times new roman

pamiętasz to elektryczne miasto jedliśmy w nim

trupy zwierząt mieliśmy wyrafinowane rozrywki ach

wszędzie autobusy uczelnie szanowne koła uprawialiśmy

polityczną ekonomię tak jak się kiedyś grało kwartety

sączyliśmy i sączyliśmy rytm mowy mieszał się z sosem

sambal nasze zęby były poddawane zabiegom

woziły nas samochody biegliśmy do sklepu po winogrona

dla leżących w łóżku kobiet mieliśmy jądra albo cycki

nie baliśmy się szafotu i aids nie mieliśmy pieniędzy

zmieniali się królowie i obrządek bywał ówczas

łagodniejszy dj-e grali pięknie solaria były pełne

już nigdy nie będzie takiego kurewsko bolesnego

parku śmierci gdzie sztuka łączy się z komercją

a koty łaszą się do nas prosząc o puszeczkę

poeci sprzedawali produkty albo tak się wydawało

żeby wydane wydawało owoce i stypendia

strojne damy goliły cipki strojni panowie

wybierali dresiwo i najsmaczniejsze kąski kebab

a echo naszych czaszek powtarzało własne imię

jak mantrę mieliśmy ambicję i chcicę mieliśmy

orgazmy i kace odmawiały nam instytucje lub

mieliśmy znajomych mówiliśmy językami i ziemia

była nam lekka zasady dobieraliśmy słuszne

do momentu portfela i zawartości trzewi była

muzyka i zajebista chęć żeby tańczyć chciało się

płakać i echo czaszki uczyło się innych imion

były opisy porządku i były porządki opisów

były to zbiory rozłączne to była wielka zagadka

były maszyny liczące i były kobiety w swetrach

była zagranica chociaż nie było granic których

byśmy nie lubili tłukły nam się naczynia kończyły

wkłady długopisów i kondomy były jointy lecz

nigdy wtedy gdy akurat potrzebne telefony i

monarchowie podróżowali lśniącymi karocami

była telewizja i wyobcowana praca nie było

historii i idei nie było socjologii sozologii

wróżono końce świata i marzono o wiecznym życiu

fabrykowano boga i nieparzyste rytmy z chicago

ziemia była okrągła i znaleziono bliźniaczy układ

słoneczny mówiliśmy też no starzejemy się był

to śmiech przez łzy ale jakże przyjemny prawie

wakacje w bieszczadach prawie dobra praca w anglii

pozdrowienia dla prawie najlepszego poety

jedni byli grubi inni walili kreski w kiblu jedni

mieli lat siedem inni sto siedem pan w szlafroku

którego pokazują gazety mówi że jego recepta to

koniak i vivaldi niosą mi ukojenie mówi

oczy patrzyły w faktury sutann i skórzanych stringów

był wiek oświecenia był wiek zagłady był wiek

filozofii niemieckiej triasu jury i punk-rocka

człowiek dotknął stopą księżyca i różewicz pisał

i jeszcze były rzeczy proste klocki dla dzieci

hot-dogi na amerykańskich filmach talibowie

front wyzwolenia zwierząt i rozrywka w stylu

tańców latino wszystko to jest na fotografiach

i w filmach książki nie mówią o niczym innym