Cud mniemany, czyli Krakowiacy i Górale
Wojciech Romuald Bogusławski, ur. 9 kwietnia 1757 w Glinnie, zm. 23 lipca 1829 w Warszawie, uchodzi za jednego z twórców narodowego teatru polskiego. Był aktorem, śpiewakiem operowym, reżyserem, dramatopisarzem, tłumaczem, teoretykiem i historykiem teatru. Propagował ideologię oświecenia i wolnomularstwo. Piastował funkcję dyrektora Teatru Narodowego w Warszawie, założył także teatr w Kaliszu.
Kształcił się m.in. w warszawskim kolegium pijarów oraz w Akademii Krakowskiej. W 1778 r. zadebiutował w warszawskim teatrze publicznym jako aktor, śpiewak operowy i dramatopisarz. W tym samym roku zapoczątkował polską twórczość operową, opartą na motywach ludowych, operą Nędza uszczęśliwiona. Trzy lata później przeniósł się do teatru lwowskiego. W latach 1783–1785, 1790–1794 i 1799–1814 był dyrektorem Teatru Narodowego. Na zaproszenie króla Stanisława Augusta Poniatowskiego w 1790 r. objął ponownie scenę warszawską, gdzie wystawiał sztuki patriotyczne. Należał do sprzysiężenia kościuszkowskiego; 1 marca 1794 r. wystawił Krakowiaków i górali, co miało istotne znaczenie polityczne. W kolejnym roku rozpoczął czteroletnią działalność teatralną we Lwowie. W 1799 r. powrócił do Warszawy i przez 14 lat kierował tutaj teatrem. W roku 1801 własnym sumptem wybudował teatr w Kaliszu, gdzie prowadził działalność artystyczną przez wiele lat.
Wojciech Bogusławski jest autorem licznych dzieł scenicznych, wśród których warto wymienić m. in.: Mieszczki modne. Komedia w 5 aktach, Fraskatanka, czyli dziewczyna zalotna. Opera we 3 aktach z muzyką sławnego Jana Paisiello, z włoskiego przełożona; Henryk VI na łowach. Komedia we 3 aktach z powieści angielskiej napisana; Cud mniemany, czyli Krakowiacy i górale. Opera w 4 aktach (albo: ... w 2 aktach; ... w 3 aktach). Z muzyką J. Stefaniego.
Pisał także o historii i teorii teatru, np.: Dramaturgia, czyli nauka sztuki scenicznej, dla Szkoły Teatralnej napisana przez Wojciecha Bogusławskiego... w Warszawie 1812; Dzieje Teatru Narodowego.
Zobacz także: https://pl.wikipedia.org/wiki/Wojciech_Bogus%C5%82awski
OSOBY
- Bartłomiej — młynarz
- Dorota — jego żona
- Basia — córka młynarza z pierwszego małżeństwa
- Wawrzyniec — zagrodnik1
- Stach — syn jego, kochanek Basi
- Jonek — przyjaciel Stacha
- Paweł, Zośka — państwo młodzi
- Bryndus, Morgal, Świstos — Górale
- Bardos — ubogi student z Krakowa2
- Miechodmuch — organista
- Pastuch
- Stara baba
- Krakowiacy. Krakowianki. Górale. Góralki. Lud.
Rzecz dzieje się w Mogile3, o milę od Krakowa.
ODSŁONA I
SPRAWA I
Teatr przedstawia z jednej strony chałupy wiejskie, wspośrzód nich widać karczmę z wystawą, po drugiej stronie pod laskiem młyn i rzeka, na której stoi mostek, w głębi widać wieś Mogiłę, kościół i grobowiec Wandy. Jonek siedzi na wierzbie i spogląda ku Wiśle. Stach biega niespokojny.
DWUŚPIEW
STACH
Cós, Jonku, nic tam nie widzis?
JONEK
Nic wcale, prózno się bidzis.
STACH
Patsaj jeno, miły Jonku,
Patsaj dobze pseciw słonku.
Bo słysałem, ze dziś wcale
Mają psypłynąć Górale.
O niescęście tes to moje,
Jakze ja się tego boję!
JONEK
Nie lękaj się, miły Stachu,
Wsakci nie umzem od strachu,
Toć Górale nie są carci,
A jeźli będą uparci,
Tak ich tu gracko4 wyćwicem,
Ze się musą wrócić z nicem.
STACH
Ale jak mi porwą Basię?
JONEK
Jesceć im, od tego zasię5.
Ale cicho! Coś spod góry
Płynie: kieby6 dwaj gąsiory.
STACH
Ach, to oni pewniusienko!
JONEK
Nie inacej, mój Stasienko,
Teras widzę dokonale,
Zeć to oni są, Górale.
Skacze z drzewa.
STACH
Cós tu cynić?
JONEK
Cós pocniewa?
Myślą.
STACH
Oto do ojca pójdziewa
I nim Górale psypłyną,
Padniem mu do nóg z dziewcyną.
I opowiem moje chęci.
JONEK
Ja w tem za druzbę słuzę ci.
Razem.
Idźma, wsak on nie ze skały,
Wzrusy się na me (twe) zapały,
Wsak on kiedyś w młodym wieku
Musiał tes doznać, nieboze,
Jak to, wej7, doskwiera cłeku,
Kiej8 do swej lubej nie moze.
Odchodzą obydwa.
Stach zatrzymuje się przed samym młynem.
STACH
Ach, nie mogę, mój Jonku, jakoweś mnie mory
Psechodzą i drzę cały.
JONEK
Zwycajnie, jamory
Nieśmiałym cłeka cynią, ośmielze się psecie.
STACH
Wiem, ze młynaz najlepsa jest dusa na świecie,
Ale jego zonecka, oj, ta, zadną miarą
Nie pozwoli, wej, na to, wsak wies, miły bracie,
Ze go tak osiodłała jak kobyłę starą:
W ustawicnej nieborak zyje tarapacie.
JONEK
Dobrze mu tak, na co stary ozenił się z młodą?
Posed, wej, i on za modą.
Chciał pewnie, azeby go sąsiedzi chwalili,
Zeby go, jak po miastach, karmili, poili,
Byle tylko wstęp mieli do ładnej zonecki:
Myślał, ze złoto złapie, dziś ma torbę siecki.
Jak tylko pani Dorota
Wlazła w dom — zaraz, niecnota,
Starca zawojowała i córkę mu gryzie;
A sama, jak zobacy zwawego chłopaka,
To tak do niego lizie,
Kieby smoła jaka.
STACH
Otós to, miły Jonku, moja bida cała,
Pani młynarka tak się we mnie pokochała,
Ze, kaj mie tylko spotka, w oboze cy w gumnie9,
Zaras chce całusa u mnie.
Ongi, jak mie pod stogiem siana psycapiła,
Tak mię ściskała, niecnota,
Ledwie mnie nie udusiła.
JONEK
Cy tak? No, wejcie, to ta
Psycyna, ze ci Basi nie chce dać za zonę:
Wiesze co, to psed Bartkiem oskarzemy onę,
A tak się wsyćo skońcy.
STACH
Oj nie, miły Jonku,
Nie psycyniajmy prózno staremu frasunku10,
Mógłby się na śmierć zagryść, gdyby lepi
Męzowie na swych zonek figle byli ślepi,
Więcej by spokojności między ludźmi było.
JONEK
Mów racej, ze rozpustniej by się jesce zyło,
Ale wies co, te wsytkie matki korowody
Są furdą, jezeli mas słowo panny młody.
STACH
Ej Basiać mnie lubuje i tak powiedziała,
Ze nie chce tego drągala, Górala,
Którego jej macocha za męza obrała:
Tylko, ze ociec stary zapewne mu słowa
Zechce dotsymać, bo to jus dawna umowa
Między niemi stanęna, ach, otós jus płyną
Górale i Bryndusa zaręcą z dziewcyną.
Ja się zabije, Jonku, jeźli ją postradam.
JONEK
Cekajno, niech ja wpsódy z młynazem pogadam,
Kto wie, moze go jako w zdaniu pseonace,
Gdy mu nase racyje dobze wyonacę.
Psecies to co swój, to swój; na cós tu obcego,
Kiej haw11 mamy i w domu rodaka swojego.
Alboś to ty wej hołys12 lub jaki mitręga13,
Psecieć to i twój ociec seść kobył zapsęga
W furmankę i niedawno woził kastelana
Do Warsawy14, ba, nawet i samego pana
Wojewodę do Grodna15, a jak się obrócił,
W tsy niedziele go zawiózł i nazad się wrócił.
I ty tes ctery konie pędzis jednym licem16,
Po wąwozach się kręcis, tsaskas łepsko bicem,
Mas tes dwa morgi17 gruntu, dwa zupany18 syte
I tańcujes najlepiej między parobkami,
Mas i kozuch skalmieski, buty z podkówkami,
Dwie laski w srebro kute, ksemieniem obite,
A jezeli do tego dziewcyna ci spsyja,
To się nicego nie bój.
STACH
Ale nam cas mija,
Bo jak, wej, ci Górale psypłyną do młyna,
Jak się upse Dorota, to za poganina
Bartłomiej wyda córkę i stracę dziewcynę.
JONEK
Jesce tutaj nie zdązą ani za godzinę.
Basie tsa ze młyna zwabić, byśwa uradzili.
STACH
Nie wiem, jak to tu zrobić.
Basia w dymniku pokazuje się.
JONEK
Spostrzega Basię.
Cyt, widzis ty Basie?
SPRAWA II
Stach — Jonek — Basia.
STACH
Biegnąc do Basi.
Basiu! Moja dusecko, zleź tu do nas trocha.
BASIA
Nie mogę, bo młyn,wejcie, zamknęła macocha.
Ale patsajcie jeno, jest ona w stodole?
Jezeli jej nie widać, zejdę choć po kole.
JONEK
Nie mas jej, chwila temu posła za ogrody.
STACH
Zejdź więc, tylko ostroznie, abyś sobie skody
Nie zrobiła.
BASIA
Nie bój się, nie pierwsy raz ci to.
Schodzi po kole, Stach jej rękę podaje, a Jonek, patrząc, śmieje się.
JONEK
Ba, ba, ba! Nie musiałaby chyba być kobietą,
Zeby się nie umiała wykradać do gacha.
Ale jak zręcnie skace, jak koza, ha! Ha! Ha!
Mówią, ze nie tsa wiezyć po miastach niewieście.
Diabła prawda, i nase to zrobią, co w mieście.
STACH
Ach, Basiu! Zycie moje, cós to będzie z nami?
BASIA
Abo co?
STACH
Juz dwie krypy19 płyną z Góralami.
Niezadługo tu staną.
BASIA
A to niech i ta staną.
STACH
To cie, wej, nic nie martwi, to chces być wydaną
Za Bryndosa, Górala?
BASIA
Nic z tego nie będzie.
Wsak wies, kiej u nas był tu po kolędzie,
Powiedziałam mu wyraźnie,
Ize ja się z nim nie draźnie,
Ale mu sceze mówię, że jak diabła jego
Nie cierpie i ze pójdę za Stasia mojego.
A ze on nie chce wiezyć, ze tak jest uparty,
Niech go biorą carty.
Jak psyjdzie, tak pójdzie s kwitkiem.
STACH
Dobze to, moja Basiu, ale gdy s tem wsytkiem
Ociec cię musić będzie albo tes macocha?
BASIA
Ociec tego nie zrobi, bo mnie mocno kocha,
A matuli zaś powiem: matulu, słuchajta,
Kiej wam tak Góral miły, to se go kochajta,
Ja zaś za Górala nie chce pójść i kwita.
A jak mnie gwałtem weźmie, pozna, zem kobieta,
Tak go gryść, tak cartowsko zyciem z nim gotowa,
Ze mu za jeden tydzień jak kadź spuchnie głowa;
Otós to jej tak powiem i na tym się skońcy.
Nie bój się, mój Stasieńku, nic nas nie rozłący,
Jeźli się nie nawiną inne pseciwności.
STACH
Basiu, cylis ty nie znas całej mej miłości:
Jako wągiel, skropiony wodą, bardziej pazy,
Jako wiatr, rozdymając ogień, lepiej zazy,
Tak me serce więksego doznaje płomienia,
Kiedy na się fortuna pseciwną zamienia.
BASIA
Jus se, wej, nie gryź głowy, jus ja w to poradzę,
Ze tego natrętnego Górala odsadzę;
A jak będzie uparty, zaśpiewam mu wreście
Tę piosneckę, co to ją jakaś panna w mieście
Swemu kawalerowi psed ślubem śpiewała,
Kiej ją matka za niego gwałtem wyganiała.
ŚPIEWKA
Mospanie kawaleze,
Nie zeń się, prosę, ze mną,
Bo ja powiadam sceze,
Ze ci nie będę wzajemną.
Natura kochać kaze
I mnozyć swoje plemię,
Ja mam ku tobie odrazę,
Prosę, zaniechajze męe.
Gdzie jest w małzeństwie zgoda,
Tam słodko lata schodzą,
Tam w domu jest swoboda,
Tam się i ludzie rodzą.
Lec gdzie w małzeńskie łózko
Niezgodę djabeł wdmuchnie,
Tam zonie schnie serdusko,
Męzowi głowa puchnie.
Nie zda się baran kozie,
I kacka nie chce kruka,
Wabią się ptaki w łozie20,
Kazde swojego suka.
Gdzie się w niewoli zyje,
Nie mas tam wzajemności,
Pies na powrozie wyje,
Kazdy pragnie wolności.
Otóz to, tak mu powiem.
JONEK
Który dotychczas w pole patrzał.
Ej, cicho!
Dorota, wej, tam idzie.
STACH
A cy ją tu licho
Niesie; uciekaj, Basiu, by cię nie zocyła.
BASIA
Ale jak łatwom na dół s pod dachu zskocyła,
Ale w górę nie mozna, a dzwi ode młyna
Zamknęła, wej, macocha, by snać starowina
Ociec nie wysedł patsyć, kędy ona chodzi,
Bo jak wejcie, uwazam, ze ona coś godzi21
Na jakiegoś jamanta, s którym się, wej, wdaje,
A musi jus mieć kogoś, bo raniutko wstaje,
I biega za stodoły.
JONEK
Do Stacha cicho.
Ciebie pewnie suka
STACH
Do Jonka.
Nie mówze nic.
Do Basi.
Idź, Basiu, bo cie matka sfuka22,
Najlepiej idź do karcmy pomiędzy dziewcyny.
Tańcują tam, bo Pawła dzisiaj zaślubiny,
Mają tu psyjść i ojca prosić na wesele,
Ty se tes potańcujes z niemi — potem śmiele
Psyjdzies, pomiędzy gośćmi nie będzie cię łajać.
BASIA
Bywaj mi zdrów.
Odchodzi.
STACH
Ty tes, Jonku, psestań bajać.
Gdyby dziewucha zwęchła te matki zaloty,
Miałzebym potem w domu cartowskie kłopoty;
Idź za nią, wsak ty druzba, ty mas tańce wodzić.
JONEK
Podchlebiaj matce, Stachu, bo ci moze skodzić.
Nie zawadzi dla zysku osukać nawjasem,
Wsak i panowie zonki tes zdradzają casem;
A próc tego s psybytku wsak głowa nie boli,
Potrafis ty i matce, i córce do woli.
STACH
Nie baj, idź prędzej.
JONEK
Idę. Nim staną Górale,
Ja tu s całą ceredą w tańcu się psywalę,
Weźmiewa sobie sksypki i kozę maćkową.
SPRAWA III
Stach sam, potem Dorota.
STACH
A ja w moje obroty wezmę tu Bartkową,
Jezeli się da wzrusyć, to o starca fraski,
Jak go, wej, rozkomosą23 weselne igraski,
Wtencas mu padnę do nóg i wsystko opowiem,
Moze się da nakłonić.
DOROTA
Biegnie i wiesza mu się na szyi.
Ach, Stasieńku miły!
Tyś moją dusą, tyś jest mojem zdrowiem!
Jus cię od świtu sukam, pewnie cię zwabiły
Dziewuchy, wej, do karcmy — a ja bes cie konam!
STACH
Ale, pani młynarko, na cós to nam?
Te prózne swary;
Wacpani mąz stary,
Jakby się, wejcie, o tym dowiedział, toby to
Dopiero biedy było.
DOROTA
Na cós się s kobietą
Młodą zenił, kiej stary, mógł mnie, wej, nie zwodzić,
Kiej w nicem młodej zonie nie umie dogodzić.
Zawse to chore, ksywe,
A jesce tak podejzliwe,
Chciałby mnie zbyć głaskaniem, a to nic nie nada:
On mnie osukał, ja tes osukuje dziada.
ŚPIEWKA
Zadko to bywa na świecie,
By się małzeństwo kochało,
Chocias w młodości są kwiecie,
Chocias się dobrze dobrało.
Tym gozej, gdy zona zwawa,
A mąz ledwie ze się chwieje,
Prózno się praca zadawa,
Jak lód psy słońcu topnieje.
Stasiu, tyś zranił mą dusę,
Ja ci prawdę wyznać musę,
Ze kiej mam starca przy sobie,
Wtencas ja myślę o tobie.
O bodaj bym cię nie była znała!
Nie byłabym cię kochała,
Ty mię tak dręcys, niebogę,
Ze bes ciebie wytrwać nie mogę.
Więc się nade mną uzałuj,
Uzyc mi w mojej potsebie
Casem mnie tylko pocałuj,
Wsyćko ucynię dla ciebie.
STACH
Pani Bartłomiejowa, gdy mi tak spsyjacie,
Pochlebiam sobie, wejcie, ze mi Baśkę dacie,
Basia mnie bardzo kocha i ja ją wzajemnie.
DOROTA
Baśki ci się zachciało, zdrajco, a śmiesze mnie
Takie zecy wbrew bajać, toć bym miała
Patsyć, jakby się Baśka do cię umizgała?
STACH
A więc tes, kiedy inną wybierę za zonę,
Więcej mnie nie ujzycie, bo w daleką stronę
Pseniesę się, to i tak wam nic nie pomoze.
DOROTA
Na stronie.
Prawda i to.
Głośno.
Słuchajze, toć jesce być moze,
Zebym ci Baśkę dała, ale mi obiecać
Musis, ze mi pozwolis sobie się zalecać,
Wsak ja młoda i zwawa.
STACH
Nie, Pani Bartkowa,
Niech nas Pan Bóg od takiej pokusy zachowa,
Nie słysycies to, jak nas ksiądz o to strofuje?
DOROTA
O ba, niech sobie tam ksiądz zdrowiuchno zartuje.
Pamiętam ja, jak do mnie kopercaki24 palił,
Kiedym, wej, chusty prała, mało mnie nie zwalił
W Wisłę25, a zem go chciała kijonką26 psemiezyć,
Nie ze wsyćkiem to pono trzeba księdzu wiezyć.
STACH
Ale się ludzie gorsą i śmieją się z tego.
DOROTA
Juz my nie zgorsem świata zepsutego.
Pamiętam ci ja w mieście ową panią malowaną,
Coś my to u niej byli z kasą tatarcaną27:
Mąz koło kuchni chodził, a ona w pokoju
Lezała na kanapie w tak cieniusieńkim stroju,
Ze ją ledwie nie nago widzieć mozna było.
Dwóch młodych ohficerów psy niej się kręciło,
Takze jakiś kanonik28 i patron29 nadęty;
Ten poprawiał pońcosek, ów ściskał za pięty,
Azem parschła ze śmiechu.
STACH
To się panom godzi,
Bo takim i samo złe na dobre wychodzi,
Ale my zyć powinni, jak poćciwość kaze,
Ja nigdy mojej zony zdradą nie obraze.
DOROTA
Kiedy tak, to się Baśki nie spodziewaj prózno,
Dziś ją Górale wezmą, bądź zdrów.
Chce odejść.
STACH
Biegnąc za nią.
A cyz mozna
Abyście mnie tak dręcyć chcieli? Hej, słuchajcie!
Albo mi zaraz dzisiaj swoją córkę dajcie,
Albo powiem męzowi, ze wy mnie kochacie.
DOROTA
Oho! Próznać to praca, nie wskóras nic, bracie.
Tak ja memu starcowi zakręciła głowę,
Zeby cię jesce wyprał za takową mowę.
Spróbuj no, a zobacys, jak tam zecy chodzą,
Gdzie młode zonki starych męzów za nos wodzą.
Odchodzi.
STACH
Prózna, widzę, nadzieja, cós tu teraz pocnę?
Tu słychać strojenie skrzypców w karczmie.
Ale otós i tańce zacynają skocne,
Niechze se tu tańcują, ja ojca sprowadzę
I z nasym Organistą trochę się naradzę;
On, jak się na perore30 do ojca wysadzi,
Moze od mojej Baśki Górala odsadzi.
Odchodzi.
SPRAWA IV
Paweł, Zośka, Jonek, Basia, druchny, drużbowie.
Jonek zwyczajem Krakowiaków stawa zawsze na przodzie, kiedy śpiewa zwrotkę. Jonek z panną młodą, a pan młody z Basią, reszta Krakowiaków parami tańcują.
JONEK
Śpiewa.
Oj dadada, dadada, tańcujmy wesoło!
Skaćcie, chłopcy, skaćcie, dziewki, skaćwa, wszyscy wkoło.
Tańcują.
Wyjdźcie do nas, Panie Bartku, Pan Paweł was prosi,
Bo dzis jesce chciałby urwać rózyckę u Zosi.
Tańcują.
Zosia ceka niecierpliwie, rychło wiecór będzie,
Bo dostanie ślicny cepek, choć rózy pozbędzie.
Tańcują.
Dziś Pan Paweł pozna Zosię, cy mu zyła wiernie,
Jeśli jesce u rózycki ma kolące ciernie.
Tańcują.
I wy, Panie Bartłomieju, mieliście te gody,
Kiejście kwiatek chcieli urwać u zonecki młody.
Tańcują.
A więc dłuzej nie wstsymujta nasej lubej pary,
Bo to młody zywiej pragnie niźli, wejcie, stary.
Tańcują.
SPRAWA V
Ciż sami, Bartłomiej i Dorota wychodzą ze młyna.
BARTŁOMIEJ
Witam was, moje dzieci, cegos to ządacie?
JONEK
Oto tu, Bartłomieju, państwo młode macie,
Które was psysło prosić na swoje wesele.
Ja, jako pierwsy druzba, do nóg wam się ścielę,
Byście swoją osobą udazyć ich chcieli.
Psytem, byście swą zonkę i córeckę wzięli,
Pokorniuchno uprasam.
Kłania się.
BARTŁOMIEJ
Toć ty, wej, dziewecko,
Nasego Pana Pawła zostanies zonecką?
Winsuję, zyjcie zgodnie w małzeńskiej psyjaźni,
Zawse bes pseciwności i bes zadnej kaźni;
Zyjcie w tym stanie, który nam Pan Bóg spoządził,
Kiedy samemu cłeku źle być sądził.
Więc nie męza, nie brata, ani tes drugiego
Jadama utwozył mu do zycia wspólnego,
Ale mu zonę z jego uformował ziobra,
Boć to zła zec jednemu zyć, a dwojgu dobra.
Zyj więc scęśliwie, paro, z dusy zycę tego!
PAWEŁ
Kłania się.
Dziękujemy Wasmości.
BARTŁOMIEJ
Do Zosi.
A ty kochas jego?
Powiedzze, nie wstydź no się, bo to bes miłości
Za nic małzeńskie śluby.
PAWEŁ
Sroma się31 Wasmości.
Nie chce, wej, gadać.
DOROTA
Mówze.
PAWEŁ
Nie bądźze tak płochąm.
BARTŁOMIEJ
Jakze, cy kochas Pawła, Zosiu?
ZOSIA
Wstydząc się, z prędkością.
I toć kocham.
BARTŁOMIEJ
Błogosławze więc, Boze, wase serca cyste!
JONEK
Otóz, wej, i Stach z ojcem wiodą Organistę:
Usłysema tu zaraz ślicną oracyję.
SPRAWA VI
Ciż, Wawrzyniec, Stach, Organista.
MIECHODMUCH
Witam, witam zebraną całą kompaniję
I proszę mi pozwolić, by w ten dzień wszpaniały
Ręce moje na dźwięcznych cymbałach zagrzmiały.
Biorąc się pod boki, jak przystoi do oracji.
O Pawle, chłopczów ozdobo!
Zochfija łączy się z tobą.
I tak się łączy do szpółki,
Ze kieby dwie jaszkółki:
Poplątawszy swe nogi jak one we wodzie,
Tak wy dziś utoniecie w małżeńskiej szwobodzie!
Kochajcie się więc zawdy jak szynogarlice,
Pnijcie się w górę razem, kieby chmiel po tyce.
We dwa rzędy szadzony ogród kształtniej sztoi,
Dyjament wsadzon w złoto jaśniej światło dwoi,
I dwa szłowiki nawet śpiewają szwobodniej,
Weselej zapalone gorą dwie pochodnie:
Tak i wy, w jedno życie z obojga wcieleni,
Z obydwóch sztron będziecie też błogosławieni!
A jak wam się szczęścić będzie,
Gdy ksiądz przyjdzie po kolędzie,
Nie zapominajcie o Organiście,
A ja wam za to ogniście
Zagram przy ślubie na całe organy.
Skończyłem, dyksy32, siądźmy; ty, Panie kochany
Pawle, każ nam tu przynieść miodu garczy parę.
WAWRZYNIEC
Siadajcie, gospodaze — ja, zwycaje stare
Zachowując, jako, wej, stryj pana młodego,
Na miejscu ojca zmarłego
Moje błogosławieństwo kładąc im na głowę,
Taką do nich cynię mowę:
Zyjcie swobodnie, mnózcie się płodnie,
Obyście wase widzieli prawnuki,
Obyście, od dzisiejsej psewrotnej nauki
Dalecy, poćciwe mogli wydać plemię.
Uprawiajcie w pocie coła wasą ziemię,
Ona jest matką wasą, ona was wyzywi;
Nie bądźcie z nikim fałsywi,
Kochajcie zawse bliźniego,
Nie odpychajcie od dzwi ubogiego.
Podzielcie się chudobą33 s potsebnym sąsiadem,
I zyjcie dobrych ludzi psykładem.
Nic wam więcej nie zycę — a teraz wy, chłopcy,
I wy, starsi parobcy,
Stawcie się w psemian z dziewcęty
I zaśpiewajcie himn małzeństwa święty.
Nasa Pani Bartkowa, jako gospodyni,
Tę nam łaskę ucyni,
Ze włozy pannie młodej na głowę wianecek.
Wy, druchny, rospuśćcie jej warkoce.
Tu, panie młody, za mną, w weselny tanecek.
Ja zacnę, zaśpiewajcie, niechaj se wyskocę.
Bartłomiej, Dorota, Organista i kilku starych gospodarzy siedzą po prawej stronie — chłopcy i dziewczęta śpiewają na przemiany; podczas zwrotki dziewcząt chłopcy smutni, po skończonej podskakują na miejscu, śpiewają, tańcują, Jonek z panną młodą, a Paweł z Basią.
HYMN WESELNY
1. DZIEWCZĘTA
Zosiu, ach! Jus cię traciemy,
Jutro cię panią ujzemy,
Zblednie kolor twój rumiany,
Stracis wianecek ruciany34.
1. CHŁOPCY
Nie uwazaj, miła Zosiu, lepsy chłopak świezy
Nis kwiatecek w pustym polu, co odłogiem lezy.
I wianecek, kiedy zwiędnie, nic nie będzie płacić,
A wy, co go załujecie, radybyście stracić.
2. DZIEWCZĘTA
Jus matuchnę swą stradałaś,
Jus do obcych się wybrałaś,
Jus nie ujźrys swej dziedziny35,
Gdzie słodkie zyłaś godziny.
2. CHŁOPCY
Skowronecek pod kamykiem, łabędź wedle wody,
A słowicek w chłodnym gaju uzywa swobody,
Tak tes dziewce w domu męza znajdzie dobre mienie,
Bo tak, wejcie, psykazało mądre psyrodzenie.
Tańcują.
3. DZIEWCZĘTA
Dotąd nie znałaś zgryzoty,
Teraz poznas, co kłopoty,
Nie będzies mogła tańcować,
Bo musis na chleb pracować.
3. CHŁOPCY
Wsakze kazdy cłowiek w zyciu stwozony do pracy
A ci, co nam chleb zjadają, są istni prózniacy.
I wy, dziewki, co w panieństwie swe troski macie,
Lec w małzeństwie są roskose, których wy nie znacie.
Tańcują.
4. DZIEWCZĘTA
Psyjdzie jesce kłopot taki,
Kiedy cię obsiędą dziatki,
Natencas będzies slochała,
Ześ się panną nie została.
4. CHŁOPCY
Chmiel się ksewi, jabłoń rodzi i gniezdzą się ptaki.
By się wsytko nie mnozyło, nie byłby świat taki.
Nikcemne są takie dziewki, djabła nie wartają,
Co się same tylko włócą, a męzów nie znają.
Tańcują.
WAWRZYNIEC
Dosyć jus tego, chłopcy, łepskoście śpiewali
I my tes nie najgozej Zośkę wychasali;
I wy, druchny, składnieście tes nad nią płakały,
Choć to takiego płacu i wy byście chciały.
Teras pójdźwa do karcmy, jak śniadanie zjemy,
To się wej, Panie Bartku, z sobą rozmówiemy.
MIECHODMUCH
Bo mamy coś powiedzieć, dla dobra waszego.
JONEK
Dalej, duda36! Zagraj nam marsa wesołego.
Pódźwa.
Marsz, wszyscy wychodzą parami.
WAWRZYNIEC
Ty pilnuj dobze i Bartka, i zony.
Nalewaj im gozałki miodem zaprawionej,
Wsak wies, ze my, podobnie tak jak i panowie,
Najlepiej sprawę końcem, kiedy sumno w głowie.
Do Stacha.
A jak się jus zachłysną, w tem zacnij pomału
Prosić o łaskę dla się, pewnie o Góralu
Zapomną.
STACH
Ale, ojce, spieście się, jak mozna,
Bo, jak Bryndus psypłynie, to jus będzie prózna.
WAWRZYNIEC
O! Ani za godzinę jesce tu nie staną,
Wysiedli pod kościołem, snać na msą śpiewaną.
Mamy jesce dość casu.
Idzie do karczmy.
STACH
Idźmy, tatuleńku.
Chce iść, ale Dorota zatrzymuje go, która się była schowała za chałupę.
DOROTA
Ach! Zacekajcie na mnie, zacekaj, Stasieńku.
Pójdź tutaj na ustronie, bo tam s karcmy widno.
STACH
Cegos chcecie, młynarko?
DOROTA
Pocies ty mnie, biedną,
Pocałuj mnie, choćby ras!
Chwyta go za szyję.
STACH
Ej! Cy tes to licho,
Dajcie pokój, bo będę wzescał.
DOROTA
Zatykając mu usta.
Ale cicho,
Bo stary wej usłysy.
STACH
Niech słysy.
DOROTA
Choć ksynę.
STACH
Ani by.
DOROTA
Choć ras tylko!
STACH
Mam zdradzać dziewcynę?
DOROTA
Mój Stasiu!
Chwyta go za szyję.
STACH
Woła głośno ku karczmie.
Bartłomieju!
DOROTA
Zatykając mu usta.
Nie róbze hałasu.
STACH
Uciekajwa, bo oto ktoś nadchodzi z lasu.
Mógłby nas tu podsłuchać albo dojzeć okiem.
Ucieka.
DOROTA
Zjes mi djabła, bestyjo! Wyjdzie ci to bokiem.
Odchodzi.
SPRAWA VII
Bardos sam wchodzi, ubogo ubran, nogi łykiem okręcone, z teką na ramieniu: torba jedna z książkami, druga z machiną elektryczną, kałamarz wielki cynowy przewieszony przez ramię. Schodzi z góry po lewej stronie, podskakując, i śpiewa następującą piosnkę:
ŚPIEWKA
Świat srogi, świat przewrotny,
Wszystko na opak idzie,
Kto nie wart, pan stokrotny,
A człek poczciwy w biedzie.
Lecz rozum górę bierze,
Tym sobie życie słodzę,
I ja porosnę w pierze,
Choć dziś bez butów chodzę.
Niemądry, kto wśród drogi,
S przestrachu traci męstwo.
Im sroźsze ciernia, głogi,
Tym milsze jest zwycięstwo.
Na górze mieszka Sława,
A Szczęście jeszcze wyżej,
Lecz gdy chęć nie ustawa,
Wnet się człek do nich zbliży.
Im srożej Los nas nęka,
Tem mężniej stać mu trzeba:
Kto podle przed nim klęka,
Ten nie wart względów Nieba.
Mnie chociaz głód dojmuje,
Lecz duszy mej nie szkodzi,
Śpiewaniem biedę truję,
Wesołość troski słodzi.
Prawda, że wesołość i smutek osładza,
Jednakże nie ze wszystkiem brzuchowi dogadza.
Widziałem s tej góry wysokiej,
Że tu wesołe odprawiano skoki.
Dalejże i ja w pląsy, nieźle się skakało,
Ale też teraz bardziej jeść mi się zachciało.
Oj! Jadłżebym, dwie mile uszedłszy o głodzie;
Choćbym gdzie stanął w gospodzie,
Cóż? Ani grosza nie mam.
Zbliża się do karczmy.
Ach, jakież to smaczne
Rozchodzą się w tej karczmie zapachy kołaczne,
Coś niby gęś i prosię, i pieczone cielę,
Musi tu być wesele.
Gdyby się tam jak wkręcić, ale jak, to sztuka.
Wstydzę się niepomału37 w tak liczną gościnę
Jak pauper studiosus38 iść po żebraninę.
Jeszcze kto wypchnie, wyfuka,
Niewiele teraz popłaca nauka!
Oj! Okpiłem się srodze, myśląc, że talenta
Wykierują mnie kiedyś, biednego studenta,
Że dadzą sławę i dobre mienie;
Widzę, że próżne było moje omamienie.
Djabła wskórasz i z rozumem,
Kiedy zaćmienie w kieszeni,
Gdy się potrzeby zewsząd cisną tłumem,
Wtenczas i rozum się zmieni.
Największy mędrzec zgłupieje,
Kiedy ze dwa dni nic nie je.
Patrzy na tekę.
I na cóż mi się zdacie
Wy, szumni szczęścia ludzkiego malarze?
Kiedy go tylko w przywidzianej marze
Ludziom wystawiacie.
Mamże was jeszcze dźwigać, kiedy sam zgłodniały
Jak trzcina chwieję się cały?
Rzuca książki.
Precz ode mnie, przeklęte bestyje!
Figury, Tropy, Sylogizmy, Chryje39,
Niech was djabli biorą s teką!
Precz i ty, Panie Seneko40!
Rzuca inne książki.
Panie Demostenesie41 i Panie Platonie42,
I ty, tak wyszczekany, djabli Cyceronie43.
A wy najbardziej, wy, gałgańskie dusze,
A wy, miłostki Safy46, ody Horacego47,
Coście mnie tylko nauczyły tego,
Że sam swoim językiem nie władam
I choć nie chcę, wierszem gadam.
Cóż mi s tego, żem Retor, Poeta, Fizykus,
Kiedym goły jak Bykus?
Za te wszystkie wasze baśnie
Niech was jasny piorun trzaśnie!
Raczej się głupim, podłym lub filutem zrobić,
Więcej tem można zarobić.
Ten, kto się z wami pobrata,
Nie zda się dzisiaj do świata.
I głodu się nacierpi, i tak w bidę wlezie,
Że mu niejeden robak dogryzie —
O! Jak jest dziwna życia ludzkiego odmiana,
Kiedym się nie chciał z młodu uczyć, jak barana
Wyciągali na ławie, siekli, gdyby bydlę;
Dziś, kiedy wszystko w głowie, szło mi jak po mydle,
Kiedy nawet samego profesora zdanie
Na publicznej dyspucie zbiłem, przez udanie,
Przez plotki, tak mię gryźli, tak mi bóty szyli,
Że nareście jak łotra ze szkół wypędzili.
Patrząc na elektrykę48.
Oj, ty, ty elektryko, ty jesteś jedyną
Nieszczęścia mego przyczyną!
S ciebie to ta dysputa była wtenczas dana.
Bodaj cię!... Ale masz szczęście, żeś szklana.
Schowam cię, może jeszcze, wlazłszy między gbury,
Jak ich zacznę zabawiać twojemi figlasy,
Dostanę kawał kiełbasy.
Żeby tylko na chwilę wyszedł tu z nich który.
Oto idą, słuchajmy, co to są za jedni.
Chowa się.
SPRAWA VIII
Stach, Basia i Bardos ukryty.
STACH
Ach Basiu, moja dusko, jakześmy my biedni,
Nic macochy nie wzrusy, tak się, wej, uparła.
BASIA
Ani by, gdyby jędza jaka się rozzarła,
Ani se gadać nie da. Alem uwazała,
Ze, wej, djabelnie ocy na cię psewracała.
Cy ona zaś, niecnota, nie kocha się w tobie?
STACH
Ej! cós ty myślis, Basiu? Cós to znowu tobie?
Ot, zwycajnie kobieta, jak kobyła w błocie,
Jak się upse, ani by.
BASIA
A cós w tym kłopocie
Pocniewa?
STACH
Ja, dalibóg, nie wiem, co tu pocąć.
Spostrzega Bardosa.
Ale któs to tam idzie? Chce snać, widzę, spocąć
I siadł se.
Przypatrując się.
Och! Coś mi się ochapia49 pseklęcie.
On, nie on? Jakze się mas, mój Panie skubencie50?
Cós ty tu robis?
BARDOS
A kłaniam, Panie Stanisławie.
Skądżeś się tu wziął?
STACH
Tuć ja mięskam; z nieba prawie
Zjawiłeś nam się Wpan.
BARDOS
W czemże pomódz mogę?
STACH
Ja, Basiu, z Jegomością jeździłem ras w drogę.
Wziąłem go w Małogoscu51 z profesorem jego,
Sam Pan mu słuzył, lec on, słyse, niewart tego,
Bo go sam Pan w naukach duzo psewyzsali,
Jak mi mówili ludzie, co, wej, Pana znali.
Ej! Rozum tes to rozum.
BARDOS
Bodaj go nie miałem!
Za to też chleba i szkół postradałem.
STACH
Wejcie!
BARDOS
Powiedz mi, proszę, czy to ty się żenisz?
Bo tu widzę wesele.
STACH
To, wej, mój bratanek
Bieze zonkę.
Skrobie się po głowie.
BARDOS
Oboje was jakiś frasunek
Dręczy, ty się po głowie skrobiesz, a ty się czerwienisz.
STACH
Bo to wej moja luba.
BASIA
Rumieni się.
A ty mój kochanek.
BARDOS
Czemuż się nie żenicie?
STACH
Matka nie pozwala.
BARDOS
A to czemu?
BASIA
Bo mnie chce wydać za Górala.
BARDOS
Za Górala?
BASIA
A juści.
STACH
Juz z nią drugi dzbanek
Miodu mój ojciec pije, ale niewzrusona
Jak, wejcie, góra w Tatrach52 skalistych.
BARDOS
Wskazując na Basię.
A ona
Maż ojca?
STACH
Ma, mój Panie, ale już jest stary,
Młoda zonecka nad nim psewodzi bez miary.
BARDOS
A on przecie przystajeż?
BASIA
On ci by i psystał,
Aleby w domu jednej godziny nie wystał,
Wygnałaby go zona.
STACH
Ratuj nas, mój Panie.
BARDOS
Będzie to, ale wprzódy muszę zjeść śniadanie.
Wy czyście już śniadali?
BASIA
Dopiero do stołu
Zastawiają.
BARDOS
Tym lepiej.
STACH
Będziem jeść pospołu.
BARDOS
Mniejsza o to, służę wam.
STACH
Co chces, to ci damy.
BARDOS
Nie gardzę niczem.
STACH
Tylko wpsód do Basi Mamy,
Młynarki, obróć Waspan swoje perswazyje.
Mas wielki rozum, to ją psekonas.
BARDOS
Użyję
Całej mojej wymowy, tylko podjem wprzódy:
Ale, słuchajże, aby rzecz mi się udała,
Porzuciwszy niewczesne ze mną korowody,
Powiedzcie mi, jak się ta wasza miłość zawiązała
I jak daleko zaszła, trzeba mi to bowiem
Wiedzieć.
STACH
Oto tak.
BASIA
Przerywając mu.
Cyt no, ja to lepiej powiem.
ŚPIEWKA
BASIA
Ras na pniu między dębami
Siedziały w paze turkawki;
Nie wiem, dla jakiej zabawki,
Tsepotały sią sksydłami.
Patsąc na to ich rusanie,
Taka mnie lubość psejena,
Zem srodko Stasia ścisnena.
J stąd wsceno się kochanie.
STACH
Ras nam się krówka ganiała,
A Basia psy mnie siedziała.
Nie wiem, co się to zrobiło,
Ze mi się w ocach zaćmiło.
BARDOS
Wybornie! A potem?
STACH
Bojąc się jakiej zarazy,
Scisnanem Basie dwa razy.
Ona mię także ścisnena,
I stąd się miłość pocena.
DWUŚPIEW
STACH i BASIA
Odtąd, jak się kaj spotkamy,
Zaras o krówce gadamy
Lub się turkawki wspomina,
A tak się znowu pocyna.
Kiedy siedzimy we dwoje,
Kiedy się s sobą bawiemy,
Zzda się, ze wtencas oboje
Jedną dusycką zyjemy.
BARDOS
No, s tego
Początku łatwo się już domyślę wszystkiego.
Na stronie.
Nie trzeba tu w popiele zasypiać tych gruszek.
Rzecz ta nie cierpi zwłoki.
Głośno.
Gdzie teraz staruszek
Ojciec wasz jest?
STACH
Tu w karcmie.
BARDOS
Idźcież tedy przodem,
Ja tam zaraz nadejdę.
STACH
Cekamy z dobrym miodem
I s kawałkiem kiełbasy.
BARDOS
Idźcie, moje dziatki,
Ja tu jeszcze wprzód moje zabierę manatki
I zaraz przyjdę.
STACH
Do Basi.
Idźma.
SPRAWA IX
BARDOS
Sam.
No, cóż wy, panowie!
Uwieńczeni laurami, wielcy autorowie.
Miałżebym was zostawić krukom na dziubanie?
Nie — z waszej łaski dzisiaj będę miał śniadanie:
Znając, że coś oleju z was mam w głowie mojej,
Za poradę wieśniak mnie nakarmi, napoi.
Pogódźmy się więc z sobą. Nuż, panowie Grecy,
Ponieważ nóg nie macie, pójdźcie na me plecy —
Poniosę was: a kiedy dzisiaj mędrców wiela,
Używa was na wsparcie zdań Makijawela53,
Ja was na wsparcie bliźnich cierpiących użyję.
Idźmy. Ach! Zdaje mi się, że już jem i piję.
Idąc do karczmy, spostrzega statek na Wiśle.
Ale cóż to za mnóstwo Góralów tu płynie?
To pewnie rywal Stacha, bieżmy, nim czas minie.
Trzeba mu tu tak zręcznie sidełka nastawić,
Żeby go nie rozgniewać i z niczem odprawić.
Zabiera wszystkie książki i odchodzi do karczmy.
SPRAWA X
Słychać najprzód muzykę góralską, a wkrótce przypływają dwie krypy z Góralami i z Góralkami, niosącymi różne rzeczy, jak oto: ser owczy, ryby suszone, kwiczoły54 i szpaki, bryndzę.
CHÓR GÓRALÓW
My, mieskańcy Tatrów górnych,
Idziem do was, Krakowiaków.
Niesiem w daze worek spaków
I sto serów psewybornych.
KOBIETY
Jest i bryndza, i lepienie55,
Są kwicoły, jemiołuchy56,
Niechajze to nasycenie
Będzie dla wasej dziewuchy.
GÓRALE
Psyjmijcie nas do gościny
I otwóscie wase chaty,
A my poślem nase swaty,
By dziś końcyć zaręcyny.
SPRAWA XI
Ciż sami, Bartłomiej, Dorota, Stach, Basia, Janek, Miechodmuch pijany, Krakowiacy i Krakowianki — wszyscy wychodzą na przywitanie Góralów. Basia i Stach są smutni, Dorota ma minę tryumfującą. Bardos trzyma kawał pieczeni przy ustach.
BARTŁOMIEJ
Witamy gości do nas.
MIECHODMUCH
Witamy! Witamy!
Za wasze zdrowie duszkiem szklanki wychylamy.
BRYNDUS
Dziękujemy.
MORGAL
Dziękujemy.
MIECHODMUCH
O, jak się cieszemy,
Że przecie dzisiaj tańczować będziemy.
Dziś pierwsze zaręczyny, a niedługim czaszem
Bryndusz łączy się z Basią, a Basia z Brynduszem!
Obym wam prędko zagrał! Obym też kubany57
Doształ, aby was, abym! Obym!
BARTŁOMIEJ
Skońc-ze, mój kochany
Panie Miechodmuch, dosyć, niech racej panowie
Spocną sobie s podrózy.
MIECHODMUCH
Zgoda, ja za zdrowie
Ichmościów tylko jeszcze choć jedną szklanicę.
BRYNDUS
A ja, za pozwoleniem panacka mojego
I godnej we matuli, niech oblubienicę
Psywitam.
Całuje ją w rękę.
Prawda, tęskniłaś bes swego.
MORGAL
Jamanta.
BASIA
Nie.
BRYNDUS
Jak to nie?
BARTŁOMIEJ
Ma dosyć zabawek.
BARDOS
Czasem też pasie krówki lub szuka turkawek.
Oj, już ten nie dla ciebie przysmaczek, nieboże,
Którego ty tu szukasz.
MORGAL
Oto mi, wej, spacek, jednak casem moze
Wspomniała panienecka na swego Brydndusa?
BASIA
Ras tylko.
MORGAL
Bo nowego pewnie umizgusa
Dostała panna.
BASIA
Moze.
DOROTA
Ciągnąc ją za suknię.
Cyt-ze!
STACH
Mów wyraźnie.
DOROTA
Milc-ze! Bo jeślis z głupiem słówkiem się wyśliznies,
To cię tak palnę w papę, ze się az obliźnies.
MORGAL
To się panna Barbara pewnie tylko draźni,
Zwycajnie się panienki psed ludźmi sromają,
Nigdy nie mówią tego, co w serdusku mają.
BRYNDUS
Ja tes tak myślę. Bo tes Bogu, wejcie, dzięki,
Tak dobze jak i drugi wartem Basi ręki.
Wsak ja psecie nie wypadł sroce s pod ogona.
Ras mi Baska pses ojca była pseznacona,
Tego się tsymam: dla niej, choć z niemałą stratą,
Odzuciłem niedawno dziewcynę bogatą,
A wsyscy mnie z nią chcieli poswatać Górale.
Miałać tes i dobytek, miała i korale,
I spore stado owiec, i płócien niemało,
Aleć mi się to wsytko lichem w ocach zdało,
Jakem wspomniał na Basię: da by na Panusko,
Na cós się to s tym taić, co cuje serdusko?
Wiem, ze mnie kochas, bo tes mas co kochać we mnie,
Psypatrz no się, jak zewsąd wyglądam psyjemnie.
ŚPIEWKA
Kazda mi mówi dziewcyna,
Zem chłopak chozy58 i rosły,
Wysmukły jestem jak tscina,
Chodzę jak zuraw wyniosły.
Wąs carny, wargi zwiesiste,
Ustecka, kieby malował.
Ciałecko białe i cyste,
Boh się na mlecku wychował.
Kiedy siekierką charcuję,
Wsyscy ode mnie zmykają.
Dziewki mnie okiem zmiezają,
Kiej im z węgierska tańcuję.
Będzies się mogła pochlubić,
Ześ se chłopacka dobrała.
Po ślubie mnie bedzies lubić,
Byleś mnie lepiej poznała.
STACH
Nie wytsymam i gzmotnę w kark samochwała.
JONEK
Cicho, będzie cas na to.
BASIA
Niewiele dobrego
Mówią sąsiedzi o tym, co się sam wychwala.
MORGAL
Panienko, nie mas u nas zadnego Górala,
Co by nie psyznał prawdy panu Bryndusowi.
On pierwsy rej prowadzi pomiędzy chłopaki,
On to najzręcniej pstrągi i lepienie łowi,
On jak kot łapie w sidła kwicoły i spaki.
Biega, wej, kieby jeleń mil pietnaście na dzień,
Do Warsawy tes cęsto chodzi z obrusami,
Co się on tam nasalał! Oj, jemu z nas zadzien
Nie sprosta, ma tes olej w głowie.
ŚWISTOS
On, wej, z nami
Dwa razy w rok na odpust chodzi do Krakowa.
On kompanije wodzi jako pierwsa głowa.
A gdy do Karmelitów59psychodziem na Piaski60,
On nas zawse tak suto cęstuje s swej flaski,
Ze, jak po nabozeństwie s kościoła wyjdziewa,
Co do ksny wsyćką zepę w Krakowie wyjewa.
MORGAL
Łatwo mu mieć psyjaciół, bo tes ma i grose,
A więc ja, jako pierwsy druzba, panny prosę,
Aby, nie zwłocąc dłuzej chwalebnego dzieła,
Do serca i do chaty swojej nas psyjęła.
Wpsódy jednak, jak kaze zwycaj, bądźcie gzecni
Psypatrzyć się, jak wasi sąsiedzi zazecni
Śpiewają i tańcują wedle swojej mody,
Kiej we swaty psychodzą do obcej gospody.
Nus, chłopaki, do skoków, siądźcie, gospodaze,
Ja psyśpiewywać będę, zagrajcie, dudaze.
MAZUR GÓRALSKI
Darmo Baśka od nas stroni,
Bo jus Góral za nią goni.
Góral ma nogi bocianie,
Kogo zechce, to dostanie.
Prózno więc nie uciekajta,
Lepiej się same poddajta.
Raz się Dosia Bartka bała
I na górę uciekała,
Ale tes za to z wieschołka
Wywróciła w dół koziołka.
Pasteze się śmieli z Dosi,
Bo widzieli u niej cosi.
Łapał Góral jemiołuchy,
Skraść mu je chciały dziewuchy.
A ze sidła porusyły,
Same się siatką nakryły.
On tes z niemi, jako z ptaski,
Obsed się za te igraski.
Stała panna nad strumykiem
I nazwała Jonka bykiem,
On za takie bzyćkie słowo
Nawzajem ją nazwał krową.
Teras płace i nazeka,
Nie nazywaj bykiem cłeka.
BARTŁOMIEJ
Prosiemwa teraz z nami wspołem na śniadanie,
Potem z sobą o zecy pomówiewa.
DOROTA
Panie
Bryndus, weźcie za rękę swoją nazeconą,
Wsak ona jus niedługo będzie wasą zoną.
Cicho do Basi.
Dajze mu rękę, ani słowa piśnij.
STACH
Dziwy,
Ze jesce dotąd zyję.
BARDOS
Do Stacha.
Bądź tylko cierpliwy.
STACH
Ej, daj mi Waspan pokój, niemądry, kto ceka.
Zwłasca wtencas, kiedy mu, wej, bieda dopieka.
BARTŁOMIEJ
Prosiemy.
DOROTA
Prosiem z sobą.
Górale i Bartłomiej odchodzą.
STACH
Zatrzymuje Dorotę.
Ej, Pani Doroto!
Zmiłujcie się nade mną.
DOROTA
Nic s tego, niecnoto,
A dałeś mi całusa? Cierp teraz.
Odchodzi.
WAWRZYNIEC
Do Krakowiaków.
Wy, nasi
Państwo młode i wielebni goście,
Za Góralami do karcmy powróćcie.
Nie dajcie tes pod niebem zostać Organiście.
Obudźcie go, niech wstanie.
STARA BABA
Ochlał się wiecyście,
A samo tylko pije, nikogo nie prosi.
Budzi go.
Hej, panie miechodmuchu!
MIECHODMUCH
Rozespany.
Wiem, ze Zosi
Wesele, wiem, winszować trzeba, panno
Śliczna! Młoda i żywa! Obyś nieusztanną
Roskosz miała! Obyś! Obyś...
Mając oczy zamknięte, rozumie, że panna młoda przed nim stoi, a tu baba za każdem słowem kłania się.
BABA
Skońćcies oracyje,
Wypijcies psecie do mnie, ja do was wypije.
MIECHODMUCH
Podźma do karczmy.
Odchodzi.
BABA
Zgoda.
SPRAWA XII
Wawrzyniec, Stach, Jonek, Bardos.
STACH
Ach! Ojce kochany,
Co tes s tego będzie?
WAWRZYNIEC
Juzbym był ządanej
Dobił wreście ugody, gdyby się Górale
Nie tak prędko zjawili; ociec-ci chce, ale
Macocha — ani gadaj.
STACH
Bieda tes to moja.
JONEK
Pocies się tem, ze Baśka pierwej była twoja.
BARDOS
No, moi przyjaciele, widzę, że tu trzeba
Dopomodz wam, i sądzę, za pomocą Nieba,
Że mi się to i gładko, i pomyślnie uda;
Porwać komu dziewczynę to nie wielkie cuda.
Stachu, do Basi ręki ty masz prawo wprzódy,
Bo tego żywe możesz postawić dowody.
Cicho do Stacha.
Owa krówka i owe turkawki na pniaku,
Już bym ci był dopomógł dotychczas, biedaku.
Chciałem z Dorotą mówić, gdy stała przed sienią,
Lecz ważną miałem wtenczas przeszkodę, pieczenią.
Głośno.
Teraz tedy słuchajcie, taka moja rada:
Już tu cierpieć i taić dłużej nic nie nada,
Otwarcie działać musim. Wam, ojcze, koniecznie
Trzeba teraz pójść z synem, głośno i statecznie
Oświadczyć: że, ponieważ już to wam jest jawno,
Że Stach z Basią nie żartem kochają się dawno,
Więc na to żadną miarą wy nie pozwolicie,
By dwoje ludzi zgubić na całe ich życie.
Basia też s swojej strony niechaj się przyłączy
Do was, niechaj wbrew powie, że Stasia samego
Kocha i że nie pójdzie nigdy za innego.
WAWRZYNIEC
Lec to, mospanie student, cicho się nie skońcy.
To narobi hałasu i wrzasku.
BARDOS
Cóż bez niego
Kończy się dziś na świecie? Ale po hałasie
Znowu zgoda i pokój nastąpi; już ja się
Tem zatrudnię i wszystkich rozumu mojego
Poruszę sprężyn, by was pogodzić.
STACH
A kiedy
Psyjdzie z nami do bitki?
JONEK
A cóż by to biedy
Było?
BARDOS
To próżna trwoga, nigdy ani was tu
Nie zarwą, przecie ich tu ledwie kilkunastu.
A gdy ujrzą brak siły, będą się was bali
I muszą wreszcie przystać. Spieszcie jeno dali,
Bo to z czasu korzystać trzeba.
WAWRZYNIEC
Mój Jegomość,
Jaka się tylko w domu znalezie ruchomość,
Parę butów półsetek płotna, capkę nową
Damy ci, byleś tylko radził swą głową.
STACH
Znajdzie się i gros w kazie, jeźli chces pieniędzy.
BARDOS
Już ja niczem nie gardzę, tylko idźcie prędzy.
WAWRZYNIEC
Więc pódźwa.
Odchodzi ze Stachem.
SPRAWA XIII
Jonek i Bardos.
BARDOS
Ty tu, Jonku, zostań się, mój bracie.
Wy się, jak widzę, bardzo ze Stachem kochacie;
Więc ty najlepiej wiesz wszystkie skrytości.
JONEK
Gdyby z rejestru.
BARDOS
A wiesz też co o miłości
Doroty ku Stachowi?
JONEK
Wsytko wiem, mój Panie.
BARDOS
Na stronie.
Ha, teraz w domu jestem, to ciche szeptanie,
Te jej gróźby, ten upór, już wiem, skąd pochodzi
Głośno.
A Basia wie też o tem?
JONEK
Coś trochę dochodzi,
Bo jus Stachowi nie ras wyzucała,
Ze mu Dorota w ocy figlarnie patsała.
BARDOS
Więc ją to musi martwić?
JONEK
A juści.
BARDOS
Więc i tę
Zazdrość uprzątnąć trzeba, bo kiedy w małżeństwie
Podejrzenie i zawiść poduszcza kobietę,
Często mężowska głowa jest w niebezpieczeństwie.
JONEK
Oj! Prawda, prawda.
BARDOS
Ale powiedz, jeno szczerze,
Czy też Stach dla swej Basi wierny jest w tej mierze,
Czy nie przyjmuje czasem Doroty karesów61?
JONEK
Juści on teras wierny, póki kocha Basię,
Ale jak męzem będzie, kto wie, cy nie da się
Uwieść, bo te kobiety gorse są od biesów.
A najbardziej te młode męzatki, co starych
Męzów mają, takie, wej, lubią straśnie chłopców jarych62.
I choć się cłowiek broni, ony, wej, tak musą
Onacyć i onacyć, ze chłopaka skusą.
BARDOS
To więc ty tak o Stachu sądzisz?
JONEK
Ja, mój Panie,
Nie myślę, ze on chultaj, jeno ze kochanie
Jest to sidło na ptaski, a wędka na ryby;
Kto go tylko skostuje, zginie bez ochyby63.
Moja ciotka, co męza tes starego miała,
Słuchaj, Waspan, jak sobie cęsto śpiewywała.
PIOSNKA
Kiej się kobieta usadzi,
Choćby był chłopak ze skały,
Taki ci węgiel podsadzi,
Ze się cłek rospali cały.
Węgiel ten natura daje,
Pses niego wsytko się rodzi.
On cęsto swazy i godzi,
Z niego cały świat powstaje.
Taką to, wejcie, broń mają
Wsystkie kobiety na świecie.
Prózno ich, chłopcy, nie chcecie,
Gdy na was ockiem zucają.
Choćby najtęsse chłopaki
Nigdy im w boju nie starcą,
Bo ony mają, wej, tarcą,
Co wsystkie zmoze junaki64.
BARDOS
Widzę, twa ciotka miała wielkie doświadczenie,
Musiała bywać w różnych obrotach.
JONEK
Jakze nie?
Przecieć była u dworu za garderobianą.
BARDOS
A, no to co innego.
JONEK
Pono tes latego
Spiesno ją za staruska włodaza wydano,
Ze miała nabozeństwo do syna pańskiego.
BARDOS
Więc nie dziwota.
JONEK
Oj! Znała ona psie figlasy.
BARDOS
Cicho, bo już tam, widzę, zaczęte hałasy.
Hałas opodal.
Oj, będzie to tu wrzasku.
JONEK
Skońcy się to biedą.
BARDOS
Nie lękaj się niczego.
JONEK
Otós wsyscy idą.
SPRAWA XIV
Dawni, Bartłomiej, Dorota, Basia, Stach, Wawrzyniec, Bryndus, Morgal, Świstos, Krakowiacy, Krakowianki, Górale, Góralki.
BRYNDUS
Ze złością.
Choćbym miał stracić wsystko, a wreście i duse,
Nie daruję swojego i pomścić się musę.
MORGAL
Taką obelgę cynić tak słusnemu cłeku?
BARDOS
Na stronie.
Oj, będzież s tem szubrastem65 sprawa, jak w Osieku!
BARTŁOMIEJ
Ales, mój Bryndusie!
BRYNDUS
To się nie skońcy na „ale”,
Bo to nie dadzą s siebie psedrwiewać Górale.
MORGAL
Wkrótce my tu, panacku, pokazemy tobie,
Ze sobie grać na nosie nie damy — i kwita.
BARTŁOMIEJ
Ales trudno psymusać, kiej nie chce kobita.
BRYNDUS
Po co mnie było zwodzić, co?
BARTŁOMIEJ
Wsak my to sobie
Tak wymówili, ze gdy córka moja
Nie zechce, ja jej musić nie będę.
BASIA
I ja to
Dawnom ci powiedziała, ze nie będę twoja.
STACH
A gdy waści nie kocha, cós ją winić za to?
BRYNDUS
Do Stacha, odgrażając mu.
Oj! Ty, ty!
DOROTA
Tak, tyś, spacku, wsystkiego narobił,
Ale pocekaj.
BRYNDUS
Jam się o wsytko psysposobił
Na wesele, kosule, saty, dwa łuzecka.
MORGAL
Stoją dwie becki piwa.
ŚWISTOS
I madery becka.
BRYNDUS
A mięsiwo?
MORGAL
A sadło?
ŚWISTOS
A wiepsak karmiony?
BRYNDUS
Nie, tego nie daruje, niechaj mie pioruny
Ubiją, jezeli się nie pomsce za taką
Ksywdę: dalej, chłopaki, na krypy! Do wiosła!
BARDOS
Na stronie.
Muszę ja tu uzdeczkę wdziać na tego osła,
Bo coś brykać zaczyna.
Głośno.
Mospanie, wszelako
Należy się posłuchać, kiedy dobrze radzą.
Jeśli WPan masz szkodę, to i Pan Bartłomiej,
I przyszły mąż, sowitą nagrodę Wam dadzą,
Byleś się chciał pogodzić.
MORGAL
Patrzy na Bardosa z pogardą.
Ot! To mi
Cłek do rady?
BRYNDUS
Cy djabeł psyniósł tego łajdaka.
BARDOS
Na stronie.
O, ten człowiek wcale się nie zda na dworaka,
Coś nie umie pochlebiać.
Głośno.
Ale, mój Mospanie!
Cycero tak powiada.
Wchodzi pomiędzy Górali.
MORGAL
Przyskakując do niego.
Cicho! Ty gałganie!
Ba jak cię tym obuskiem zacne wej okładać,
To ty i twój Psycerok psestaniecie gadać.
W tym Bartłomiej zdejmuje kapelusz zmączony i zasypuje mu oczy.
BARDOS
Cóż robić na takowe niewolące prośby?
Trzeba ustąpić.
STACH
Ale, Mospanie Bryndusie,
My tu niewiele zwazamy na groźby.
Prosę psestać, bo my tes wej zacniemy.
BRYNDUS
Da się
To widzieć, dalej za mną, bracia! Nic nie dbajcie
I w żadne się jus z niemi rozmowy nie wdajcie.
Górale zabierają się do kryp.
ŚPIEWY
BRYNDUS
Wnet poznacie zemstę moję,
Ja się tych groźbów nie boję.
Nic gorsego nad Górala,
Gdy go słusny gniew zapala.
STACH i JONEK
Psecie chciejcie tylko słuchać,
Wsak my nie chcem wasej skody.
Nie damyć se w kase dmuchać,
Ale skłonniśwa do zgody.
BRYNDUS i MORGAL
My nie chcemy zgody z wami,
Wnet tu będziem, lec nie sami,
Wkrótce załować będziecie,
Ze nas tak zniewazać chcecie.
GÓRALKI
Mój ty Panie Bryndus miły,
Nie chciej sprawiać nam boleści,
Wsakze my cię zawse ćciły,
Jak psystoi płci niewieści.
BARDOS
I ja także, choć wziętości66
Nie doznałem u was wiele,
Jednak się poddać ośmiele
Tę uwagę dla Waszmości,
Że kiedy się dwaj pokłócą...
MORGAL i ŚWISTOS
Przerywając mu.
...To tseciemu gzbiet wymłócą.
Pats, by cię to nie spotkało.
BARDOS
Na stronie.
O zuchwałe, głupie gbury,
Gdyby mi się to udało,
Jakże bym wam łatał skóry.
GÓRALE WSZYSCY
Dalej, bracia! Nie cekajcie
I od lądu odbijajcie.
Wnet my tutaj pokazemy,
Jak się ksywdy mścić umiemy.
KRAKOWIACY WSZYSCY
Stójcie, bracia! Zacekajcie!
Racej z nami tu zostajcie,
Wsakze my się zgodzić chcewa,
Chocias pobić was mozewa.
Wszyscy Górale i Góralki wsiadają na krypę i odpływają z krzykiem.
SPRAWA XV
Pozostali.
DOROTA
Zjes djabła, mas ta teras, będzie tutaj biedy,
Pewnie do dworu jadą.
BARTŁOMIEJ
I cós stąd?
DOROTA
A kiedy
Nam kazą, wej, płacić wsystkie pretensyje,
Które do nas porobią te wściekłe bestyje,
To cłowieka z ostatniej zedrą kosuliny,
A wsystko dla psich figlów tej głupiej dziewcyny.
BARDOS
Na stronie.
Bardziej pewno dla twoich.
BARTŁOMIEJ
Ale, moja zono,
Kiej się jus, wej, tak stało, niech będzie skońcono.
JONEK
Moja pani młynarko, jus się nie spsecajta,
Bądźcie gzecni i Basię Stachowi oddajta.
DOROTA
Nie, nigdy nie pozwolę, idź sobie do carta.
JONEK
A, jakaś to złośnica, jak djabeł uparta.
BARDOS
Na stronie.
Stachu, już ty jej, widzę, inaczej nie zbędziesz.
Przyrzecz jej, że po ślubie kochać się z nią będziesz,
A jak dostaniesz Basię, już ja w to poradzę,
Że ją gładkim sposobem od ciebie odsadzę.
STACH
Do Doroty.
Moja Pani Doroto, poruscies się psecie.
DOROTA
Do Stacha.
A dałeś mi całusa?
STACH
Dam, wiele zechcecie.
DOROTA
Będzies mnie kochał?
STACH
Będę.
DOROTA
Chyba, ze das słowo?
STACH
Słowo.
DOROTA
Słuchajcie, kiedy jus wselka pseskoda
Załatwioną została, ja jestem gotowa
Psystać na to, by Stach miał Baśkę zoną.
BARDOS
Zgoda!
Wiwat! Więc wygraliśmy, teraz tedy pójdźmy
I dzień ten w wesołości powszechnej obchódźmy.
Górale tu już więcej pewno nie przyjadą,
Chyba chcieliby napaść na was jaką zdradą.
Ale ja s pewnych znaków kalendarskich wróżę,
Że już uciekli.
SPRAWA XVI
PASTUCH
Płynie szybko na łodzi, głośno krzyczy.
Ratuj! Kto słysy!
BASIA
O Boze!
Cós to jest?
Pastuch wchodzi zadyszany.
PASTUCH
Dalej, prędzej zbiezcie się, kto cuje,
Niechaj biegnie, swe bydło cym prędzej ratuje.
Wsak Górale na ludzi nasych się porwali,
Związali ich i wsystko bydło im porwali,
Pędzą go tam do lasu, nic nie zostawili,
Nawet owce i świnie do kupy spędzili.
JONEK
Dalej, chłopcy, do pałek! Siadajwa do łodzi,
Bierzcie siekiery, cepy, niech kazdy psychodzi.
PASTUCH
Ale oni ruśnice67 i sturmarki68 mają,
Kto się do nich psyblizy, jak w dziki stselają.
STACH
Strasny ozug69 w dłoni, gdy kto swojego broni.
Krakowiacy odchodzą.
BASIA
Ach! Moja krowa łysa.
ZOSIA
A moja srokata.
BASIA
Idźmy za niemi.
DOROTA
Ale jakze chata
Tu będzie? Idź ty, Basiu, ja w domu zostanę.
BASIA
Pójdę, pobudzę dziewki, niech się wspólnie biją,
Wsakze to ich dobytek, wsakze z niego zyją.
Odchodzi.
SPRAWA XVII
Bardos, Pastuch.
BARDOS
Jakże tu teraz wstrzymać chłopstwo rozhukane?
Obym mógł co takiego znaleść w mojej głowie,
Żeby ich zgodzić można! Bo mojej wymowie
Nie chcą wierzyć; gdybym mógł cud pokazać jaki!
Myśli.
Hola! Jest cud, cud dobry na takie prostaki.
Mam s sobą elektrykę! Użyję jej teraz
Na zdurzenie szaleńców, wszakże nią przed laty
Wiele rozumnych nawet odurzono nieraz,
Nim człowiek do dzisiejszej podniósł się oświaty.
Mnie się moja fatyga tym chojniej zapłaci,
Kiedy wstrzymam rozlew krwi moich współbraci.
Do Pastucha.
Hola! Mój przyjacielu, weź mię do swej łódki.
Staraj się, byśmy mogli uprzedzić Górale,
A ja i bydło zyskam, i ludzi ocalę.
PASTUCH
Z dusy, Panie, siadajmy.
Odpływają.
SPRAWA XVIII
Mnóstwo Krakowiaków i dziewek z widłami, siekierami, cepami, grabiami, pałkami, na czele ich Miechodmuch z kapturkiem do gaszenia świec.
MIECHODMUCH
Gdzie są te wyrodki,
Co się nam ważą mieszać w uciechy weszelne?
Dam ja im, niechby sobie brali dobra cyje,
Ale niechaj zostawią w czałości kościelne,
Mnie tylko o to chodzi, bo s kościoła żyję.
Jak mi bydła nie wrócą, te wyschłe profoszy70,
To im wnet tym kapturkiem poucieram noszy.
CHÓR JENERALNY
Nuze bracia, dzieci, zony,
Idźmy wsyscy, idźmy śmiało,
Nich ten będzie zawstydzony,
Kto dziś miał męstwa mało.
Gdzie o wszystkich idzie całość,
Tam najpierwsa cnota śmiałość.
Wszyscy siadają na łodzie i odpływają od lądu, zasłona spada.
ODSŁONA II
SPRAWA I
Teatr przedstawia las, w głębi po prawej stronie widać wzgórek, okryty krzewinami. Bryndus, Morgal, Świstos przychodzą z lewej strony, pełni radości, i śpiewają.
ŚPIEW
BRYNDUS
Wsystko łepsko się udało,
Mamy bydło, mamy owce,
Niechaj poznają Krakowce,
Co umiemy, choć nas mało.
MORGAL
Sto wiepsaków.
ŚWISTOS
Świń ze dwieście.
MORGAL
A woły?
ŚWISTOS
A kozioł tłusty?
MORGAL i ŚWISTOS
Jak się to wypseda w mieście,
Będzie cem hulać w zapusty.
BRYNDUS
Więc się ciesmy, psyjaciele,
Mamy zemstę, mamy chwałę
I kazem chłopy zuchwałe,
I zdobycy mamy wiele.
MORGAL
Ale gdy nas zechcą gonić?
Gdy zechcą bydło odbierać?
BRYNDUS
Tseba nam się męznie bronić
Lub zwycięzać, lub umierać,
Bracia! Stańmy ksepko w boju.
We trzech śpiewają.
Nie załujmy krwie i znoju,
Wsak, choć casem licha sprawa,
Ten ma słusność, co wygrawa.
Prawda, ze te łupy, cośmy im zabrali,
Przechodzą nase skody i trudy.
I na cós sobie dały zabrać je te dudy?
A, kiej tchóze, niech cierpią, my pseto wygrali.
Dziewuchy niechaj psed nami
Bydło pędzą, my s tyłu za niemi pójdziemy,
Bo, gdyby wej do bitki psysło s Krakowcami,
My się tu pierwej z niemi ucierać będziemy.
Kaj są nase kobiety? Niechaj idą wpsodzie.
MORGAL
A wsyćtkieć tam zostały pod górą psy tsodzie.
BRYNDUS
Oglądając się.
Patsaj, jak twoja Kaśka tryksa się71 z baranem.
ŚWISTOS
A Zośka wej na wierzbę wlazła za cabanem72.
MORGAL
A Małgośka za rogi pochwyciła byka,
O jakze ona skace! Jakze on byś bryka!
BRYNDUS
Łepsko się bawią dziewki.
MORGAL
Okrutnie kontente,
Bo tes to bydło ślicne, a kiejby się ostać
Mogło psy nas, tylko ze te chłopy zawzięte,
Jak nas tu gdzie przysiędą...
BRYNDUS
To ich będziem chłostać,
Wsak i my ręce mamy. Ale cós to? Cicho!
Jakiś tam hałas słychać.
ŚWISTOS
Obac jeno z góry.
MORGAL
Wybiega na pagórek.
Biada nam! Krakowiacy lecą, kieby chmury.
Oj! Cós tes to tam tego.
ŚWISTOS
Oj, będzies tu licho!
BRYNDUS
Nie bójta się, ty, Świstos, ksyknij na kobiety,
Niech pędzą tsodę.
Świstos odchodzi.
Resta, skryjmy się w te ksaki,
A jak nas jus pominą wsystkie Krakowiaki,
To i bydło zyskamy, i ochronim grzbiety,
I osukamy wszyćkich.
MORGAL
Nie ujźrą nas moze,
Bo jesce są daleko. Dalej! W imię Boze,
Dalej, bracia! Spieście się, a sypko, do wody.
SPRAWA II
BARDOS
Wychodzi na wzgórek i patrzy za nimi.
Już poszli, próżno chciałbym przywieść ich do zgody,
Ale ich tak przynajmniej pomięszam, przerażę,
Że może, co zamyślam, z łatwością dokażę.
Przeciągnijmy naprzód drót przez całą drogę,
Jak się nim trąci któren, czy w rękę czy w nogę,
Uderzony iskierką ognia elektryki,
Upadnie gdyby mucha.
Stawia elektrykę.
Poczekajcie, smyki!
Nauczę ja was lepiej szanować naukę,
Jak wam nosy przypiekę i żebra potłukę.
Ale gdzież się tu schować, ażeby machinę
Z bespieczeństwem ustawić, tutaj, w tę krzewinę;
Właśnie ten pniaczek bardzo mi będzie wygodny,
Bo w nim dobrze zakryję całe me działanie,
A żaden mnie tu z dołu pałką nie dostanie,
Schodzi po drut na dół i rościąga go przez całą drogę.
Otóż to będzie teraz sposób wcale modny
Toczenia wojny. Czemuż mój drót przez świat cały
Nie jest dziś przeciągniony, by wstrzymał potoki
Krwi ludzkiej?
Wychodzi na wzgórek z końcem druta.
Jestem jako profesor w katedrze wysokiej,
Dam ja wam tu lekcyję, zawzięte cymbały!
Ale cicho, już hałas z daleka powstaje,
Zaczynamy robotę.
Pompuje mocno machinę, słychać głosy wrzeszczące.
Ha, łotry, hultaje!
Gońcie! Gońcie!
Bardos ukrywa się lepiej na wzgórek.
SPRAWA III
Bardos ukryty, Bryndus, Morgal, Świstos i inni Górale, za nimi Wawrzyniec, Bartłomiej, Stach, Jonek, wszyscy Krakowiacy wpadają za niemi z bronią.
MORGAL
Uciekajmy!
BRYNDUS
Jus po nas!
KRAKOWIACY
Teras ich frycujcie73!
Górale wszyscy, uciekając, trafiają na drut elektryczny, którym uderzeni padają, wołając wszyscy razem.
GÓRALE
Gwałtu! Gwałtu!
KRAKOWIACY
Teras ich!
BARDOS
Głosem wyniosłym.
Krakowiacy, stójcie!
Wstrzymajcie się, kłótniki! Także więc srogiemi
Być chcecie? Zabijać ich, gdy leżą na ziemi,
Chcecież zbrodnicze ręce w krwi bezbronnej maczać?
Wyniosłych karać trzeba, pokornym przebaczać,
Tak prawo Boskie uczy. Spuśćcie wasze pałki.
Krakowiacy spuszczają pałki, Bardos mówi do Górali.
A wy, gałgańskie dusze! Wy, zuchwałe śmiałki!
Wy, rabusie, hultaje! Toż to wy dlatego
Dwa razy do roku na odpust chodzicie na Piaski,
Ażeby się bić w piersi, a krzywdzić bliźniego?
Wstańcie! Dziś oto życie macie z mojej łaski,
A, jeżeli mi się tu zaraz nie zgodzicie,
Jeżeli im wszystkiego bydła nie zwrócicie,
Tedy ta sama straszna niewidoma siła,
Która was gdyby słomkę na ziemię rzuciła,
Aż na same gorące dno piekła was rzuci!
MORGAL
Baj baja, niech no Waspan tak nie bałamuci.
BRYNDUS
Nie mas w tem nic dziwnego, ześma się potknęli.
BARDOS
I nic więcej? Więcżeście żadnego nie mieli
Uderzenia? Niceście nie czuli, hultaje!
MORGAL
Zwycajnie, kiej cłek w strachu, to się róznie zdaje.
BARDOS
A już to bezbożności dopełniacie miarki,
Zaraz ja was przekonam, śmiałe niedowiarki.
Krakowiacy, stańcie tu. Niech ci przeklętnicy,
Jako już czartów zdobycz, staną po lewicy.
Teraz więc zobaczemy, jeźli potraficie
Elektryzuje.
Wyjść stąd. Jeśli trzy kroki tylko się ruszycie,
Wnet, jak barany na rzeź, padniecie na ziemię.
Idźcie więc, pozwalam wam, zabierajcie bydło.
KRAKOWIACY
Jak to zaś?
BARDOS
Stójcie cicho.
MORGAL
To prózne mamidło.
Idźmy, bracia.
Chcą iść; uderzeni drutem elektrycznym, padają na ziemię, wołając.
Gwałtu! Gwałtu!
BARDOS
A! Gałgańskie plemię,
Leżysz teraz cichutko i wierzysz nareszcie,
Że niebo karze tego, co rzecz cudzą bierze?
Trzeba by wam dać teraz przynajmniej po dwieście.
Ale wstańcie i wyznajcie szczerze,
Nie czujecież wewnętrznie sumienia zgryzoty,
Żeście im skradli bydło?
BRYNDUS
Juści tak coś zda się,
Niedobze płatać psoty.
BARDOS
A widzisz, drągalu?
MORGAL
Nie zważaj nic, Bryndusie.
To musi być carownik, od djabła ucony.
BARDOS
Jeszcze bluźnisz? Ach! Jużeś wiecznie potępiony.
Oto Lucyper74 już cię chwyta za kołtony,
Uciekaj! Weź czem prędzej tę butelkę, naści,
To od święconej wody, włóż ją szyjką w ziemię,
Stań na niej jedną nogą, chwyć ten drut kręcony,
Prędzej, bo się zapadniesz w piekielne przepaści!
Morgal odbiera butelkę, ogląda się z bojaźnią, nareszcie wtyka ją szyjką w ziemię, stawia jedną nogą i chwyta drut. Wtem Bardos elektryzuje machinę; widać, jak włosy stają Morgalowi do góry.
BARDOS
Otóż, patrzcie, jak włosy stają mu do góry,
Czarci latają nad nim!
MORGAL
Aj! Aj!
BARDOS
Już w pazury chcą go porwać.
WSZYSCY
Krzyczą.
Cud! Cud! Cud!
BARDOS
Dalejże zuchwały,
Żałuj za swoje zbrodnie, a zostaniesz cały,
Wyznaj, żeś głupi.
MORGAL
Drżąc, wymawia.
Głupim.
BARDOS
Tchórz!
MORGAL
Tchós.
BARDOS
Duda!
MORGAL
Duda.
Idzie pomiędzy swoich, lecz wszyscy uciekają od niego.
BARDOS
Nauczże się więc lepiej wierzyć w cuda.
Idź sobie, jużeś wolny, a wy, wszyscy jego
Wspólnicy, patrzcie, jak on odudziały stoi.
Niech się więc nikt nie waży rozkazu mojego
Łamać; gdy pieska biją, niech się Lewek boi!
Idźcie natychmiast bydło oddać Krakowiakom.
A pierwej jeszcze tutaj, w mojej obecności,
Dajcie im ręce na znak zgody i jedności,
Ściśnijcie się wzajemnie.
JONEK
My, wejcie, Krakusy,
Skłonniśma są do zgody, psebacamy z dusy.
BARDOS
Więc zgoda.
WSZYSCY
Zgoda wiecna!
BARDOS
Dzięki Bogu za to.
Szczęśliwość wasza będzie prac moich zapłatą.
BARTŁOMIEJ
Ales ten cud?
SPRAWA IV
Ciż sami i Miechodmuch, wpadając.
MIECHODMUCH
Czud? Gdzie czud? Ja go widzieć muszę.
Usłyszałem z daleka wołające głoszy:
Czud! Czud! Aż mi od strachu powstały włoszy.
Biegłem jednak co żywo widzieć to zjawienie,
Bo jestem bardzo ciekaw na każde zdarzenie.
Ksiądz Pleban, nie największe ma teraz intratki,
Gdyby nam się więc jaki czud objawił rzadki,
Mielibyśmy oferty, wota, fundaczyje75,
Dopiero bym sobie żył, nie tak, jak dziś żyję!
Byłyby tu kapłonki, o, wej, i barany,
I pieniążki.
JONEK
A kajześ był dotąd, kochany
Miechodmuchu? Do chaptes76 wnedeckiś się zjawił,
A kiej się bić tsa było, Wasmość się nie stawił.
MIECHODMUCH
Prawda, że się za górę pod krzaki szchowałem,
Ale za to z daleka komenderowałem.
A potem, wszak ja przecie osoba kościelna,
Radzić wojnę a bić się to jest rzecz oddzielna.
My, kiedy tego trzeba, wojnę zapalamy,
Ale się sami na sztych nie sztawiamy.
JONEK
Daj go Bogu! To jakieś wygodne ustawy.
BARTŁOMIEJ
Był to cud razem strasny i cud do zabawy.
BARDOS
Bracia moi, słuchajcie! Świat ten jest zepsuty,
Są na nim tak beszczelne i podłe filuty,
Którzy, widząc, żeście są prostacy po trosze,
Zmyślonemi cudami ściągają wam grosze.
Byście więc nie sądzili, że ja takim byłem,
Powiem wam, że ten figiel, którego użyłem,
Nie jest to cud prawdziwy ni djabelska sztuka,
Lecz jest to jedna piękna, rozumna nauka.
Ta robi w człeku skutki, któreście widzieli,
Ale byście wy tego za rok nie pojęli.
Wiedźcie tylko, że ten drut, przez drogę ciągniony,
Tak jest pewnym a silnym ogniem napełniony,
Że, kto się go, czy ręką czy nogą, dotyka,
Całego jakby piorun natychmiast przenika.
Aże byście wierzyli, że ja was nie durzę,
Zaraz was doskonale i jasno przekonam.
JONEK
Ej, prosiemy Wasmości.
WAWRZYNIEC
Prosiem, pokas to nam.
WSZYSCY
Prosiemy!
BARDOS
Zaraz. Stachu, idź tam, stań na górze,
I obracaj tą korbą.
Stach idzie.
A wy, dzieci moje,
Pobieźcie się do koła, a wszyscy, za ręce.
BASIA
Ej, kiej strasno.
JONEK
Nie bój się.
MIECHODMUCH
Śmiejąc się.
O szerce zajęcze!
BARDOS
Pan Miechodmuch niech pierwszy stanie.
MIECHODMUCH
Kiej się boję.
BASIA
A ze mnie się WPan śmiał?
BARDOS
Wstydź się, stań jeno tu,
Tę rękę podaj Basi, tą dotknij się drutu.
Gdy się dotykają drutu, krzyczą wszyscy.
Aj! Aj!
BARDOS
Otóż i po wszystkiemu, niechaj wam to służy
Na zdrowie, to czyści krew.
JONEK
Oj! Co to za dziwy!
BRYNDUS
Cłek o tem ani myślał.
MORGAL
Toć jak cud prawdziwy.
BARDOS
A jednak nie jest cudem; ale czas się dłuży,
Powróćcie wszyscy razem w radości do domu,
A gdy was zwodzić zechcą, nie wierzcie nikomu.
Wy bierzcie bydło wasze, wy złączcie się z niemi,
Razem dzisiaj wieczerzać i tańczyć będziemy.
GÓRALE
Zgoda!
WAWRZYNIEC
Mądryć to cłek z Waspana.
BARDOS
Gdy tak rozumiecie,
To tę małą naukę ode mnie przyjmiecie;
Niech ona silniej niźli ogień w tej iskierce
Dotknie umysły wasze i rospali serce.
ŚPIEWKA
Żyjcie w zgodzie i pokoju,
Nie dajcie się gorszyć światu.
Nie ma zysku w takim boju,
Który czyni krzywdę bratu.
Bóg nas wszystkich równo stwarza,
Równo nam się kochać każe,
Tego zawsze upokarza,
Kto bliźniego krwią się maże.
Wszyscy powtarzają i odchodzą.
SPRAWA V
Bardos i Stach.
BARDOS
Stachu, zostań się ze mną: rad bym twe małżeństwo
Szczęśliwym już oglądać, lecz niebespieczeństwo
Wisi jeszcze nad tobą. Dorota cię kocha,
A kiedy się s tem wyda jak kobieta płocha,
To twoja żona, słusznie zazdrosna i czuła,
Całe by ci pożycie zgryzotą zatruła.
Słuchaj: trzeba ją prędko i zręcznie odsadzić.
STACH
Ale jak?
BARDOS
Gdzież cię ona najczęściej widuje?
STACH
Ona mnie wsędzie suka, wsędy mnie śpieguje.
BARDOS
Ale musisz ją w takie miejsce gdzie sprowadzić,
Żeby się tam skryć można, gdy będzie potrzeba.
STACH
A jakby mnie mąs złapał, dałzebym se chleba77.
BARDOS
Próżna trwoga, nie bój się, ale gdzież to zrobić?
STACH
Ona cęsto pod domem długo ze mną gada.
To się za węgieł schowam.
BARDOS
Nie, to nie wypada.
Trzeba koniecznie takie miejsce przysposobić,
Żeby tam młynarzowi zajrzeć wypadało.
STACH
To ja, wej, w nasą wiezbę schowam się spruchniałą.
On tam co chwila patsy, cy się nie wróciły
Pscoły, co, wej, psed rokiem ul w niej pozuciły.
BARDOS
A gdzież ta wierzba stoi?
STACH
Psed nasemi dzwiami.
BARDOS
A czy się ty tam zmieścisz?
STACH
Nieras tam we dwoje
Siadywaliśmy z Basią.
BARDOS
Więc ja tam rzecz moję
Zrobię. Słuchaj, z Dorotą gdy będziecie sami,
Gdy cię ona już ściskać i całować zacznie,
Ja wtenczas przyprowadzę młynarza nieznacznie,
Ty się czem prędzej w wierzbie schowaj; on zobaczyć
Zechce pszczoły, lecz mu będę tak majaczyć,
Że do tego nie przyjdzie. Jednakże Dorota,
Bojąc się, by nie wyszła na wierzch jej niecnota,
Tak się w sobie natrwoży, napłonie, nadręczy,
Że ją to może wstrzyma, a może odstręczy.
STACH
A jak tam młynas zajzy?
BARDOS
Ja to na się biorę.
STACH
Ba, Waspan nie odlepis, gdy ja wezmę w skórę.
BARDOS
Daję ci słowo moje.
STACH
Spuscam się więc na cię.
BARDOS
Ależ to trzeba prędko zrobić, miły bracie,
Bo po ślubie już nie czas; kto wie, jakie tobie
Mogą potem przyjść myśli.
STACH
Więc to zaras zrobię,
Jak tylko przyjdziem do dom.
BARDOS
Dobrze.
STACH
Wiem, ze ona
Psyleci zaras do mnie jak ognista łuna
I będzie mnie ćmokała.
BARDOS
Więc walnie uda się.
STACH
Teras WPana zegnam, pójdę do mej Basie,
Bo, wej, tęskni beze mnie.
BARDOS
Jedno słowo jeszcze:
Powiedz mi, ale szczerze, te wszystkie zaloty
Młynarki nie wzniecająż w twym sercu ochoty
Do zdradzenia twej Basi?
STACH
Wsak ja zawse wrzesce,
Kiej mię Dorota ściska.
BARDOS
Ależ czasem może?
STACH
Nigdy.
BARDOS
Słowo?
STACH
Przysięgam.
BARDOS
Szczęśćże ci więc Boże,
Poczciwy chłopcze!
STACH
Jus ja nie zgorsę sie z tego,
Ze zadko widzieć w świecie męza poćciwego.
ŚPIEWKA
Nie tajnoć to jest nikomu,
Jak męzowie zony zwodzą.
Tej nie lubią, co jest w domu,
I cęsto do innych chodzą.
Ale tes za swoje mają,
Bo pobocne marmuziele78
Tak im głowy psystrajają,
Ze chodzą kieby daniele.
Tak zazwycaj bywa w świecie,
Wet za wet, darmo nic nie ma,
Zrób jeden figiel kobiecie,
Ona ci odpłaci dwiema.
Ja więc nie chcę zdradzać zonę,
Bo chcę, aby mnie kochała,
Aby mnie jednego miała,
A ja tylko jedną onę.
Odchodzi, pokłoniwszy się studentowi.
SPRAWA VI
Bardos sam, patrząc za nim.
BARDOS
W tym wieku jeszcze tylko wzór poczciwej cnoty
U nieskażonej można oglądać prostoty!
Rzadka para, by teraz kochała się wiernie.
O! Jak ich uszczęśliwić pragnąłbym niezmiernie.
Ale mi jeszcze Basię przekonać zostaje,
Że Stach jest dla niej wierny. Dobry mi podaje
Sposób ta wierzba: muszę z nią pierwej pogadać,
Ażeby, co też myśli o Stachu, wybadać.
Ale, czy mi się zdaje, tak, ona tu bieży.
SPRAWA VII
Bardos i Basia.
BASIA
Cy nie ma tutaj Stacha? Azem się zdysała.
BARDOS
Dopiero co tam poszedł.
BASIA
A tom się musiała
Z nim minąć.
BARDOS
Czy tak tęsknić bez niego należy?
Całaś w znoju.
BASIA
Ej! Nic to.
BARDOS
Lecz tak biegać szkodzi.
BASIA
Ale bo Wpan nie wies, o co mi tu chodzi.
Więc mu się psyznać musę, mój panie skubencie,
Poradź mi, bom jest biedna, gryzę się pseklęcie.
Dociekłam, wej, ze w Stachu kocha się młynarka.
A ze to jest psemyślna i zdradna figlarka,
Moze by mi się kiedy chłopak zbałamucił.
Otós widząc, ze z nami nie mas go u tsody,
Myślałam, ze sam jeden na pole powrócił,
Azeby się z Dorotą poumizgał wpsprzódy,
I dlategom tak biegła.
BARDOS
On tu ze mną bawił.
BASIA
Chyba ze tak.
BARDOS
Ustawnie79 mi o tobie prawił,
Dziękował mi, żem gładko odsadził Bryndusa.
BASIA
On ci mnie kocha, ale nie śpi, wej, pokusa,
Mógłby mnie zdradzić kiedy.
BARDOS
A gdyby tak było,
Żeby się Stach chciał czasem poumizgać do niej,
Cóżbyś wtenczas robiła?
BASIA
Niech go Pan Bóg broni,
Dopiero by się piekło w domu otwozyło.
BARDOS
Toś ty taka zła?
BASIA
Kiej mnie kto zdradzać chce, niech lepi
Samego djabła s piekła, niźli mnie, zacepi.
ŚPIEWKA
Jestem dobra jak baranek,
Jestem słodka jak cukierek,
Kiej mnie nie zdradza kochanek,
Kiej nie chodzi do fryjerek80.
Ale kiejbym tego dociekła,
Ze mnie Stasio osukuje,
Ze zdrajca inną całuje,
Stałabym się jędzą z piekła.
Jej bym warkoce wyrwała,
A samego wałkiem sprała,
Jak bym tłukła, tak bym biła,
Az bym zdradzać oducyła.
Wiem ja, jak w mieście męzowie
Cęsto zonom mydlą ocy:
”Moje zycie, moje zdrowie,
Ja cię kocham z całej mocy!”
A kiedy za dzwi wychodzi,
Jus o zonie ani wspomnie;
Oj! Cemus mi się nie godzi
Wziąć ich na naukę do mnie.
Tak bym.
BARDOS
Nie troszcz się, miła Basiu, ja tego dowiodę,
Że twój Stach zawsze wierny i stały dla ciebie.
BASIA
Bo tes i ja bym za nim skocyła we wodę,
Scęśliwą bym była z nim choć o suchym chlebie.
BARDOS
Słuchajże, jak już z wami do wioski powrócę,
Uważaj wtenczas dobrze, gdzie ja się obrócę.
I jak ci dam znak głową, zaraz przyjdziesz do mnie,
Ja cię tak skryję dobrze, że sama dokładnie
Zobaczysz, jak Dorota Stasia nęci zdradnie,
A on, jak ci jest wierny i jak żyje skromnie.
BASIA
Ach, prosę, bardzo prosę! Dopiero scęśliwą
Będę.
BARDOS
Otóż i cała gromada przybywa.
SPRAWA VIII
Ciż i wszyscy powracający od bydła.
BARTŁOMIEJ
Jest wsystko, ani jednej stuki nie brakuje.
MORGAL
Oddaliśmy, Mospanie, co do jednej kozy.
BRYNDUS
Do Bartłomieja.
Niech wam się we dwójnasób to stadko pomnozy.
ŚWISTOS
Zycemy wszscy tego.
BARTŁOMIEJ
Dziękuję, dziękuję.
Do Bardosa.
I Wacpanu tes za to dzięki zanosiemy,
Ześ nas pogodził. Teras do domu wracamy
I Waspana na gody s sobą zaprasamy.
BASIA
Stasiu, ja pójdę s tobą.
STACH
Bierze ją za rękę.
Razem se pójdziemy.
WAWRZYNIEC
Bydło prosto na pasą zapędzą pastuchy.
A i wy tes sam Panu skłońcie się, dziewuchy;
Dziękujcie za swe krówki, co tam także były.
BASIA
Dziękuję s całej siły,
Ja za moją łysą.
Kłania się.
ZOŚKA
Ja za moją płową.
Kłania się.
Tę, co to razem lubi trykać się s Pawełkową.
BARDOS
Kłaniam.
BARTŁOMIEJ
Ja się Waspanu psysłuzę, cem mogę.
Zupan dobry.
WAWRZYNIEC
Ja capkę.
STACH
Ja bóty na drogę.
JONEK
Ja pas.
BASIA
Ja płótna stukę.
ZOSIA
Ja jajek pół kopy.
MIECHODMUCH
A ja zaś kantyczkami.
BRYNDUS
My piwem i miodem.
BARDOS
Dziękuję wam.
WAWRZYNIEC
Więc idźwa.
BARDOS
Idźcie tylko przodem.
Ja zaraz przyjdę.
Wszyscy odchodzą.
SPRAWA IX
BARDOS
Sam, rozrzewniony.
O, jaką szczerością te chłopy
Darują mnie, czem mogą. Uczułem prawdziwie,
Że mi się łzy po oczach kręciły źewliwie.
Czemu tak małe dary wielką roskosz rodzą?
Czemu tak sercu miłe? Bo s serca pochodzą.
ŚPIEWKA
Nie ci nam dają, którzy są bogaci,
Nie ci, co przymus lub interes mają;
Bo pierwsi dają, co zdarli s swych braci,
Drudzy do łaski wzgardę przyłączają.
Zasłona spada.
ODSŁONA III
Teatr wystawia to samo, co w pierwszej odsłonie.
SPRAWA I
DOROTA
Sama.
Cós to, ze ich tak długo nie widać?
Cy casem mojego Stasia w bitwie nie zabili?
Oj! Toć bym tes becała; wolałabym wreście,
Zeby mojego starca: ale cyt, salona!
Nie powinna męzowi śmierci zycyć zona,
Choć i bzydki, dość, ze cłek pocciwy. Niewieście
Zawse zycie małzonka powinno być drogie.
Ze casem się psytrefi cłeku z ułomności
Zgzesyć, to jesce nie tak wiele w tem jest złości,
Ale cychać na zycie jest psestępstwo srogie.
Ja bym jus i nareście chciała z nim zyć wiernie,
Ale mi ten Stach serce tak pali niezmiernie,
Ze ledwo zyć bez niego mogę, niescęśliwa.
Na co się tes to cudzej zecy tak zachciewa.
Gdyby Stasio był moim, moze i połowy
Nie byłby mi tak miłym, nie zawrócił głowy,
A teras mnie tak dręcy, tak mą dręcy dusę,
Ze albo umrę z zalu, albo go mieć musę.
Obiecał, kiedym na ślub jego zezwalała,
Ze mnie tes pocałuje, jak tylko powróci,
Cy mi dotsyma słowa, będą doświadcała,
Bo po ślubie to Baśka głowę mu zawróci,
A psytem, jędza dziewka, nie da sobie w kasę
Dmuchać.
SPRAWA II
Dorota, Bryndus, Jonek.
DOROTA
Jak się mas, Jonku? A nasi?
JONEK
Za młynem,
Wysiadają tam na bzeg.
DOROTA
A bydło?
BRYNDUS
Na pasę
Jus go zagnał pastusek.
DOROTA
Jakimze to cynem
Cudownym wy z Góralmi w zgodzie?
JONEK
Aj Bartkowa!
Jak powiemy, to wam się wej zawróci głowa,
Jakie tam dziwowiska ten skubent wyprawił!
I pogodził nas wsystkich, i strachu nabawił.
BRYNDUS
I nawracał, i dziwił.
DOROTA
Ales jak, gadajcie.
JONEK
Oj! Bo to trudno.
BRYNDUS
I jak!
DOROTA
Lec psecie.
JONEK i BRYNDUS
Słuchajcie!
DWUŚPIEW
BRYNDUS
Najpsód ciągnął drut pses drogę.
JONEK
Potem sam uciekł na górę.
BRYNDUS
Potem nas uderzył w nogę.
JONEK
Potem im chciał wybić skórę.
BRYNDUS
Potem nam kazał powstawać.
JONEK
Potem groził, potem łajał.
BRYNDUS
Potem kazał ręce dawać.
JONEK
Potem jakieś dziwy bajał.
BRYNDUS
Potem podawał butelki.
JONEK
Potem włosy powstawały.
BRYNDUS
Potem spuścił drut niewielki.
JONEK
Potem kręcił jakieś wały.
BRYNDUS
Potem kazał stanąć w koło.
JONEK
Potem nas wsystkich udezył.
BRYNDUS
Potem się rozśmiał wesoło.
JONEK
Potem jus mu nikt nie wiezył.
BRYNDUS
Wreście djabeł to rozumie,
Co ten cłowiek mądry umie.
DOROTA
Chyba tes djabeł pojmie, bo ja głupia s tego,
Ale otós i nasi, widzę Stasia mego.
SPRAWA III
Wszyscy prócz Bardosa.
DOROTA
Witajcie nam, witajcie!
BARTŁOMIEJ
Jakze się macie, zono?
Cies się, jus między nami wsystko zakońcono,
Jus my w zgodzie. Ten skubent, co to tu
Był z nami, pozbawił nas wselkiego kłopotu.
WAWRZYNIEC
Co on tam nawyrabiał i pojąć nie mozna,
Opowiemy wam wsystko.
JONEK
Ale to zec prózna.
Jus my tu powiedzieli Dorocie dokładnie.
DOROTA
Coście wy tu bajali, to i bies nie zgadnie,
Ale mi Stasio wsystko najlepiej opowie.
BASIA
Jest ci tu tyle innych.
BARTŁOMIEJ
Teras, moje zycie,
Poniewas na weselu będą ci panowie,
Zaksątnij się, we wsystko psysposób sowicie,
Idź do chaty. Ty, Stachu, i ty tes, dziewcyna,
Pomóscie jej, ja chwilkę zajze tes do młyna.
Odchodzi.
WAWRZYNIEC
A my pójdźmy do karcmy, posilma się ksynkę
Dobrą gozałką.
MIECHODMUCH
Ja tes łyknę odrobinkę.
DOROTA
A ja dla was ze Stachem spoządzę śniadanie
I wsystkich was do chaty zaprasamy na nie.
WSZYSCY
Przyjdziem z ochotą.
JONEK
Będą tańce i muzyka.
Idźmy, hej wiwat! Niech każdy wyksyka.
WSZYSCY
Krzyczą.
Wiwat!
Odchodzą do karczmy.
DOROTA
Pódźma więc.
Ciągnie Stacha do chaty.
SPRAWA IV
Bardos pokazuje się nieznacznie i kiwa na Basię.
BARDOS
Psyt! Psyt!
BASIA
Spostrzega go.
Idźcie, bo ja musę
Troskę zajzeć do karcmy. Jamci druchna psecie,
Panna młoda mnie ceka.
DOROTA
Na stronie.
Tym lepiej.
Odchodzi ze Stachem.
SPRAWA V
Bardos i Basia.
BASIA
Niecierpliwie.
Cós chcecie?
Spiescie się, bo ja od nich na krok się nie ruse;
Mam ich, wejcie, zostawić samych?
BARDOS
Próżna trwoga.
Gdzież jest ojciec?
BASIA
We młynie.
BARDOS
To dobrze, a teraz,
Moja Basiu, wleziesz tu w tę wierzbę.
BASIA
Dla Boga!
Ja zaś w wierzbie mam siedzieć jak sowa.
BARDOS
Oj, nieraz
Siadywałaś w niej w parze s twoim lubownikiem.
BASIA
Ja zaś?
BARDOS
Tak jest.
BASIA
Na stronie.
Ten cłowiek chyba carownikiem,
Wsystko zgaduje.
Głośno.
Prawda i zem tam nieras tam siedziała.
BARDOS
Wchódź, wchódź, a żwawo, będziesz stąd wszystko widziała,
Jak się z Dorotą Stasio obchodzi, ale cię
Przestrzegam, żebyś mi się wyjść nie odważała,
Nim otworzę, bo wszystko zepsujesz.
BASIA
Aj! Zjecie
Carta, Pani Macocho!
BARDOS
No, dalej.
BASIA
Jus włazę.
Basia włazi w wierzbę, Bardos ją zamyka.
BARDOS
To jedna, wnet tu będą i drudzy. Teraz że
Dalej do młyna, tam się za drzwiami zasadzę.
Zapewne Stach uciekać będzie od Doroty,
Ona go zechce gonić, a gdy swe zaloty
Zacznie palić, ja wtenczas męża wyprowadzę.
Odchodzi do młyna.
SPRAWA VI
Dorota, Stach.
DOROTA
Nie uciekajze, Stasiu! Nie bądźze tak srogi.
STACH
Moja Pani Doroto, puscie wy mnie, prose.
DOROTA
Gdybyś ty ucuł w sercu tak srogie pozogi,
Takie męki, jakie ja, niescęsna, ponose,
Nie byłbyś tak okrutnym; nie chciejze uciekać,
Pójdź do chaty.
STACH
Nie mogę.
DOROTA
Wsakze nie ma Basi.
STACH
Ale psyjdzie.
Na stronie.
Tu skubent kazał na się cekać.
DOROTA
Ona tu nie powróci, nie puscą jej nasi.
No, to psynajmniej choć mnie ras pocałuj.
STACH
Nie mogę.
DOROTA
Dlacego?
STACH
Mam zdradzać Basię moją drogę?
Moja Pani Doroto, zućcie te jamory,
Zyjmy lepiej w psyjaźni, bo, jakby nas który
Sąsiad kiedy wypatsył, a doniósł Bartkowi,
Biada mnie i wasemu byłaby gzbietowi.
Ja tes mam młodą zonkę, którą z dusy kocham.
DOROTA
Ja tes to sama cuje, ze ja trochę płocham.
Ale cós, kieś mi serce tak zranił, niebodze,
Ze cyli śpie cy cuwam, cy siedze, cy chodze,
Tyś mi psytomny, zawse za tobą się bidze,
Więc choć ostatni ras ściśnij mnie.
Chwyta go za szyję, wtem Bardos i Bartłomiej wchodzą.
SPRAWA VII
Bardos i Bartłomiej.
BARTŁOMIEJ
Co widzę,
Cy mnie co oćmiło? Cy?
DOROTA
Ach mój mąs, uciekaj!
STACH
Na stronie.
Dalej do wierzby!
Włazi w wierzbę.
BARDOS
Zatrzymuje młynarza i odwraca go w przeciwną stronę, aby nie widział, gdzie się Stach chowa.
Panie młynarzu, zaczekaj!
Patrzno, jak śliczny jastrząb w tę wierzbę się chowa.
BARTŁOMIEJ
Ej, daj mi WPan pokój, cós się to ma znacyć,
Tyś się tutaj ze Stachem ściskała.
DOROTA
Ot, głowa,
Chyba ci się psyśniło, musiałeś źle bacyć,
Skąd tu Stach?
BARTŁOMIEJ
Psecie tu był.
DOROTA
Oto byś nie bzduzył.
Dopiero, com tu wesła.
BARTŁOMIEJ
Tociem nie pijany.
BARDOS
Może wam się tylko zdało.
BARTŁOMIEJ
Mój kochany
Panie, gdybyś mnie nie był tym jastsębiem zduzył,
Byłbym go złapał.
BARDOS
Ale skądże zaś, ja przecie
Mam też oczy, a nicem nie widział.
DOROTA
Ot, plecie.
BARTŁOMIEJ
Jesce mi tak pyskujes, pocekaj.
DOROTA
Na dusę
Psysięgam, ze nic nie wiem.
BARTŁOMIEJ
Toć i wiezyć musę.
BARDOS
Tak to jest, człowiekowi czasem się przywidzi.
BARTŁOMIEJ
Cós to wam jest, Doroto?
BARDOS
Ot się darmo wstydzi,
Bo ją niesłusznie Waszmość posądzacie.
Chodźmy już. Ale cóż to? Pszczoły pono macie
W tej wierzbie, Bartłomieju?
BARTŁOMIEJ
Psed miesiącem były,
Ale nie wiem, dlacego ten ul pozuciły.
BARDOS
Może już tam są znowu, obaczmy.
DOROTA
Na stronie, przelękniona.
Umieram,
Jak go złapie, to po mnie.
BARTŁOMIEJ
Ja co dzień zazieram,
Ale ich nigdy nie ma.
BARDOS
Teraz są zapewne.
DOROTA
Na stronie.
Oj! Zginęłam, biedna.
BARDOS
Jeśli nie, ja pewne
Dam wam rady, żeby je na powrót przywabić.
DOROTA
Na stronie.
Drzę cała.
BARDOS
Najprzód, trzeba ul dobrze zabić,
Potem go wysmarować gliną.
DOROTA
Na stronie.
Kiejby jako
Psestrzedz go można.
BARTŁOMIEJ
Jać to robię, a wselako
Nie powracają pscoły.
BARDOS
A nie, to spod spodu,
Ot tutaj, trzeba zawsze podłożyć im miodu.
BARTŁOMIEJ
Jać to robię.
DOROTA
Na stronie.
Serce wyleci ze drgania,
Ach! Nie chcę, nie chcę więcej obcego kochania.
BARDOS
Potem także trzeba mieć i o pszczołach pieczę.
BARTŁOMIEJ
Jać im dogadzam.
DOROTA
Ten ras, jak mi się upiece,
Psysięgam, ze jus nigdy kochać się nie będę.
BARDOS
Teraz chciałbym zobaczyć w środku i dobędę
Deszczki81.
Idzie i otwiera drzwiczki.
DOROTA
Ach! Mdło mi, mdło mi, ratujze mnie, Boze!
BARDOS
A to co jest?
Niby zdziwiony.
BARTŁOMIEJ
Stach w wierzbie? A cys to być moze?
Aha! To tam się schował, a cós, pani zono?
DOROTA
Ale, bo to...
Pomięszana.
BARTŁOMIEJ
Widziałem cię ja nie ras, ze stodoły.
BARDOS
Nic nie wiecie, co to jest, i ona też pono
Nie wie; Basiu, wyjdź no tu.
Basia wychodzi.
Otóż macie pszczoły.
BARTŁOMIEJ
I ona tam?
Stach wychodzi.
BARDOS
A widać, ze Stachem siedziała.
DOROTA
Ta niecnota wsyściutko teras wysłuchała.
BARTŁOMIEJ
Cózeście tam robili?
BARDOS
Jak w parze turkawki
Siedzieli.
BARTŁOMIEJ
Ale na cós w wiezbie?
BARDOS
Dla zabawki,
Zwyczajnie, dzieci.
STACH
Tak jest, wzdyć to były zarty.
BARTŁOMIEJ
Psuć mi ul taki dobry.
STACH
Ale nic niewarty,
Bo prózny.
BARDOS
Więc widzicie teraz prawdę szczerą,
Darmoście oto żonę zmartwili, złajali,
Bo tu oni przed chwilą s sobą się ściskali.
Przeproście się.
DOROTA
Na stronie.
Och, teras odzyłam dopiero.
BARTŁOMIEJ
No, darujcies mi, Dosiu.
DOROTA
Ale tak mnie łajać.
BARTŁOMIEJ
No, zgoda.
DOROTA
Zgoda.
Podają sobie ręce.
BARTŁOMIEJ
Teras wy idźcie do chaty,
A ja pójdę dla Basi prosić gości w swaty.
Słuchajcies, nie potseba tego ludziom bajać.
SPRAWA VIII
Pozostali.
STACH
Wielki z Wacpana figlas.
DOROTA
To dowcipna stuka.
BARDOS
Jest to dla was, Doroto, maleńka nauka,
Nie psujcie córce szczęścia.
DOROTA
Jus nigdy o Stachu
Nie pomyślę, ledwom ci nie zdechła od strachu,
Nie gniewajze się, Basiu.
BASIA
Łatwo wam psebace,
Bom się o moim Stachu wiernie psekonała.
On nie wiedział, Matulu, żem ja tam siedziała,
Bo tam sam Pan mię schował; oj, ślicne kołace
Na mleku Jegomości na drogę upiekę.
DOROTA
A ja jus zdradzać męza wiecnie się wyzekę.
SPRAWA IX i OSTATNIA
Wszyscy.
BARTŁOMIEJ
Prosiemy na śniadanie.
BRYNDUS
Z ochotą.
MORGAL
Z ochotą.
BARTŁOMIEJ
Jutro wesele wase, a teras, Doroto,
Bądź nam rada.
BARDOS
Nim jeszcze siądziemy do stołu,
Wprzód sobie zanucimy piosneczki pospołu.
MIECHODMUCH
A ja, podjadłszy szobie, jak się taniecz zacznie,
Z pomiędzy wasz do karcmy wymknę się nieznacznie
Rozrywkę niespodzianą zrobię dla Bryndusza,
Ubierę się, jak zwycaj u nas, za Bachusza
I na beczce przyjadę do wasz.
WSZYSCY
Zgoda, zgoda.
BARDOS
Niech tu dziś będzie sama roskosz i swoboda.
STACH
A ja, za to, ześ Waspan był dla mnie łaskawy,
Zawiozę swemi końmi do samej Warsawy.
BARDOS
A ja co bym tam robił? Jest tam i beze mnie
Wielu takich, co żyją tylko z kałamarza.
Lecz im się często chłodno i głodno być zdarza.
Wolę pracować w roli, niż żebrać nikczemnie,
Tu sobie gdzie na gruncie osiędę w Mogile.
WAWRZYNIEC
My waspanu złozemy, na pocątek, tyle,
Ze będzies gospodazem.
BARDOS
Dziękuję. Robotę
Skończyłem, poprawiłem w słabości Dorotę,
Oszczędziłem krwi ludzkiej, zawziętych zgodziłem.
Jeśli jeszcze was przytem trochę zabawiłem,
Wszystkie moje żądania już są dopełnione.
ŚPIEWKI
BARTŁOMIEJ
Zadko teras znaleść zonę,
By była poćciwa,
Chocias cłowiek kocha onę,
Jednak podejzliwa.
A najbardziej, kiedy stary
Młodą se dobieze,
W krótce pójść musi na mary
Lub rogi psybieze.
DOROTA
Gdy, dziewcyno, w młodym wieku
Swawolną się cujes,
Nie ślubuj staremu cłeku,
Bo wnet pozałujes.
A jezeli z dobrej woli
Juz się z nim połącys,
Nie sukaj obcej swawoli,
Bo źle zawse skońcys.
STACH
Wy, chłopaki, cudzej zony,
Nie psujta nikomu,
Bo s tej mody zarazonej
Tylko bieda w domu.
Tak się teras w stadłach psują
Zony i męzowie,
Ze ich dzieci nie zgadują,
Któzy ich ojcowie.
BASIA
Wanda lezy w nasej ziemi,
Co nie chciała Miemca;
Lepiej zawse zyć s swojemi,
Nis mieć cudzoziemca.
Gdzie się bardziej obcy ziomek
Nis rodak podoba,
Biedny bywa taki domek,
Traci się chudoba.
BRYNDUS
Nie pogardzaj ubogimi,
Choć jesteś bogaty,
Bo nie cynią nas wielkimi
Klejnoty i saty.
Nie wydzieraj, co cudzego,
Sanuj wsystkie stany,
Poznaj w cłeku brata swego,
A będzies kochany.
MORGAL
Nie wiez nigdy Siarletanom82,
A sanuj mądrego,
Nie pomagaj Wielkim Panom
Ku biedzie bliźniego.
Bo, jak się casem nie uda,
Cnota weźmie górę,
Nie będąć to zadne cuda,
Ze ty weźmies w skórę.
JONEK
Stsescie wionków swych, dziewcęta,
Mawiała ma ciotka,
Bo w miłości jest ponęta
Zdradliwa, choć słodka.
Dawniej chodził ślub na gody
Pses cierniste pole,
Teras idzie bes pseskody,
Ani się zakole.
BARDOS
Wy, uczeni, którzy wszędzie
Cierpicie dla cnoty;
Nie zawsze wam tak źle będzie.
Nie traćcie ochoty
Służyć swej ojczyźnie miło,
Choćby i o głodzie,
Byle światło w ludziach było,
A sława w narodzie.
MIECHODMUCH
Chuda fara83, Organista czeka na akcypę84,
Rzadko teraz by kto sprawił krzciny albo sztypę.
Ciężko dzisiaj, Boże odpuść, być kościelnym sługą;
Mruczą ludzie, że im bieda, a zyją dość długo.
Oddawajcie swe daniny,
Co komu należy,
Proboszczowi dziesięciny,
Klesze na pacierze,
Organiście na przyczynek85
Jajec na Wielkanoc,
Parę kiełbasz, parę szynek,
A teras dobra nocz.
CHÓR OGÓLNY
Poczciwość, wierność, miłość i zgoda
Niechaj pod naszym dachem panuje,
Niech u nas nigdy przewrotna moda
Głów nie zawraca i serc nie psuje.
Niech to świat pozna, że gdzie prostota,
Tam jeszcze szczera zostaje cnota.
Wszyscy się biorą do tańca.
Przypisy:
1. zagrodnik — dawniej chłop użytkujący tylko zagrodę, zobligowany do pańszczyzny pieszej. [przypis edytorski]
2. Kraków — miasto polskie na prawach powiatu, stolica województwa małopolskiego. [przypis edytorski]
3. Mogiła — dawna wieś, obecnie część miasta Krakowa. [przypis edytorski]
4. gracko (daw.) — zręcznie. [przypis edytorski]
5. zasię a. zasie (daw.) — tu: wara! precz! [przypis edytorski]
6. kieby (daw.) — jakby. [przypis edytorski]
7. wej a. wejcie (daw., gw.) — spójrz, popatrz; wyraz kierujący uwagę na przedmiot wypowiedzi, wzmacniający wypowiedź. [przypis edytorski]
8. kiej (gw.) — kiedy. [przypis edytorski]
9. gumno — miejce młócenia zboża; podwórze wraz z budynkami gospodarskimi. [przypis edytorski]
10. frasunek (daw.) — zmartwienie. [przypis edytorski]
11. haw (gw.) — tu, tutaj. [przypis edytorski]
12. hołys (gw.) a. hołysz (daw.) — biedak. [przypis edytorski]
13. mitręga (daw.) — tu: partacz, niedołęga. [przypis edytorski]
14. Warszawa — stolica i największe miasto Polski. [przypis edytorski]
15. Grodno — miasto obwodowe w dzisiejszej Białorusi, polożone w pobliżu granicy z Polską. [przypis edytorski]
16. lic (daw., gw.) — lejce. [przypis edytorski]
17. morga a. mórg (daw.) — dawna miara powierzchni gruntu. [przypis edytorski]
18. zupan a. żupan (daw., gw.) — dawny ubiór, rodzaj kaftana. [przypis edytorski]
19. krypa — duża, otwarta łódź transportowa. [przypis edytorski]
20. łoza (pot.) — witki, zarośla wierzbowe. [przypis edytorski]
21. godzić — tu: dybać, nastawać, szukać. [przypis edytorski]
22. fukać — odzywać się gniewnie, strofować, besztać. [przypis edytorski]
23. rozkomosić (daw.) — rozruszać. [przypis edytorski]
24. kopercaki (gw.) a. koperczaki (daw.) — zaloty; „palić koperczaki” oznacza „zalecać się”. [przypis edytorski]
25. Wisła — najdłuższa rzeka Polski. [przypis edytorski]
26. kijonka — narzędzie do robienia prania w rzece. [przypis edytorski]
27. kasa tatarcana (gw.) — kasza gryczana; tatarka to gatunek gryki. [przypis edytorski]
28. kanonik — duchowny świecki lub członek reguły zakonnej. [przypis edytorski]
29. patron (daw.) — tu: prawdopodobnie: pracodawca, zwierzchnik. [przypis edytorski]
30. perora (daw.) — długa, napuszona przemowa. [przypis edytorski]
31. sromać się (daw.) — zawstydzić się. [przypis edytorski]
32. dyksy — spolonizowana forma łacińskiego słowa „dixi” („powiedziałem”). [przypis edytorski]
33. chudoba (daw.) — skromny dobytek, niewielkie gospodarstwo. [przypis edytorski]
34. ruciany — zrobiony z ruty; wianek ruciany symbolizuje dziewictwo. [przypis edytorski]
35. dziedzina (daw.) — tu: siedziba rodzinna. [przypis edytorski]
36. duda a. dudarz, a. dudziarz — muzykant grający na dudach. [przypis edytorski]
37. niepomału (daw.) — bardzo, wielce. [przypis edytorski]
38. pauper studiosus (łac.) — biedny uczony, uczony biedak, biedny student. [przypis edytorski]
39. chryja (daw.) — rozprawa, rodzaj szkolnego ćwiczenia retorycznego. [przypis edytorski]
40. Seneka (ok. 4 p.n.e.–65 r. n.e.) — Lucjusz Anneusz Seneka (Młodszy), retor, pisarz, poeta i filozof rzymski. [przypis edytorski]
41. Demostenes (384–322 p.n.e.) — mówca i polityk grecki. [przypis edytorski]
42. Platon (ok. 424/423–348/347 p.n.e.) — filozof ateński, twórca platonizmu. [przypis edytorski]
43. Cyceron (106–43 p.n.e.) — Marek Tulliusz Cyceron, rzymski pisarz, mówca, polityk, dowódca wojskowy i filozof. [przypis edytorski]
44. Owidiusz (43 p.n.e.–17/18 n.e.) — Publiusz Owidiusz Nazo, poeta rzymski. [przypis edytorski]
45. Wirgiliusz, popr. Wergiliusz (70–19 p.n.e.) – Publiusz Wergiliusz Maro, rzymski poeta. [przypis edytorski]
46. Safona — grecka poetka liryczna, żyjąca na przełomie VII i VI wieku p.n.e. [przypis edytorski]
47. Horacy (65–8 p.n.e.) — Kwintus Horacjusz Flakkus, poeta rzymski. [przypis edytorski]
48. elektryka (daw.) — tu: urządzenie do wytwarzania prądu elektrycznego. [przypis edytorski]
49. ochapiać się (daw.) — przypominać się, wydawać się. [przypis edytorski]
50. skubent (daw., gw.) — student, uczeń. [przypis edytorski]
51. Małogoszcz — miasto w województwie świętokrzyskim, w powiecie jędrzejowskim. [przypis edytorski]
52. Tatry — najwyższe pasmo górskie w łańcuchu Karpat. [przypis edytorski]
53. Makijawel (1469–1527) — Niccolò di Bernardo dei Machiavelli, prawnik, filozof, pisarz, historyk i dyplomata florencki. [przypis edytorski]
54. kwiczoł — łowny ptak leśny. [przypis edytorski]
55. lepień a. lipień — gatunek ryby. [przypis edytorski]
56. jemiołucha — gatunek ptaka wędrownego. [przypis edytorski]
57. kuban (daw.) — datek, łapówka. [przypis edytorski]
58. chozy (gw.) a. hoży — urodziwy, dorodny. [przypis edytorski]
59. Karmelici — klasztor oo. Karmelitów w Krakowie na Piasku. [przypis edytorski]
60. Piaski a. Piasek — dawna jurydyka Krakowa, wchodząca obecnie w skład Starego Miasta. [przypis edytorski]
61. kares (daw.) — czuły gest lub słowo. [przypis edytorski]
62. jary (daw.) — krzepki. [przypis edytorski]
63. bez ochyby (daw.) — niechybnie, niezawodnie. [przypis edytorski]
64. junak — odważny młody mężczyzna. [przypis edytorski]
65. szubrasto (gw.) — szubrawstwo, grupa ludzi nieuczciwych i podłych. [przypis edytorski]
66. wziętość (daw.) — uznanie, popularność. [przypis edytorski]
67. ruśnica (gw.) — rusznica, dawna ręczna broń palna o długiej lufie. [przypis edytorski]
68. sturmark (gw.) — szturmak, dawna krótka strzelba z lufą rozszerzoną u wylotu. [przypis edytorski]
69. ozug (gw.) a. ożóg (daw.) — kij, głownia lub opalone drzewo. [przypis edytorski]
70. profos — podoficer z obsługi aresztu wojskowego. [przypis edytorski]
71. trykać się — pobóść, uderzyć. [przypis edytorski]
72. caban (gw.) a. czaban (daw.) — duży wół lub baran. [przypis edytorski]
73. frycować (daw.) — tu: bić, atakować. [przypis edytorski]
74. Lucyper a. Lucyfer — diabeł, jeden z upadłych aniołów. [przypis edytorski]
75. fundacja — tu: ufundowanie czegoś przydatnego społecznie. [przypis edytorski]
76. chapać (pot.) — chwycić, zjeść naprędce, ukraść. [przypis edytorski]
77. dać se chleba (daw.) — popaść w biedę, w niedolę. [przypis edytorski]
78. marmuziela (gw.) a. marmuzela (daw.) — nierządnica; panna z miasta, strojnisia. [przypis edytorski]
79. ustawnie (daw.) — nieustannie, ustawicznie. [przypis edytorski]
80. fryjerka (daw.) — kochanka. [przypis edytorski]
81. deszczka (daw.) — deseczka. [przypis edytorski]
82. siarletan (gw.) — szarlatan, oszust; kuglarz, magik. [przypis edytorski]
83. chuda fara (daw.) — bieda, niedostatek; fara (daw.): kościół parafialny. [przypis edytorski]
84. akcypa (daw., z łac.) — datek za posługi kościelne. [przypis edytorski]
85. przyczynek — tu: wkład. [przypis edytorski]