(Jak zwiędłe liście...)

Jak zwiędłe liście czernią me kroki na śniegu.

Noc cicha, błękitna mimo chmur.

Błyskają ognie gdzieś z tamtego brzegu —

wśród gór.

Noc cicha — mimo chmur — mimo zawiei.

Noc twórcza. Patrzę uśmiechniony

w życie i śmierć. Jam brat Amaltei,

ale z niebiosów strącony.

Apollo — Helios — Agni —

więcej ma duszo — nie pragnij.

Noc cicha, twórcza — borów szumy —

nad morzem księżyc skrzy —

w głębinie widzę tumy

i wieże trzy.

Na czarnej wieży biją dzwony —

to człowiek pogrzebiony.

Na purpurowej groźne straże —

tam przeznaczenie każe.

W trzeciej — co zowie się królewska —

lampa niebieska —

to Ty!