Przebudzenie
Przychodzą do mnie jakieś echa
I krzeszą iskry złote w sercu...
Na snów, na jasnych snów kobiercu
Dusza do słońca się uśmiecha...
Ukołysaną, roztęsknioną,
Błękitna słodycz opromienia,
Bo czuje, że się tlą w niej, płoną,
Nowe zachwyty i pragnienia.
A zimna była już jak lód,
Już odszedł od niej pragnień głód...
Przychodzą do mnie jakieś echa...
Snują się przy mnie jakieś mary,
Śni mi się słomą kryta strzecha
Drzemiąca w cichej wiosce starej;
Śni mi się duże, letnie słońce,
Omdlałe kwiaty, senne drzewa,
Po ziemi ognie chodzą lśniące...
Tak cicho... stary sad nie śpiewa
I drzew nie chwieją się korony.
Usnął... w promieniach... rozmarzony.
Przychodzą do mnie jakieś echa
I krzeszą iskry złote w sercu...
Na snów, na jasnych snów kobiercu
Dusza do słońca się uśmiecha,
I zatapiając oczy w sobie,
Czuje, że dziwny żal ją smęci,
Bo wiosnę swą przespała w grobie
Melancholijnej niepamięci,
Bo zimna była już jak lód,
Bo odszedł od niej pragnień głód...