*** [Jestem tutaj, ot, niedbały]

Jestem tutaj, ot, niedbały

pewnie, że większy od ważki, ale znikomy wobec

cienkiego dymu, co ma kształt zapałki

nad malinowym moim domem.

Za mną, nikłym, słońca pięta

tropi wiernie, i niebiosa

jak powieka odemknięta

kuszą smutnie, bym pozostał!

Próg mnie więzi, zwiera szczęki:

tylko tutaj — oznajmia — bądź

jak ja martwy i ciągle niewielki,

choć i we mnie jest jasność i noc;

nie poradzisz rzeczy zuchwałej

kiedy serce trwożliwie kląska,

zostań, pozwól, niech kocha ciało,

choć grom jeszcze krwawe ma dziąsła

i uparcie innym nuci — lulaj;

lecz ty, popatrz — pogodne światła

nad planetą w istocie malutką

zataczają się sennie jak wiatrak.

Księżyc biały uderza skrzydłem

i dom jasny, w który patrzysz teraz

przywołuje: sen jest twą ojczyzną —

a najtrudniej sennemu umierać.