Do A. P.

«Wielki Pan — piszą w gazecie —

W tych dniach pożegnał się z ciałem».

Ot, dalibóg nie wiedziałem,

Że on kiedyś żył na świecie.

Pany wielmożne i jasne,

Giną w mroku niepamięci:

A mnież się biédnemu święci

Że ja nie cały zagasnę —

Że choć dzionek po mym zgonie

Nie ulegnę czasu ręce,

Że przeżyję w méj piosence,

Albo w przyjacielskiém łonie.

Nie zuchwałeż to nadzieje?..

Ja cóś roję... i być może,

Wszak my ludzie, wielki Boże!

Czy kto pracę potem leje,

Czy kto pędzi dni w weselu,

Śmierć jest wszystkich wspólną metą,

Ten piechotą, ten karetą,

Do jednego dażym celu.

Ten złoży nieczułą głowę,

W cztéry deski jedlinowe,

A drugi w blasku omamień,

Legnie, by spróchnieć w hebanie...

Tym marmur na piersiach stanie,

Tym prosty położą kamień,

Kamień położą przy sośnie,

Marmur cyprysem otoczą,

Lecz się marmury zgruchoczą,

Póki kamień mchem porośnie.