modlitwa poprzez żaluzje

i pan zadzwonił dnia siódmego.

właściwie to my zadzwoniliśmy do niego,

albowiem niecierpliwość zwyciężyła.

i pan nam powiedział, że zostaliśmy wybrani.

zamieszkaliśmy u pana na drugim piętrze, jak było powiedziane w piśmie.

wprowadziliśmy się do domu pana, żeby wszystko na nowo poukładać.

rozpakować kartony, ubrania i książki na pańskich półkach.

pomalować ściany na żółto i czerwono.

sfotografować.

albowiem uwiecznić trzeba było nowy dom pana, z góry wiadomo.

z góry widać wszystko poprzez chmury i słońce.

albowiem pięknie jest patrzeć przez pańskie okno

z góry na ludzi, znad oka latarni.

jak oni biegają tam i z powrotem,

jak wiecznie się spieszą.

ze szpitala na cmentarz przechodzi się po pasach,

najbezpieczniej w świecie.

zamieszkaliśmy w domu pana w samym centrum starego ciała

miasta, które ciągle się leczy.

a dźwięki płyną z rogu

ulicy.

płyną samochody, autobusy i ludzie po chodnikach donikąd.

a kiedy już wchodzę w pańską skórę i staram się to opisać

rozdzierają mnie dreszcze.

i nie naklejam żadnych ogłoszeń

jak jest przykazane na trzech żółtych kartkach

na ścianie szpitala.