Psalmy przyszłości

Dam chwałę Bogu; prawdę powiem; niech boli, jako chce!

Teofil Szemberg, Wyprawa na Wołoszczyznę

Psalmy przyszłości

Psalm wiary

A odpowiadając, Jezus rzekł im: Błądzicie nie będąc świadomi pisma ani mocy Bożej.

Albowiem przy zmartwychwstaniu ani się żenić, ani za mąż chodzić będą, ale będą jako aniołowie Boży w niebie.

A o powstaniu umarłych nie czytaliście, co wam powiedziano od Boga, mówiącego:

Jam jest Bóg Abrahamów i Bóg Izaaków, i Bóg Jakubów. Bóg nie jest ci Bogiem umarłych, ale żywych.

Św. Mateusz, rozdz. XXII, 29–321

Pierwszy człowiek z ziemi ziemski, wtóry człowiek sam Pan z nieba.

Jaki jest ten ziemski, tacy też i ziemscy, a jaki jest niebieski, tacy też będą niebiescy.

Św. Paweł, List pierwszy do Koryntian, rozdz. XV, 47–482

Dusza i ciało to tylko dwa skrzydła,

Którymi Czasu i Przestrzeni sidła

Duch mój rozcina w postępowym locie!

Gdy się zużyją przez chwil i prób krocie,

Odpadać muszą — lecz on nie umiera —

Choć to się śmiercią nazywa u ludzi!

On zwiędłe zrzuca, a świeże przybiera

I w nie otulon, znów na jaw się budzi!

A to się zowie: narodzin godzina!

I Duch mój, wziąwszy skrzydła niezmęczone,

Nimi znów leci — lecz już w wyższą stronę!

Tak coraz wyżej ku Panu się wspina,

Ciała i dusze własne poza sobą

Sypie, jak liście zżółkłe i strząśnięte,

Wciąga do siebie siły im odjęte —

On sam wciąż żyje, ich zgonów żałobą!

Za nim — przeszłości zmierzchające tonie!

Przed nim — rozwarte wszechbezmiarów błonie!

Przed nim świat wszystek — Czas, Przestrzeń bez końca,

Piętra z dróg mlecznych i dni z lat tysiąca;

A dalej, wyżej, nad niemi, za niemi

— Ten, co jest wszystkim i wszystko obleka,

Duch twórczy gwiazdy, anioła, człowieka,

Cel a początek i nieba, i ziemi;

Ten, który zawsze i wyżej, i daléj,

Niedoścignięty, nad wszystko się pali:

Spokój — a jednak razem siła tchnąca —

Blask najwyższego duchów Ducha-Słońca!

K’niemu wciąż dążę — zrazu tam iść muszę

Przez piekła trudu — przez czysce zasługi —

Aż zacznę wdziewać i ciała, i dusze

Bardziej promienne — i wstąpię w świat drugi!

W świat, co od wieków zwan okręgiem nieba —

I w nim letargów mi już nie potrzeba

Ani przebudzeń z grobu, by iść wyżej!

Tam żywot wieczny — żywot nieustanny —

Grób i kolebka, konieczne, są niżej,

Na tych planetach, gdzie świt Ducha ranny,

Gdzie człowiek Boga niemowlęciem jeszcze

I kwili tylko przeczucia swe wieszcze —

Lecz dla aniołów śmierci nigdzie nie ma!

Przeszłość i przyszłość ostrymi oczyma

Widzą i znają — dla nich przemienienie

To jedna chwila — to dalsze natchnienie!

Jak my na ziemi w godzinę zachwytu

Nikłą pieśń z serca czerpiem — tak tam oni

Kształt rzeczywisty czerpią z fal wszechbytu,

Szaty przemienne czerpią z życia toni,

I coraz dalej ku Panu — ku górze

Lecą w królewskiej ciał i dusz purpurze!

Wkoło niebieskich coraz więcej darów,

Grzmiących dźwięczności i światła pożarów;

Mnożą się mleczne pierścienie i pręgi,

Coraz to szersze lazurowe kraje

— Przestrzeń pełniejszą potęg się wydaje —

— Czas coraz bardziej się przeteraźniejsza —

A jednak przyszłość, co od końca dzieli,

W nieskończoności swej nigdy nie mniejsza. —

Bo Pan wszystkiego jest wszystkim na wieki;

Choć coraz bliższy, On równie daleki!

Jego to, Jego, żądają Anieli!

Żądza bez miary, co chwila rosnąca,

Miłość bez granic — to życie bez końca! —

On ogniw wszechstworzenia wiązanym łańcuchem,

On Bytem, Myślą, Życiem — Ojcem, Synem, Duchem!

On jak Myśl w świecie mieszka i jak Byt wieczysty,

Lecz za świata krańcami On jest osobisty —

On Duchem świętym, jednym, który wie sam siebie,

Rozlał się po wszej ziemi, a został na niebie!

A my wszyscy i wszędzie Jegośmy obrazem,

I wstępując stopniami w coraz wyższe włości,

Żyć musim nieśmiertelnie, z nim żyć musim razem,

Zrodzeni z Jego łona, żyć w Jego wieczności!

I jako On nas stworzył, tak my tworzyć dalej

I z wewnętrza nas samych wyprowadzać światy,

By prząść Mu, jak nam uprządł, wiadomości szaty.

O ile możem, biedni, w anielskiej pokorze,

To, coś Ty nam dał z łaski — oddawać Ci, Boże,

A nigdy nie móc, nigdy nic Ci oddać, Panie,

I tak żyć w Tobie wiecznie przez wieczne kochanie!

*

Lecz szkołą Duchów są Ludzkości dzieje —

Drogą do niebios planety koleje!

Na nim to, na nim pójdą zasłużeni

— A wszyscy razem — do innych przestrzeni,

Gdy Syn Twój, sędzia, zmartwychwstałych książę,

Losy tej ziemi w dzień sądu rozwiąże

I z nich anielstwo ludziom wypromieni!

A do dnia tego wiodące tu wschody

To w łasce Twojej poczęte narody! —

Garść im powołań sypnąłeś z wysoka —

W każdym z nich żyje myśl jakaś głęboka,

Co z piersi Twoich zesłanym jest tchnieniem

I narodowi odtąd — przeznaczeniem!

A są wybrane jedne przed innemi

By o Twą piękność walczyły na ziemi

I krzyż lat wielu wlokąc krwawym śladem,

Były śród świata — anielskim przykładem,

Aż nie wywalczą straszną walką w grobie

Wyższego w ludziach pojęcia o Tobie,

Więcej miłości i więcej braterstwa

W zamian za tkwiący w piersiach nóż morderstwa!

Takim jest naród Twój polski, o Boże!

Kto cząstką jego — niech wie się Twej woli

Cząstką na ziemi — i choć go świat boli

Tak, że aż wątpić o nadziei może,

Niech w tym cierpieniu wytrwa niesłychanem,

Boć on, zaprawdę, w Twoim Duchu3 chrzczony,

Boć on, zaprawdę, Twym ziemskim kapłanem;

Jeśli się cierniów nie wstydzi korony,

Jeśli pojmuje, że kochasz bezmiernie

Synów tych, których koronujesz w ciernie,

Bo cierń w krwi maczan4 — to kwiat wiecznotrwały —

I nim odmładzasz świat ludzkości cały! —

*

Chrystus wciąż w tobie mieszka, o Ludzkości!

W twych piersiach żyje, w twoich losach gości,

Krwią twą — krew Jego i ciałem twym — ciało!

Stanie się tobie5, co Jemu się stało!

On wcielił w siebie wszystkie twe koleje,

On ci objawił wszystkie twe nadzieje.

Skądeś6 zrodzona? — Z przeczystej dziewicy,

Bo z myśli Bożej w Boże podobieństwo! —

Ku czemu idziesz? — Ku Ojca stolicy. —

Przez co przejść musisz? — Przez trud i męczeństwo!

A kiedy Chrystus nad Taboru7 szczytem

Już się otacza wieczności przedświtem,

Czy ty nie widzisz, co ten znak ci wróży?

Nim los twój ziemski w pełni się dokona,

I ty, Ludzkości, będziesz przemieniona!

Zostawisz w dole, u stóp ciemnych wzgórzy,

Wszystko, co zwodzi, i wszystko, co boli:

Zostawisz w dole szataństwo niewoli,

Zostawisz w dole kłamstwa opętanie,

Zostawisz w dole tajemnic zawiłość —

A weźmiesz z sobą duchowe poznanie

I serca wieczną, nieskończoną miłość!

I z tymi dwoma świętymi potęgi,

Jak Chrystus, w światła wzbijesz się okręgi!

Z czoła się twego grzech wszelki twój zetrze;

Jak pióra lekkie będą twe ramiona!

Ręce pokładniesz na białe powietrze

I w nim się ważyć będziesz — spowietrzniona! —

Psalm nadziei

A ja prosić będę Ojca, a innego pocieszyciela da wam, aby z wami mieszkał na wieki.

Onego Ducha prawdy, którego świat przyjąć nie może, bo go nie widzi ani go zna. — Lecz wy go znacie, gdyż u was mieszka i w was będzie.

Nie zostawię was sierotami — przyjdę do was.

Św. Jan, rozdz. XIV, 16–188

I widziałem drugiego Anioła lecącego przez pośrodek nieba, mającego Ewangelię wieczną, by zwiastował siedzącym na ziemi, i wszelkiemu narodowi i pokoleniu, i językowi, i ludowi.

Objawienie św. Jana, rozdz. XIV, 69

Dość już długo — dość już długo

Brzmiał na strunach wieszczów żal!

Czas uderzyć w strunę drugą,

W czynów stal! —

Wszystkim ciała dał Jehowa —

Duszę wszystkim Chrystus dał,

A Duch Święty żywot chowa,

By wraz ciało z duszą zlał!

Ja wam mówię — niedaleki

Zbawiciela Objawiciel!

Niedaleki — nam przed wieki10

Obiecany Pocieszyciel!

Oto idzie już godzina!

Poznan będzie — niepojęty!

Z Ojca weźmie, weźmie z Syna

I rozleje się Duch Święty! —

A nie trony — ni korony

Pierwsze ujrzą Cię na niebie —

Lecz niewinnie umęczony,

Ten, o Duchu, ujrzy Ciebie!

Kto lat tysiąc wieku strawił,

Kościół broniąc od poddaństwa!

Milionową pierś wciąż krwawił,

Aż rozdeptał gad pogaństwa!

Kto śród ludów nie miał brata,

Ten, na czyim już pogrzebie

Były wszystkie króle świata,

Ten, o, pierwszy ujrzy Ciebie!

Bo choć krwawy, choć zemdlony,

Wzrok utopion trzyma w niebie!

A kto patrzy w ducha strony,

Ten, o Duchu, ujrzy Ciebie!

*

Ni zmysł kupców, ni dłoń kata

Przeciw prawdzie nie pomoże!

O, przyjdź prędzej, wiosno świata!

O, przyjdź prędzej, Duchu-Boże! —

Wszak my duchy, Duchu Święty?

Wiecznie wstajem z własnych kości —

Wszak, jak Chrystus wniebowzięty,

Wniebowstąpim w Raj miłości?

Wszak my jedni i ciż sami,

Tylko coraz wyżsi, Panie?

I garniemy się wiekami

W ostateczne Zmartwychwstanie?

Jawem życia — czy snem w grobie,

Z wiosny w wiosnę — wciąż ku wiośnie —

Kwiat niebieski — duch nasz — rośnie,

Wszyscy rośniem wciąż ku Tobie!

Kto opisze — kto opowie?

Bóg jest jeden — jeden — sam!

Przecież w Bogu dano nam,

Że my będziem jak Bogowie!

*

Lecz wprzód ziemia ta stroskana

Pokój przyjąć musi wszędzie!

Wszak kazana w imię Pana

Ewangelia wieczna będzie!

Wszak z planety11, co się rozciął

Na odłamków tyle — tyle —

Będzie jeden świat i kościoł!

Daj nam, Duchu — daj tę chwilę! —

Chrystusowy uścisk bratni

Gdy okoli wszystką ziemię,

Wejdzie, wejdzie wiek ostatni,

I ostatnie ludzkie plemię.

Żegnaj, ziemio, z bolem! z żalem!

— Wszędzie święte ze świętemi,

Nowe błyszczy Hieruzalem

Na padole starej ziemi!

Długa droga — trud był śliski —

Krwi spłynęło i łez morze!

Lecz anielstwa czas już bliski —

— Pójdą — pójdą w Ciebie, Boże!

*

— Tak wam z krzyża, o plemiona,

Dziś proroczy polski naród:

Choć mówicie: «Ot, już kona!»

W nim przyszłości waszej zaród —

Polsko! Polsko! grób twój tylko

Był kołyską nowej zorzy!

Śród wieczności jedną chwilką,

W której począł się dzień Boży!

Czas już zedrzeć z wieku chmurę!

Idącego Pana chwalmy!

Rzucać palmy — rzucać psalmy —

Kwiaty na dół — pieśni w górę!

O! rzucajcie pieśni, kwiaty!

Oto idzie — idzie Pan,

A nie smętny, jak przed laty —

Wolny cierniów, gwoździ, ran! —

Przemieniony, z niebios szczytu,

Znad wszechświata gwiezdnych ścian,

Jak widnokrąg wszechbłękitu

Ku nam spływa — spływa Pan!

O! ten błękit pijcie duszą,

A wam wszystko zbłękitnieje!

Choć was męczą, choć was kuszą —

Uwierzycie w mą nadzieję! —

Niech was darmo nie przestrasza,

Że dziś podłość górą wszędzie!

Z wiary waszej — wola wasza,

Z woli waszej — czyn wasz będzie!

Nie powróci stara klęska —

Duchom — duchom tryumf dan!

Oto idzie moc zwycięska,

Panujący idzie Pan! —

Dość już długo — dość już długo

Brzmiał na strunach wieszczów żal!

Czas uderzyć w strunę drugą,

W czynów stal! —

Psalm miłości

Choćbym mówił językami ludzkimi i anielskimi, a miłości bym nie miał, stałem się jako miedź brząkająca albo cymbał brzmiący.

Choćbym miał proroctwo i wiedziałbym wszystkie tajemnice i wszelką umiejętność i choćbym miał wszystką wiarę, tak, żebym góry przenosił, a miłości bym nie miał, nicem nie jest.

Św. Paweł, List do Koryntian, rozdz. XIII, 1–212

Przeciw piekłu podnieść kord!

Bić szatanów czarny ród!

Rozciąć szablą krwawy knut

Barbarzyńskich w świecie hord!

Lecz nie nęcić polski Lud,

By niósł Szlachcie polskiej mord!

Marne wrzaski — próżne mowy —

Z krwi i z błota stary świat!

My do innych idziem lat,

Promień z Niebios spadł już nowy!

Gdy z kolebki duch się budzi,

Niemowlęctwem wolnych ludzi

Gilotyna i grabieże!

Dzieciom luby wściekły gniew!

I w wylaną, bratnią krew

Wierzą, ciemne, w ślepej wierze!

Nie wolności dotąd człowiek,

To wolności wstało zwierzę!

Lecz czas łuskom odpaść z powiek —

Czas już przejrzeć Boga wolę!

Czas anielski podjąć trud,

Czas odrzucić wszelki brud,

I tym samym znieść niewolę! —

Nie jest czynem — rzeź dziecinna!

Nie jest czynem — wyniszczenie!

Jedna prawda boska, czynna,

To przez miłość przemienienie!

Jeden tylko, jeden cud:

Z Szlachtą polską — polski Lud,

Jak dwa chóry — jedno pienie! —

Wszystko inne — złudą złud!

Wszystko inne — plamą plam!

I Ojczyzna tylko tam! —

Jeden tylko, jeden cud:

Z Szlachtą polską — polski Lud.

Dusza żywa z żywym ciałem

Zespojone świętym szałem;

Z tego ślubu jeden Duch,

Wielki naród polski sam,

Jedna wola, jeden ruch,

O! zbawienie tylko — tam! —

Kto chce iskier z czarta kuźni,

By przepalić czarta moc,

Ten świat w gorszą wpycha noc,

Ten mądrości wiecznej bluźni. —

Choćby nie był Moskal rodem,

Ten Moskalem stał się z ducha,

Ten mongolskich natchnień słucha —

Moskwa-piekło mu narodem. —

Szata Polski nieskalana,

Przenajczystsza i świetlana —

Jak niewinność trudu trudów,

Jako odkup wszystkich Ludów

Dotąd w Polski grobie leży! —

Ten, kto wzniesie pierwszy rękę,

By śnieg zetrzeć z tej odzieży,

Kto przemieni w zbrodnią — mękę,

Kto przekuje w nóż kajdany,

A nie w szablę — ten przeklęty! —

Tego straszna gna pokusa —

Ni mu rozwój światów znany —

Ni objawion mu Duch Święty,

Ni pamiętan duch Chrystusa! —

On bez myśli, on bez serca —

W Boga skarbcach nic nie kupi —

On nieszczęsny i on głupi,

Jak kat każden i morderca!

Gdy zstępują w świat geniusze,

Innym sprawę wiodą torem!

Nikt przez mordy i katusze

Nie był wieków Dyktatorem!

Raczej żyją niebezpiecznie,

Raczej w końcu giną sami,

Lecz zwycięstwo ich trwa wiecznie —

A z nich żaden się nie splami

Terroryzmem — by do szaty

Purpurowej brał szkarłaty

Z braci swoich zżętej głowy —

— Ani Cezar stary w Rzymie!

Ani Francji Cezar nowy13!

Każde krwawe w dziejach imię,

Ach! nosiła mierna dusza!

Słaby tylko rzeź wybiera:

Czy mu imię jest — Mariusza14,

Czy mu imię — Robespierra15!

W poświęcenia świętej dumie

Poprowadzi Lud do bitwy,

Kto prowadzić Lud ten umie:

Szlachta Polski — Rusi — Litwy!

Pierśże czyja kwitnie w blizny?

Kto się palił wciąż ofiarą

Na ołtarzach tej Ojczyzny?

Kto nad Ludu błędną marą,

Nad przepaścią ciemną jeszcze,

Skrzył się cały w żary wieszcze?

Kto sam z władz swych się rozbierał,

Narodowi pootwierał

Przyszłe, wielkie bytu niwy?

Ani kupcy — ni Żydowie —

Ani mieszczan też synowie —

Lecz ród szlachty nieszczęśliwy! —

Ród, co nie znał z wrogiem miru16,

Żniwem trupim ścinan w boju,

Lub zapędzan do Sybiru —

Oni tylko — dotąd oni,

Z Polską w sercu — z mieczem w dłoni —

Dniem i nocą bez pokoju!

Któż zachwycon zdarzeń ściekiem,

Nie popełnił nigdy winy?

Chyba jeden — ten Jedyny,

Co był Bogiem a Człowiekiem!

Jakiż naród — jakiż stan —

Wiekże jaki z czystym czołem

Krzyknąć może: «Jam Aniołem!

Jam nie zadał drugim ran!»

Lecz się grzechy mazać winny,

Gdy z grzesznika człowiek inny

Wylatuje śród cierpienia —

Tak jak Feniks, co się zmienia —

Nieśmiertelny — śród płomienia!

A wyleciał ptak ten nowy,

Syn zbudzonych z snu rozbiorem!

Ani zasnął ojców wzorem!

Zjeżył skrzydła — ścisnął szpony —

I w powietrzu gryzł korony,

Berła, miecze i okowy,

Które trzyma ptak dwugłowy!

Wszędzie, wszędzie na planecie

Braci moich ryty ślad!

Wy go słówmi nie zmażecie,

Bo tchnie w dziejach Boży ład!

Ich za Polskę — ścigał świat,

Ich za Polskę — męczył kat —

Nie od wczoraj — od lat wiela

Pierś im palił skwarny brzeg —

Lub krył oczy wygnań śnieg

I więziła Cytadela!

Na alpejskich skał wyżynie,

Po śródziemnych fal błękicie,

Na italskim Apeninie,

Na hiszpańskich Sierrów17 szczycie,

Na germańskich niw równinie,

Po moskiewskich wszystkich lodach,

Na francuskim każdym polu,

Po wszech ziemiach — po wszech wodach,

Sieli przyszłej Polski siew

Boże ziarna — własną krew —

— I wy syny tego bólu! —

Tam Lud święty, Szlachta święta

Nie kto inny — prowadziła! —

A ją natchnień wiodła siła;

Bez niej dzisiaj wam by pęta

Ducha żarły, a nie ciało —

Bo Lud martwy sam — to mało —

Ogrom leży, a bez czucia —

Jeszcze trzeba iskry z nieba,

A nie z ziemi do rozkucia

Marzącego w śnie olbrzyma —

I bez Szlachty — Ludu nié ma!

Z życiem wiernie przechowanem

Ona stoi na mogile,

W której zmartwychwstańców tyle! —

Ona Ludu dziś kapłanem!

Dzierży w ręku moc ofiary —

Gróźb nie lęka się ni kary —

Bo zdeptała świat wasz stary,

Świat zawiści — mordu — ciemna —

W którym tylko moc ujemna.

Wie się ona przeznaczoną

Do noszenia tu korony!

Lecz jedyną tu koroną

Wylać Ducha na miliony!

Ciałom wszystkim rozdać chleba —

Duszom wszystkim — myśli z nieba!

Nic nie spychać nigdy w dół,

Lecz do coraz wyższych kół

Iść przez drugich podnoszenie —

Tak Bóg czyni we wszechświecie!

Bo cel światów — szlachetnienie!

Wy, co wyższe zniżać chcecie,

Patrzcie! patrzcie! — Od kamienia

Jak stopniami Pan przemienia

Duchy stworzeń. — Zrazu senny

Wszczątek życia, aż powoli

Wydobędzie się z niewoli,

— Walka trudna i trud boli —

Lecz podnosi się kształt zmienny —

Wreszcie przywian Duch z daleka

Wdziewa na się pierś człowieka. —

Głaz, kwiat, zwierzę śniły z cicha —

On ku niebu pnie już głowę —

Do Aniołów pieśnią wzdycha

Między gwiazdy eterowe!

Wszystko, wszystko, wiecznie, wszędzie

Rwie się w górę z Bożej myśli!

Z wiecznym Bogiem ten nie będzie,

Kto inaczej świat swój kryśli!

Kto nie zszlachcić naród cały,

Lecz chce szlachtę zedrzeć z chwały —

Może chwilkę w gruzach siędzie,

Braci schłopi lub obali —

Lecz nie wzniesie Ludu daléj. —

Bo wszechświata prawom wbrew

Sennych zbudzi nie na ludzi —

Zbudzi sennych na zwierzęta! —

Miasto18 świateł wielkiej burzy

Ujrzy ziemskiej dno kałuży

I w niej polską, spiekłą krew!

— To nie polskie będą święta!

*

Powiedz orle! orle mój!

Białoskrzydlny, niezmazany,

Skąd tych czarnych myśli rój?

One rosną — gdzie kajdany!

Ach! niewola sączy jad,

Co rozkłada Duchów skład!

Niczym Sybir — niczym knuty

I cielesnych tortur król!

Lecz narodu duch otruty —

To dopiero bólów ból! —

Wiecznie stoi Przywłaszczyciel

Przed wszystkich oczyma! —

Tym, że stoi, już kusiciel:

— Chyba Boga nié ma! —

Sprosnościami hydnej dumy

Pomięszał rozumy!

Rozwiązuje sam sumienia,

Przez ogrom cierpienia!

Sieje kłamstwo i ciemnotę,

Zmieni zbrodnią — w cnotę!

Bohatyrów on przekaci

Na trupach ich braci!

On przyuczy dzieci małe

Wierzyć w mord jak w chwałę!

Wezmą sztylet mdłe panienki,

Jak różę do ręki!

Powie siostra: «Bracie, weź,

Bo zbawieniem rzeź!!»

Oszaleją, jego szałem

Rozwściekną — wścieklizną!

Jak on będą — piekłem całem,

Nie niebem, ojczyzną! —

Precz tym złudom, o ma Święta!

Złej godziny to są mary!

Ty zostaniesz niedotknięta!

Ty nie zbędziesz dawnej wiary,

Że ten tylko więzy przetnie,

Kto namaszczon cnoty znakiem;

Że na ziemi być Polakiem

To żyć bosko i szlachetnie!

Niechaj szepczą jezuity,

Niechaj wrzeszczą demagogi,

Że cel wielki a ukryty

Odwszetecznia podłe drogi —

Że przypadków idąc kołem,

Wolno w bagna zajść szatana!

Potem dusza w nich skąpana

Znów odnajdzie się aniołem —

Że się zmaże hańby kartę!

Że królestwo Boże z czarta —

Że wszechdobro — złego warte,

Że wszechmiłość — zbrodni warta!

Precz tym złudom, o ma Święta!

A otacza cię ich wiele —

Wszystkie świata chcą zwierzęta

W zwierzę zmienić cię, Aniele!

U stóp świętych twej Golgoty

Wszystkie złości zgromadzone!

Wszystkie fałsze i ciemnoty —

Wszystkie czarne wieku Duchy!

Ci z nożami — ci z łańcuchy —

A chcą wszystkie mąk koronę

Zwiać ci z czoła w piekieł stronę —

Byś zmartwychwstań wielkim czynem

Nie zabłysła Serafinem! —

By krwi twojej i łez strugi

Nie mieszkały w przyszłym niebie!

By się na nic nie przydało

Chrystusowe w tobie ciało,

Umęczone po raz drugi!

By z najdroższej Panu — z ciebie,

Pozostała w dziejach świata

Jakaś brudna tylko szata —

By ty znikła — ty, zbawczyni,

Córko Boża, ty — daremno —

I w sławiańskich niw pustyni

Już na wieki było ciemno! —

Jakież straszne ich postaci,

Tych kuszących bezbożników!

Tysiącami wściekłych ryków

Proszą ciebie o mord braci!

Inni każą w imię Cara

Wierzyć tobie — żeś ty mara!

Kościotrupie u nich lice —

Boże! Boże! — to upiory

Z smętarzowej19 wyszłe nory! —

W oczach żądła — nie zrzenice —

Pod żebrami serca nié ma —

W miejscu serca wąż się zżyma

I wyłażą z piersi gady,

Wszystkie hańby — wszystkie zdrady —

Obrzydliwym gnąc się ruchem,

Każda wije się łańcuchem,

Z drugą wiąże się w przestrzeni!

Już się coraz bardziej zbliża

Tłum plugawy ten do ciebie!

Łańcuchami żmij złączeni,

Do twojego idą krzyża,

Co na wzgórzu, w czystym niebie.

Już stanęli — wznoszą głowę —

Plwają śliny swe nieczyste

Na twe ciało promieniste,

Zarzucają z wężów wieńce

Na przebite twoje ręce,

Na twe stopy marmurowe!

Oni ciebie by rozdarli,

Ciebie przyszłą — ci z przeszłości —

Ciebie żywą — ci umarli,

Co nie wejdą do twych włości! —

*

Polsko moja! Polsko święta!

Nad zwycięstwa stoisz progiem;

Kres to męki twój ostatni!

Niechaj tylko uwydatni,

Żeś wszechzłego wiecznym wrogiem!

Potem prysną śmierci pęta

I ty będziesz wniebowzięta,

Bo aż w śmierci byłaś z Bogiem!

Gdy ostatnia chwila

Zgon w życie przesila,

Najsroższy bój!

Szloch zwątpień — jęk skargi

Jęczą mrące wargi —

O! Boże mój! —

W męczeńskiej twej sile

Pokonaj tę chwilę,

Ten zwycięż ból —

A wstaniesz na nowo,

A wstaniesz Królową

Sławiańskich pól! —

Moskiewskie mamidła

Obietnice, sidła

Nie zwodzą już!

Dziesięć Ludów czeka

Na myśl — lub człowieka —

Myśl twoja — tuż! —

Nie zsamobójczona,

Z własną krwią u łona,

Przed Bogiem stań!

By wziął cię z kolei

W poczet swych idei,

Tych świata pań! —

Dziś wschodni ląd

Dwóch bójką wiar —

— Ty i Car. —

Car, życia trąd —

Ty, życia prąd,

Ty, życia dar!

Niech miłośnie

Jak ku wiośnie

W twą patrzą twarz!

Bądź mistrzynią,

Co krzywości

Świata prości;

Przewodczynią

Wszechmiłości!

Grzech wszelki maż —

Łzę wszelką susz —

Depcz ziemski szał —

Rządź światem dusz,

Gardź państwem ciał. —

Nieś dech Pana,

Nieskalana

Żadnym kałem20!

Ludy z trzody

Stwórz w narody:

Stań nad niemi

Ich na ziemi

Ideałem!

Przeciw piekłu podnieść kord21!

Bić szatanów czarny ród!

Rozciąć szablą krwawą knut

Barbarzyńskich w świecie hord!

Lecz nie nęcić polski Lud,

By niósł Szlachcie polskiej mord!

Jedno tylko, ach! zbawienie,

Jeden tylko — jeden cud:

Z szlachtą polską — polski Lud,

Jak dwa chóry — jedno pienie! —

Hajdamackie22 rzućcie noże

I oszczerstwa, i bluźnierstwa!

By Carycy w grobie kości

Nie skleiły się z radości,

Trup nie parsknął w śmiech szyderstwa!

Hajdamackie rzućcie noże,

By nie klęły na was wieki,

Że cel wieków — znów daleki!

Żeście w dumie — żeście w szale

Przewrócili losów szale

I rozbili się na skale,

Kędy wiecznie się wyrodni

Rozbić muszą — bo na zbrodni! —

Hajdamackie rzućcie noże,

Jeśli w głębi serca wiecie,

Że w planety23 tego dzieje

Pan wciąż z niebios myśl swą sieje.

— Nie przypadek rządzi w świecie —

Nikt nie stawia gmachu z błota

I najwyższy rozum — cnota! —

Hajdamackie rzućcie noże!

Bo gdy miną fale godzin,

Co nas dzielą od odrodzin,

Będzie Polska zmartwychwstała

Wszystkich zbójców przeklinała!

— Tamci lepsi — i mniej śmieli,

Skradli ziemię — czci nie tknęli,

Sławy wieków nie zatarli!

Niech głos Ludów to opowie!

My jaśnieli, choć umarli,

Jako jaśnią aniołowie!

Hajdamackie rzućcie noże!

A gdy zagrzmi — o żniw porze,

Wtedy naprzód — w imię Boże!

Bierzcie szable — sierpy — kosy —

Dać żniwiarzom wszystkim grunt —

Rozpłomienić święty bunt.

Lecieć będą, lecieć kłosy,

Ziemię zbroczy gęsty wróg,

Twierdz i więzień prysną mury —

Duchem zatlon, ogrom zgorze

Jak suchego siana stóg!

A patrzący wiecznie z góry

Nie odwróci twarzy Bóg!

Psalm żalu

...mają oczy, aby widzieli, a nie widzą — uszy mają, aby słyszeli, a nie słyszą...

Ezechiel, rozdz. XII, 224

Boć nie posłał Bóg Syna swego na świat, aby sądził świat, ale by świat był zbawion przezeń.

Św. Jan, rozdz. III, 1725

Psalm następny26 z następnego27 powodu:

Przeciw trzem poprzedzającym, a szczególniej trzeciemu, zaraz po ich ukazaniu się, zatem na niemały czas jeszcze przed bezbożnej pamięci miesiącem lutym 1846 roku28 — napisano pieśń w podobnym ich kształtowi kształcie. — Ta pieśń w rękopiśmie29, jedna z przedziwności języka polskiego, brzmiąca cudownymi dźwięki, a głębokiego mistycyzmu piętnem naznaczona, wyobrazicielką niektórych dążności i myśli krążących po widnokręgach umysłowych epoki naszej. — Jeden ją wybrzmiał z piersi swych — ale po wielu piersiach drzemią zawarte w niej tchnienia. — Nie sposób jej tu w całości wydać, bo imię wieszcza, który ją wyśpiewał i wola jego o niej — nieznanymi. Pokrótce więc tylko treść w niej leżących zarzutów i pomysłów się opisze. — Teć albowiem nie tylko są jednego wyłączną, rzeczywistą, ale zarazem pewnej liczby drugich wspólną, idealną własnością. — Kształtu się nie przywodzi — ideę tylko się podaje!

Pieśń owa w uroczych a ironijnych strofach zaczyna od zarzucenia Psalmowi miłości przeczuć zupełnie fałszywych i bojaźni niczym nieusprawiedliwionej, przed pewnymi wypaść mogącymi klęskami — i zapowiada absolutnym twierdzeniem, że nigdy nic podobnego na ziemi polskiej się nie zdarzy. — Dalej, szydząc, utrzymuje, że chyba upiory snuły się wieczo­rem po drodze zadumanego szlachcica i plemion dawna zmarłych po księżycu mgliły się kurhany — lub też nad zasypiającymi oczyma pobłysk padł od czerwonych kotary firanek — stąd krwi widzenie, stąd strach złowieszczy, bo: „Któż, gdzie i kiedy nożem zagroził lub stanął ci sporem?” — Próżne mary — wcale ni mord, ni rzeź — ale z wieńca kwietnianego nadpowietrznych duchów obrywające się postaci, przelatujące w przestrzeniach — „a ty zląkł się, syn szlachecki”. —

Po takowym wstępie pieśń przechodzi do ocenienia stanowiska całej szlachty polskiej — przyznając, że jej niegdyś było ze sto tysięcy, ma ją teraz za zupełnie już nieistniejącą i oświadcza, że wcale i nigdzie — „jej nie ma”. — Że w głębiach czasu gotuje się wichrowy płomień, co wybuchnąwszy, zgasi i zdmuchnie jak świecę wszelkiego szlachty onej przypomniciela. — Przyjdą światła jakieś Boże, widzialne śród burz apokaliptycznych, pałające — i rzucą się na lud i popchną go — a stąd cudowne powstaną strachy i przerażenia, żywe jakoby śmierci przechadzające się po ziemi — a w nich i z nimi będzie Duch!

Słaby, mówisz, rzeź wybiera; a czy wiesz, co on, ten Duch, wybierze?” — Po tym zapytaniu pieśń, Jehowicznym wzbierając natchnieniem — głosi, że zapewne Duch on młody wybierze za środek wcielenia się swego — ludów zatracenie — z wichrów, komet i płomieni okropne odmęty, w których króle drżą, matki ronią, ziemia się rozpada i gruzy po gruzach tylko chłonie — a z onych zwalisk wszystkich korzysta Duch, którego definicja, że jest — „wiecznym rewolucjonistą”.

Nad tak w pył i popiół rozsypanym światem nowa zorza unosi się w górze — a pod jej blaskami, w jakichsiś smętnych przestworach zatracenia, jęczy przeszłość historyczna kraju. — Nieskończone westchnienie słychać z tej otchłani ojczystych dziejów — ale ponad nią wszechwładny Duch — „uciska, mroczy i błyska” — aż stopniowymi uciski uzupełni nowego Boga i wiek absolutnie nowy.

Po takich przejściach kończy pieśń modlitwą gorącą i uroczystą o rychłe ziszczenie się dopiero co wyżej przytoczonych obrazów, z najmisterniejszą sztuką odmalowanych!

Na takiej treści wieszczby — odpowiedzią następny Psalm.

I

Więc strach, mówisz, mówił ze mnie,

Gdym przeczuwał, że się w Ciemnie

Zasuwamy, a nie w Zorzę —

I że Lud się zhańbi może!

Prawdę mówisz — pewnym męstwem

Ja się nigdy nie pochlubię —

Ja przed bliźnich drżę męczeństwem —

W otchłań spychać — ja nie lubię —

Gdzie brud ujrzę — wnet mi serce

Jakaś bojaźń chwyta Boża —

Braćmi nie są mi morderce —

Szablę kocham — wstyd mi noża!

Jakbym zląkł się — na stolicy

Z gwiazd i tęcz Bogarodzicy

Widnej w widzeń błyskawicy,

A mówiącej sprośne słowa,

— Sam by zląkł się i Jehowa! —

Tak się lękam i truchleję,

Kiedy w polskie spaść ma dzieje

Mord i srom30!...

Lepszy grom!

Zmartwychwstaje się spod gromu —

Nie zmartwychwstaje spod sromu!

Tyś odważny — ja się boję

Kazirodczych ran!

Bojaźń moją — męstwo twoje

Niech osądzi Pan!

*

Więc gdy padać miały trupy

Twych nieszczęsnych braci —

Gdy z nich mieli zdzierać łupy

Chłopi — Żydzi — Kaci —

Kiedy ziarno, siane w śmieci

Od wersalskich dzieci,

Zdradą miało zejść niemiecką —

Więc i ty, jak dziecko,

W bańce własnych siedząc marzeń,

Nie przeczułeś zdarzeń?

Nie wcieliłeś się w to ciało

Co tak cierpieć miało!

Ach! nie wziąłeś ran — przed ciosem —

W pierś twą magnetycznie —

Aleś jednym wciąż piał głosem

Tylko fantastycznie!

Wzrokeś31 wlepił w twe niebiosa —

Ukraińska kosa

Na nich krzyżem wybawienia —

W koło błyskawice —

Z światła cepy i kłonice —

I wichry z płomienia!

A w otchłaniach, gdzieś ci w dole,

Z przekleństwem na czole

Polska Szlachta — polskie Pany —

Czyściec z świata zwiany,

Jak smętne bałwany,

Czarne fale — siwe piany,

W burzliwą noc! —

Tam Zborowskich32 ścięte głowy33,

Topór i kloc!

Płacz bez końca — zgrzyt echowy —

Miłość — chwała —

Przeszłość cała,

Rozdeptana przez wiek nowy!

*

O mój wieszczu, stój!

Oto jutro rano

Na powstański bój

Polskie Pany wstaną!

Szlachta — której nié ma —

Bohaterściej niźli kiedy

Wyzwie Trój-Olbrzyma!

Lecz z twych niebios spadną wtedy

Twoje tajemnice —

Cepy i kłonice —

Twój, oj! spadnie cud34!

I tych Polski namiestników

Za kilka srebrników

Twój rozsieka Lud!

I strun twoich granie

Zagłuszy wrzask mordu!

I nic nie zostanie

Z twojego akordu! —

*

Bodajbyś, wieszczu, był wieszczył35 prawdziwie!

Bodajbym, zdjęty przerażenia dreszczem,

Był kłamcą tylko — ty natchnionym wieszczem —

I plam nie było na ojczystej niwie!

Bodajby Polska nierozdarta — cała —

Tak jak się czuła dniem przed rzezią jeszcze,

Pieśni twe, wieszczu, uwielbiała wieszcze,

A z moich marnych na gardło się śmiała! —

Bodajbym nawet zapozwan przed sądem

Za potwarz moją na Lud nieskalany,

Co żadnej hańby nie owrzodział trądem,

Usłyszał wyrok: na śmierć lub kajdany!

I ty w tryumfie stał z harfą twą złotą —

Urągający — i pytał: „A co to?” —

I mnie prowadził aż do rusztowania

Śród przekleństw gminu — co tobie się kłania

I milionowym dziękuje poklaskiem,

Żeś odgadł światła wschód czysty — przed brzaskiem. —

Szlibyśmy oba — i szczęśliwsi oba —

Ty chwałą własną — ja Polski zbawieniem —

Bo i mnie, wieszczu, wciąż śni się ta doba —

Lecz wiem, że wściekłość — nie jest zduchownieniem —

Lecz wiem, że wszelka zwycięstwa godzina

Bić w sercu Boga nad światem zaczyna,

Nim tu narodom na świecie uderzy! —

Więc przed Nim stanąć narody wprzód muszą

Nie z rykiem zwierząt — lecz z anielską duszą —

Lud tylko święty — Królestwo odzierży36!

Przemień go, przemień w Króla i Kapłana —

Lecz zanim jeszcze nie przekrólewszczony,

Nie klękaj przed nim — nie kładź mu korony —

Lecz ufaj w szlachtę polską — i moc Pana! —

*

Ależ wieszczu — boś ty wiary

Dni zaprzeszłych — tyś wieszcz stary!

Cóż o Duchu ci się śni?

Duch twój wiecznie grzmi w twej pieśni

Jak pogański Jowisz jaki —

Lub kataklizm śród natury,

Co świat chwyta na tortury —

To indyjskich bóstw oznaki!

Duchże37 twój — Inkwizytorem?

Lub wandalskich38 dni upiorem,

Co powtórzyć ma do joty

Historycznych kręgów zwroty

I z postępów wynieść tyla39

Tylko tyle co Atyla40?

Duch twój tylkoż myślą czystą,

A nie życiem istnym szczerem?

Tylko rewolucjonistą,

Tylko Robespierrem41?

Filozofią — a bez serca?

Kościotrupem — a bez skóry?

O! tyś ducha jest oszczerca —

Bo go nie znasz — tylko chmury,

Co go kryją, widzisz mgliste,

A nie światło jego czyste,

A nie kształty powietrzniane,

A nie ruchy przefaliste —

Te ci dotąd są nieznane!

*

Ciało jest konserwatorem,

Dusza — wieczną buntownicą —

I do siebie stoją sporem —

Im pogody nie zaświécą —

Im nie ma pokoju —

Odkąd rajski wąż

Pchnął je do rozstroju,

Dusze z ciałmi nad otchłanią

Pasują się i ranią

Bratobójczo wciąż!

Ach! idee — i zwierzęta —

Anielice — i tygrysy!

I w tej walce bywa snadnie,

Że gdy ludzkie rysy

Idea pokładnie42,

Wnet i w Bogu ta poczęta

Oszaleje!

I jej dzieje

Na tej ziemi

Szkaradnemi!

Potok krwi czerwony

Przez wszystkie Ojczyzny!

Gwałty i wścieklizny,

Upadki i zgony.

Wieńce kwitną dziś wawrzynem

Jutro z nich ciernia korony —

Każden starzec-wiek strącony

Przez wiek drugi, co mu synem;

I ojcobójstwami

Ciągnie się i plami

Płynący Czas!

Któż zbawi nas?

Kto z żywiołów kłótni

Z bitwy miejsc i lat

Harmonią wylutni,

Rytmu stworzy świat?

Ten, w kim głębie życia gorą43,

Co nie duszą, w lekkość chorą,

Ani ciałem, w ciężar chorem —

Ten, co trzecim idzie torem —

W kim ciał i dusz wspólny ruch,

Ten, który — tryumfatorem —

Święty Duch!...

Lecz on płynie — a nie skacze,

Lecz on wschodzi — a nie spada —

Ziemia pod nim krwią nie płacze —

On nie woła: „Biada!”

Arcyświata w nim potęgi —

On zapełnia widnokręgi

Niewidzialnie — a błękitem —

Nad niziną i gór szczytem

Równo promienieje. —

Rankiem budzi

Sennych ludzi

Na nadzieję!

I do ciemnej zbieży studni,

By wysrebrzał cień —

Aż się ranek wypołudni

W bieluteńki dzień! —

*

II

Moc Jehowy — nie gniew —

Zlana z myślą Chrysta

W jeden wiew!

Iskra wiekuista,

Wiew bez końca,

Wskroś przez ziemie — słońca —

I oddech ten

Taki jest sen —

I przepływa,

I porywa,

I ciągnie za sobą

Okryte żałobą

Wszystkie wieki,

Jak kaleki,

Jak trupów rząd!

Gwar — jęk — i szum —

Wlecze się tłum: —

Będzie sąd! —

*

Oto w dole

Józafackie44 pole —

Jednej trumny wieko

Niebios dach!

Łzy wiekom z ócz cieką —

Wiekom strach!

A wszędzie w krąg

Widm krwawych ciąg —

Przeszłości wspomnienia,

Jak zmory chodzące,

Miecz potrząsające —

Jak anioły, gońce

Zatracenia!

*

Do kata-anioła

Każden z wieków woła:

«Zlituj się nade mną! —

Gdzież zbawień świat?»

A anioł-kat:

«Precz w otchłań podziemną,

Boś żył nadaremno —

Bo z wieki innymi

Tyś niezbratan! —

Ja cię znam —

Jam jest: — Ty sam —

A twój Szatan!»

*

W bezmocy

Śród nocy

Wiek po wieku stęka —

Obalon, przyklęka —

Leje się żar

Zgryzotnych kar —

Duszni i cieleśni

W krwi i pleśni —

Przepaść tuż!

A Anioły w górze

Jak burze

Strącające już!

Nad dołem

Drżą potępieni! —

By nie paść

W tę przepaść,

Wspierają się społem!

Jak łańcuch pierścieni

Łono na łonie —

— I zetknięte dłonie —

Twarze obok twarzy —

Miłość się im marzy

Przy zgonie!

*

Aż z męczań doliny

Krzyk jeden, jedyny,

Ziemskich wieków wstanie:

«W piersiach nam, o Panie,

Twoje strzały tkwią!

My piekielni,

Pókiśmy w rozdzieli —

Ale biedni,

Gdyśmy w jedni;

Twąśmy45 krwią,

Twym obrazem!

Miej, o Panie,

Zmiłowanie —

Już my razem!» —

*

A gdy tak jęczą,

Od ich skruch

Niebo spłonie tęczą,

Głos im wpadnie w słuch:

«Oto idzie Duch»

I ujrzą w przestrzeni

Zstępujący grom —

Świat się przepromieni

W diamentowy dom!

Potępionych wieków ile,

Spada gromów tyle!

Wiek każden w piorunie,

Na złocistej łunie,

Co go niesie w dal! —

On się pali,

Przepostacia —

Jak na morzu z fal.

Przepostacieni

Idą w mgle z promieni,

A wszyscy jak bracia!

Oto z gwiazd korona

Na czasie niesiona —

Ludzkości to wieca46!

I Przeszłość zbawiona

I Przyszłość zaświeca!

*

Znów po wszem lazurze

Stworzenny wiew —

Słychać w dole — w górze —

Anielski śpiew:

«Chwała z wieków w wiek,

Bo stał się sąd!

Łez krwawych ściek

Zmienion w światła prąd!

Z pni starych grzech

Już zwian jak puch —

I wlał w Duchy dech —

Wiekuisty Duch —

I objął rząd». —

*

III

Stój, o wieszczu, w takiej wierze —

Nie mów, że ty nie wiesz jeszcze

To, co Duch wybierze! —

Tak nie mówią Boży wieszcze!

— Ze świętości Duch jednolit —

Ni mongolskich biczy

Ni czerwonych Rzeczpospolit

W swe cuda nie wliczy!

Wolna tylko ludzka wola,

Gdy zła i nieszczera,

Taki tor obiera

I nim ziemskie brudzi pola!

Bo tak wolna, że aż zdolna

Drogi Boże same

Przepiekielnić w zguby jamę!

Bo tak wolna, że aż zdolna

W imieniu braterstwa

Rozsiewać morderstwa —

W imieniu nadziei

Świat wytrącić z swych kolei,

By bez wstępnych sił

Zśliznął się po wiekach w tył!

Wie, że kłamie — a wciąż kłamie —

Obłuda — jej znamię!

I toć straszna wina,

Co ni ojca, ani Syna,

Lecz dotyka Ducha!

I tej winy nie zmaże

Żaden ból ni skrucha,

Ni żadne smętarze47!

Ach! nie tylko wiek przeszłości

Faryzejskie rodzi dusze —

Za dni naszych i przyszłości

Są faryzeusze!

*

Powtarzacie: «Chryste! Chryste!»,

A nie macie w sercu Jego —

Jakżeż Ducha wam Świętego

Przejąć dobro wiekuiste?

Z was się każden nad odłogiem

Własnej próżni wspina Bogiem

Na paluszkach wzdętej pychy!

— I tak wy zwierzęciejecie. —

Bo kto sam się bóstwi w świecie,

Ten na odwrót swego szału

Odczłowiecza się pomału —

Aż się stanie taki lichy,

Że padając — dojdzie chyba

Do roślinnej istni grzyba! —

Lub też dziki — sępny48 — chory —

Miasto49 widzeń — widzieć zmory,

Miasto natchnień — czuć wściekliznę

Będzie — zmąci wiary, dzieje,

Człowieczeństwo i ojczyznę,

Zwątp50 rozpaczy i nadzieję! —

Wtedy śród błędów swych pędu

Wezwie drugich do obłędu —

Za każdym się krokiem

Przenazwie prorokiem —

Zbawicielem — Bożym Bratem:

I dusz wielu będzie katem!

Aż, nie wątpiąc, że się zbożył,

Że, jak Boga stwórcą znał,

Tak się stwórcą sam tu stworzył,

Coraz pełńszy własnych chwał,

Pocznie wierzyć jadowicie,

Że mu sługą — ludzkie życie:

Stanie się i katem ciał!

*

Nie tak z Duchem się obcuje —

Nie tak w Ducha się wstępuje!

— Gdy pochylisz kornie czoło,

Zadrży serce — drga szpik kości

Z anielskiej żywności —

I klęczący, spójrzysz wkoło

Na niesprawiedliwości —

Klęski — smętki — gromy —

Babylony i Sodomy —

Ujrzysz Carów w chwale

Lub zdąsane ludu fale,

Świat zatrącające!

I przyćmione w górze słońce,

I niebieskie mocy

Wstrząśnięte śród nocy —

A uczujesz miłość trudu

I męki odwagę!

Wstaniesz ludzi zbawiać z brudu,

Kryć ich wstydy nagie. —

A za rany — i za ciernie

podziękujesz tkliwie —

I dotrzymasz wiernie

Na nieszczęścia niwie!

Śród podłości — niespodlony —

Śród krzywd — nieodmiłośniony. —

Wciąż twe usta Pana chwalą —

Wciąż pierś twoja — twardą stalą,

Co się błyszczy nieskalanie,

A twe oko płacze żalnie

Ponad każdym cudzym bolem —

I tak stąpasz ofiar polem,

Nigdy w kłamstwa podziemnice,

Cienie i tajnice

Nie zstępując — bo do Boga

Wiesz, że jedna tylko droga,

I jej światłem widny — biały —

Nie dbasz o wrogów nawały,

Co z lochów piekielnych

Czyhają — na dzielnych —

Co, czarni i nocni,

Tylko zdradą mocni

I orężni pychą,

Zabijają cicho!

A gdy stawiąc tak twe kroki,

Ty nie mówisz: «Jam wysoki»,

Ale czujesz, żeś wciąż niczem

Przed Pana obliczem!

Wtedyś ty dopiero

Duszą czystą, szczerą —

I czynów łańcuchem

Połączasz się z duchem —

A z Boga, co w niebie,

Powraca do ciebie

Miłości spływ! —

I kiedyś po męce

W jego pójdziesz ręce,

Wszechwiecznie żyw!

*

I ja patrzę śród zamieci

W niebios kir!

I ja widzę — kędy leci

Zdarzeń wir!

Słyszę śród chmur

Zmartwychwstałych chór —

Ach! znany głos!

Lecz nie we krwi,

Którą zemsta leje,

Cel Polski tkwi. —

Zemsty dzieje

Zemstą tylko,

Chuci chwilką —

To nie Polski los!

Jej od Pana

Pomyślana

Cudniejsza cześć!

Nie pożogi

Ani trwogi

Na świat nieść!

*

Tu Sybiry mroźne

I Iwany Groźne —

A po drugiej stronie

Klubowe51 tyrany,

Kule strute — kwas siarczany —

Ludożercze bronie!

Boże! zmiłuj się nad wami!

Między dwiema szkaradami

Wstać ma Polska kojarznicą52!

Dwóch barbarzyństw ma być spojem —

I to zwiecie — Tajemnicą

To — wieków pokojem!

W jedno zło jedyne

Wszetecznym poswatem

Siostrę gilotynę

Ślubić z knutem bratem!

Rozdeptać kościoły,

Pomieszać plemiona,

Sumienia anioły

Wygnać z ludzi łona!

I mieć Polskę — tego dzieła

Czarną spełnicielką?

W krew truciznę jej lać wszelką,

By sprawy się jęła!

Trząść przed wzrokiem jej pochodnie

Wszechświata pożaru —

Obiecywać jej za zbrodnie

Nadziemską moc czaru!

Kusić dziejów anielicę

By pod koniec męki

Odrzuciła świętych wdzięki,

Upiorowe wdziała lice —

I odkląkłszy sprzed ócz Pana,

Sczerwieniona — rozczochrana —

Zakochała się w szatanie,

Świadczyła mu o tej chwili,

Jak pierwsi chrześcijanie

Niebiosom świadczyli!

— To wasz pomysł — to Rzecz wasza!

Takie świty

Duch wasz skryty

Nam przynasza!

*

Wszak nie w takim stroju,

O wiekuisty Panie,

Do ostatniego boju

Polska twoja stanie?

— Nie jędza z niej przebrzydła!

— W ustach z Twym pacierzem —

A nad jej pancerzem

Spływające skrzydła. —

W jej dłoniach kształt dwóch mieczy

Z przedziwnej jasności,

Co nie rani — ale leczy!

I woła: «Ja się śpieszę,

Bo zapraszam w gości

Do niebieskich włości

Ludzkie rzesze!»

*

Lecz wprzód jeszcze — sądy Pańskie —

Na czas, czasów zwrót!

Rzeczpospolite szatańskie

I północny knut!

I trząść będą każdym krajem,

Wytracając się nawzajem!

Patrz! świat-kat twój, Polsko! — leży

Rozciągnięty w pyle —

Ten, co obrał cię z odzieży,

Urągał ci tyle;

Co, związawszy twe ramiona,

Dziki — podły — dumny —

Wbijał gwoździe ci do łona,

Jak do desek trumny —

Patrz! świat-kat twój, Polsko, oto

Zapadł w krew i błoto!

Od morza do morza

Porwał się do noża —

Bratobójczo się przewala,

Wije na kształt gada,

Podnosi — i pada,

Aż znękany, czci Moskala!

*

Zleć, o Polsko — zleć, Aniele

W promienistym ciele!

Nie bądź katem twego kata!

Ach! śmiertelny pył,

Gdy raz w śmierci zstąpi kraje,

Tylko cnotą znów dostaje

Nadśmiertelnych sił!

A inaczej — rwie zatrata

W głąb tej samej kary

Ofiarników i ofiary!

Zostaje ruina —

I nadgrobek na niej świata! —

— Chrystus tylko z grobu wzlata,

Lecz nie Katylina53! —

*

Przyjdź, o Polsko — zleć, Aniele

W promienistym ciele!

— Pragnęli wolności,

A Boga nie znali!

Po ziemiach — ich kości —

Ich prochy — na fali —

A żyjących, co zostali,

Samo życie boli!

Bo w niewoli!

Z jednych ojczyzn — puste cisze —

Nad gruzami się kołysze

Bluszcz wietrzany!

A gdzie indziej w pysze

Sprośne Pany!

Bez koron na głowie

Lecz z rózgą ze stali —

I służą Jehowie

Lub z schizmy powstali! —

Duchoborce — roskolniki54

I po nocach słychać ryki

Rozrzynanych ciał

Na cześć Molochowi55. —

Tak panują ludzie nowi!

Jak z Tarpejskich Skał56

Wzad57 przez dziejów wschody

Zepchnięte narody. —

I zlatują do ciemności

Coraz głębiej — daléj

— Bo chcieli wolności,

A Boga nie znali! —

*

Przyjdź, o Polsko — zleć, Aniele

W promienistym ciele!

Zwiesz się: Bogumiła —

Czerwonym sztandarem

I moskiewskim Carem

Zarównoś wzgardziła!

Od dwóch tych zatracicieli

Tak czarno w Europie!

Śród nawałnic — na potopie

Jedna świecisz w bieli!

Ledwo stopa się twa zetrze

Z wierzchołkiem bałwanów —

I przemijasz przez powietrze

I ścigasz szatanów!

Przed dwóch mieczy tych jaśnieniem,

Przed twych skrzydeł tęczą

Obalają się i jęczą

Jak przed Boga cieniem! —

*

Idź, o Polsko — idź, Aniele

W promienistym ciele!

Świat nie poznał ciebie z lica —

Świat cię zabił — aż na mękę

Sam jest wzięty — a ty rękę

Dasz mu — jego męczennica!

Idź, o Polsko — idź, Aniele

W promienistym ciele!

W tobie Ludzkość przechowana!

Ponad złości i nad szały,

Ponad hańby i nad kały —

Tyś niepokalana!

Idź, o Polsko — idź, Aniele

W promienistym ciele!

W dłoniach twoich nie puginał,

Gminnym uwieńczon wawrzynem,

Co pierś wroga porozrzynał —

— Innego blask oręża!

Bożoczłowieczym tu czynem

Duch tylko zwycięża! —

Nadziemsko ty hożą —

Boś boleści tu boleścią

A miłością Bożą!

I powracasz z dobrą wieścią!

Wokół ciebie — Zło się pieni;

Ty nie zważasz przecie —

Sypniesz z dłoni garść promieni

I znów jaśniej w świecie!

Aż przelecisz wszystkie kraje

I światłością obosieczną

Śmierć odegnasz od nich wieczną —

— Tak się zmartwychwstaje!

Psalm dobrej woli

Wszystko nam dałeś, co dać mogłeś, Panie,

Z skarbu wiecznego miłościwej łaski!

Tysiącoletnie dałeś panowanie,

Ubrane w śnieżne, przechrześciańskie blaski

Nadeuropejskiej cnoty! — Twego Syna

Dałeś nam pierwszym w świeckie wpoić dzieje —

Z Polski — ojczyzna w przeszłości jedyna

Co z piersi miłość, a nie rozbój sieje;

Co mieczem — tylko świat ewanieliczy58,

Gardzi grabieżą — nie garnie zdobyczy —

Spaja się z braćmi, a dumnych roztrąca,

Lecz i tych jeszcze w jawnym świetle słońca!

Teraz gdy rozgrzmiał się już sąd Twój w niebie,

Ponad lat zbiegłych dwoma tysiącami,

Daj nam, o Panie, świętymi czynami

Śród sądu tego samych wskrzesić siebie!

*

Wszystko nam dałeś, co dać mogłeś, Panie!

Gdyśmy zstąpili z życia Kapitolu

W porozbiorowej doliny otchłanie,

Zmarłych żywymiś trzymał na walk polu!

Choć nas nie było, przecieśmy bywali

Ponadgrobowo — choć w grobie złożeni —

Na bojowiska każdego przestrzeni

Z orłem ze sreba i szablą ze stali!

Do serc, wsmętnionych w cierpienia czyscowe,

Wlewałeś bicie śród nicestwa nowe —

Wiecznieś nas kąpał w jakiejś dziwnej cnocie —

Wrzkomo59 z nas trupy — a Duchy w istocie. —

Co elektrycznych nadziemnych strumieni,

Wszystkieś zgromadził wokół naszych cieni,

By nam powrotne, wstające z mogiły,

Na wstyd Europie — ciało uiskrzyły!

Teraz gdy rozgrzmiał się już sąd Twój w niebie

Ponad lat zbiegłych dwoma tysiącami,

Daj nam, o Panie, świętymi czynami

Śród sądu tego samych wskrzesić siebie!

*

Wszystko nam dałeś, co dać mogłeś, Panie:

Żywot najczystszy — a więc godzien krzyża —

I krzyż — lecz taki, co do gwiazd Twych zbliża —

Najwyższe dałeś w czasie powołanie!

Tchem dzieje świata Tyś przegiął jak kłosy,

Do pełniejszego dla nas wszędzie żniwa —

Ziemiś nam ujął — a spuścił niebiosy

I serce Twoje nas zewsząd przykrywa!

Lecz wolną wolę musiałeś zostawić —

Ty bez nas samych nie możesz nas zbawić!

Boś tak ugodnił wysoko człowieka

I naród każden, że Twój zamysł czeka

Zawieszon w górze, aż własnym obiorem

Człowiek lub naród jego pójdzie torem!

Z wolnością tylko Twój Duch się wciąż swata —

Nikt niewolnikiem w bezmiarach wszechświata!

Teraz gdy rozgrzmiał się już sąd Twój w niebie

Ponad lat zbiegłych dwoma tysiącami,

Daj nam, o Panie, świętymi czynami

Śród sądu tego samych wskrzesić siebie!

*

Wszystko nam dałeś, co dać mogłeś, Panie!

Przykład nieszczęsnej Twej Hierozolimy,

W której tak długo było Twe kochanie,

Aż się rozwiała w perzyny i dymy,

Rozdarta w sobie — a zemstą do końca

Przeciw ludzkości całej szalejąca!

I ona kiedyś być miała królową,

Pogańskim katom świecącą w koronie!

Lecz że wciąż śniła o tych katów zgonie,

A dość Twych iskier nie miała w swym łonie,

By nad nich podnieść się życiem na nowo,

Odkrólewszczona — i stała się wdową —

I dotąd płacze na Twojego Syna

Za to, że plemion toporem nie ścina,

Jedno60 krzyż wziąwszy w zmartwychwstałe dłonie,

Światy obala — gdzie tym krzyżem wionie!

Teraz gdy rozgrzmiał się już sąd Twój w niebie

Ponad lat zbiegłych dwoma tysiącami,

Daj nam, o Panie, świętymi czynami

Śród sądu tego samych wskrzesić siebie!

*

Wszystko nam dałeś, co dać mogłeś, Panie!

W ciemięzcach naszych sprośne gwałtu wzory,

Szkaradne rzezie i niecne zabory,

Za które dzieciąt przeklina ich łkanie,

Za które sami z łaski Twej promieni,

Jakby z pancerza, już odpancernieni,

Stoją w nagości popełnionych czynów

Bez starożytnych na czole wawrzynów,

Z żałób największą okryci żałobą —

Hańbą serc własnych zhańbionych — przed Tobą!

Nie drugich śmiercią — lecz własną bezpłodnie

Kończą na ziemi wszystkie ziemi zbrodnie!

Żadna z nich żadnych nie ma przywilei —

Król czy gmin jaki dopuści się zdrady

Słowu Twojemu — przepada z kolei!

Aniołów nawet przepadły miriady!

Teraz gdy rozgrzmiał się już sąd Twój w niebie

Ponad lat zbiegłych dwoma tysiącami,

Daj nam, o Panie, świętymi czynami

Śród sądu tego samych wskrzesić siebie!

*

Wszystko nam dałeś, co dać mogłeś, Panie!

My nad otchłanią, na ciasnym przesmyku —

Skrzydła nam rosną już na zmartwychwstanie —

Usta rozwarte do wesela krzyku —

Ku nam z błękitów — jakby z Twego łona,

Złote jutrzenki — jakby Twe ramiona,

Spieszą już na dół od nieba po ziemię,

By zdjąć nam z czoła wiekowych klęsk brzemię. —

Wszystko gotowe — wschód rozpromieniony —

Anioły patrzą — a tam, z drugiej strony,

Ciemność pod spadem bezgłębnym wybrzeża!

I pnie się — wzdyma — rośnie ku nam — zmierza —

Przepaść — śmierć wieczna — w której nie ma Ciebie —

Co od początku złych i pysznych grzebie,

A sama pychą i złością, i swarem,

I mężobójstwem onem jak świat starem,

I kłamstw, i bluźnierstw rozkipionym warem!

I wstała, siwa, w pasach z czerwoności!

W czarnych błyskawic czarnej jaśni płynie!

Rdzę z krwi pokoleń i gruzy, i kości

Na swych topielach piętrzy ku wyżynie,

Gdzie wpół nad grobem, a wpół jeszcze w grobie,

Stoim w tej pierwszej odrodzenia dobie!

Jeśli zawrotnym na nią spojrzym okiem,

Jeśli się jednym ku niej ruszym krokiem,

Wnet zórz nam światło poblednie na skroni

I Syn nad nami Twój łzy nie uroni,

I Duch nie będzie nam Pocieszycielem!

Na dnie jej sobie nicestwo pościelem!

Zmiłuj się Panie! broń nas — bądź ty z nami!

Nie! — darmo — teraz tu stać musim sami!

Ach! wiem! — ta chwila już do nas należy;

W ostatniej losów tej naszych przemianie

Żaden Twój cherub nam w pomoc nie zbieży!

Wszystko nam dałeś, co dać mogłeś, Panie! —

Lecz wspomnij — wspomnij, żeśmy dawne sługi —

Że nim wiek począł się ten dziejów drugi,

My w przeszłym wieku Twój nakaz już czcili

I nie czekali chwil spełnionych chwili,

By uznać Ciebie za ziemskiego władzcę

W Królowej polskiej — Twojej ziemskiej matce!

Odkąd z mgły czasów naród wyjawiony,

Z ciał polskich — polskich dusz wyszło miliony

Z Jej świętym w śmierci na ustach imieniem!

Niech im dziś Ona odwspomni wspomnieniem —

Niech, w wielką zmarłych tych ubrana chmurę,

Na Twych niebiesiech do Ciebie się modli,

By nie związali nam stóp, dążnych w górę,

Szatani z piekła — lub też ludzie podli.

Spójrz na Nią, Panie! — gdy z dusz onych rzeszą,

Co wokół wieńcem powietrznianym spieszą,

Z wolna ku Tobie wznosi się bezmiarem —

Wszystkie się ku niej gwiazdy rozmodliły,

Wszystkie w przestworach wirujące siły

Zmiękły pod smętnym rozrzewnienia czarem!

Coraz to wyżej — jakby na promieniach,

Wschodzi, niesiona na tych białych cieniach,

Płynie w lazury, za dróg mlecznych chmury,

Płynie za słońca, taka bielejąca,

Coraz to wyżej — do góry — do góry!

Spójrz na Nią, Panie! — Śród serafów grona

Oto u tronu twego rozklęczona —

A na Jej skroniach lśni polska korona —

I płaszcz błękitny zamiata promienie,

Z których tam przestrzeń — i wszystkie przestrzenie

Czekają — modli się bardzo po cichu —

Poza Nią, stojąc, płaczą ojców mary —

W dłoniach Jej śnieżnych jakby dwa puchary —

Krew Twoją własną w prawym ci kielichu

Podaje, Panie — a w lewym, co niżej,

Krew krzyżowanych na tysiącach krzyży

Poddanych swoich — krew płynną61 przez lata

Po wszystkich ziemiach, pod mieczem Trójkata!

I boskim, tamtym wzniesionym kielichem

Błaga drugiemu przełaski Twej, Panie!

Przepaść tymczasem wielkim huczy śmiéchem —

Podplanetarnych fal jej słychać granie —

Wężowych głębin splotami wciąż toczy —

Mgłą, wichrem, pianą zalewa nam oczy,

By nas prześmiertnić w kłamce i morderce!

Nie widzi, marna, co dzieje się w górze —

Nie widzi, marna, że niczym jej burze,

Gdy takie za nas tam dręczy się serce!

O Panie, Panie! Więc nie o nadzieję —

— Jak kwiat się sypie — więc nie o zgon wrogów —

— Zgon ich na chmurach jutrzejszych już dnieje —

Więc nie o przestęp smętarzowych progów —

— Przebyteć62, Panie — ani o broń władną —

— Z wichrów nam spada — ni o pomoc żadną —

Zdarzeń otwarłeś już przed nami pole!

Lecz śród tych zdarzeń strasznego wybuchu

O czystą tylko błagamy Cię wolę

Wewnątrz nas samych — Ojcze, Synu, Duchu!

O Ty najdroższy, wszędzie utajony,

Widny zza światów przejrzystych opony,

Wszech Ty przytomny, nieśmiertelny, święty,

W serc i gwiazd wszelkim mieszkający ruchu,

Co tak gwiazd bunty rozwiewasz na szczęty,

Jak serc przewrotność — Ojcze, Synu, Duchu —

Ty, coś rozkazał człowieczej iściźnie

By, nędzna siłą i kolebką mała,

Przez moc ofiary się wyanielała —

I polskiej naszej rozkazał ojczyźnie,

By wwiodła w miłość i mir ludy bliźnie

Niezatraconej prawości przykładem,

Choć wciąż pod głazów grobowych opadem

Wszystkich tych ludów otruwana jadem!

Ty, co w dziejowych odmętów rozruchu,

Wściekłych piorunem przybijasz do darni,

A zacnych zbawiasz — bo zacni — z męczarni —

Błagamy Ciebie, Ojcze, Synu, Duchu,

Z prostotą dzieciąt, w niewieściej pokorze,

Przed Tobą dzieci i niewiasty, Boże —

A światu męscy — my, co się nie boim

Od wieków walczyć przeciw wrogom Twoim,

Błagamy Ciebie razem z naszą Panią,

Co za nas Twego doprasza się słuchu,

My, zawieszeni pomiędzy otchłanią

A Twym królestwem, Ojcze, Synu, Duchu!

Błagamy Ciebie z wrytym w ziemię czołem,

Skronią już w wiosen Twych kąpani dmuchu,

Czasów pryśniętych otoczeni kołem

I państw ginących — Ojcze, Synu, Duchu,

Błagamy Ciebie — stwórz w nas serce czyste —

Odnów w nas zmysły — z dusz wypleń kąkole

Złud świętokradzkich — i daj wiekuiste

Śród dóbr Twych dobro — daj nam dobrą wolę!

Teraz gdy rozgrzmiał się już sąd Twój w niebie

Ponad lat zbiegłych dwoma tysiącami,

Daj nam, o Panie, świętymi czynami

Śród sądu tego samych wskrzesić siebie!

Przypisy:

1. A odpowiadając, Jezus rzekł im (...) — we współczesnym tłumaczeniu Biblii Tysiąclecia: „Jezus im odpowiedział: «Jesteście w błędzie, nie znając Pisma ani mocy Bożej. Przy zmartwychwstaniu bowiem nie będą się ani żenić, ani za mąż wychodzić, lecz będą jak aniołowie Boży w niebie. A co do zmartwychwstania umarłych, nie czytaliście, co wam Bóg powiedział w słowach: Ja jestem Bóg Abrahama, Bóg Izaaka i Bóg Jakuba? Bóg nie jest [Bogiem] umarłych, lecz żywych». A tłumy, słysząc to, zdumiewały się nad Jego nauką” Mt 22, 29–33. [przypis edytorski]

2. Pierwszy człowiek z ziemi ziemski (...) — we współczesnym tłumaczeniu Biblii Tysiąclecia: „Pierwszy człowiek z ziemi — ziemski, drugi Człowiek — z nieba. Jaki ów ziemski, tacy i ziemscy; jaki Ten niebieski, tacy i niebiescy” 1 Kor 15, 47–48. [przypis edytorski]

3. w Twoim Duchu — w oprac. P. Hertza: w Twego ducha chrzczony. [przypis edytorski]

4. maczan — skrócona farma od: maczany; umoczony. [przypis edytorski]

5. tobie — w oprac. P. Hertza: stanie się tobą. [przypis edytorski]

6. skądeś — skrócona forma od: skąd jesteś. [przypis edytorski]

7. Tabor — góra (562 m n.p.m.) w płn. Izraelu, 17 km na zach. od Jeziora Genezaret, na której według trzech ewangelii biblijnych dokonało się przemienienie Chrystusa, ujawnienie jego boskości. [przypis edytorski]

8. A ja prosić będę Ojca, a innego pocieszyciela da wam (...) — we współczesnym tłumaczeniu Biblii Tysiąclecia: „Ja zaś będę prosił Ojca, a innego Pocieszyciela da wam, aby z wami był na zawsze — Ducha Prawdy, którego świat przyjąć nie może, ponieważ Go nie widzi ani nie zna. Ale wy Go znacie, ponieważ u was przebywa i w was będzie. Nie zostawię was sierotami: Przyjdę do was” J 14, 16–18. [przypis edytorski]

9. I widziałem drugiego Anioła (...) — we współczesnym tłumaczeniu Biblii Tysiąclecia: „Potem ujrzałem innego anioła lecącego przez środek nieba, mającego odwieczną Dobrą Nowinę do obwieszczenia wśród tych, którzy siedzą na ziemi, wśród każdego narodu, szczepu, języka i ludu” Ap 14, 6. [przypis edytorski]

10. przed wieki — dziś popr. forma N. lm.: przed wiekami. [przypis edytorski]

11. planeta — daw. r.m.: ten planeta. [przypis edytorski]

12. Choćbym mówił językami (...) — we współczesnym tłumaczeniu Biblii Tysiąclecia: „Gdybym mówił językami ludzi i aniołów, a miłości bym nie miał, stałbym się jak miedź brzęcząca albo cymbał brzmiący. Gdybym też miał dar prorokowania i znał wszystkie tajemnice, i posiadał wszelką wiedzę, i wszelką [możliwą] wiarę, tak iżbym góry przenosił, a miłości bym nie miał, byłbym niczym” 1 Kor 13, 1–2. [przypis edytorski]

13. Francji Cezar nowy — Napoleon Bonaparte, który podobnie jak Gajusz Juliusz Cezar w staroż. Rzymie zyskał wysoką pozycję jako dowódca wojskowy w republikańskim państwie, a następnie przejął pełnię władzy; po przejęciu władzy dyktatorskiej Napoleon w 1804 koronował się na cesarza Francuzów. [przypis edytorski]

14. Mariusz, właśc. Gajusz Mariusz (156–86 p.n.e.) — rzymski wódz i mąż stanu, przywódca stronnictwa ludowego (popularów), krewny Gajusza Juliusza Cezara; siedmiokrotny konsul, zwyciężył Jugurtę, Teutonów i Cymbrów, zreformował armię rzymską, m.in. dopuścił do służby wojskowej proletariuszy, wyposażając ich na koszt państwa i zapewniając im niewielki żołd, co nadało wojsku charakter zawodowy i silniej związało je z wodzem; jego konflikt z Lucjuszem Korneliuszem Sullą w 88 p.n.e., wkroczenie Sulli z wojskiem do Rzymu i wymordowanie przeciwników, a następnie zbrojne opanowanie miasta przez Cynnę i Mariusza i kolejne czystki zapoczątkowały serię wojen domowych, które ostatecznie doprowadziły do upadku systemu republikańskiego. [przypis edytorski]

15. Robespierre, Maximilien de (1758–1794) — jeden z przywódców Rewolucji Francuskiej, czołowa postać klubu jakobinów; Robespierre’a zwykło się uznawać za symbol krwawego terroru i dyktatury rewolucyjnej. [przypis edytorski]

16. mir (daw.) — pokój. [przypis edytorski]

17. sierra (hiszp.) — łańcuch górski. [przypis edytorski]

18. miasto (daw.) — tu: zamiast, miast. [przypis edytorski]

19. smętarzowej — w oprac. P. Hertza: cmentarzowej. [przypis edytorski]

20. kał (daw.) — błoto, nieczystości. [przypis edytorski]

21. kord (daw.) — pierwotnie krótki miecz a. długi nóż, ogólnie: broń sieczna. [przypis edytorski]

22. hajdamacki — przym. od rzecz. hajdamaka: buntownik, uczestnik któregoś z powstań chłopskich na Ukrainie w latach 1730–1770. W polskiej literaturze: rozbójnik, okrutnik; w tradycji ukraińskiej: bojownik o wolność, bohater narodowy. [przypis edytorski]

23. planety tego (daw., r.m.) — dziś popr. D. lp: planety tej (r.ż.). [przypis edytorski]

24. mają oczy, aby widzieli, a nie widzą (...) — pełny wers we współczesnym tłumaczeniu Biblii Tysiąclecia: „[Synu człowieczy, mieszkasz wśród ludu opornego, który] ma oczy na to, by widzieć, a nie widzi, i ma uszy na to, by słyszeć, a nie słyszy, [ponieważ jest ludem opornym]” Ez 12, 2. [przypis edytorski]

25. Boć nie posłał Bóg Syna swego na świat, aby sądził świat (...) — we współczesnym tłumaczeniu Biblii Tysiąclecia: „Albowiem Bóg nie posłał swego Syna na świat po to, aby świat potępił, ale po to, by świat został przez Niego zbawiony” J 3, 17. [przypis edytorski]

26. następny — kolejny. [przypis edytorski]

27. z następnego powodu (daw.) — z następującego powodu; z takiego oto powodu. [przypis edytorski]

28. bezbożnej pamięci miesiącem lutym 1846 roku — w drugiej połowie lutego i w marcu 1846 roku miała miejsce rabacja galicyjska, antyszlacheckie i antypańszczyźniane wystąpienia chłopskie na terenach zachodniej Galicji; podczas rabacji zniszczono kilkaset dworów, a z rąk chłopskich zginęło ok. tysiąca osób: ziemian, urzędników dworskich i rządowych, a także księży. [przypis edytorski]

29. Ta pieśń w rękopiśmie — Po wyjściu z druku drugiej edycji Psalmów wiersz, o którym tu mowa, został przedrukowany w Lipsku u Bobrowicza pod tytułem: Do Autora Trzech Psalmów, Juliusza Słowackiego. [przypis redakcyjny]

30. srom (daw.) — wstyd, hańba. [przypis edytorski]

31. wzrokeś wlepił — daw. konstrukcja z przestawną końcówką czasownika; inaczej: wzrok wlepiłeś. [przypis edytorski]

32. Zborowski, Samuel (1540–1584) — skazany na banicję w 1574 za zabójstwo w afekcie popełnione w burdzie podczas koronacji Henryka Walezego, dwa lata później powrócił do Polski jako dworzanin u boku Stefana Batorego, został hetmanem kozackim na Zaporożu i wziął udział w wojnie z Rosją w 1580, lecz następnie spiskował przeciw królowi z Habsburgami, z ich poparciem, a bez zgody króla, podjął niszczycielską wyprawę łupieską na ziemie tureckie w 1583, narażając stosunki Rzeczpospolitej z Turcją (w razie nieukarania winnych najazdu sułtan Murad III zagroził wojną); gdy w 1584 Zborowski ściągnął zbrojnie do Polski i stanął w województwie krakowskim, w majątku swej siostrzenicy w Piekarach, kanclerz Jan Zamoyski wydał rozkaz egzekucji dekretu z 1574; Samuel Zborowski został pojmany i stracony przez ścięcie 26 maja 1584, przed śmiercią odmówiono mu posługi duchownego (był kalwinistą); jego sprawa wywołała szereg protestów ze strony szlachty. [przypis edytorski]

33. Zborowskich ścięte głowy — Krasińskiemu chodzi tu raczej o ścięte głowy przedstawicieli szlachty polskiej w ogóle; to przypuszczalnie nawiązanie do rabacji galicyjskiej (która rozpoczęła się 19 lutego 1846 r. od pogromu ludności ziemiańskiej), zupełnie w oderwaniu od sławnej sprawy Zborowskiego. [przypis edytorski]

34. Twój, oj! spadnie cud — inna wersja: Twój, ach! spadnie cud! [przypis edytorski]

35. był wieszczył — daw. forma czasu zaprzeszłego, oznaczająca czynność wcześniejszą od czynności (stanu itp.) wyrażonej czasem przeszłym prostym; znaczenie: wieszczył wcześniej, uprzednio. [przypis edytorski]

36. odzierżyć — otrzymać, dostać w posiadanie. [przypis edytorski]

37. duchże twój inkwizytorem? — konstrukcja z partykułą -że; znaczenie: czy twój duch [jest] inkwizytorem. [przypis edytorski]

38. Wandalowie — grupa staroż. plemion germańskich; w 406 wdarli się na tereny państwa rzymskiego, spustoszyli Galię, dotarli do rzymskiej Północnej Afryki, podbili ją i założyli tam własne państwo; podczas wypadu w 455 zajęli Rzym, który systematycznie i całkowicie ograbili; królestwo Wandalów zostało podbite przez Cesarstwo Bizantyńskie w połowie VI w. [przypis edytorski]

39. tyla — tu: tylu, tak wielu. [przypis edytorski]

40. Attyla (406–453) — wódz Hunów, twórca rozległego imperium, wielokrotnie najeżdżał Rzymian. Ze względu na okrucieństwo zyskał przydomek „bicza Bożego”. Został pokonany przez wojska rzymskie wspierane przez germańskich sprzymierzeńców w wielkiej bitwie na Polach Katalaunijskich (451). Imperium Attyli rozpadło się po jego śmierci. [przypis edytorski]

41. Robespierre, Maximilien de (1758–1794) — jeden z przywódców Rewolucji Francuskiej, czołowa postać klubu jakobinów; Robespierre’a zwykło się uznawać za symbol krwawego terroru i dyktatury rewolucyjnej. [przypis edytorski]

42. pokładnie — włoży na siebie. [przypis edytorski]

43. gorą — dziś popr.: goreją, płoną. [przypis edytorski]

44. Józafackie pole — dolina Jozafata, miejsce Sądu Ostatecznego wg Biblii (por. dłuższy fragment Księgi Joela Jl 4, 1–3; 4, 11–17, wiązany niekiedy interpretacyjnie z obrazem z Księgi Ezechiela przedstawiającym ożywienie, dzięki mocy Boga, wyschłych kości zmarłych z „całego domu Izraela” spoczywających w nienazwanej dolinie, Ez 37, 1–14). [przypis edytorski]

45. twąśmy krwią (daw. konstrukcja) — skrót od: twą jesteśmy krwią. [przypis edytorski]

46. wieca — dziś popr.: wiec, zgromadzenie ludzi. [przypis edytorski]

47. smętarze — w oprac. P. Hertza: cmentarze. [przypis edytorski]

48. sępny (daw.) — ponury, posępny, zasępiony. [przypis edytorski]

49. miasto (daw.) — tu: zamiast. [przypis edytorski]

50. zwątp — tu: zwątpienie. [przypis edytorski]

51. klubowy — tu: partyjny; zapewne nawiązanie do republikańskich klubów politycznych we Francji. [przypis edytorski]

52. kojarznica (neol.) — kojarzycielka, ta, która kojarzy, powoduje połączenie, zespolenie (tu: tyrańskich rządów monarchicznych z tyranią republikańską). [przypis edytorski]

53. Katylina, łac. Lucius Sergius Catilina (109–62 p.n.e.) — rzymski polityk, zrujnowany arystokrata rzymski, organizator spisku przeciw republice, który miał mu zapewnić władzę, odkrytego i udaremnionego przez Cycerona; skazany na śmierć, uciekł i stanął na czele oddanych mu wojsk złożonych z podobnych bankrutów, ostatecznie poległ w bitwie pod Pistorią. [przypis edytorski]

54. duchoborce, roskolniki — Nazwiska sekt powstałych na łonie grecko-rosyjskiego kościoła, a których krwawe obrzędy przypominają to, co najszkaradniejsze było pod względem rozpusty i okrucieństwa w starożytnych wschodnich, fenickich i kartagińskich religiach. [duchoborcy: racjonalistyczna grupa religijna pochodząca z rosyjskiego prawosławia, odrzucająca autorytet władzy świeckiej i duchowieństwa prawosławnego oraz rytuały kościelne, głosząca bezwarunkowy pacyfizm, od XIX w. prześladowana przez władze carskie; raskolnicy (z ros. dosł.: rozłamowcy): dawne, pejoratywne określenie staroobrzędowców, starowierców, wyznania powstałego wskutek rozłamu (cs. raskoł) w Rosyjskim Kościele Prawosławnym, spowodowanego reformą liturgiczną patriarchy Nikona z lat 1652–1656; starowiercy nie uznali reformy, zostali potępieni jako heretycy i pozbawieni praw obywatelskich, władze Rosji prowadziły ich masowe prześladowania; pełnię praw obywatelskich uzyskali dopiero w 1905; w żadnej z tych grup nie występują rozpustne, krwawe ani okrutne obrzędy; red. WL]. [przypis autorski]

55. Moloch (mit. semicka) — bóg Fenicjan i Kananejczyków, któremu wg Biblii miano składać ofiary z dzieci; przen.: coś bezlitosnego, złego, pochłaniającego niewinne ofiary. [przypis edytorski]

56. Tarpejska Skała — stroma ściana skalna w płd. części wzgórza kapitolińskiego w Rzymie, z której w czasach republiki rzymskiej strącano zbrodniarzy i zdrajców. [przypis edytorski]

57. wzad (starop.) — w tył, do tyłu. [przypis edytorski]

58. ewanieliczyć — ewangelizować. [przypis edytorski]

59. wrzkomo (daw.) — rzekomo. [przypis edytorski]

60. jedno (daw.) — tylko. [przypis edytorski]

61. płynny — tu: płynący. [przypis edytorski]

62. przebyteć — konstrukcja z partykułą wzmacniającą ci, skróconą do -ć; znaczenie: [zostały już] przebyte. [przypis edytorski]