Ernestynka

Powieść obyczajowa z kajetu tejże pensjonarki

Druga znów była dziewczynka,

A zwała się Ernestynka.

Jeden miała smutek wielki,

Bo ojciec robił serdelki.

A przeciwnie za to ona

Była bardzo wykształcona.

Wciąż czytała co się zmieści

Śliczne francuskie powieści.

Mówili o niej bógwico,

Że jest tylko pół-dziewicą.

Nie każda jest taka święta,

Żeby zaraz mieć bliźnięta.

Raz ją ojciec przez to złapał,

Bo jej narzeczony chrapał.

Straszny krzyk się zrobił w domu,

Że tak czynią po kryjomu.

Każdy wrzeszczał o czym innym,

Jak zwykle w domu rodzinnym.

Ojciec najgorsze wyrazy

Powtarzał po kilka razy.

Ona płakała cichutko,

Bo ją przy tym kopnął w udko.

A potem jeszcze jej ostro

Zakazał bawić się z siostrą,

Że się taka sama świnka

Zrobi, jak ta Ernestynka.

Z książkami tyż była heca,

Wszystkie powrzucał do pieca,

Choć sam nie wiedział, dlaczego,

Co ma jedno do drugiego.

W końcu ustały te krzyki,

Poszedł rano do fabryki.

Na co człowiek się naraża,

Kiedy ojca ma masarza.