o potrzebie ponowoczesnej pieśni religijnej

odtwarza debaty których nie ma

i właśnie to powinno was zawstydzać

poziom sztuki słowa to papierek lakmusowy

naszej mózgowiny czy ona

rzeczywiście nie nadąża za tym

co możemy doznawać wzrokiem

albo słuchem

czy miasta stłoczyły nas jak bydło

i nasze bezdotykowe trwanie

wśród innych domaga się

nowych słów milionów i milionów

tak

domaga się od nas precyzji taki tramwaj

który inaczej obetnie nam palce

którego głuchy warkot wykastrował nasze matki

którego nieregularny cykl doprowadza nas

do przystanku na którym najpierw

pierwszy raz a potem kolejny

możemy się dziwić jak pingwiny i mrówki

że jesteśmy autorami dialogów w podziemnych przejściach

a mordujemy milczeniem kasjerki w supermarketach

choć moglibyśmy się porządnie wzruszyć nawet

bez kina i histerii seksualnych

a tak

łyżeczką zeskrobujesz biały szlam z języka

czasem użyjesz nici dentystycznej

w katalogu przyjemności masz od niedawna

dotyk papieru ciszę i proste bezpieczne

refleksje chcesz być zrozumiały

i obrastasz

nie jak kamień jak mężczyzna a ten

wiersz jest po to żeby przyjemności mogły

być przyjemnie i że to wszystko wokół

naprawdę może być gównem a ty

choć nie masz żadnej możliwości zmiany

to te dwie rzeczy powinieneś widzieć

łącznie zawsze łącznie nigdy jako jedno