Pocztylion

Gawęda gminna

— Tu piją i gwarzą, ty jeden w téj wrzawie,

Wyglądasz jak jeniec w niewoli; —

Weź czarkę, weź lulkę, siądź tutaj na ławie,

I powiedz, co tobie tak boli1?

Ni dzwonek, ni trąbka, ni kraśne2 dziewczęta,

Nie mogą rozerwać twéj nudy3;

Dwa lata tu żyjesz, a nikt nie pamięta

Ażebyś był wesół jak wprzódy.

— O! bo też mi gorzko, bo smutno mi wszędzie,

Nie miło na świecie, nie miło;

Daj czarkę! przy czarce odważniéj mi będzie, —

Posłuchaj co mi się zdarzyło:

Gdym przystał na pocztę, zbyt jeszczem był4 młody,

Lecz dusza dość miała swéj mocy;

Nie znało się wprawdzie wygody, swobody,

Nie było ni święta, ni nocy.

Od ranka do zmroku, od zmroku do ranka,

Woziłem pakiety i pany, —

Dostałem złotówkę; o! wtedy hulanka,

Wesoły i syt, i pijany!

Zwodziłem dziewczęta, skarbiłem przyjaciół,

Z pisarzem jak z równym i kwita;

I konie mię znały, jak gwizdnął, jak zaciął, —

Rwą moje siwaki z kopyta.

Wesoło wieźć pocztę! zatrąbię na moście:

Tu kogoś się spędzi, tam spotka,

Tu wiozę panicza, tu młode imoście,

O! wtedy pewniutka dwuzłótka!

Lecz serce me jednéj oddałem dziewczynie, —

Mieszkała w wioseczce o milę.

Bywało wracając nigdy się nie minie,

Choć krótką przepędzę z nią chwilę.

Raz woła mię pisarz, w północnéj cóś porze,

Budzę się natychmiast, przychodzę, —

A była to zima, mróz tęgi na dworze,

Zawieja, sumioty5 na drodze.

«Powieziesz sztafetę!» — «Oj licho przywiodło!» —

Tak sobie odchodząc mruczałem.

Za pakiet, za trąbkę, za konia, za siodło,

I w moment puściłem się czwałem. —

A tutaj wiatr świszcze, śnieg kręci i ciemno,

A przytém okrutne bezdroże;

Dwa słupy wiorstowe mignęły przede mną,

Podjeżdżam pod trzeci — o Boże!

Wśród wichru poświstów, głos z płaczem zmieszany,

W bok drogi gdzieś woła pomocy;

Myśl piérwsza — pomogę! któś pewno zbłąkany,

Brnie w śniegu i zginie wśród nocy.

Zwróciłem już konia — wtém jakby mi zda się

Któś szepnął: «a tobież co po tém?

Ej lepiéj godzinkę zyskawszy na czasie,

Odwiedzić twą dziéwę z powrótem6».

Strach serce ogarnął, zaledwiem mógł dyszeć,

Pot zamarzł kroplami nad czołem;

Jam w trąbkę uderzył, by jęków nie słyszeć,

I daléj siwego zaciąłem.

Wracałem o świcie — trzy wiorsty od domu,

Strach znowu ogarnął mię skryty;

Duch zamarł, a serce szepcąc po kryjomu,

Stukało jak dzwonek rozbity.

Przy słupie koń czmychnął — zjeżyła się grzywa

Na drodze, pod płachtą powiewną,

Pod warstwą sumiotu — kobiéta nieżywa,

Skostniała, bezwładna jak drewno.

Strząsnąłem płat śniegu na białéj jéj szacie,

I trupa wywlokłem na drogę;

Otarłem śnieg z lica — to była... ach! bracie

Daj czarkę, dokończyć nie mogę —

Przypisy:

1. co tobie (...) boli (reg.) — co cię boli; co ci dolega. [przypis edytorski]

2. kraśny — piękny. [przypis edytorski]

3. nuda — tu: znużenie, niechęć do rozrywek, melancholia. [przypis edytorski]

4. jeszczem był — konstrukcja z ruchomą końcówką czasownika: jeszcze byłem. [przypis edytorski]

5. sumiot — zaspa; kupa śniegu nawianego (zmiecionego) przez wiatr. [przypis edytorski]

6. z powrótem — dziś: z powrotem. [przypis edytorski]