Temu, który przyjdzie

Z tamtej strony, gdzie mała kolumna

nieba świeci, u stóp ziemi drętwej

my jesteśmy. Pomyśl: sen i ból nasz

napojony pulsowaniem rzeki,

kwiatów szmerem w powietrzu nietrwałym

słyszysz jeszcze prosty jak organy.

Czas, co smutne ciało ma weselić

kłosy zgina niebieskie jak dachy

miasta twego, i obłoków kielich

chyli w młodość muzyczną. Więc w blasku

rzeczy stoisz, w rękach nić pejzażu

wijesz jasną, jak my złe żelazo.

Ach, tak się dziejom jutrzennym1 napatrz

jak my twarze w płomieniu kute

zwracaliśmy, gdzie grom swoje światło

jak fontanny podnosił łódkę.

Lecz się kochać nie ucz tych ogni,

bo sen łatwy — lecz smutek pod nim.

Bo wystarczy nam jedna ziemia,

choć stron cztery i nieba obszar

dziwnie płaski stoi jak z cienia.

Tylko jednej za mało miłości,

by sen przebyć i stanąć powtórnie

dłoń bezbronną unosząc jak strunę.

Przypisy:

1. jutrzenny (daw.) — poranny. [przypis edytorski]