Przednówek1

(dnia 25 marca)

Szła bita droga k’wielkiemu grodowi2,

Snuli się po niej konni i wozowi,

I jeden pieszy — blady cień człowieka.

— »Wiosno! — rzekł — wiosno! kto ciebie nie czeka?

Komu nie świetlej, nie raźniej na duszy,

Kiedy twój deszczyk ziemicę poprószy,

Gdy z ziemi matki paluszki dobywa

Dziewicza trawka, lub choćby pokrzywa?

Każdy cię wita, och! duszą radosną...

A jednak, jednak niegodnaś ty, wiosno!

Związałaś słonko, że idzie nieskoro3,

I wszystko drzemie pod lodową korą...

— Panie łaskawy! nie trzeba koszyka?

Nie trzeba!... Zimno aż kości przenika:

Na chleb przedałem świtę4 u Chaima,

I chleba nié ma, i odziewku nié ma

I biedna żona — ot, umrze z zgryzoty...

— Obdarz biednego, paneczku mój złoty!

Żona mi chora — dzieci niebożęta,

Jak rude myszy... Niech Bóg nie pamięta!...

Mówili starzy: w święto Zwiastowanie,

Pliszka, usiadłszy na skrzydło bocianie,

Przynosi wiosnę z dalekiego nieba...

— Panie! roboty może jakiej trzeba?

Ja umiem robić z siekierą i piłą;

Zapłacisz za to choć skorupą zgniłą,

Bóg ci nagrodzi za ten chleba kawał...

Bodaj nikt dobry tego nie doznawał!...

Dziwna! dopóki jest za czym — przy trudzie

Człek nie masz czasu i westchnąć jak ludzie,

Praca za pracą, jak kawki na słotę;

A teraz, głodny, czy znajdziesz robotę?

Mój mocny Boże! czemu tak się dzieje?

Jeden pracuje, aż krwawy pot leje,

I puchnie głodem — a drudzy siedzieli,

Jak ptaszek w gnieździe... nierówno Bóg dzieli...

— Już umrzeć chyba; lecz dusza rogata...

Boże mój Boże, zabierz mnie ze świata.

Wszak ja słyszałem w Twym świętym kościele:

Że kiedy luda zebrało się wiele,

W dzikiej pustyni, by Ciebie słuchało,

Toś cudem rzeszę nakarmił zgłodniałą.

Łaskawy Boże, i dzisiaj Tyś taki:

Cudem nakarmisz znędzniałe biedaki,

I mym sierotkom, gdy ojca nie stanie,

Z jasnego nieba ześlesz zlitowanie.

Może zgrzeszyłem — i karzesz ich za to;

Zginę — otworzysz kleć Twoję bogatą;

Rozkażesz słonku, by śniegi pożarło,

By rozegrzało ziemię obumarłą,

Gdy grom ją wstrząśnie, gdy deszczyk napoi,

Wyłoni ziółka, zgłodniałych ukoi:

Oni niewinni! Jeszcze świat ich łudzi,

Jeszcze kochają i Ciebie, i ludzi...

— Żebyż to, Boże, nim dusza wyleci,

Okruchę chleba... nie dla mnie — dla dzieci...

Wyleci — pewno... bo serce już pęka,

Nogi się chwieją... kościenieje ręka...

Litośny Boże! nie karz mnie surowo!...«

I w mętną fosę potoczył się głową,

I zginął człowiek z wybladłym obliczem,

I nikt nie widział — bo wszystkim był niczém.

Któż więc na Sądu straszliwym obrzędzie

O bratobójstwo obwinionym będzie?

Przypisy:

1. przednówek — okres przed pierwszymi po zimie zbiorami, zagrażający chłopom głodem. [przypis edytorski]

2. k’wielkiemu grodowi — w stronę wielkiego grodu. [przypis edytorski]

3. nieskoro — powoli. [przypis edytorski]

4. świta — okrycie wierzchnie. [przypis edytorski]