
wychodzi
wyprowadzając oddział Podchorążych
oraz Belwederczyków
w uliczkę małą, z prawej
POTOCKI
pozostał
zadumany
PALLAS
staje przed Potockim
Ktoś ty jest? — że oni ciebie żądają.
Czyliś ty znaczny i możny?
Jakążeś ty znaczony potęgą,
że stajesz wprzek moich dróg?
Z czyich żeś ty sług?250
POTOCKI
marszczy brew
PALLAS
Czyli251 ty chcesz, by twoi przelewali krew
marnie?
I ty sądzisz, że ciebie nie ogarnie
ten lot orłów,
którychem252 ja pobudziła.
A wieszże ty, jaka jest siła,
co się dzisiaj w nocy przesila?
POTOCKI
opuszcza głowę, zasępiony
PALLAS
włócznią uderza go po głowie
Zapamiętaj się w twoim rozumie.
ZALIWSKI
na czele oddziału żołnierzy
wchodzi z małej uliczki, z lewej
To noc, niech kule biją.
komenderuje
Formuj front! — W lewo zwrot!
Marsz!!
PALLAS
Gdzie?!
ZALIWSKI
Do Arsenału!
PALLAS
wskazując Potockiego
Patrz!
ZALIWSKI
Kto tu jest?! Hasło! Stój!
POTOCKI
nieporuszony
Kto? — — — — — — — Swój.
ZALIWSKI
poznaje
salutuje
komenderuje
Prezentuj broń!
POTOCKI
dobywa szpady
komenderuje
Uchwyć za broń! — Baczność! — W prawo zwrot!
ZALIWSKI
Idziemy do Arsenału!
ODDZIAŁ ZALIWSKIEGO
usłuchał komendy Potockiego
i stoi odwrócony
POTOCKI
Naprzód marsz!
ODDZIAŁ ZALIWSKIEGO
poczyna iść
w uliczkę ku głębi
ZALIWSKI
staje przed oddziałem swoim
Gdzie?!!
POTOCKI
Milcz!!
ZALIWSKI
Tam droga do Belwederu! — Zdrada!!
POTOCKI
odsuwa Zaliwskiego szpadą
Ot służę — to moja szpada.
GŁOS
Moskale! Patrol żandarmów!
ODDZIAŁ ZALIWSKIEGO
cofa się ku przodowi
PATROL ŻANDARMÓW ROSYJSKICH
pojawia się w głównej ulicy
ZALIWSKI
do swoich
Formuj front! — Zejmij broń! W rękę broń!
POTOCKI
Stój!
ZALIWSKI
Zmierz się! Cel!
POTOCKI
Stój!
ZALIWSKI
Cel! Pal!
ODDZIAŁ ZALIWSKIEGO
strzela w głąb
PATROL ŻANDARMÓW ROSYJSKICH
wkracza w uliczkę wąską
OFICER ŻANDARMÓW
Hurra! Cel! — Hurra! Pal!
ZALIWSKI
do swoich
Na ziemię!
ODDZIAŁ ZALIWSKIEGO
przypada do ziemi
PATROL ŻANDARMÓW ROSYJSKICH
strzela ku przodowi
POTOCKI
który stoi nieporuszony
ugodzony
pada.
ZALIWSKI
Podnieść się! — Bajonet!
ODDZIAŁ ZALIWSKIEGO
nakłada bajonety
Naprzód marsz!
Naprzód leć!
PALLAS
Naprzód!
ZALIWSKI
Wiara! Tnij!
OFICER ŻANDARMÓW
Cel! Pal!
padają strzały
wielu z oddziału Zaliwskiego upada
ODDZIAŁ ZALIWSKIEGO
z bajonetami wchodzi ku głębi w uliczkę
PALLAS
biegnie ku głębi
Krwi! krwi!
PATROL ŻANDARMÓW ROSYJSKICH
cofa się
wyparty w głąb
ODDZIAŁ ZALIWSKIEGO
znika w ulicy głównej.
POSPÓLSTWO
z uliczki, z lewej
wlecze po ziemi Makrota
CHÓR
Szpieg! Szpieg! Powiesić, rozedrzeć, mordować!
MAKROT
Zmiłujcie się! Zmiłujcie się!
CHÓR
Szpieg! Szpieg! Powiesić, rozedrzeć, mordować!
MAKROT
Zmiłujcie się! Zmiłujcie się!
MŁODY GENDRE
w mundurze oficera rosyjskiego
wbiega z uliczki, z prawej
Stójcie! Stójcie!
TŁUM
zatrzymuje się
MAKROT
O ty miłosierny!
czepia się nóg wybawcy
wpatruje się w pochylonego nad sobą
nagle:
A wiecie, kto to jest?! To syn obwiesia,
najpodlejszego łotra syn. Przy Wielkim Księciu
jest jego ojciec przybocznym na służbie;
Zabijcie go!
rzuca się na młodego Gendra
Ty psie! Ty psie! Ty psie!
MŁODY GENDRE
dobywa pałasza
TŁUM
odbiera mu pałasz i łamie
MŁODY GENDRE
Ojcze! — A!!!
upada
Ojcze — — —
MAKROT
stoi nad trupem
ogłupiały
GŁOS
Teraz kolej na cię!
MAKROT
nasłuchuje
Stójcie! — Ktoś jedzie? — — —
TŁUM
słucha
oczekują
MAKROT
Kareta po bruku!
wjeżdża kareta
MAKROT
rzuca się ku karecie
Kto jedzie!?
WOŹNICA
Jenerał Nowicki253!
MAKROT
He? Kto, mówisz, jedzie?
TŁUM
otacza karetę
MAKROT
Patrzajcie! Chresty254 na piersiach na przedzie!
Zdrajca! Ty zdrajca Lewicki255! Znam ja cię!
Ha, ha, ha, przedajniku! Będziesz wisiał, bracie!
pada kilka strzałów
MAKROT
Och — trup! — trup!
1. GŁOS
Wyciągnąć trupa!
POSPÓLSTWO
wywleka trupa z karety
2. GŁOS
Zobaczcie kto to?!
WOŹNICA
Nowicki generał!
zeskakuje z kozła
2. GŁOS
Za Lewickiego zabit256! — Nieszczęście! Szlachetny
poległ za zdrajcę!
WOŹNICA
wyprowadza konia w boczną uliczkę
1. GŁOS
Kto rzekł, że to zdrajca!?
Kto nazwiska pomylił?
2. GŁOS
Wieszać!
TŁUM
wskazując Makrota
To on!!
2. GŁOS
Rajca!
We krwi mu wytrzeć pysk!
TŁUM
rzucają się na Makrota
przewracają na ziemię i wleką
Niech wisi w górze!
Naści257 pij! Na latarnię! Krew, krew, krew na murze!
porzucają trupa w ulicy
oddalając się w ulicę główną.
Popod murami skradają się:
KERY258
przypadają ku trupom leżącym
pochylają się nad trupami
ssające ich krew.
CHÓR
Ssaj z piersi wszystko złe,
jad wszelki wypij z ran.
KERA
pochylona nad trupem Makrota
Ten mój.
KERA
pochylona nad trupem Potockiego
Ten mój.
KERA
pochylona nad trupem młodego Gendra
Ten mój.
KERA
przypadła nad trupem Makrota
ssąca krew
To szpieg.
KERA
przypadła nad trupem Potockiego
To wielki pan.
KERA
przypadła nad trupem młodego Gendra
To nędzarz.
KERA
nad trupem Makrota
Wyssaj ból
i tul i pieść i tul.
KERA
nad trupem Potockiego
Gdy zejmiesz259 duszy jarzmo,
gdy wyżresz z duszy grzech,
poniesiem je na ostrów260,
na śmiech.
KERA
nad trupem młodego Gendra
Na śmiech.
KERA
nad trupem Makrota
Na śmiech.
W uliczce, w murze ogrodowym
słychać u furty przekręcanie klucza
furta się otwiera
wchodzi:
KSIĄŻĘ ADAM CZARTORYSKI261
zatulony w wielki płaszcz
rozgląda się
pozostaje w cieniu pod murem ogrodu
KERA
nad trupem Potockiego
Ktoś idzie....
KERA
nad trupem młodego Gendra
Człowiek żywy.
KERA
nad trupem Potockiego
Pod murem wstąpił w cień.
KSIĄŻĘ ADAM CZARTORYSKI
postąpił kilka kroków
we światło
nasłuchuje
bada
zamyślony
KERA
nad trupem Potockiego
Wystąpił.
KERA
nad trupem młodego Gendra
Mówi.
KERA
nad trupem Potockiego
Myśl swą waży.
KS. CZARTORYSKI
Korona — — — —
KERA
nad trupem Potockiego
O koronie marzy.
KS. CZARTORYSKI
zadumany
Gdzie pójść — ?
KERA
nad trupem Potockiego
Myśl swoją miej na straży.
KS. CZARTORYSKI
rozgląda się
By w głąb mej duszy się nie wdarli,
uniknę — — —
chce iść w kierunku ulicy
KERA
nad trupem Potockiego
wznosi głowę
Słyszą. — —
KS. CZARTORYSKI
zatrzymał się
pochylił się, by zbadać,
by dostrzec
Kto!?
KERA
nad trupem Potockiego
podnosi się
z ust jej ciecze krew
Umarli!
W PAŁACU ŁAZIENKOWSKIM
Przedsionek pałacu z kolumnadą.
Zwiędłe krzewy i cyprysy.
BOGINIE ZWYCIĘSTWA
prowadzą Aresa jako Tryumfatora
CHÓR BOGINEK
Zwyciężyłeś zwycięstwem Boga.
ARES
Przygiąłem opornych do stóp.
CHÓR BOGINEK
O piersi dumy ich uderza twoja ręka,
na karku pychy ich spoczęła twoja noga.
Pobrałeś rycerski łup.
ARES
Oto zbroja od upałów pęka.
Pot z liców ocieka kroplami.
Podajcie pić.
CHÓR BOGINEK
Zwyciężyłeś nad mnogimi ludami.
Po tej kąpieli krwawej
odrodzą się i poczną żyć.
ARES
Zdejmijcie zbroję, co krwawi.
Zdejmijcie z oczu kask.
Rozpłomienić domostwo ogniami.
Dziękczynne zapalić kadzidła
Zewsowi za wielość łask.
BOGINIE
podają mu pić
ARES
Nie wprzódy pucharu nachylę,
aż ojca obiatą262 zasilę.
przyjmuje puchar
wylewa część napoju na ziemię
BOGINIE
zapalają ognie na trójnogach
pałac się rozświetla
ARES
Czyjaż to ta siedziba pusta?
CHÓR BOGINEK
Polski ostatniego Augusta263
dom, stawion Hellenów sztuką.
ARES
Przecz264 serca nie stało wnukom
tu mieszkać — ?
CHÓR BOGINEK
Puste pokoje.
ARES
Rozewrzeć na ścież podwoje!
BOGINIE
otwierają drzwi główne pałacu
w głębi ukazuje się:
EROS
stojący w drugiej sali, okrągłej
CHÓR BOGINEK
Jakiż to chłopiec młody?
Rumieńcem kraśne jagody.
Łuk dłonią ujął złoty
i złotą strzałę waży.
Onże stoi265 na straży
w opustoszałym domie.
Kto jesteś piękny młody?
Czy Cypryda266 ciebie urodziła,
żeć267 tyle przydała urody
i lice dziwem okrasiła?
EROS
zmierza się łukiem
godząc w pierś Aresa
BOGINIE
wchodzą w głąb pałacu
Z głębi pałacu wiodą ku Aresowi
JOANNĘ
ubraną w wielki welon biały
i suknię białą w gwiazdy.
CHÓR BOGINEK
Wiedziem do cię miłośnicę,
bierz miłośny dar.
Patrz, lubieżna Afrodite268
wstaje ze śmiertelnych mar.
ARES
patrzy na Joannę
To blednie, to się płoni.
JOANNA
Eros mnie k’tobie goni.
Eros, Eros mnie ściga.
ARES
Cyprys269 mnie w tobie obdarza,
rumieńców licom przydaje.
JOANNA
Miłość rumieńców przymnaża.
Któż to mnie z nędzy dźwiga?
CHÓR BOGINEK
Cyprys, wszechwładna Afrodite,
przydałać270 godną świtę
i przykazuje kochanka.
JOANNA
Ja słusznej woli poddanka,
Erosa moc poznałam
i uwiedziona wojny znakiem,
na mieczów igrzysko wstałam
i jestem oto tu z orszakiem.
ARES
Pójdź, jakoś dla mnie przeznaczona.
JOANNA
Miłością k’ tobie271 pałam.
ARES
Cyprys cię zsyła niezwyciężona.
JOANNA
Przez wstyd mój i hańby pożyte
ty pomścisz mej niemocy.
ARES
Rycerze mnogie zabite
do twego rydwanu zaprzęgnę
i wszystkie zlękłe dosięgnę.
Patrz, oto wieńce zdobyte.
Pobrałem wszystkie tej nocy.
JOANNA
Złotem te wieńce uwite,
nie mego to kraju listowie.
ARES
Zdobyłem potęgą mocy:
teć biorą bohaterowie.
JOANNA
Ciebie ja to pragnęłam,
ciebie kocham.
W nędzy i lęku się gięłam,
że w nocach bezsennych szlocham
a teraz jużem wesoła.
ARES
Rozpogódź dziewo czoła.
JOANNA
A teraz jużem dumna.
Dotknęłam twego kolana,
chcę ciebie uznawać pana.
Poza mną, poza mną trumna,
poza mną Śmierć i lęk.
Weselny słyszę zgiełk i szum.
ARES
Uderzać mieczmi272 o tarcze.
Chcę słuchać zwycięskich dum.
w salach pałacu odzywa się muzyka
JOANNA
Twojej miłości wystarczę,
miłośnym chętna upałom.
ARES
Powaliłem rycerzy zastępy,
z pęt wyzwoliłem ducha;
rozkoszy śmierci zaznali,
ty zaznasz rozkoszy ciała.
JOANNA
Twoja je rozkosz ocali
z mąk ducha i ducha bolu.
O ty, któryś je porwał ogniem,
bierz rozkosz...
CHÓR BOGINEK
Powstaniem za jego głosem
i mnogie zapory pogniem.
On włady273 wojennym losem.
ARES
Zwycięstwo zyskałem w polu,
zwycięstwo zdobyłem krwi,
narody zbudziłem do życia.
JOANNA
Miłość zdobyłeś tajemną.
Byłam bolesną i ciemną,
serce pojmałeś z ukrycia.
ARES
Jakież cię nędze trapią,
jakież niepokoje cię łamią,
ty piękna, jeśliżem rzekł,
żem pobił i zwyciężył bojem — ?
JOANNA
To serce drży niespokojem.
Pobiłeś rycerze w boju,
lecz ja się troskam w niepokoju,
bo walczył wzajem mąż i brat
a nie wiem, jaki walki bieg
i nie znam jeszcze krwawych strat,
czyli mam płakać męża
a cieszyć się brata zdrowiem,
czy bratowego zgonu
płakać, a męża kląć zabójcę — ?
ARES
Zapomnij, zapomnij niewiasto.
W pożarach wzdęło się miasto
krzykiem i wojny wrzaskiem.
Otoczęć274 łun złotych blaskiem,
nacieszę widokiem plonu.
JOANNA
Zwycięski wchodzisz w te progi,
gdzie latmi275 zerdzałe wrzeciądze276
i czas upłynął mnogi,
jak nie wszedł nikt godny.
ARES
Wnoszę zwycięską moc.
Pobrałem zastępy tłumne
i podeptałem dumne.
JOANNA
Wzeszedłeś na jedną noc.
ARES
Na jedną noc ty moja.
JOANNA
Daj patrzeć — twoja to zbroja — ?
W bojach już razy tyle,
wskazuje leżącą opodal zbroję Aresa
Szczęsno spominać te boje,
wspominać zwycięstwa chwile
na smutku dzisiejszej żałobie.
ARES
W zwycięstwie myślę o tobie,
o tobie, miłośna pani
i dar twój biorę w ofierze.
JOANNA
Jesteś ten, któremu ja w dani
miłość moją przynoszę,
i ten, w którego wierzę.
ARES
wiedzie ją ku drzwiom pałacu
JOANNA
we wrotach zatrzymuje się
patrzy na Boginie
BOGINIE ZWYCIĘSTWA
stulają skrzydła
JOANNA
Co one robią?
ARES
Skrzydła kładą.
JOANNA
Nie będą walczyć — ?
ARES
Więcej nie. —
Cóż twarz twą w lęku chylisz bladą?
JOANNA
To źle. — — —
BOGINIE ZWYCIĘSTWA
kładą się do snu w przysionku pałacu
JOANNA
Co one czynią?
ARES
Sen je ściele.
Spełnione dzieło. — Patrzaj, wieńce
kładą pod czoła, snu spragnione. —
Cóż lice chowasz wylęknione?
JOANNA
Nie zbudzą się do walk?
JOANNA
Już nie.
Cóż drżysz i szlochasz w męce?
JOANNA
To źle. — — —
ARES
wiedzie ją w podwoje pałacu
muzyka coraz cichnie
KORA
jako królowa
pojawia się w salonach pałacu
JOANNA
Kto jest ta, która przechodzi
przez jasność sal, jako pani?
Wszyscy, jak jej poddani — ?
Jakaś cichość za jej każdym gestem —
jeno drzewa z ogrodu szelestem
drżą — — —
KORA
wchodzi do przedsionka pałacu
Oto pani jestem.
JOANNA
Powiedz piękna — zdajesz się władnąca,
czyliś nocy królowa tajemna?
Miłość nas wiedzie
a światła przed nami gasną
i droga staje się ciemna — ?
Oto miłośna w pałacu tym błądzę.
Ktoś jest — ?
KORA
Ja tutaj rządzę.
JOANNA
Oczy twe płomieniące,
dziw w oczach twych i głębie,
przetom zlękła, jako gołębie
i nogi pode mną drżące.
KORA
Zaszłaś w kraje tajemne.
Z Plutusem277 święcę gody
a oto teraz idę zwiedzać spichrze.
Oto część mej urody
straciłam na jesiennym wichrze
i na jesiennym chłodzie;
fala niesie po wodzie
moje złote kosztowne listowie.
Lecz cyt... — cicho — — tam groby,
tam pod ziemią śpichlerze,
tam idę.
zwraca się do orszaku
Podajcie złote klucze.
przyjmuje klucze
Zamykam nimi serca,
zamykam nimi dusze.
Oto wieki ożywię idące.
Wieki i lata, co przyjdą,
żyć będą ziaren tych treścią.
Ziemia rodzić będzie,
kędy siew padnie zdrowy.
Ludzi zbudzę, roześlę orędzie
na żywot — żywot nowy!
Pokoleniom ostawię czyny,
po ojcach wielkich — wielkie wskrzeszę syny —
kiedyś — — będziecie wolni!
Co złego w was i co marne,
to jako plewy i ziele złe zgarnę;
co chwastu na waszej roli
i co szkodzi wam i co was boli,
to ukoję — czasu przebiegiem.
Przejdziecie jeszcze niejedną nędzę
i niejedną przebolicie próbę.
A jeżeli lichego serca ludzie
w was samych gotują wam zgubę —
ja ich powołam — i jak plewo zmiotę!
I w ziarnach tu — na dnie — przechowam cnotę!
Za czas znów wrócę — i jeszcze razy wiele
przyjdę — Wiosna, z gwiazdą na czele
i żywot dam — tlejący w zgliszcz popiele! —
A dzisiaj — kres. — Krwi przelanej nie zmarnię.
Krwią pola a role użyźnię
i synów z krwi tej dam — kiedyś — Ojczyźnie.
Dzisiaj kres. — — —
JOANNA
Co ona mówi — !
KORA
To wola!
Słyszysz skargi Eola — ? — — —
Rządzę tu gospodarnie.
I zapęd, i siłę skryję,
przechowam lata długie
i kiedyś ich — — — — użyję!!
rozkłada ręce
W sen, w sen, w sen bogowie,
w sen ludzie, strudzone dusze!
Zaklinaniem was muszę278!
Wolę mam w Słowie!!
gestem
każe przejść Aresowi i Joannie
ARES i JOANNA
idą do wnętrza pałacu
światła za nimi gasną
KORA
staje wśród śpiących Bogiń
Hej wy boginie — w śnie — ?!
Hej, wy moi goście skrzydlaci.
Kiedyś przyjdzie znowu ten czas,
gdy Pallas wezwie was
i zwycięski dług wam zapłaci.
Zapamiętajcie słowa.
zamyka drzwi pałacu kluczem
DZIECI EOLA
w szumie drzew
Królowa — królowa — królowa — — —
KORA
zapada się
TEATRUM STANISŁAWA AUGUSTA
W Stanisławowskim parku, na ostrowie
jest teatrum Króla Jegomości.
Ponad wodą na podium jest scena,
przeciw sceny półkrągle dla gości.
Przeciw sceny na kamiennem otoczu
siedli w tronach wielcy tragikowie.
Co się kiedy na scenie tej dzieje,
patrzą oni, co dzieła tworzyli.
I tej nocy, gdy jesień się sili,
zeszedł księżyc w drzew suchych przeźroczu
i w tym dziwnym odblasku księżyca
sterczą rujny i w gruzach świątynie.
O północy, o dwunastej godzinie
przyszli ci, co w wojennym czynie
polegli, przyszli gromadą
i na stopniach na podium przysiedli,
oczekujący.
GENERAŁ GENDRE
Czas mnie, hej Boże, czas
na tamten lepszy świat.
Słowianin ja, wasz brat,
ja był z wami niezgodny,
podłości spętany kajdanem,
tak ja dziś stanął za majdanem,
dziś do mnie złość nie ma przystępu,
ani zawiść, ani małość podła;
Boża mnie to ręka wywiodła.
Bracie w męce, podajże ty dłoń.
STANISŁAW POTOCKI
Precz! — Dusza się moja wzdryga.
Co ty za duch — ty mój wróg;
nie ten ci mój — co tobie Bóg.
Jakoż podam dłoń?
GENDRE
Ja widzę, iż ciebie pali skroń.
Tyś powalony mieczem padł — ?
POTOCKI
Własny zabijał mnie brat
i własny syn złorzeczył.
Przekleństwem mnie Bóg strącił, Kat.
Jemużem dziś władztwa przeczył;
jakoż mnie pchnął los w ten bój,
gdym chciał boju powstrzymać i ognie;
czylim wiedział, że zapęd mnie pognie
i połamie, jak zbroję skruszałą
a serce się ozwało
za późno. — O syny, o ojczyzno, o bracia!
Daleko wy ode mnie, daleko.
Już mnie głosy wieczyste wezwały,
już tylko wołań mych echo
jękliwe w parku się błąka;
też mi czekać, bym rychło powiezion
był w miejsce spokoju, gdzie łąka
wiecznie kwitnąca; — —
a dusza jeszcze tęskniąca —
a serce, czego nie przebolało
żywe,
teraz się upomniało tęskliwe.
GENDRE
Wot tobie, duszo, upały
a sercu mojemu mroźno,
czyli mój syn ostał się cały?
Syn jedynak — dziecina miłości —
czy mi jego też Boh279 pozazdrości?
Czyli on też będzie ojcu towarzyszem
i w uścisk obejmie szyję
i pocałowaniem zmyje
z mych ust słowa trwogi i lęki
wyżenie280 precz i wypije — ?
O dziecię, o synu jedyny!
POTOCKI
Jakież były moje ciężkie przewiny?
Giną z oczu, zanikają z myśli. —
Otośmy tu duchy przyśli281,
rozkazem nieśmiertelnych wołani.
CHÓR POLEGŁYCH
Popłyniem polegli ku otchłani.
POTOCKI
Patrzę jeszcze w świat ten, jak zanika
i wraz tracę z myśli, co się stało;
coraz giną moje czyny i błędy,
jeno spokojność dziwna wszędy.
Jakież były moje przewiny?
Za broń wzięły ojce i syny
i na się wzajem godziły
w zapamiętaniu, w obłędzie. —
O jakożem stawał za sędzię
tym, co sprawiedliwie walczyli?
Zali282 sprawiedliwość i sąd
śmiertelnym nie największy błąd?
GENDRE
wśród oczekujących poznał syna
przygarnia go ku sobie
O syn mój, poznaję cię, synu!
Tyżeś to koło mnie, dziecino?
Sięgałeś ręką wawrzynu,
aż Śmierć zadzwoniła godziną
wskazane dla ciebie piętno.
Będzie twa dola pamiętną.
Lecz któż tę pamięć zapłacze,
twoją dumę i wolę junacką?
Zapłakałby i sam Car, kozacze,
że ty wmieszał się w tę bójkę lacką283
i padł pierwszy, jako podcięty kłos żyta;
jako jabłoń, gdy w płatkach okwita
i ostrzejsze powieją nań zwieje,
tak ty spadł, jak ten okwit, co mdleje.
I z ojcem, przy ojcowej piersi,
razem na tamten raj idziem najpierwsi.
Cóż nas czeka? Pójdziem ku otchłani,
przez piekielne pustynie gnani?
O gdzieżeś, pokoju wieczysty?
Kraj mamy przegonić ognisty — — — ?
SYN GENDRE
Ach ojcze, łzy cudze palą.
Łzy cudze na twarz mą upadły
i przez to lica syna twojego pobladły,
bo trwogą zjęty i strachem,
że te łzy zaciążą przed Bogiem,
bo ja zabójca był w tej wojnie z Lachem.
GENDRE
Synu, zabijałeś w obronie!
SYN GENDRE
Jakoż nie mieli walczyć,
gdy okręt i łódź ich tonie;
widno284 ognie i żar wrzał w ich łonie.
A ja byłem pośród nich przeklęty
i miecz mój i moja dola
i szedłem z tą klątwą do pola
i padłem, jako kłos zżęty.
Snać285 Boża była ta wola.
Pójdziem, ojcze jedyny, w kąt święty,
kędy Cary będą nasi ojce,
gdzie wszyscy równi i bliscy
i ci górni i wyniośli i niscy,
kędy będziem rówieśni mołojce286,
śród kwiecia, pośród uroków.
Rzucamy ten kraj mętów i mroków
i dusze oczyścim winni
i będziem za łaską Bożą,
jako są czyści i niewinni,
gdy przeminie czas piekieł niewoli.
Ach ojcze — — — !
GENDRE
Coć jest duszo-synu?
SYN GENDRE
Serce boli,
żem nie kochał — skorom był tam żywy
a mogłem być kochaniem szczęśliwy.
Żem był ojcze dla wielu ohydą
i iż nienawidzili mnie.
Więc, jak widzę ich, że teraz idą
razem ze mną i z nami, kędy przeznaczenie,
to mnie ściska ból serce i duszę,
i dumę moją dawną
i dawną pychę marną kruszę
i chciałbym uzyskać przebaczenie.
GENDRE
Śpij, uśnij dziecino-synu.
Śpij w wieńcu złotym wawrzynu;
położyć287 go dłoń Boska w dań.
Upadłeś, jako pierwsza brań.
SYN GENDRE
Tak tęsknię ojcze do świtu,
do jasnego, czystego błękitu;
bodaj zeszła ta trwóg pełna noc. —
Któż to może? — Kto to jest ten Bóg,
co posiada nieśmiertelną moc,
przegonić precz ciemnie i mgły
i sprowadzić pogodą kwietne sny
i powieść nas w jasność i światłość dróg?
GENDRE
O synu, przeklął nas Bóg.
O synu, nie pytaj starego,
ileć ręce zdziałały złego,
ilekroć ciebie pchnęły ku czemu,
i duszę skalały młodą.
Teraz nas wichry powiodą
w noc jeszcze większą i groźną.
O czujesz, jak wieją mroźno?
SYN GENDRE
O nic to, ojcze, te mrozy,
jeno łzy te bratnie i siostrzane;
tych straszną, palącą ranę
czuję —
ta rana wskroś duszę dojmuje
zabija, męczy, katuje.
Te łzy, które oni płaczą —
o patrzaj — na nich — przeklęli. — — —
POTOCKI
Odwrócili się ode mnie Anieli.
O kędyż jasne słońce?
Kędyż skrzydeł ich przedsłanne gońce?
Ostała przy nas noc i pustość strachu.
PALLAS
wchodzi
Kto tu się skarży?
CHÓR POLEGŁYCH
To my.
PALLAS
Kto wy?
CHÓR POLEGŁYCH
Spętane lwy.
PALLAS
Czyją wy ujęci ręką?
CHÓR POLEGŁYCH
Męką.
PALLAS
Kto was tu zaprzągł?
CHÓR POLEGŁYCH
Śmierć.
PALLAS
Wy padli, pierwszy łup. — —
A ty co za jeden? — Hej?
GENDRE
Trup.
PALLAS
A ty kto?
POTOCKI
Marny cień.
PALLAS
Wytniemy wszystkich w pień,
nim zejdzie dzień.
Przybędą towarzysze.
O patrzajcie, tam w oddali, w pałacu,
poprzez wodne spojrzyjcie kryształy:
oto dom z kolumnami.
Tam Ares w okowach miłości.
Za chwilę Ares będzie z nami
i wszystko ponurzy we krwi.
GENDRE
Potrząsaj ty daremno twą żerdź;
przecz nie wiesz, że Zews z ciebie drwi
i zapęd twój lwi
za czas się skończy?
PALLAS
Heu?
GENDRE
Przybył tu poseł gończy
i wężownicą potrząsał
i cały świat, co się dąsał,
ujął w spokój — i skon zapowiedział
a tyś, duchu wspaniały, nie wiedział,
że my spokoju czekamy
i że do łodzi zejść mamy
i płynąć na święte wody,
w wieczystą noc.
PALLAS
A ten młody?
GENDRE
Mój syn — nie budź — niech śpi.
Spokojność jemu oczy zawarła.
Calem290 bluźnił, że śmierć niezbłagana
żywot jemu w kras pełni wydarła,
aż oto szczęściem niezwodnym
ja ojciec sercem niegodnym
u łona go tulę na skon.
PALLAS
Kto idzie?
CHÓR POLEGŁYCH
Oto zwiastun — to on!
HERMES
wchodzi
Zbłąkane duchy — precz!
PALLAS
Zabieraj swoją właść291.
Co mieli pierwsi paść
w ofiarnicy mężów,
tych masz — oto pozbawieni orężów.
Bierz ich, jak swoją brań.
HERMES
Ty sama masz się oddalić.
Przynoszęć292 rozkazanie.
PALLAS
A czyjeż to przynosisz wołanie?
HERMES
Tyś ludy biegła rozpalić.
Oto ogniem spłonęło miasto.
Ares odebrał swą dań.
Wracaj niewiasto!
PALLAS
Jako Ares wziął swoje wiano?
Zwycięstwa mu nie dano.
HERMES
A oto Ares we chwale
zwycięstwem cieszy się cale293.
PALLAS
To złuda — to podstęp mój,
bym go miała dla mnie po niewoli.
HERMES
Jego już Zews nie zwoli. —
PALLAS
Podstęp!!!
HERMES
To twoja broń.
Zwołaj twoje duchy i zgoń.
Kres twemu władztwu kładę.
PALLAS
Śmieszże294 ty mnie niweczyć przez zdradę?!
HERMES
«Pójdziesz i zniweczysz Palladę»
Twój rodzic wyrzekł sam.
Zwołaj twe duchy i zgoń
i pilnuj do olimpijskich bram,
skądeś295 je zwołała.
PALLAS
Cóż pozostanie ludziom?
HERMES
Próżna chwała.
Będą walczyć, jako wydolą sami
a ty wracaj z Egidą i duchami,
z tarczą twoją, bijącą płomieniami
i dzidą, co wybija hasło.
PALLAS
Tam duchów tysiąc zawrzasło,
tam gore całe miasto.
Poczęli dzieło krwawe!
Mamże im odebrać Sławę?!
HERMES
Wracaj niewiasto! —
Wężowy chylę splot.
nachylił laski wężowej
PALLAS
schyla głowę
Uznajęć296, synu Mai.
HERMES
W lot!
PALLAS
nawołuje
Hej Zewsowe orły, które pioruny niosą,
niechajże się w ciszę oddalą!
Niechajże polecą ku szczytom,
ku górnym Hymetu297 śniegom,
ku sinym nad Hymetem błękitom!
Hej, Zewsowe dziewy, siostry płomienolice,
przybiegajcie powrotne z lotów.
Oto czas się dopełnił obrotów
i Zews groźny wasze wyrzekł granice.
Ku mnie wy z dalekosiężnymi skrzydły.
Ku mnie wy, co dzierżycie Sławę.
Bojową poczynaliśmy wrzawę,
zapalone narodów ołtarze
i oto porzucić Sprawę
Zews nam każe!
Hej do mnie, powrotne siostrzyce!
Hej do mnie, do mnie orlice!!
CHÓR POLEGŁYCH
patrzą ku stronie pałacu
Patrzaj, skrzydlate tam się chwieją,
w przedsionku nagły ruch.
Oneć298 słyszą i wracać nie śmieją.
Ku wodzie przygiął je słuch.
PALLAS
nawołuje ku stronie pałacu
Hej siostry, siostry orlice,
rzucajcie płonący dom!
Hej do mnie, do mnie sam!
Zwycięstwo wasze kłam!
Biegajcie, nim padnie grom.
CHÓR BOGINEK
przylatuje od strony pałacu
Wzywałaś, wzywasz — ?
PALLAS
Tak. —
Przysłany straszny znak,
wężowy splot.
Musimy siostry w lot
wracać. —
CHÓR BOGINEK
Kto każe nam — ?
PALLAS
Zews sam.
CHÓR BOGINEK
Rzucić wojenny miot — ?
PALLAS
Wracać.
CHÓR BOGINEK
Przecz299 Aresowa moc
połamie czar!?
PALLAS
Zwycięstwo wasze kłam!
CHÓR BOGINEK
Z naszej ręki Ares wziął dar
rozkazem twoim i wolą.
PALLAS
Wieńce Aresa niewolą.
Syt Sławy, zwycięstwa syt,
w gnuśności legł.
Zbudzi go straszny świt.
Pokąd go duch wasz strzegł,
Amorów wiązało pęto;
gdy ocknie się ze sennych larw,
gdy pojmie zdradę przeklętą,
gdy posłyszy jęk tych dziwnych harf
i trwogą zadrży niepojętą — — — ?
CHÓR BOGINEK
przejęte trwogą
Siostry — — — w lot, w noc!
Gaśnie już nasza moc,
już niedaleki świt.
PALLAS
Rozwińcie skrzydła, w drogę!
Widzicie tam szerzogę300 — ?
CHÓR BOGINEK
Mgły sine idą od pól,
wiatr ustał — drży po fali
kobierzec złotolistych szmat.
W oddali na wodzie ukazuje się:
ŁÓDŹ CHARONOWA
płynąca powoli
CHÓR BOGINEK
Ktoże301 to płynie z dali?
PALLAS
Ha! — Oto płynie łódź.
CHÓR BOGINEK
poznając
Człowiek podeszłych lat;
ogniem mu oko płonie.
Oto zwodzi302 łódź wielką przez tonie.
PALLAS
Dopełnion śmiertelny ból.
Oto Charon wiedzie im łódź
nieśmiertelną...
CHÓR POLEGŁYCH
O bródź Charonie, starcze bródź
przez fale, przez wody męt.
Wyzwolin nam przybliżasz czas.
O lituj nas, o lituj nas
w ohydzie ziemskich pęt.
POTOCKI
Czegom nie zaznał w ziemskiej doli,
pojmany w ognie pychy,
pojmany w ognie gniewu,
za tym stęsknione serce boli,
że wielki a byłem lichy.
Więc płaczę żal,
gdy mam się brać
przez noce płynąć fal
na tamten świat.
CHÓR POLEGŁYCH
Słuchajcie, skarży się nasz brat
Wtóruje jemu szept tych drzew
do żałosnego duszy śpiewu.
Snaćże303 litują jego doli,
za czym stęsknione serce boli.
Był wielki pychą, lichy sercem
a tymże samym jemu spłynąć
wód złotolistym kobiercem.
POTOCKI
Dałeś mi Panie wszystkie statki
i mnogie, mnogie włości
i w rzędzie pierwszych przed narodem
stawiłeś;
jednoś304 nie wszczepił w pierś litości,
żem się nie poczuł syn tej matki,
której pozgonne widzę dziatki,
jak ze mną idą bratnim chodem
w tę samą noc i toń i mrok.
Czemużeś Panie zaćmił wzrok,
żem nie mógł zaznać szczęsnej chwili
i być z tych, którzy mnie zabili
i sławę szczytną wzięli?
Onychże305 męka zbrodni pali,
na mnie się winy ciężar wali,
żem szedł ich czynom wprzek306.
O Panie, losów pęd tajemny;
przeznaczeń nieodmienny bieg.
Terazże mam w okrutnej skardze
zestąpić w czółno przewoźnika
na drogę do niezwrotnych rzek —
człowiek występny, człowiek ciemny — ?
Corazże pamięć już zanika. — —
O Panie, nie szczędź mi promyka,
daj słyszeć jeden śpiew litosny,
daj jeszcze słyszeć szept tych drzew.
Czy szemrzą — ? Jakaż cisza głucha — — ?
Ktoże to płynie mętem wód?
Ludże307 tych dusz za wiosłem słucha?
To bracia moi? — dusz ten lud?
We wodny zapatrzeni bród.
ŁÓDŹ CHARONOWA
pojawia się bliżej płynąca
CHÓR POLEGŁYCH
O bródź Charonie, starcze bródź
przez fale, przez wodny męt
nieśmiertelności cichą łódź.
Wyzwolin nam przybliżasz czas.
O lituj nas, o lituj nas
w ohydzie ziemskich pęt.
POTOCKI
rozgląda się wśród ruin sceny
Ojczyznaże to moja w złomie?
Na moimże308 to skazy domie?
Pałac się sypie w gruz...
Dla mnie to już przekleństwo wieczne
i miecze bratnie obosieczne
i łódź: śmiertelny mus — ?
Przebaczcie mi, przebaczcie mi,
rozpaczą żywie309 duch.
Oto się mój obłędny duch
tych czepia drzew,
gdzie szumiał śpiew
niedawny na mój skon310.
Gruzy koło mnie, spadły złom;
rozstąpił się ojczysty dom
i krew spłynęła z łon.
ŁÓDŹ CHARONOWA
podpływa przed scenę Teatrum
CHÓR POLEGŁYCH
O bródź Charonie, starcze bródź,
wyzwolin nam przybliżaj czas,
nieśmiertelności cichą łódź.
O lituj nas, o lituj nas
w ohydzie ziemskich złud.
HERMES
Skończony wasz i wczas311 i trud,
pora zejść w Acheronu312 bród,
zapomnień na was zejdzie moc.
Do łodzi precz, precz w noc!
Powiodę was przez ciemnie dróg,
goniec stygijskich wód.
wznosi wężownicę i zatacza nad głowami poległych
Tym oto berłem tnę przestrzenie,
pod berłem drży podziemny świat
i moce zlękłe wszystkiej ziemi.
Spełnioneć wasze przeznaczenie,
żal próżen ziemskich strat.
Rzucajcie świat —
kędy was berła gest pożenie313
wężami splecionemi!
Powiodę was przez ciemnie dróg,
w Acheronowy wwiodę bród,
jako wam losy znaczył Bóg.
Oto łódź czeka — zstąpcie w próg,
za świat — za świat — za świat!!
POLEGLI
zstępują do łodzi
HERMES
wstępuje w łódź
ŁÓDŹ CHARONOWA
odpływa
PALLAS
Igraszką byłam w ręku Boga
ja gwiazda, którą Bóg zapala.
Oto mnie Jego głos powala,
że odejść muszę.
CHÓR BOGINEK
Cóż będzie z narodem?
PALLAS
Bez pomocy mej ostanie sam.
Zapaliłam w narodzie dusze,
skąpałam męże we krwi.
CHÓR BOGINEK
Ostawisz ich z ich krwawym głodem?!
PALLAS
Naród będzie walczył z narodem.
Dałam im szczęścia błysk przez chwilę.
Nieszczęść dopełnią sami,
gdy krokiem pójdą wstecz!
Siostry w lot! — Wy ze skrzydłami precz!!
BOGINIE
na rozwiniętych skrzydłach
ulatują
ŁÓDŹ CHARONOWA
przepływa w oddali
W ALEJACH UJAZDOWSKICH
Drzewa wielkim schyliły się skłonem
bezlistnych, sczerniałych gałęzi.
Cała droga liściem uścielona,
które wiatr rozgania drgające.
Noc jeszcze. Widać w oddali,
jak wojska stanęły szwadronem,
w pogotowiu.
W. KSIĄŻĘ
sam
w mundurze, otulony w płaszcz
przechadza się wśród zeschłych liści
KURUTA
wchodzi
zbliża się powoli
Przybył generał...
W. KSIĄŻĘ
Małczat!
KURUTA
Właśnie przybył
W. KSIĄŻĘ
Małczat!
KURUTA
Jazdy pułki cztery
czekają.
W. KSIĄŻĘ
Niech czekają.
KURUTA
Co Książę rozkaże?
Wasza Cesarska Mość niech rozkaz wyda.
W. KSIĄŻĘ
Nie wydam.
KURUTA
Wydać trzeba.
W. KSIĄŻĘ
Na cóż to się przyda?
KURUTA
odchodzi
W. KSIĄŻĘ
Kuruta!
KURUTA
nadbiega
Wasza Cesarska Mość każe — — ?
W. KSIĄŻĘ
daje znak, by się zbliżył
Słyszysz ty ten szum liści i w liści pogwarze
szepty — ?
KURUTA
Wot znaczy? — — Podal stoją straże
i czekają rozkazów.
W. KSIĄŻĘ
Niechaj dzień nie wschodzi.
Kto to przybył — ?
KURUTA
Krasiński generał.
W. KSIĄŻĘ
Niech czeka.
KURUTA
I czemuż Książę rozkazy odwleka?
W. KSIĄŻĘ
To ty rozkazuj.
KURUTA
Nie wiem. — Ja nie umiem.
W. KSIĄŻĘ
Wyjdź przed front i klnij głośno.
KURUTA
Książę — nie rozumiem?
W. KSIĄŻĘ
Nie rozumiesz — ? Czy słyszysz, co te liście gwarzą?
kopie nogą liście
Szit, szit — szit, szit... szit, te liście marzą.
O czym? — O Wielkim Księciu...? Hej...
KURUTA
wzrusza ramionami
Wszak ci314 tu Wasza Miłość na czele wojsk stoi. —
Tak gotowi powiedzieć — że Książę się — boi.
W. KSIĄŻĘ
Boi się Wielki Książę nie ludzi, lecz Boga.
Jak dla mnie znajdzie drogę Bóg — tak minie trwoga.
KURUTA
odchodzi
W. KSIĄŻĘ
sam
KURUTA
wraca
zbliża się do W. Księcia
W. KSIĄŻĘ
w zaufaniu
Tak te drzewa na wiosnę — pędy puszczą nowe.
Tak teraz jest listopad, niebezpieczna pora.
Zaczęło się to wczoraj — tak wczoraj z wieczora
Od czego się zaczęło — i co to się stało?
Liście spadły, tak drogę zaścieliły całą.
Liście suche, szit, szit...
KURUTA
wzrusza ramionami
odchodzi
W. KSIĄŻĘ
sam
KURUTA
po chwili wraca
zbliża się do W. Księcia
Przebudziła się właśnie.
W. KSIĄŻĘ
Cóż?
KURUTA
Plecie od rzeczy.
W. KSIĄŻĘ
Cóż plecie — ?
KURUTA
wzrusza ramionami
W. KSIĄŻĘ
A niech plecie.
KURUTA
wzrusza ramionami
W. KSIĄŻĘ
Niech lekarz ją leczy.
KURUTA
milczy
W. KSIĄŻĘ
Nieprzytomna?
KURUTA
To właśnie — choć patrzy na oczy,
ręce ku czemuś wznosi i jak we śnie kroczy.
W. KSIĄŻĘ
Wynoś się!
KURUTA
Książę panie?
W. KSIĄŻĘ
Do drogi się zbierać!
KURUTA
Lecz właśnie Księżna pani nie da się ubierać
i zrzuca z siebie stroje.
W. KSIĄŻĘ
patrzy wielkimi oczyma
A! A! A! Wenera!
KURUTA
Wasza Miłość — ?
W. KSIĄŻĘ
spostrzegł Joannę
Ot moja pani.
JOANNA
we futrze, półubrana
wchodzi
PANNY
biegną za nią
W. KSIĄŻĘ
gestem zatrzymuje orszak
JOANNA
nuci
«Mówił ojciec do swej Basi:
biją w tarabany...».
Nie, to nie tak — — tak. — Mars mnie zabiera
na swoje łoże — w miłość.
W. KSIĄŻĘ
otula ją
JOANNA
O czemuś ty się przebudził?! Uciekasz?! —
Stój! — Stój kochanku! — —
wskazuje orszak panien stojący opodal
Patrzaj — to są moje
boginie uskrzydlone. — One swoje stroje
zwinęły; — czyli skrzydła rozchylą nad głowy?
Czyli znowu ulecą? —
jakby powtarzała za kim
Bądź zdrowa. —
jakby mówiła do kogoś
Bądź zdrowy. —
Gdzie ty biegniesz? — Tyś w twoje zwycięstwo uwierzył!
Patrzaj — tyś oszukany!!! — Pożar się rozszerzył!!
Ratuj mnie!! — Miłość moja wiąże cię w niemocy?!
Pusty pałac — ? Jak czarne okropne otchłanie. —
Noc i straszliwa głuchość. — Ulituj się panie!
On odpycha mnie! Pęta miłości mej zrywa!
Ja byłam z tobą — w śnie moim szczęśliwa — —
przytomnieje
szeptem
To sen był — — taki był mój sen — tej nocy.
W. KSIĄŻĘ
prowadzi ją ku głębi
sanie zajeżdżają w głębi
JOANNA
usiada w saniach
obok niej usiada jedna z panien
W. KSIĄŻĘ
odszedł od żony
przesyła jej z daleka całusa
Adieu — adieu Żaneto.
krzyczy
Konia!
Żołnierze wprowadzają w głębi konia
GENERAŁ WINCENTY KRASIŃSKI
wchodzi
Sanie z W. Księżną odjeżdżają
W. KSIĄŻĘ
zapatrzony za odjeżdżającą W. Księżną
nagle zwraca się
spostrzega Krasińskiego
usiłuje sobie przypomnieć
Prawdali315 to? — Jest prawda? — Tak. — Pardon. C’est vrai316.
Lecz mnie uwierzyć trudno. — Tak już widzę. Chcę.
Ja was każę powiązać!
wpatruje się w Krasińskiego
Nie — to jest udanie.
Ja was każę powiązać!
KRASIŃSKI
obojętnie
Wiąż.
W. KSIĄŻĘ
O polski panie!
Wiązać Was? — —
wpatruje się w Krasińskiego
Nie. Ja tak was ostawić nie mogę.
Wy buntowni. — Wy, jakoż nie? Tak wy Polacy.
I jakoż wy, wy polscy, wy byliby tacy,
żeby rzucić swą Sprawę — swoją Polskę rzucić
i stać po stronie Cara? — Wy potężni.
Jak ja patrzę się na was tak — że wy orężni,
tak ja blednę. — Wybaczcie przyjacielu, bracie,
ale wy moje wrogi mnie — wy się nie znacie.
Tak wy zdrajce!
KRASIŃSKI
w gniewie
Zamilcz! — —
ochłonął
głosem stłumionym
Wybacz książę.
Wasza Cesarska Mość w obłędzie gada
i nie zważa na cios, gdy ostre słowo pada,
słowo błędu.
W. KSIĄŻĘ
Ja jasno widzę. Ja upadłem.
Upadłem już. — Już w ogniach, hej, pobladłem.
Ja już skończyłem się. A teraz wy gwiazdami.
Tak na was czas — wy nie będziecie z nami.
Nie łudzę się. Nie, nie chcę. Zostaniem wrogowie.
Tak ja was upokorzyć chcę — wy, wy panowie!
Dlaczego jeszcze tu? — Tam miasto się gotuje.
Tam pożar wre. Powstanie? Szał. Wszyscy orężni.
Błyskawice wstrzymali w pędzie — i potężni!
A wy — czemu wy tu? — Tak ja się o was boję.
Wy trupy — — — jeśli ze mną związani w przymierze.
Wy nie wierzycie w Polskę — ? Co? — A ja w nią wierzę!
wpatruje się w Krasińskiego
KRASIŃSKI
Nie widzi Car, co polską wziął koronę,
że my tam trupów naszych ścielem mosty.
Nie widzi Wielki Książę brat, żeśmy wbrew woli
narodu, co nas woła tam — u jego boku
stanęli, jako mur, co brata chroni
i dzisiaj, gdy nam Bóg na Wolność dzwoni,
my nie o sobie myślim w takiej chwili,
lecz by tej szczędzić krwi, co tam się leje,
gdyście jej tyle w kaźniach roztrwonili,
krwi naszej spodleni złodzieje.
Zginął Potocki, Blumer, Nowicki generał
a przy Potockim byłem ja, kiedy umierał,
gdy śród poległych trupa wyszukano.
Zginął Trębicki, Siemiątkowski zginął.
Ja, Wielki Książę, jeżelim ocalał,
to nie na to, bym honor mój w podłości kalał,
by mnie pod pręgierz bezwstydu stawiano.
Nie macie prawa pytać, Książę, w co ja wierzę.
Pewna, że mnie z podłością nie wiąże przymierze.
oddaje szpadę
W. KSIĄŻĘ
Zostaw ty to! — I waruj tu, jak pies, u moich nóg;
Ha, ha! — Gdy polskie ozwało się serce,
tak ja pokażę wam, kto wasi zdzierce.
Sumienia obrachunek zrobię. Spłacę dług.
Tam, pod pokojami Belwederu, tam w lochu
człowiek jest, od lat kilku zamkniony.
Tak to perła. — Tak ty nie czujesz się zarumieniony
przede mną?!
Tak ty mówisz, że masz serce i czujesz?!
Ty spojrzyj jemu w twarz —
nawołuje
Hej! Straż!
KURUTA
wbiega
W. KSIĄŻĘ
szepce mu do ucha
KURUTA
staje zdumiały
W. KSIĄŻĘ
przynagla gestem
KURUTA
odchodzi
W. KSIĄŻĘ
Skończył się Wielki Książę —
zrywa z piersi gwiazdę i ordery
depce nogami
Precz, precz — depcę, gardzę.
To nic — to wszystko dał mi Car. — Nie chcę — nie.
nasłuchuje
Słyszycie — tam — ? Ta noc, jak wicher hula — dmie
W noc taką skonał ojciec mój. — —
nagle trwoży się
Ja nie był jego kat!
krzyczy
zasłaniając oczy
to brat — to brat, to brat, to brat, to brat!!
KRASIŃSKI
stoi nieporuszony
w głębi armaty przeciągane przejeżdżają
ku prawej stronie
W. KSIĄŻĘ
idzie ku generałowi Krasińskiemu
chwyta go za guz munduru na piersi
śmieje się
wskazuje w głąb
KRASIŃSKI
patrzy we wskazanym kierunku
W. KSIĄŻĘ
Tak ja tu klejnot mam! — Ja ci pokażę.
Prometeusz317 wasz polski.
wskazuje
Ot, wiodą go straże.
WALERIAN ŁUKASIŃSKI
ślepy
w łachmanach, w kajdanach na nogach i rękach
wchodzi
prowadzony przez straż
STRAŻ
wiąże Łukasińskiego do armaty
zdejmują mu kajdany z nóg.
Słychać dzwony z Warszawy
W. KSIĄŻĘ
idzie ku głębi
dosiada konia
STRAŻ
oddala się od Łukasińskiego
ŁUKASIŃSKI
poczuł, że straż już się odeń oddaliła.
I poczuł, że chwila wolności nadeszła,
ta chwila, w której go wiodą;
choć skuty w kajdany,
do działa związany,
to jednak ci jego wrogowie,
jak tchórze tej chwili
zadrżeli, zwątpili —
powietrze czuć swobodą.
I poczuł, że bracia
wzlecieli orłowie,
wzlecieli tam w Warszawie;
że dzwony, co biją,
wieść niosą gloryją,
że wstali bohaterowie.
«Wytrwania! Wytrwania,
o dajże im Boże,
niech siły ich się nie zmarnią.
Bądź srogie więzienie
wieczyste me łoże
i żywot jedyną męczarnią.
Niech wloką, niech wloką,
niech w lochy zakują,
niech sępy żreją me ciało,
by ino tym braciom,
co dzwonią w Warszawie,
zwycięstwo się walki dostało.»
I dłonie przed siebie wyciąga i słucha,
wiew każdy powietrza czuje
i twarz mu się mieni,
w zachwycie jest ducha,
spełnione dzieło zgaduje.
Uklęka — łzy cieką,
pierś łkaniem się wstrząsa,
radością płonie oblicze
i szepce, a trudno mu słowa się wleką,
modlitwy łka tajemnicze:
«O pójdziesz ty kiedyś
mój duchu na gody
za kaźń twą, żywota gorycze.
W tych dzwonach z Warszawy
do ciebie to gońce:...»
Witaj — Jutrzenko — swo—bo—dy — — ,
za to—bą — zba—wie—nia — Słoń—ce318.
powstaje
KRASIŃSKI
przesłania twarz dłońmi
W. KSIĄŻĘ
rusza z miejsca
Rozpoczyna się pochód.
Przypisy:
1. szerz — dziś popr.: szerokość. [przypis edytorski]
2. giwera — karabin. [przypis edytorski]
3. wraz (daw.) — zaraz. [przypis edytorski]
4. tarcz — dziś popr.: tarcza. [przypis edytorski]
5. Egida (mit. gr.) — tarcza Ateny. [przypis edytorski]
6. spisa — włócznia. [przypis edytorski]
7. Pallas (mit. gr.) — przydomek Ateny, bogini mądrości i sprawiedliwej wojny. [przypis edytorski]
8. mężobójczy (daw., z łac. vir: mąż, obywatel, człowiek) — zabójczy; por. mężobójstwo: zabójstwo. [przypis edytorski]
9. Hymet — pasmo górskie na płd.-wsch. od Aten. [przypis edytorski]
10. Ossa — góra w Tesalii, przylegająca do Olimpu. [przypis edytorski]
11. Pelion — miejsce bitwy, w której Aleksander Wielki pokonał Ilirów w 335 p.n.e.; z uwagi na rytm słowo czytamy tu czterosylabowo (Pe-li-jo-nu). [przypis edytorski]
12. Maraton — miejsce bitwy stoczonej w roku 490 p.n.e., w której wojska ateńskie pod dowództwem Miltiadesa pokonały armię perską. [przypis edytorski]
13. Salamina — miejsce bitwy morskiej stoczonej w 480 p.n.e., w której mniejsza liczebnie flota grecka rozgromiła Persów, wykorzystując warunki naturalne (wąską zatokę). [przypis edytorski]
14. Termopile — miejsce bitwy stoczonej w 480 p.n.e., w której wojska spartańskie pod dowództwem Leonidasa uległy przeważającym siłom perskim. [przypis edytorski]
15. Aleksander Wielki a. Aleksander Macedoński (356–323 p.n.e.) — król Macedonii z dynastii Argeadów w latach 336–323 p.n.e., uczeń Arystotelesa, zwycięzca w wojnie z Persją, jego podboje zainicjowały epokę hellenistyczną; oblężenie fenickiego miasta Tyr przez wojska Aleksandra Macedońskiego miało miejsce w roku 332 p.n.e. [przypis edytorski]
16. Achilles — bohater Iliady Homera, syn Peleusa, króla Ftyi, i Tetydy, boginki morskiej. [przypis edytorski]
17. Hektor — bohater Iliady Homera, syn Priama i Hekaby, króla Troi, brat Parysa i Helena. [przypis edytorski]
18. Roma — Rzym. [przypis edytorski]
19. coś Sławie przydała mocy — Wyspiański, za Słowackim, wywodzi tu od sławy nazwę plemion słowiańskich (sławiańskich wg jednej z form zapisu w romantyzmie). [przypis edytorski]
20. Teutonowie — jedno z plemion niemieckich, przen.: Niemcy. [przypis edytorski]
21. Witold Kiejstutowicz, zwany Wielkim (ok. 1350–1430) — wielki książę litewski, brat stryjeczny Władysława Jagiełły. W latach 1382–1385 oraz 1390 przejściowo sprzymierzony z Krzyżakami przeciw Jagielle. [przypis edytorski]
22. Ares (mit. gr.) — bóg wojny i szału bitewnego; jego rzymskim odpowiednikiem jest Mars. [przypis edytorski]
23. Boży-Bicz — właśc. Atylla (406–453), wódz Hunów, twórca imperium, walczący z Cesarstwem Rzymskim. [przypis edytorski]
24. Zews — dziś popr. Zeus, najważniejszy z bogów, władca Olimpu, brat Posejdona i Hadesa, syn Kronosa, patronujący zjawiskom na niebie, zwłaszcza piorunom. [przypis edytorski]
25. Gorgona (mit. gr.) — potwór, którego spojrzenie zmieniało przeciwników w kamień. [przypis edytorski]
26. przytomny (daw.) — obecny. [przypis edytorski]
27. Tartar (mit. gr.) — najciemniejsza i najstraszniejsza część krainy zmarłych. [przypis edytorski]
28. kazać — tu: rozkazywać, przemawiać. [przypis edytorski]
29. rozprężem — forma skrócona ze względu na rytm wiersza; dziś popr.: rozprężymy. [przypis edytorski]
30. Kery (mit. gr.) — boginie zemsty i gwałtownej śmierci, przedstawiane w postaci drapieżnych ptaków. [przypis edytorski]
31. dajmon — demon. [przypis edytorski]
32. Nike (mit. gr.) — bogini zwycięstwa (Wyspiański odchodzi nieco od mitologii, mówiąc o wielu Nike, a w dodatku wiążąc niektóre z bitwami przegranymi). [przypis edytorski]
33. Nike Fidiaszowa — Nike rozwiązująca sandał; płaskorzeźba wykonana w V w. p.n.e., w okresie klasycznym sztuki starożytnej Grecji, pierwotnie znajdowała się w świątyni Ateny Nike na Akropolu. Wedle współczesnych badań wykonanie płaskorzeźby postaci Nike przypisywane jest Kallimachosowi, a czynność, którą wykonuje bogini w tym przedstawieniu interpretowana jest nie jako zawiązywanie sandału rozwiązanego w biegu (jak we wcześniejszej tradycji i u Wyspiańskiego), ale jako rozwiązywanie sandałów przed wejściem do świątyni. [przypis edytorski]
34. Napoleonidzi — byli żołnierze walczący w Wielkiej Armii Napoleona. [przypis edytorski]
35. Pod Moskwę, na gniazdo Carów, wiodłam Cezara Franków — wzmianka dotycząca wyprawy Napoleona I na Rosję w 1812 r. [przypis edytorski]
36. odzyszczesz (daw. forma) — dziś: odzyskasz. [przypis edytorski]
37. ramiony — dziś popr. forma N.lm: ramionami. [przypis edytorski]
38. dźwirza (reg.) — drzwi, wrota. [przypis edytorski]
39. uwadziłam — zawadziłam, zaczepiłam. [przypis edytorski]
40. Gorgona (mit. gr.) — potwór, którego spojrzenie zmieniało przeciwników w kamień. [przypis edytorski]
41. zwolić — tu: pozwolić, zezwolić, dopuścić. [przypis edytorski]
42. Trojej — dziś popr. forma D.lp: Troi. [przypis edytorski]
43. Odys — ulubieniec bogów, awanturnik, mężny, a przede wszystkim sprytny wojownik, król Itaki, mąż Penelopy. Bohater Odysei Homera, która opisuje jego dziesięcioletnią podróż powrotną spod Troi. Wyspiański napisał o nim dramat Powrót Odysa. [przypis edytorski]
44. jeśliże — konstrukcja z partykułą wzmacniającą -że; znaczenie: jeśli więc, jeśli zatem. [przypis edytorski]
45. na cudzymże chcą orać zagonie (...)? — konstrukcja z partykułą wzmacniającą i pytającą zarazem -że; znaczenie: czy na cudzym zagonie chcą orać? [przypis edytorski]
46. niżal — dziś: niż, niżeli. [przypis edytorski]
47. właść — własność. [przypis edytorski]
48. czegoże — dziś częściej w formie skróconej: czegóż. [przypis edytorski]
49. rówien — dziś: równy. [przypis edytorski]
50. któren — dziś popr.: który. [przypis edytorski]
51. któren wzeszedł w gaju Maratonu — Miltiades Młodszy (ok. 554–488 p.n.e.) ateński wódz i polityk, zwycięzca spod Maratonu. [przypis edytorski]
52. Helios (mit. gr.) — bóg i personifikacja słońca. [przypis edytorski]
53. zwól — pozwól, dopuść. [przypis edytorski]
54. sprząż — dziś: sprzęgnij. [przypis edytorski]
55. Cheronea — miejsce bitwy stoczonej 2 sierpnia 338 r. p.n.e., w której wojska Filipa II Macedońskiego zwyciężyły nad siłami ateńsko-tebańskimi, co spowodowało utratę niezależności przez państwa-miasta greckie. [przypis edytorski]
56. usty — dziś popr. forma N.lm: ustami. [przypis edytorski]
57. Marsjasz (mit. gr.) — satyr z Frygii, specjalista w grze na aulosie, wyzwał na pojedynek muzyczny Apollina, a po przegranej został obdarty przez niego ze skóry. [przypis edytorski]
58. Eol (mit. gr.) — władca wiatrów. [przypis edytorski]
59. mierzwa — słoma stanowiąca podściółkę dla bydła. [przypis edytorski]
60. kierz (reg.) — krzak. [przypis edytorski]
61. wstanąli — konstrukcja z partykułą pytającą -li; inaczej: czy wstaną. [przypis edytorski]
62. zwarzyć — czasownik od war: wrzątek; tu: zniszczyć przez działanie zbyt niskiej temperatury. [przypis edytorski]
63. ląże — dziś popr.: lęgnie. [przypis edytorski]
64. przecz (daw.) — dlaczego, czyż; tu: przecież. [przypis edytorski]
65. Maciejowice — miejsce bitwy stoczonej 10 października 1794, w której wojska Tadeusza Kościuszki przegrały z wojskami rosyjskimi, a sam Kościuszko ranny dostał się do niewoli. [przypis edytorski]
66. otośmy (...) zawarły — konstrukcja z ruchomą końcówką czasownika, inaczej: oto zawarłyśmy. [przypis edytorski]
67. gach (daw., gw.) — kochanek. [przypis edytorski]
68. kęs — odrobinę, chwilkę. [przypis edytorski]
69. Wysocki, Piotr (1797–1875) — pułkownik Wojska Polskiego, przywódca sprzysiężenia podchorążych, które doprowadziło do wybuchu Powstania Listopadowego. [przypis edytorski]
70. giwer gwer (daw.) — karabin. [przypis edytorski]
71. porze — dziś popr.: pruje, przecina. [przypis edytorski]
72. srom (daw.) — wstyd. [przypis edytorski]
73. wyżenie (daw. forma) — wygna. [przypis edytorski]
74. gorą — płoną. [przypis edytorski]
75. wyżeniem — wygonimy. [przypis edytorski]
76. zapalę ich duchy, jak pochodnie; / niech lecą spełnić zbrodnię; / wężami osmagam twarze — Pallas Atena jest tu charakteryzowana tak, że ma po części cechy Erynii, bogiń zemsty (pochodnie w dłoniach, węże zamiast włosów). [przypis edytorski]
77. rozedrzej — dziś popr. forma: rozedrzyj. [przypis edytorski]
78. mściwce — mściwcy; mściciele. [przypis edytorski]
79. k’nam — skrócone od: ku nam; do nas. [przypis edytorski]
80. poima — pojmie, obejmie, tu: oplącze, opasa. [przypis edytorski]
81. wolej — dziś popr. forma C.lp: woli. [przypis edytorski]
82. porą — dziś popr.: prują, przecinają. [przypis edytorski]
83. zagorą — zagorzą; zapalą się. [przypis edytorski]
84. dan — forma skrócona od: dany. [przypis edytorski]
85. pełnią się — tu: zapełniają się. [przypis edytorski]
86. imać — chwytać. [przypis edytorski]
87. nie zazdrosnyśże — czy nie jesteś zazdrosny (daw. konstrukcja z partykułą -że). [przypis edytorski]
88. rabaty — barwne wyłogi wojskowego munduru. [przypis edytorski]
89. bajonet (daw.) — bagnet. [przypis edytorski]
90. kolet — rodzaj kaftana wojskowego. [przypis edytorski]
91. wyciągli — dziś popr. forma: wyciągnęli. [przypis edytorski]
92. zamkli — dziś popr. forma: zamknęli. [przypis edytorski]
93. wyoralim (daw. forma) — wyoraliśmy. [przypis edytorski]
94. grześć — grzebać, kopać. [przypis edytorski]
95. sieść — dziś popr. forma bezokolicznika: siąść a. siadać. [przypis edytorski]
96. wnijdziecie — dziś popr.: wejdziecie. [przypis edytorski]
97. ozwarte — rozwarte, otwarte. [przypis edytorski]
98. Grudzińska, Joanna (1791–1831) — morganatyczna małżonka Wielkiego Księcia Konstantego Pawłowicza Romanowa. [przypis edytorski]
99. Wielki Książę — Konstanty Pawłowicz Romanow (1779–1831), wódz naczelny Wojska Polskiego i faktyczny wielkorządca Królestwa Polskiego; za sprawą ślubu z Polką, Joanną Grudzińską, zrzekł się prawa do dziedziczenia tronu rosyjskiego. [przypis edytorski]
100. Kuruta, Dimitri Dimitriewicz (1770–1838) — zastępca Wlk. Ks. Konstantego na stanowisku dowódcy Wojska Polskiego, Grek z pochodzenia. [przypis edytorski]
101. Gendre, Aleksiej Andriejewicz (1776–1830) — generał major Armii Imperium Rosyjskiego, członek sztabu Wlk. Ks. Konstantego, funkcjonariusz przybocznej tajnej policji księcia; zginął w czasie ataku na Belweder w noc wybuchu powstania listopadowego, zakłuty bagnetami przez członków sprzysiężenia podchorążych. [przypis edytorski]
102. Order Złotego Runa — odznaczenie nadawane przez dunastię Habsburgów, jeden z najważniejszych orderów na świecie. [przypis edytorski]
103. wsio (ros.) — wszystko. [przypis edytorski]
104. postój (z ros.) — zatrzymaj się (ó oznacza tu o akcentowane). [przypis edytorski]
105. słuszajus (ros.) — słucham. [przypis edytorski]
106. kniaź — książę. [przypis edytorski]
107. Zarudzki, Iwan Martynowicz (zm. 1614) — ataman kozacki, pojął za żonę Marynę Mniszchówną, żonę Dymitra Samozwańca, przeciwnik dynastii Romanowów. [przypis edytorski]
108. gospodyn (z ros.) — pan. [przypis edytorski]
109. znam (ros.) — wiem. [przypis edytorski]
110. zadość (daw.) — dosyć. [przypis edytorski]
111. mudry po rozkazu (ros.) — mądry według rozkazu. [przypis edytorski]
112. swobodno (ros.) — wolno. [przypis edytorski]
113. małczaj (ros.) — milcz. [przypis edytorski]
114. niezawodno — niezawodnie. [przypis edytorski]
115. chrest (daw.) — krzyż; tu w lm chresty: wyświęcenie, błogosławieństwo. [przypis edytorski]
116. paszoł! (ros.) — idź sobie! [przypis edytorski]
117. adieu (fr.) — do widzenia. [przypis edytorski]
118. kamràt (ros.) — towarzysz, przyjaciel, druh. [przypis edytorski]
119. pozawczora — przedwczoraj. [przypis edytorski]
120. wsiowładztwo (ros.) — wszechwładza. [przypis edytorski]
121. małczaj (ros.) — milcz. [przypis edytorski]
122. wsio (ros.) — wszystko. [przypis edytorski]
123. wot (ros.) — o, oto. [przypis edytorski]
124. wsiej (ros.) — cały. [przypis edytorski]
125. plein pouvoir (fr.) — pełna władza, władza całkowita. [przypis edytorski]
126. znasz (z ros.) — wiesz. [przypis edytorski]
127. westalka — kapłanka rzymskiej bogini Westy, zobowiązana do pilnowania świętego ognia i do zachowania dziewictwa w trakcie pełnienia tej funkcji. [przypis edytorski]
128. bankrot — bankrut. [przypis edytorski]
129. padlèc (ros.) — człowiek podły. [przypis edytorski]
130. postój (z ros.) — zatrzymaj się (ó oznacza tu o akcentowane). [przypis edytorski]
131. Innym dziś niźli indziej — Jestem dziś inny niż kiedy indziej. [przypis edytorski]
132. Lamartine, Alphonse de (1790–1869) — francuski poeta romantyczny, polityk, zwolennik pacyfizmu. [przypis edytorski]
133. cale (daw.) — całkiem, tu: wcale. [przypis edytorski]
134. nié ma — czyt.: ni ma (daw. tzw. é pochylone lub ścieśnione). [przypis edytorski]
135. wiater — dziś popr. wiatr. [przypis edytorski]
136. donia — panna. [przypis edytorski]
137. czełowièk (ros.) — człowiek. [przypis edytorski]
138. Boh (ros.) — Bóg. [przypis edytorski]
139. duràk (ros.) — dureń, głupiec. [przypis edytorski]
140. zwoleństwo — pozwolenie. [przypis edytorski]
141. teorban (daw.) — instrument muz. podobny do lutni, lecz grający w niższej tonacji. [przypis edytorski]
142. Mazepa, Iwan (1639–1709) — hetman Ukrainy Lewobrzeżnej od 1687. [przypis edytorski]
143. Majestè (fr.) — wasza wysokość. [przypis edytorski]
144. adieu (fr.) — żegnam. [przypis edytorski]
145. addio (wł.) — żegnam. [przypis edytorski]
146. gospodarczy — tu: gospodarzący; przedsiębiorczy. [przypis edytorski]
147. przeźre — dziś popr. forma: przeżre. [przypis edytorski]
148. Sancho Pansa — giermek don Kichota, bohatera powieści Cervantesa. [przypis edytorski]
149. sobaka (ros.) — suka, pies. [przypis edytorski]
150. ukaz (ros.) — zarządzenie. [przypis edytorski]
151. wsio (ros.) — wszystko. [przypis edytorski]
152. miarkować (daw.) — rozumieć, orientować się, wnioskować. [przypis edytorski]
153. Goszczyński, Seweryn (1801–1876) — polski poeta romantyczny, rewolucjonista, żołnierz powstania listopadowego. [przypis edytorski]
154. cale (daw.) — całkiem, tu: wcale. [przypis edytorski]
155. Nabielak, Ludwik (1804–1883) — poeta, krytyk literacki i dziennikarz, organizator nieudanego ataku na Pałac Łazienkowski w pierwszym dniu powstania listopadowego. [przypis edytorski]
156. Demeter — bogini zbóż, pól uprawnych i rolnictwa, siostra Zeusa. [przypis edytorski]
157. Kora a. Persefona (mit. gr.) — córka bogini Demeter, podstępem poślubiona przez Hadesa. [przypis edytorski]
158. Orkus (mit. rzym.) — bóg władający podziemnym światem zmarłych, odpowiednik gr. Hadesa. [przypis edytorski]
159. nieodbycie (daw.) — koniecznie. [przypis edytorski]
160. kędy (daw.) — gdzie. [przypis edytorski]
161. żenie (daw. forma) — gna. [przypis edytorski]
162. jeno (daw.) — tylko. [przypis edytorski]
163. także się smutkiem lice mroczy — tu: konstrukcja z partykułą -że; inaczej: tak więc się smutkiem lice mroczy. [przypis edytorski]
164. przedsię (daw.) — jednak. [przypis edytorski]
165. przykrać, przykreć — konstrukcje z partykułą wzmacniającą -ci, skróconą do -ć; znaczenie: bardzo przykre. [przypis edytorski]
166. w łożnice (daw. forma) — w łożnicy. [przypis edytorski]
167. trefić (daw.) — układać w loki. [przypis edytorski]
168. kosa (daw.) — warkocz. [przypis edytorski]
169. tyżeś się stała — konstrukcja z partykułą wzmacniającą i pytającą zarazem -że; inaczej: czy ty się stałaś; czyż ty się stałaś. [przypis edytorski]
170. nie sąć one nieznośliwe — konstrukcja z partykułą -ci, skróconą do -ć; inaczej: nie są ci one nieznośliwe (tj.: nie są one wcale trudne do zniesienia). [przypis edytorski]
171. pierwejże — konstrukcja z partykułą wzmacniającą -że; znaczenie: najpierw przecież. [przypis edytorski]
172. przedsięś przepomniała (daw.) — konstrukcja z ruchomą końcówką czasownika; inaczej: przedsię przepomniałaś; znaczenie: zapomniałaś jednak, zapomniałaś chyba. [przypis edytorski]
173. lecie — latem. [przypis edytorski]
174. społy — społem, wspólnie. [przypis edytorski]
175. macierze (daw. forma) — dziś: (dla) macierzy; tj. dla matki. [przypis edytorski]
176. Styg — właśc. Styks, rzeka opływająca podziemną krainę umarłych. [przypis edytorski]
177. Hymen (mit. gr.) — bóg małżeństwa i zaślubin. [przypis edytorski]
178. królowy (daw. forma) — dziś: królowej. [przypis edytorski]
179. przedsię (daw.) — jednak. [przypis edytorski]
180. stróżka — kobieta pełniąca straż, pilnująca czegoś. [przypis edytorski]
181. chudoba — dobytek, zwł. ruchomy; tu: plony. [przypis edytorski]
182. imże w barłogu zimnym gnić — konstrukcja z partykułą -że; znaczenie: czy mają gnić w zimnym barłogu. [przypis edytorski]
183. niechaj — zaniechaj; tj. zaprzestań czegoś, porzuć coś. [przypis edytorski]
184. łęg — podmokła łąka. [przypis edytorski]
185. ino (daw.) — tylko. [przypis edytorski]
186. cale (daw.) — całkiem, zupełnie. [przypis edytorski]
187. ninie (daw.) — teraz. [przypis edytorski]
188. Hekate (mit. gr.) — sprzyjająca ludziom bogini czarów i rozdroży. [przypis edytorski]
189. Eumenidy (mit. gr.) — Erynie, uosobienie wyrzutów sumienia i pragnienia zemsty, przedstawiane jako stare kobiety z wężami zamiast włosów. [przypis edytorski]
190. Tartar (mit. gr.) — najciemniejsza i najstraszniejsza część krainy zmarłych. [przypis edytorski]
191. obiata — pogańska ofiara ze zwierząt lub płodów rolnych. [przypis edytorski]
192. Lubowidzki, Mateusz (1787–1874) — wiceprezydent Warszawy, znienawidzony przez mieszkańców jako szef policji. [przypis edytorski]
193. Ja nie winowat (ros.) — ja niewinny. [przypis edytorski]
194. wraży (daw.) — obcy, wrogi. [przypis edytorski]
195. ciąg — dziś popr.: ciągnij. [przypis edytorski]
196. Judyta (bibl.) — bohaterka Księgi Judyty, zabójczyni wodza asyryjskiego Holofernesa, uchroniła w ten sposób swoje rodzinne miasto Betulię. [przypis edytorski]
197. notturno (wł., muz.) — nokturn, nastrojowy utwór muzyczny. [przypis edytorski]
198. takoj sczezł — tak zginął. [przypis edytorski]
199. wsio buntowszczyki (ros.) — wszyscy buntownicy. [przypis edytorski]
200. inexpressible (fr.) — nienadające się do nazwania, tu: bielizna. [przypis edytorski]
201. pełni — tu: wypełnia, napełnia. [przypis edytorski]
202. Vraiment — c’est une dame. Je deviens Polonais (fr.) — Naprawdę — to jest dama. Staję się Polakiem. [przypis edytorski]
203. Potocki, Stanisław Florian (1776–1830) — uczestnik powstania kościuszkowskiego, w momencie wybuchu powstania listopadowego pozostał wierny władzom rosyjskim. [przypis edytorski]
204. charmant garçon (fr.) — czarujący chłopiec. [przypis edytorski]
205. Bon soir, mon ami, cher prince (fr.) — dobry wieczór, mój przyjacielu, drogi książę. [przypis edytorski]
206. Que dit-on etc. (fr.) — Co mówi się o mnie? Warszawa ma się uciszyć. Będzie się mówić o was przed cesarzem! Wydajcie rozkaz! Mój kochany: marsz na Warszawę i zmasakrować wszystkich. [przypis edytorski]
207. Comment? Tu restes muet? (fr.) — Jak to? Milczysz? [przypis edytorski]
208. wodewil — komiczne widowisko sceniczne przeplatane piosenkami. [przypis edytorski]
209. à propos (fr.) — odnoszący się do tematu, tu: aktualny, na czasie. [przypis edytorski]
210. Faust — postać literacka, mędrzec który zawarł pakt z diabłem, bohater dramatu Faust J.W. Goethego, do którego fabuły luźno nawiązują wydarzenia z wodewilu. [przypis edytorski]
211. Mefistofeles — diabeł, postać literacka m. in. z Fausta J.W. Goethego. [przypis edytorski]
212. łapy po sobie — rusycyzm; popr.: (...) przy sobie. [przypis edytorski]
213. czyli — czy z partykuła pytajną -li; znaczenie: czy też, czy może. [przypis edytorski]
214. niepewno — dziś popr.: niepewnie. [przypis edytorski]
215. spiec raka (daw.) — zaczerwienić się. [przypis edytorski]
216. podżegać — podpalać. [przypis edytorski]
217. bez mała — niemal, prawie. [przypis edytorski]
218. Forra! Forra! (daw.) — precz! [przypis edytorski]
219. Pandora (mit. gr.) — pierwsza kobieta, wysłana na ziemię jako kara dla Prometeusza. [przypis edytorski]
220. rad (daw.) — zadowolony. [przypis edytorski]
221. feu (fr.) — ogień, tu prawdop.: oświetlenie teatralne. [przypis edytorski]
222. pisz na Berdyczów (daw. przysł.) — pisz tam, gdzie list i tak nie dojdzie, przen.: nie znajdziesz mnie. [przypis edytorski]
223. ino (gw.) — tylko. [przypis edytorski]
224. Je protège la loi, l’effronterie enfin je vous permet de vivre; connaissez la grâce suprème: (fr.) — chronię prawo i bezczelność, ostatecznie pozwalam wam żyć; znajcie najwyższą łaskę: [przypis edytorski]
225. Point des rêveries, właśc. point de reveries, messieurs! (fr.) — „żadnych mrzonek, panowie”; cytat anachroniczny: słowa te wypowiedział w 1856 r. car Aleksander II w Warszawie do delegacji polskich marszałków, którzy przyszli rozmawiać o możliwości przywrócenia autonomii Królestwa Polskiego. [przypis edytorski]
226. Je protège le viole, l’escroquerie dans des ordres, qui vont se suivre. C’est mon loyale système: — Chronię gwałt i oszustwo w rozkazach, które będą wykonywane. Oto mój lojalny system: [przypis edytorski]
227. Quand on vous verra fideles, reptiles (fr.) — Kiedy będziecie nam wiernymi, gady. [przypis edytorski]
228. Vous serez invités à la cour (fr.) — będziecie zaproszeni na dwór. [przypis edytorski]
229. Vous pourrez marier les dames gentilles, des dames, qui étaient mes amours. Je danserais moi-même fleuri: (fr.) — będziecie mogli poślubiać piękne damy, damy które były moimi kochankami, a ja sam, rozkwitając, będę tańczył. [przypis edytorski]
230. Polonais, point des rêveries (fr.) — Polacy, żadnych marzeń. [przypis edytorski]
231. Vive la loi, l’effronterie; c’est Dieu, qui vous donne la raison: »Polonais, point des rêveries«. (fr.) — niech żyje prawo, bezczelność, to właśnie Bóg dał wam rozum: Polacy, żadnych marzeń. [przypis edytorski]
232. wywieść — wyprowadzić. [przypis edytorski]
233. synie (daw. forma) — dziś: synu. [przypis edytorski]
234. Addio amore! (wł.) — do widzenia, kochany. [przypis edytorski]
235. Lelewel, Joachim (1786-1861) — historyk i polityk. [przypis edytorski]
236. Bronikowski, Ksawery (1796–1852) — publicysta i działacz polityczny. [przypis edytorski]
237. Hermes (mit. gr.) — syn Zeusa i Mai; bóg kupców, złodziei, podróżnych, opiekun dróg, posłaniec bogów (szczególnie Zeusa), odpowiedzialny także za odprowadzanie dusz zmarłych. Przedstawiany z laską herolda oplecioną dwoma wężami, w uskrzydlonym kapeluszu podróżnym oraz w sandałach ze skrzydłami, dzięki którym szybko podróżował. [przypis edytorski]
238. snać (daw.) — widocznie. [przypis edytorski]
239. Pallas (mit. gr.) — przydomek Ateny, bogini mądrości i sprawiedliwej wojny. [przypis edytorski]
240. Uliss — Odyseusz, ulubieniec bogów, awanturnik, mężny, a przede wszystkim sprytny wojownik, król Itaki, mąż Penelopy. Bohater Odysei, która opisuje jego dziesięcioletnią podróż powrotną spod Troi, wspomagany przez Atenę. [przypis edytorski]
241. dopokąd — dopóki. [przypis edytorski]
242. wymiarkować (daw.) — zorientować się. [przypis edytorski]
243. wielą lat (daw. forma) — dziś: wieloma latami. [przypis edytorski]
244. sposobić — przygotowywać. [przypis edytorski]
245. Kloto (mit. gr.) — jedna z trzech Mojr, przędąca nić ludzkiego żywota. [przypis edytorski]
246. żec — zażec, zapalić. [przypis edytorski]
247. Czechowski, Leon (1797–1888) — żołnierz, kawaler orderu Virtuti Militari za bitwę pod Olszynką Grochowską. [przypis edytorski]
248. rade — zadowolone. [przypis edytorski]
249. w domie — dziś popr. forma Msc.lp: w domu. [przypis edytorski]
250. Z czyich żeś ty sług? — z czyich jesteś sług; komu służysz. [przypis edytorski]
251. czyli — czy z partykułą pytajną -li. [przypis edytorski]
252. którychem ja pobudziła — konstrukcja z ruchomą końcówką czasownika; inaczej: których ja pobudziłam. [przypis edytorski]
253. Nowicki, Józef (1766–1830) — generał Wojska Polskiego, omyłkowo zabity w czasie Nocy Listopadowej. [przypis edytorski]
254. chrest (daw.) — krzyż. [przypis edytorski]
255. Lewicki (1761–1841) — generał rosyjski, dowódca Warszawy. [przypis edytorski]
256. zabit — daw. forma skrócona od: zabity. [przypis edytorski]
257. naści (reg.) — masz. [przypis edytorski]
258. Kery (mit. gr.) — boginie zemsty i gwałtownej śmierci, przedstawiane w postaci drapieżnych ptaków. [przypis edytorski]
259. zjąć (daw.) — dziś: zdjąć. [przypis edytorski]
260. ostrów (daw.) — wyspa. [przypis edytorski]
261. Czartoryski, Adam Jerzy (1770–1861) — polski polityk, prezes Rządu Narodowego Królestwa Polskiego w 1831, później znacząca postać Wielkiej Emigracji. [przypis edytorski]
262. obiata — pogańska ofiara ze zwierząt lub płodów rolnych. [przypis edytorski]
263. ostatni August — Stanisław August Poniatowski (1732–1798), ostatni król Polski. [przypis edytorski]
264. przecz (daw.) — dlaczego. [przypis edytorski]
265. Onże stoi — konstrukcja z partykułą -że w funkcji wzmacniającej i pytającej; znaczenie: czy on stoi. [przypis edytorski]
266. Cypryda (mit. gr.) — przydomek Afrodyty, bogini miłości, urodzonej z piany morskiej w pobliżu Cypru. [przypis edytorski]
267. żeć (...) przydała — że ci przydała; że ci ofiarowała. [przypis edytorski]
268. Afrodite (mit. gr.) — Afrodyta, bogini miłości. [przypis edytorski]
269. Cyprys (mit. gr.) — przydomek Afrodyty, bogini miłości, urodzonej z piany morskiej w pobliżu Cypru. [przypis edytorski]
270. przydałać — skrót od: przydała ci. [przypis edytorski]
271. k’ tobie — ku tobie, do ciebie. [przypis edytorski]
272. mieczmi — dziś popr.: mieczami. [przypis edytorski]
273. włady — władający; władny. [przypis edytorski]
274. otoczęć — skrócone od: otoczę cię. [przypis edytorski]
275. latmi — skrócone od: latami. [przypis edytorski]
276. wrzeciądze — urządzenie do zamykania bramy. [przypis edytorski]
277. Plutus — właśc. Pluton, rzymski odpowiednik Hadesa, boga podziemnej krainy umarłych. [przypis edytorski]
278. musić (daw.) — zmuszać. [przypis edytorski]
279. Boh (ros.) — Bóg. [przypis edytorski]
280. wyżenie — wygoni. [przypis edytorski]
281. przyśli — dziś: przyszli. [przypis edytorski]
282. zali (daw.) — czy. [przypis edytorski]
283. lacką — polską. [przypis edytorski]
284. widno — tu: widocznie, najwyraźniej. [przypis edytorski]
285. snać a. snadź (daw.) — widocznie, najwyraźniej. [przypis edytorski]
286. mołojec — młody żołnierz kozacki, przen.: zuch. [przypis edytorski]
287. położyć — tu skrócone od: położy ci. [przypis edytorski]
288. ukaźny (z ros.) — wykonany według rozkazu; tu: służący do wykonania kary (chłosty). [przypis edytorski]
289. łoza — witka; cienka, długa i sprężysta gałązka (tu: jako narzędzie wykonywania kary chłosty). [przypis edytorski]
290. calem bluźnił — inaczej: cale bluźniłem; bluźniłem zupełnie. [przypis edytorski]
291. właść (daw.) — to, czym się włada. [przypis edytorski]
292. przynoszęć — skrócone od: przynoszę ci. [przypis edytorski]
293. cale — w pełni, całkowicie. [przypis edytorski]
294. śmieszże — znaczenie: czy śmiesz. [przypis edytorski]
295. skądeś je zwołała — skąd je zwołałaś. [przypis edytorski]
296. uznajęć — skrócone od: uznaję cię. [przypis edytorski]
297. Hymet — pasmo górskie na płd.-wsch. od Aten. [przypis edytorski]
298. oneć — konstrukcja z partykułą wzmacniającą ci, skróconą do -ć; one ci. [przypis edytorski]
299. przecz (daw.) — dlaczego, z jakiego powodu (przez co). [przypis edytorski]
300. szerzoga (daw.) — tu: mgła. [przypis edytorski]
301. ktoże (daw.) — dłuższa forma konstrukcji z partykułą wzmacniającą od: któż. [przypis edytorski]
302. zwodzić — tu: prowadzić, sterować. [przypis edytorski]
303. snaćże — widocznie też. [przypis edytorski]
304. jedno nie wszczepił (daw.) — tylko nie wszczepiłeś. [przypis edytorski]
305. onychże — tamtych to. [przypis edytorski]
306. wprzek — w poprzek, wbrew. [przypis edytorski]
307. ludże (...) słucha — inaczej: czy lud słucha. [przypis edytorski]
308. na moimże to skazy domie — inaczej: czy to na moim domu skazy. [przypis edytorski]
309. żywie (daw. forma) — żyje. [przypis edytorski]
310. niedawny na mój skon — szyk przestawny; inaczej: na mój niedawny skon. [przypis edytorski]
311. wczas (daw.) — odpoczynek. [przypis edytorski]
312. Acheron (mit. gr.) — rzeka w Hadesie, krainie umarłych. [przypis edytorski]
313. pożenąć (daw.) — pognać. [przypis edytorski]
314. wszak ci tu — inaczej: wszakże tu. [przypis edytorski]
315. Prawdali to — Czy to prawda? [przypis edytorski]
316. Pardon. C’est vrai (fr.) — Przepraszam. To prawda. [przypis edytorski]
317. Prometeusz (mit gr.) — bohater, który stworzył człowieka, lepiąc go z gliny zmieszanej ze łzami, a następnie, wbrew woli bogów, obawiających się buntu ludzi podobnego do wcześniejszego buntu Tytanów, podarował ludziom ogień. Za karę został przykuty do skał Kaukazu, gdzie sęp wyjadał mu codziennie odrastającą wątrobę. [przypis edytorski]
318. Witaj, Jutrzenko swobody, za tobą zbawienia Słońce — cytat (z nieco zmienionym szykiem i pisownią) z Ody do młodości Adama Mickiewicza, jej końcowe wersy. Transparent z tymi słowami został umieszczony na warszawskim ratuszu 30 listopada 1830 r., w drugim dniu powstania listopadowego. [przypis edytorski]