Przedwiośnie

Jeszcze jeden odważny spacer w zimnym świetle,

kontury stają się za ostre, sople nokautują w słońcu,

ucieczki kończą się lądowaniem po drugiej stronie luster.

Na skwerku kobieta, która dawno postradała zmysły,

nazywa świat nowym dialektem, karmi gołębie chlebem,

ptaki siadają na jej ramionach i skubią spleśniałą komunię.

Muszę zatrzymać ten widok: Pani Babel krąży alejami,

a matki z dziećmi uciekają przed nią, jak przed grypą.