Resurrecturis

Swiat ten cmętarzem z łez, ze krwi i błota!

Świat ten jak wieczna każdemu Golgota!

Darmo się duch miota

Kiedy ból go zrani!

Na burze żywota

Niema tu przystani!

Los z nas szydzi w każdéj chwili!

Dzielnych strąca do otchłani —

Giną święci — giną mili —

Żyją niecierpiani!

Wszystko się plącze — i nierozgmatwanie!

Śmierć w pobliżu — a w oddali

Gdzieś na wieków późnéj fali

Zmartwychwstanie!

*

Więc trzeba skrzepnąć — stwardnieć — być bez serca!

Pośród morderców, stanąć jak morderca!

Pośród zbrodniarzy, wystąpić zbrodniarzem?

Kłamać — nienawidzić —

Zabijać i szydzić —

Tak swiat, tém samém co dawa, obdarzem!

— Oto potęga! — lub stańmy się niczém!

Jedzmy i pijmy — bądźmy śmiecią złotą —

Ciała wygodą a myśli nędzotą —

Tak się do głupich i szczęśliwych wliczem!

*

O! nie! O Duchu mój!

Wstecz się cofnij — stój!

Nie takąć to bronią

Na ludzkości czele

Z złem na ostre gonią

Zła Okróciciele!

Jedna tylko w świecie

Moc ofiary cicha

Los gniotący zgniecie —

Oto dziejów lew!

A podłość czy pycha

To jednakie śmiecie,

Które w otchłań spycha

Lada dziejów wiew!

*

O! poznaj sam siebie!

Nie żądaj być panem

Jak Pan, który w niebie!

Nie chciéj jak bydle, gnić nad paszy łanem!

Z téj strony grobu przed zmartwychwstań wschodem

Bądź ty w człowieku, męką z niebios rodem,

Bądź arcydziełem nieugiętém woli!

Bądź cierpliwością — tą panią niedoli —

Co gmach swój stwarza z niczego — powoli!

Bądź tą przegraną — któréj cel daleki,

A która w końcu wygrywa na wieki!

Bądź spokojnością — śród burz niepokoju —

W zamęcie miarą — i strojem w rozstroju —

Bądź wieczném pięknem — w wiecznym życia boju!

Dla podłych tylko i Faryzeuszów

Bądź groźbą — gniewem — lub świętém milczeniem!

I nie miéj żadnych z obłudą sojuszów!

Dla wszystkich innych bądź anielskiém tchnieniem!

Bądź tym pokarmem, który serca żywi —

Bądź im łzą siostry — kiedy nieszczęśliwi —

A głosem męzkim — gdy się w męztwie chwieją!

Tym którzy z domu wygnani — bądź domem!

Tym co nadzieję stracili — nadzieją!

A śpiącym trupio — bądź przebudzeń gromem!

W walce z tém piekłem świata co się złości,

Zawsze i wszędzie, bądź siłą co skłania —

Nad śmierć silniejszą siłą ukochania —

Bądź piekłem miłości!

*

W ciągłéj przykładu i słowa postaci

Rozdawaj siebie samego, twéj braci!

Mnóż ty się jeden przez czyny żyjące

A będą z ciebie jednego — tysiące!

Bądź i w kajdanach niestrudzonym trudem!

Niech ból cię każden choć boli, nie boli!

W jednéj twéj piersi — bądź twym całym ludem!

Bądź niebo z ziemią spajającym cudem!

Świętością w niewoli!

*

Ni spiesz się na śmierć — aż jak ziarno w ziemi

Myśl twa się w serca wsieje — i rozplemi!

Póki męczeństwo nie pewnią zwycięztwa —

— Twém dobrem tylko — a nie człowieczeństwa,

Unikaj męczeństwa! —

Marnéj sławy wieńce

Chwytają szaleńce!

W niebezpieczeństw wiry

Skaczą bohatyry!

Lecz wyższa moc Ducha

Tych ułud nie słucha!

*

Dopiero kiedy jęczący dokoła

Dzwon zdarzeń wszystkich na ciebie zawoła,

Byś ty się w odkup ofiarował za nie —

A usłyszawszy to ziemi wołanie

Ty padniesz duszą w pokornianéj skrusze

U rozstajnego obu światów proga

I w twą rozsłaną tam przed Bogiem duszę

Spłynie śród ciszy natchnienny głos Boga

Wstań — i jak szermierz dobiegły do mety,

Ze stóp twych strząśnij pył tego planety —

Wstań — i z miłości co gdy kocha, kona,

Odlatujące wznieś w niebo ramiona!

Wstań i do katów co spieszą ku tobie

Sam spiesz się naprzód i witaj tych gości

Cicho — spokojnie — błogo — w bezżałobie —

Litośnym wzrokiem twéj nieśmiertelności!

Wtedy świadectwem skończ w przyszłość obfitém,

Śmiercią, bądź życia najwyższym wykwitem.

Co świat przezwał snem i marą

Uczyń jawem,

Uczyń wiarą,

Uczyń prawem,

Czemciś pewném i ujętém,

Czemciś świętém,

Co głęboko w serca

Jak sztylet się wwierca

I tkwi w nich bez końca,

Choć tylko je trąca

Westchnienia powieniem...

Aż świat twój morderca

Sam klęknie i wyzna

Że Bóg i ojczyzna

Narodów sumieniem!

*

Gdy z krwi płynnéj twego ciała

Myśl twa, szkarłat będzie miała,

Myśl twa będzie — światła prądem,

Skrzącym w górze bożym sądem

Nad bezbożnych dolną zgrają. —

Jej nie dotrzymają

Ni męże ni działa,

Ni kłamstwa ni złudy,

Ni Geniusz ni chwała,

Ni króle ni ludy!

I o trzeciéj dobie

Na męki twéj grobie

Ze zdarzeń powodzi

Po nad klęsk otchłanie,

Niezrodzone się narodzi —

Sprawiedliwość wstanie! —