Panteistyczne

Nie objawił mi się żaden bóg

w gorejących

i ognistych

krzakach,

nie przemawiał do mnie

pożarem

i nie wzywał mnie

płomieniście —

odnalazłam go w krzaku

bzu,

gdy w kiściastych

krocił się znakach,

rozpoznałam go najzieleniej, gdy przez mokre wołał mnie

liście.

No — i odtąd chodzę zdumiona

zadziwieniom

nagłym

naprzeciw

gdy rozpuchły kreci pagórek

olbrzymieje cudem jak

Synaj —

popróbujcie wątpiący i źli

jak żarówkę

słońce zaświecić;

mówię do was

hallo —

hallo —

ja:

radosny prorok —

dziewczyna.

Rozwijają się drogi wstęgą

rozpędzonym

filmem

samopas

i potykam się jak pijana

o nadrożne,

naszlaczne

cudy:

oto

w znikąd wyrosłych krzemieniach

znieruchomiał czas jak synkopa1

oto

światło mknie:

trzysta tysięcy

kilometrów

na

jedną

sekundę —

oto

jestem po prostu tętnicą,

którą krąży jak krew

w świecie

azot —

oto

cichy «jak sen» pocałunek

zgiełków światów przemilcza mi

jazgot —

oto

kiedyś się wszystko raz urwie

tak: bez wstępu,

bez przeczuć,

od razu

i poleci na zbity łeb

ziemia

romantycznie spadającą

gwiazdą —

Jakże trudno wytrwać w równowadze

plącząc nogi po drodze

o cudy

i nie oprzeć się pewnie o

boga,

który wiatru mi natrząsł

i ptaków —

wpłynął we mnie życiodajny bóg krwią czerwoną, co płynie bez trudu,

choć nie zjawił mi się żaden

głos

w gorejącym

i ognistym

krzaku.

Przypisy:

1. synkopa — celowe zaburzenie rytmu utworu muzycznego. [przypis edytorski]