Jerozolima wyzwolona
[Wstęp]
Pierwszy tom Goffreda abo1 Jerozolimy Wyzwolonej, który obecnie w świat puszczamy, jest początkiem całkowitego wydania spuścizny po Piotrze Kochanowskim. Z własnych utworów, jakie po tym bratańcu Czarnoleskiego Jana pozostać mogły, nie przechowało się wprawdzie nic zgoła, wszelako dwa przekłady z Tassa i Ariosta stawiają Kochanowskiego w rzędzie największych mistrzów polskiej mowy.
Tłumaczenie Ariostowego Orlanda Szalonego jest niemal nieznane, bo wyszła tylko pierwsza jego połowa i to z wadliwego rękopismu drukowana, druga zaś dotąd czeka w manuskryptach.
Przekład Goffreda, ogłoszony po raz pierwszy jeszcze za życia tłumacza w roku 1618, ukazywał się następnie w licznych wydaniach, podziwiany przez całe pokolenia poetów, które się na nim kształciły. Mickiewicz i Słowacki zawdzięczali mu wiele i uznawali w nim arcydzieło polskiego stylu, języka i wiersza.
Przedruki pierwszego wydania, obecnie już wyczerpane, nie we wszystkim są wierne: wkradły się do nich mimowolne myłki2, a nie brak i świadomych zmian, poczynionych ręką wydawców.
Wobec tego należało w niniejszym, zbiorowym wydaniu powrócić do pierwotnego tekstu, zachowując wszelkie, choćby najdrobniejsze szczegóły językowe.
Nasuwało się przy tym pytanie, jak postąpić z pisownią? Biblioteka Pisarzów Polskich trzyma się stale pisowni nowożytnej, ale z drugiej strony Piotr Kochanowski przeprowadza w pierwszym wydaniu swoją pisownię, związaną ściśle z formami poetyckimi i gramatycznymi przekładu, tak iż nieraz rytmika, częściej rymy, a także i język byłyby na szwank narażone lub nawet wprost zepsute wskutek niezachowania starej pisowni. Droga pośrednia, polegająca na częściowej zmianie pisowni, wydawała się zrazu najwłaściwszą, lecz doprowadzała — jak zresztą wszelka połowiczność — do sprzeczności i zamieszania. Nie pozostawało przeto nic innego, jak dla Piotra Kochanowskiego uczynić wyjątek i pozostać wiernie przy pisowni pierwodruku.
Co prawda, nie jest i ona zupełnie jednolitą, przynajmniej w drobnych szczegółach. Zboczenia te jednak, acz nieznaczne, charakteryzują epokę powstania dzieła, zachowaliśmy tedy w pisowni owe małe sprzeczności, które wskazują właśnie na przeradzanie się i przetwarzanie języka XVI w. na późniejszy siedemnastowieczny. Jedynie co do znaków pisarskich, dzielenia wyrazów i używania wielkich liter odstąpiliśmy świadomie od edycji z r. 1618. Wydanie obecne obejmie siedem tomów: dwa Goffreda, pięć zaś Orlanda Szalonego. Dopełnieniem całości będzie tom ósmy poświęcony monografii Piotra Kochanowskiego. Słowniki wyrazów i zwrotów staropolskich, dla dzisiejszego czytelnika mniej zrozumiałych, dodane będą na końcu każdego poematu z osobna. Objaśnienia nazwisk osób i miejscowości, wykład zawilszych ustępów, jednym słowem przypisy odnoszące się do poszczególnych miejsc, podajemy na końcu każdego tomu3.
*
Torquato Tasso, urodzony 11 marca 1544 r. w Sorrento, był synem Bernarda i Porcji de Rossi. Rodzina jego pochodziła z Bergamo, lecz ojciec, wstąpiwszy w służbę księcia Ferranta San-Sevirino, osiadł był pod Neapolem. Wygnała go niebawem stamtąd burza polityczna: książę, związany z Franciszkiem I, naraził się na zatarg z Karolem V, skutkiem czego książę Alba zajął Neapol, a Bernardo Tasso, jako zaufany domu San-Sevirino, unosić musiał głowę do Rzymu, zostawiając żonę i córkę. Torquato, zaledwie jedenastoletni, towarzyszył ojcu. Gdy Alba opanował Ostię, Bernardo z synem uchodzi do rodzinnego Bergamo, potem czas jakiś żyje na dworze książąt Urbino w Pesaro.
Miał Bernardo skłonność do poezji, a nawet i trochę talentu, który się objawił w Amadisie, rycerskim poemacie. Wydanie tej książki ściągnęło go do Wenecji, dokąd wraz z synem piętnastoletnim udał się w roku 1559. Tu Torquato wchodzi w osobistą styczność z uczonymi weneckimi, jak Molino, Veniero, Ruscelli4, Atangi, i pomimo młodego wieku zwraca na siebie ich uwagę. Studiuje w tym czasie z całym zapałem Danta5. Ojciec jednak woli poświęcić go prawu i w tym celu wysyła go do Padwy, gdzie Torquato słucha wykładów znakomitego jurysty Pancirole. Nie zaniedbuje przy tym i literacko-filozoficznych nauk; Sygonius, Sperone Speroni6, Federigo Pendasio7 są jego mistrzami na tym polu.
Twórczy talent objawia się w nim już wtedy: w Wenecji wychodzi w r. 1562 poemat jego Rinaldo. Młodziuchny, bo dopiero osiemnastoletni autor przeniósł się tymczasem do Bolonii, gdzie właśnie przyszło do zreorganizowania uniwersytetu, a równocześnie wstąpił do „Etherei”, literackiego towarzystwa młodzieży bolońskiej.
W tej atmosferze powstaje pierwszy pomysł, a nawet podobno i pierwszy rzut8 Jerozolimy Wyzwolonej.
Minęło było9 właśnie trzydzieści lat od zgonu Ariosta; jego fantastyczno-romantyczny poemat, Orland Szalony czarował całe Włochy przepychem wyobraźni, świetnością kolorytu i misterną plątaniną tysiąca bajecznych przygód rycerskich. W tej olbrzymiej baśni występowali wszyscy bohaterowie średniowiecznych podań i legend z frankońskich cyklów karolińskich, a nici fantastycznego opowiadania snuły się na kształt kunsztownie powikłanych arabesek, zaplatały się i krzyżowały kapryśnie, urywając się w najciekawszym miejscu, nawiązując się najniespodziewaniej. Autor, uśmiechnięty na pół tęsknie, na pół ironicznie, mistrzowską ręką zbierał ową plątaninę stubarwnych nitek i, niby igrając nimi, wiązał je w mieniącą się, tęczową osnowę swego poematu.
Nic dziwnego, że średniowieczny świat rycerski zaprzątał również wyobraźnię młodego Tassa. Umiał on jednak w ten świat wpatrzyć się własnymi oczyma i z innej zgoła przedstawić go strony. Nie przygody błędnych rycerzy, ale świadome swego świętego celu czyny bohaterów krzyżowych uczynił on przedmiotem swej epopei; nie kapryśna gra olśniewających fantastycznych obrazów, ale wielki dziejowy moment zdobycia Jerozolimy przez Gotfreda z Bouillonu10 — poruszył jego twórczość. Nie wyrzekał on się wszelako żywiołu fantastycznego, ale kiedy w Orlandzie cuda i dziwy, potwory i czarnoksiężnicy są tylko poetyckim ornamentem, to w Goffredzie świat nadprzyrodzony dzieli się na dwa przeciwne sobie obozy: niebieski i piekielny, a z walką pomiędzy nimi wiążą się ściśle ludzkie boje o grób Chrystusowy staczane między krzyżowcami a wyznawcami proroka11.
Pod tym względem zbliżał się Tasso — a zbliżał się umyślnie i świadomie — do Homera: wszak w Iliadzie w zupełnie podobny sposób do walk ludzkich miesza się Olimp i niejednokrotnie sami bogowie po obu stronach biorą w bitwach bezpośredni udział. W przeciwieństwie do Ariosta, a wzorem Homera, obraca się cały poemat Tassa około jednej sprawy: zdobycia Jerozolimy, a jeśli epizody zbaczają od jednolitego toku opowiadania, to jednak ostatecznie zmierzają one zawsze do wspólnego celu. Podobieństwo z Iliadą i w tym nawet, że jak tam rozgniewany Achilles, tak tu dotknięty do żywego Rynald opuszcza obóz oblężników i dopiero powrót jego umożliwia zdobycie miasta; mało na tym: pojedynek śmiertelny Tankreda z Argantem jest w Jerozolimie Wyzwolonej mniej więcej tym, czym ostateczny bój Achillesa z Hektorem.
Nie bez poprzedników w swoim romantycznym kierunku epopei był Ariost: poniekąd wytknęli mu drogę Pulci12 swoim Morganie Maggiore13 i Bojardo14 Orlandem Zakochanym15; miał też i Tasso poprzednika w osobie Giambattisty Trissina16, który historyczne epos, Italię wyzwoloną od Gotów usiłował wzorować na Homerze i zastosować do klasycznych przepisów poetyki Arystotelesa. Nie zdobył się jednak Trissino na zerwanie z mitologią klasyczną i zastąpienie jej nadprzyrodzonym światem chrześcijańskim — jak Tasso — toteż Italia Liberata jest płodem poronionym, przedstawiającym cudaczną maskaradę: Bóg, aniołowie i święci występują tam poprzestrajani za starożytne bóstwa.
Natomiast Goffred jest niezmiernie szczęśliwym połączeniem obu przeciwnych sobie prądów, które charakteryzują późne Odrodzenie włoskie: klasycznego humanizmu (forma epopei) i reakcji katolickiej (duch poematu). Na obu tych pierwiastkach wyrósł umysł Tassa, talent zaś jego umiał je organicznie połączyć w żywą i świetną całość poetyczną.
Z rozpoczętą Jerozolimą posuwają się równolegle bardzo poważne studia literackie, których owocem były Discorsi Poetici, świadczące o niepospolitym wykształceniu. Toteż kardynał d’Este zajął się młodym człowiekiem o tak pięknej przyszłości i powołał go na dwór ferrarski. Przy jego boku Tasso w charakterze sekretarza odbywa podróż do Francji, a za powrotem w r. 1572 przechodzi, jako dworzanin, w służbę Alfonsa II, księcia Esteńskiego. Dwór książęcy w Ferrarze odgrywa w roku następnym pasterski dramat Tassa, zatytułowany Aminta. Zajęty pisaniem Goffreda lekce sobie ważył poeta ten drobny utwór, bo nawet nie kwapił się z jego ogłoszeniem. Ukazał się Amintas dopiero znacznie później (w r. 1581), dzięki znakomitemu humaniście Aldusowi Manucyusowi, który przypadkowo dostawszy rękopis, podał go do druku, zdjęty podziwem dla talentu poety.
W r. 1575 Tasso wykończył Goffreda i przed wydrukowaniem rozsyła w rękopisie największym ówczesnym powagom naukowym i literackim, aby według ich uwag dzieło jeszcze raz wygładzić.
W tymże samym roku widzimy go w Rzymie, gdzie bierze on całą duszą udział w odbywającym się właśnie jubileuszu17. Ale już w parę miesięcy później objawia się początek rozstroju nerwowego, który później miał przybrać tak groźne rozmiary.
Tasso cierpi na rodzaj manii prześladowczej: trapią go nieustanne skrupuły religijne i zasnąć mu nie daje obawa przed inkwizycją. W końcu opuszcza Ferrarę i dobrowolnie stawia się w Rzymie przed Wielkim Inkwizytorem, pragnąc i sumienie swoje uspokoić, i o religijnej prawowierności swojej się przekonać. Ani odbyta spowiedź powszechna, ani zapewnienia Inkwizytora na nic się nie zdały. Trawiony ciągłym niepokojem poeta przez lat kilka tuła się po całych Włoszech: widocznie ustawiczna zmiana miejsca staje się dlań jakąś nieodbitą moralną potrzebą. Kolejno przebywa w rodzinnym swym Sorrento, w Ferrarze, w Piemoncie, w Padwie, w Wenecji, w Pesaro, w Turynie, skąd znowu do Ferrary powraca w r. 1579. Chorobliwe rozdrażnienie jego dochodzi do tego stopnia, że na pokojach książęcych rzuca on się na jednego z dworzan. Z rozkazu Alfonsa II, jako szaleniec dostaje się Tasso do szpitala św. Anny, gdzie spędza w zamknięciu z górą lat siedem. Podanie, przypisujące rozstrój umysłowy i uwięzienie Tassa jego nieszczęśliwej miłości ku siostrze księcia Alfonsa, Eleonorze, zdaje się być późniejszym, romantycznym wymysłem, a to choćby tylko ze względu na lata księżniczki, która w tym czasie była już na dobre przekwitającą osobą.
Obłąkanym chyba nigdy Tasso nie był: zeznania współczesnych i zupełnie wiarogodnych świadków stwierdzają u niego tylko silne rozdrażnienie i chorobliwy niepokój; umysł jego zachował jednak przez cały czas zupełną świadomość i jasność, a talent całą dawną siłę, czego dowodzą liryczne utwory pisane w szpitalu.
Rozdrażnienie zaś potęgować się mogło poniekąd i wypadkami zewnętrznymi: dręczył poetę zerwany stosunek z domem Esteńskim18, trapiło go to, że nie może zająć się drukiem swego arcydzieła, a już wprost do rozpaczy doprowadzać musiała go wiadomość o bezecnym postępku Celia Malaspiny, który poważył się wydać Jerozolimę (w Wenecji 1580) pod swoim nazwiskiem i to jeszcze z poprzekręcanego i wadliwego rękopisu. Na szczęście jeden z przyjaciół poety, Angelo Ingegneri zdołał złe naprawić, postarał się bowiem o poprawny rękopis i wydał Goffreda — kładąc na czele nazwisko prawdziwego autora. Powodzenie poematu było tak niesłychane, że Ingegneri musiał zaraz przystąpić do drugiego wydania, a Tasso niebawem puścił z swej celi szpitalnej trzy nowe wydania: tak chciwie rozkupywano książkę. Ogółem w ciągu 6 miesięcy pięć wydań Jerozolimy nastarczyło ledwo pokupowi19.
Począwszy od papieża Grzegorza XIII mnóstwo dostojnych osób wstawiało się do Alfonsa d’Este o uwolnienie Tassa: kardynał Albano, księżna Toskany, księstwo d’Urbino i Mantuy, lecz wszystkie te orędownictwa nie odniosły skutku. Dopiero Vincenzio Gonzaga, szwagier Alfonsa, zdołał wpływami swoimi uzyskać uwolnienie poety (5 listopada 1586 r.). Jak gdyby dla powetowania sobie długich lat więzienia, Tasso przerzuca się odtąd z miejsca na miejsce, dając folgę swej chorobliwej skłonności do ciągłych zmian pobytu. W Mantui, w Bergamo, w Lorecie, w Rzymie, w Neapolu, w Sorrento, wszędzie próbuje on się osiedlić i nigdzie nie znajduje ukojenia. Wyczerpało się w nim źródło natchnień, osłabła twórcza potęga; wprawdzie nie porzuca on pióra, ale nie stać go już na dzieło szerszego zakroju, wszelkie wysiłki w tej mierze nie mogą wytrzymać najmniejszego porównania z Goffredem, jeszcze tylko na polu liryki zdobywa się Tasso na prawdziwą, szczerą twórczość.
A ciężar życia przygniatał go coraz bardziej. Strawiony pracą, wstrząśniony20 tyloma przykrymi przejściami, stargany wewnętrzną rozterką, udręczony przez pedantyzm drobiazgowej a bezdusznej krytyki, gnębiony niedostatkiem, miał Tasso gorzkie i twarde ostatnie lata. Dopiero przed samą śmiercią odwróciło się szczęście: papież wyznaczył mu roczną pensję i postanowił uwieńczyć go na Kapitolu. Było już jednak za późno. Podczas przygotowań do tej poetyckiej koronacji zgasł twórca Jerozolimy w klasztorze San Onofrio w r. 1595. Zwłoki jego w purpurowy płaszcz uwinione21, z wieńcem na skroniach, po całym Rzymie obnoszono na odkrytych marach, lecz hołd stokroć większy od tego pośmiertnego tryumfu, oddała mu potomność: Göthe w dramacie Torquato Tasso, Byron w Żalach Tassa — opromienili jego postać aureolą najczystszej poezji.
Dr Lucjan Rydel
Goffred abo Ieruzalem wyzwolona, Torquata Tassa. Przekładania Piotra Kochanowskiego, sekretarza Iego K. M.
Wielmożnemu a mnie wielce
Miłościwemu Panu
IEGO MCI P. IANOWI
GRABI NA TĘCZYNIE,
Podczaszemu Iey Król. Mci
etc. etc.
Komuż słuszniey oddane moie22 nowe rymy
O wyzwoleniu maią bydź23 Jerozolimy?
Ieno24 tobie, Toporów starożytny synie25,
Moia czci y ozdobo, Grabio na Tęczynie26.
Tyś tak o nich rozumiał, takeś ie poważał,
Żeś mi się z niemi27 światu ukazać roskazał28;
Jednak ony29 nie miały przedsię30 zto31 śmiałości,
Świadome dobrze swoich niedoskonałości.
Ale skoro od ciebie poprawy dostały,
Y iuż się w kosztownieyszy stróy poubierały:
Nie mogąc ze mną wytrwać, gwałtem się wydarły,
Iam ich też nie chciał trzymać, kiedy się naparły.
Czas odkryie, ieśli ich nie włożą do braku32,
Ale zdarzyli się iem33, że będą do smaku
Y że iakiey pochwały u ludzi dostaną,
Tobie za to, cny Grabio, powinny zostaną34.
Do Czytelnika
Masz czytelniku łaskawy, partum ocii non omnino ociosi35, poema przednieyszego włoskiego poety Torquata Tassa przeplatanem ośmiorakiem36 rymem — iakiem ie on sam pisał y iakiem Włoszy, Hiszpani y insze narody polerowańsze swoie heroika37 piszą — po polsku przełożone. Wiersz w naszym ięzyku przytrudnieyszy y podamno uszom polskiem, iako nieprzywykłem — zwłaszcza póki się weń kto nie wczyta — niesmaczny; iednak aby się pokazało, że ięzyk nasz nie iest nad insze uboższy y aby się szczęśliwszem dowcipom do ubogacenia go dalsza podała droga, atoć go posyłam, abyś osądził ieśli uydzie. Zdrów bądź, a najdzieszli38 co do smaku, z łaską39 przymi40.
GOFFREDA ALBO IEROZOLIMY WYZWOLONEY
Pieśń pierwsza
Argument
Do Tortozy się Anyoł wyprawuie,
Goffred w tem zbiera chrześciańskie pany:
Ich iednostayna41 zgoda to sprawuie,
Że iest naywyższym Hetmanem obrany.
Woysko się w polu pierwey popisuie,
Potem pod Syon idzie zawołany;
Ierozolimski król się barzo trwoży,
Słysząc, że bliskie nadchodzą obozy.
1.
Woynę pobożną śpiewam y Hetmana,
Który święty Grób Pański wyswobodził;
O, iako wiele dla Chrystusa Pana
Rozumem czynił y ręką dowodził.
Darmo miał sobie przeciwnym Szatana,
Co nań Libią42 y Azyą zwodził:
Dał mu Bóg, że swe ludzie rozprószone
Zwiódł pod chorągwie święte rościągnione.
2.
Panno, nie ty co laury nietrwałemi
Zdobisz w zmyślonem czoło Helikonie43,
Lecz mieszkasz między chóry niebieskiemi
Z gwiazd nieśmiertelnych w uwitey koronie44 —
Ty sama władni45 piersiami moiemi,
Ty day głos pieśni; a ieśli przy stronie
Prawdzie gdzie iakiey ozdoby przydawam,
Niech twey niełaski za to nie uznawam.
3.
Wiesz, że za światem wszyscy tam bieżemy46,
Gdzie więcey Parnas leie swey słodkości,
Y prawdę pręcey47 w ludzie więc wmówiemy,
Kiedy rym miękki doda iey wdzięczności.
Tak zchorzałemu dziecięciu kładziemy
Na brzeg u kubka różne łagodności:
To gorzki napóy pije oszukane,
Żywot y zdrowie biorąc pożądane.
4.
Ty cny Alfonsie48, coś do bezpiecznego
Portu w złą chwilę łódź mą nakierował
Y tylko co iuż49 niepogrążonego50
Sameś wydźwignął y sameś ratował51:
Nie broń tym kartom czoła wesołego,
Którem ci iako ślub iaki zgotował52.
Z czasem cię głosić będzie ponno53 ieszcze,
Co cię ledwie tknie teraz, pióro wieszcze.
5.
Słuszna, ieśli się kiedy Chrześciaństwo54,
Uspokoiwszy wnętrzne55 nienawiści,
Wodą y lądem ruszy na pogaństwo,
Niesprawiedliwe odiąć mu korzyści —
Aby cię sobie wzięło na hetmaństwo.
Ziemią, lub morzem: czegoć życzym wszyscy.
Tym czasem słuchay, o naśladowniku
Goffreda, a wczas gotuy się do szyku.
6.
Szósty rok mijał iako56 ku wschodowi
Chrześciańskie się woysko wyprawiło.
Nicea zdzierżeć57 nie mogła szturmowi,
Antyochijey fortelem dobyło,
Którą przeciwko możnemu Persowi
Wygraną w polu bitwą obroniło.
Potym58 Tortozę59 wziąwszy, mieysce dało
Zimie y roku nowego czekało.
7.
Iuż też y zima, w którą odpoczywa
Miecz woyny chciwy, prędko schodzić miała,
Kiedy Bóg wieczny z nieba, gdzie przebywa,
Co iaśnieyszego (co od gwiazd60 bez mała
Iest tak wysokie, y podobno zbywa,
Iako się nisko ziemia na dół dała),
Spuścił wzrok z góry, y we mgnieniu oka,
Wszytko, co świat ma, obeyźrzał61 z wysoka.
8.
Obeyźrzał wszytko62 y w Syryey święte
Na chrześciańskie oko skłonił Pany
Y wzrokiem — którem myśli niepoięte
Bada y umysł63 ludzki niezmacany64 —
Widzi Goffreda, że by rad przeklęte
Z miasta świętego wyrzucił pogany,
To iego wszytka myśl y to staranie,
Nad świecką sławę y nad panowanie.
9.
Zasię w Baldwinie65 widzi umysł chciwy
Szerokiey władzey y ziemskiey wielkości;
Widzi Tankreda66, że żywot troskliwy
Wzgardził67 dla próżney y marney miłości.
A zaś Boemund68 zwłoki niecierpliwy69
W Antyochijey70 zakłada w radości
Nowe królestwo, prawa ustawuie71,
Wierze prawdziwey kościoły buduie;
10.
Y tak wszytkę myśl w tem utopił swoię,
Że inszem sprawom trudno iuż ma sprostać;
Widzi w Rynaldzie72 chęć wielką do zbroie,
Że złotem gardzi, królem nie chce zostać.
Woyny mu się chce, krwawe lubi boie,
Sławy chce szukać, sławy pragnie dostać —
A Gwelff73 mu dzieła dawne wielkich ludzi
Czyta y chęć w nim ieszcze więtszą74 budzi.
11.
A skoro wieczny Stworzyciel do końca
Do serca skryte ich wnętrzności zbadał,
Wnet Gabryela iaśnieyszego słońca75
(Co nad inszemi Anyołami władał —
Tego za posła, tego miał za gońca,
Przezeń z duszami pobożnemi gadał,
On ich modlitwy do nieba odnosił,
Y wolę Boską ludziom na świat nosił)
12.
Przyzwał y rzekł mu: «Powiedz Goffredowi,
Czemu próżnuie? czemu tak leniwy?
Niech Ieruzalem nieprzyjacielowi
Wydrze, a to ia chcę mu bydź76 życzliwy.
Niech rady zwoła, niech rząd postanowi.
Niech będzie wodzem; to móy niewątpliwy77
Wyrok, na ziemi będzie także drugi,
Bo z towarzyszów iuż będzie miał sługi».
13.
To rzekł, a nic się Gabryel nie bawił78,
Ale posłuszny był Stworzycielowi:
Swą niewidomą postawę zostawił,
A podłożył ią ludzkiemu zmysłowi.
Członki człowiecze y twarz sobie sprawił,
A wziął wiek na się równy młodzieńcowi,
Który się z laty ztyka79 dziecinnemi —
A włosy okrył promieńmi iasnemi.
14.
Skrzydła80 wziął białe, malowane złotem,
Niespracowane y niepoścignione;
Temi nad ziemią bieży rączem lotem,
Obłok y wiatry rwie nieokrócone.
Gdy tak był w drogę gotów, zaraz potem
Na dół obrócił pióra rościągnione81,
Kęs nad libańską górą82 wytchnął sobie,
Y w iedney mierze trzymał skrzydła obie83.
15.
Potym84 się spuścił na dół ku Tortozie,
Prosto iak strzała puszczona z cięciwy.
Iuż też y Phebus85 na złoconym wozie
Z morza wydawał swóy promień życzliwy:
A Goffred, iako zwykł był, w swym obozie
Odprawował swe modlitwy troskliwy86;
Gdy równo z słońcem — iaśnieyszego słońca,
Uyźrzał87 na wschodzie niebieskiego gońca.
16.
Który mu tak rzekł: «Czem się więcey bawisz?
Zima precz poszła, pogoda nastaie;
Czemu świętego miasta nie wybawisz
Z ciężkiey niewoley? czegoć niedostaie88?
Czemu na leże zaraz nie wyprawisz,
Y woysk nie zwiedziesz w kupę? Bóg wydaie
Wyrok, że masz być wodzem y Hetmanem,
A wszyscy radzi przyznaią cię Panem.
17.
Bóg ci swą przez mię wolą opowiada89,
O! iakoś pilne winien mieć staranie,
Abyś urząd ten, który na cię wkłada,
Dobrze sprawował a miał w Niem ufanie».
To rzekłszy Anyoł, daley nie odkłada
Swey drogi nazad w niebo, a w Hetmanie —
Zniknąwszy, w sercu wielki zostawuie
Strach: zmartwiał wszytek y ledwie się czuie90.
18.
Lecz skoro k’ sobie przyszedł, a rozbierać
Począł poselstwo y kto ie sprawował,
Zaraz iść w pole y lud myśli zbierać,
Aby do końca pogaństwo zwoiował.
Nie żeby przeto, że go Bóg obierać
Chce przed inszemi, tym się popisował,
Lecz, że wie wolą Bożą91 wyrażoną,
Wszytką swoią myśl ma w niey utopioną.
19.
Zacne panięta, swoie towarzysze
Zwoływa92, którzy po leżach mieszkali;
Gęste śle posły, listy częste pisze,
Prosi y radzi, aby się zieżdżali:
Szlachetne serca znienagła93 kołysze,
Wszytko przekłada, czymby się wzbudzali,
A takie słowa wynayduje na nie,
Że ich przymusza chętnych na swe zdanie.
20.
Co przednieyszy94 się wodzowie ziechali.
Lecz Boemunda samego nie było;
Iedni w namieciech y polu zostali,
Wiele ich w mieście Tortozie stanęło.
Potym w dzień święty w radę się zwołali,
(A czoło to tam pierwszych panów było)
Tam Goffred, y w twarz poważny, y w mowę95,
Takową do nich uczynił przemowę:
21.
«Zacni Rycerze, od Boga obrani,
Abyście wiarę świętą rozmnożyli,
Którzyście łaską Iego warowani,
Tak wiele ziemie y morza przebyli.
Nieprzyiaciele mieczem zwoiowani,
Za czas tak krótki karki nam skłonili.
Iuż skróconemi między narodami
Gramy bezpiecznie swemi chorągwiami.
22.
Nie dlategośmy miłey odbieżeli
Oyczyzny y swe domy opuszczali,
Morzuśmy zdrowia swego wierzyć śmieli96,
Na tak daleką woynęśmy iechali97 —
Abyśmy ten głos tylko lichy mieli,
Żeśmy pogańską ziemię zwoiowali:
Bobyśmy słabey dostali nagrody,
Za krew przelaną, za tak wielkie szkody.
23.
To nasz cel pierwszy, to było staranie,
Abyśmy murów Syońskich98 dobyli,
Ciężką niewolą99 — którą Chrześcianie
Cierpią — precz znieśli, potym założyli
Tu w Palestynie nowe panowanie,
Y w niey prawdziwą wiarę rozmnożyli,
Tak żeby pielgrzym iuż bezpiecznie Bogu
Ślub swóy mógł oddać u świętego progu.
24.
Dotąd się wiele trudów ucierpiało,
Ale na sławie małośmy wskurali100
I przedsięwzięciu nie dośćby się stało,
Gdziebyśmy indziey siły obracali;
Na co się woysko tak wielkie zebrało?
Nacośmy mieczem Azyą101 zmieszali?
Ieśli królestwa tylko będziem psować,
A na to mieysce inszych nie budować.
25.
Na słabym gruncie pewnie ten buduie
Wielkie królestwa y godzien przygany,
Co iedney wiary węzłem nie związuie
Nieżyczliwemi swych między pogany102
Darmo posiłkow103 greckich upatruie,
Darmo się spuszcza na zachodnie pany.
Prawda, że państwa y królestwa wali,
Ale się y sam na koniec obali.
26.
Antyochia, kraie zwoiowane
Tureckie, Perskie104 — wątpić nie potrzeba:
Wielkie są rzeczy, ale niedostane
Przez nasze siły, bo ie mamy z nieba,
A teraz, ieśli będą obracane
Indziey, niż Bóg chce, obawiać się trzeba,
Że naostatek póydą w pośmiewisko
Wszytkim narodom, czego barzo105 blisko.
27.
Dla Boga, lepiey ważmy Iego dary.