SCENA I

Konrad i Halban.

KONRAD

Dokoła walka zacięta się toczy;

Litwin z Żmudzinem biorą się za bary;

Wszędzie krew bratnia dłoń braterską broczy...

Tutaj Jagiełło, tam mój ojciec stary —

A ja i całe zdradzieckie krzyżactwo

Patrzymy z góry jak drapieżne ptactwo,

Co wietrzy trupa.

HALBAN

Przestań raz, Konradzie,

Płynąć swą myślą na przelotnej fali,

Która już znika w grzmiącym wodospadzie

Wypadków.

KONRAD

z ironią

I cóż?

HALBAN

Sięgnij wzrokiem dalej!

Wznieś się nad poziom chwili, co jest niczem

Wobec przyszłości, w której ty u celu

Staniesz zwycięski, z pogodnem obliczem,

Pomściwszy Litwę na nieprzyjacielu.

Po stromych szczytach kogo wiodą drogi,

Powinien patrzeć w górę — nie pod nogi!

KONRAD

Patrzałem w górę i szedłem wciąż śmiało;

Lecz człowiek nigdy wyzuć się nie zdoła

Z tej sieci, w którą życie go wplątało.

Ani też skrzydeł nie znajdzie anioła,

By się wzbić w przyszłość i nie widzieć dłużej

Nad swoim domem szalejącej burzy.

Pomnę, gdy pierwszy raz po wielu latach

Z krzyżactwem zbrojno swą ziemię napadłem,

Gdym rzeź i pożar ujrzał w chatach,

Sam strasznym stając dla Litwy widziadłem

Zdawało mi się, że ta ziemia cała,

Pod kopytami mego konia drżąca,

Krwią zrumieniona, klątwami ciskała;

Zdawało mi się, że z jęków tysiąca

Głos się podnosi nad pobojowiskiem,

Co mnie w twarz zdrajcy uderza nazwiskiem,

O, straszna chwila!

HALBAN

Każda chwila taka

Jak zasiew krwawy zbliża cię do plonu,

Co zbierzesz w płaszczu mistrzowskim Krzyżaka,

Gdy będziesz panem wszechwładnym zakonu

I cios śmiertelny na pewno mu zadasz,

Ratując Litwę, którą teraz dławi

Chytrość niemiecka.

KONRAD

Wciąż mi zapowiadasz

Tę przyszłość, co mnie oczyści i zbawi;

Lecz dotąd czuję tylko przekleństw brzemię.

Ja, syn niewdzięczny, małżonek nieczuły,

Odstępca własną nachodzący ziemię —

Chciałem struć zakon; ale mnie wprzód struły

Te jadowite moich myśli gady —

I jestem pierwszą ofiarą swej zdrady.

HALBAN

Przeciw chytrości i kłamstwu, i zdradzie

Nie można walczyć — tylko równą bronią.

Gdyś raz swą duszę poświęcił, Konradzie,

podobnym czynom, to już nie dbaj o nią!

Znajdziesz ją potem w piersiach innych ludzi,

W piersiach narodu, co się ze snu zbudzi:

Tylko idź naprzód!

KONRAD

Ja też stąpam twardo,

Depcząc po drodze, co spotkam, ponury;

I tych, co cierpią — dobijam pogardą,

I tych, co kocham — biorę na tortury,

I serce żony bez litości łamię!

Milczę i zdradzam, zabijam i kłamię!

Czego chcesz więcej?

HALBAN

Ciszej! ktoś nadchodzi.

Z lewej strony wchodzi Kuno.