Dzwonki

Na drzwiach wisiała kartka

czytelna tylko z bliska —

„Dzwonek czynny — proszę dzwonić”

i trzy nazwiska:

Do pani L. jeden raz,

do pana K. razy dwa,

a do doktora trzy razy...

Kartka taka wisiała,

żeby ludzie wiedzieli,

potem była selekcja

i — wzięli...

tę panią L. (jeden raz)

i pana K. (razy dwa),

i tego doktora (trzy razy...).

Kartka „proszę dzwonić”

wisi na drzwiach,

a drzwi otwarte,

a za drzwiami — strach...

Nie ma klamek — szarpnięte,

gdy zastali zamknięte...

drzwi rozwarte na oścież,

czarni byli tu goście.

Porzucone w pośpiechu

rzeczy w dzikiej pogoni,

a na drzwiach wisi kartka

z nazwiskami i „...dzwonić” —

do pani L. jeden raz,

do pana K. razy dwa,

a do doktora trzy razy.

Przyszli nowi — sprzątnęli,

klamki nowe wprawili,

kartki ze drzwi nie zdjęli.

Zapomnieli.

Przyjdzie zmrok — szara pora,

coraz bliżej wieczora,

mrok z kątów się wyłania,

coś wygania z mieszkania...

Strasznie jakoś i mrocznie,

trupio, głucho, urocznie,

wieje śmiercią i złem —

Wiem:

Niech zadzwonią za drzwiami

jeden raz, dwa lub trzy,

cienie idą ścianami,

jakieś widma czy mgły.

To jest do mnie — to do mnie,

szepty snują się głuche,

tak się cieszę dzwonieniem,

wargi martwe i suche.

— Jeden raz — to jest do mnie!

może syn mnie odwiedzi...

— Teraz znowu dwa razy...

to są do mnie sąsiedzi...

Korytarzem bez światła

lokatorzy upiory — — —

...teraz dzwonią trzy razy...

to jest do mnie, to chory...

Już milczące szarpanie

tu przy klamce... przy ścianie,

już westchnienie i męka,

że bezsilna jest ręka,

że tak marom niełatwo

w korytarzu dać światło,

drzwi otworzyć... powitać,

ach, to wy... a co słychać?...

A w dzień spokój,

nikt nie czai się z wnęk...

O zmroku — — —

lęk...

Dzwonek.

Idziesz...

zawsze potrącisz coś nogą...

strach...

otwierasz drzwi — — —

.....nikogo...

— to do nich...

(bo na drzwiach

wciąż kartka: Dzwonić...

Do pani L. raz...

do pana K. dwa...

a do doktora trzy razy...).