Na greckiej fali

Błękitna Morza Egejskiego fala,

Wzburzona lekko, nęci jak kochanka.

Olimpu śnieżny szczyt majaczy z dala.

Odpędzam troskę, która, jak duch Banka1,

Staje przede mną z szekspirowskim gestem,

I — modra falo — znowu twoim jestem!

Kochanko! Okręt czeka nas gotowy,

I dym z komina jak z wulkanu bucha...

Tesalonicki brzegu2 bywaj zdrowy

Do statku łódka poniesie nas krucha,

A na parowcu tym... Ach! Świat szeroki —

Przed nami przestwór, nad nami — obłoki!

Wsiadamy. Nie czas żałować rozstania

Z obcym drobiazgu ludzkiego mrowiskiem.

Olimpu szczyty obłok już przysłania,

Słońce ostatnim swym żegna nas błyskiem

I ton liliowy rzuca na wybrzeża...

Godzina, wieki pragniona, uderza!

Świst jeden, drugi, przeciągły, chrapliwy...

Zazgrzytał łańcuch i okręt już rusza.

Z kajut na pokład wybiega kto żywy

I pod osłoną dymu pióropusza

Raz jeszcze żegna bliskich garstkę drogą.

Lecz my — na brzegu nie mamy nikogo.

Tym lepiej! Cały świat niesiemy z sobą...

Choćbyśmy nigdy nie wrócili z drogi,

Niczyjej duszy nie zmroczym żałobą,

Niczyjej drzemki spokój cenny, błogi,

Zniknieniem naszym zmącony nie będzie...

A więc — do śmierci razem, razem wszędzie!

Niby ptak młody, lotny, śnieżnopióry,

Przed chwilą z mrocznej wypuszczony klatki,

Okręt przez morskie szybuje lazury,

Drobne po drodze wymijając statki.

Helleńska3 flaga w powietrznym przestworze

Igra — dziób statku głębię wodną porze4.

Płyniemy. Przystań odsuwa się z wolna,

Zlewając kształty z zachodu liliami.

Tylko gromadka śnieżnych mew swawolna

Jak gdyby w pogoń wyrusza za nami

I za okrętem, jak chorągiew biała,

Ciągnie, na pokład wpadając bez mała.

Lecz już i one wydążyć5 nie mogą.

Żałosnym krzykiem żegnają nasz statek,

Jakby nam stały w mrok, przed długą drogą,

Jakieś lamenty sióstr, kochanek, matek...

Zniknęły — tylko jedna z mew, uparta,

Czuwa nad nami wciąż jak wierna warta.

Patrząc tak na nią wśród powietrznej sieci

Gdy, niby gwiazda, blask rzucała z góry,

Myślałem, że to duch twój biały leci,

Przecudne ciała rzuciwszy marmury,

I że wnet, kształty przybrawszy anioła,

I mnie w powietrzny taki lot powoła...

Przypisy:

1. duch Banka — z tragedii Szekspira Makbet. [przypis redakcyjny]

2. tesalonicki brzeg — port w Salonikach (dawne Tessalonika). [przypis redakcyjny]

3. Helleńska — grecka. [przypis edytorski]

4. porać (daw.) — pruć. [przypis edytorski]

5. wydążyć (daw.) — zdążyć. [przypis edytorski]