SCENA II
Konrad, Halban, Kuno.
KUNO
Kiejstut pobity.
HALBAN
Jak to? wszak zwycięstwo
Miał prawie w ręku...
KUNO
Zwykle głupcom szkodzi
Ich, szlachetnością zwane, niedołęstwo,
Kiejstut rozbitych żywcem puścił z matni,
Pragnąc oszczędzić rozlewu krwi bratniej;
Ci zaś z nowymi posiłki wrócili
I wzięli górę. — Dobrze tak ciemiędze,
Co mieczem dobrej nie wyzyskał chwili!...
z szyderstwem
Przez wzgląd na ludu cierpienia i nędzę.
KONRAD
Więc poniósł klęskę zupełną?
KUNO
Do szczętu.
Znaczna część szyków pierzchnęła z nieładem.
Próżno do końca walczył wśród zamętu,
Jak lew się ciskał przed strwożonym stadem:
Nic nie pomogło; z sił swoich ostatkiem.
Cofa się ku nam.
HALBAN
Ha! to jest wypadkiem,
Który na teraz plan zakonu zmienia.
KUNO
Nie zmienia w gruncie, bo zawsze w ten sposób
Dąży do wszystkich ziem tych ujarzmienia;
Tylko się role odmienią dwóch osób:
Teraz Kiejstuta weźmiemy w obronę.
KONRAD
Czy się nam odda?
KUNO
Dziś chwile najlepsze,
Gdy świeżo czuje klęski poniesione.
Dość mu powiedzieć, że zakon podeprze
Swoim rycerstwem jego dalsze kroki,
Jeżeli nam się powierzy bez zwłoki,
Konrad niech całe pośrednictwo przejmie.
Łatwo mu przyjdzie wyświecić starcowi,
Że zginął, jeśli z Jagiełłą w rozejmie
Chce szukać wyjścia.
KONRAD
Może walkę wznowi...
KUNO
Sam do nowego niezdolny zapasu3.
KONRAD
A w naszym ręku?
KUNO
Będzie mógł do czasu
Igrać z synowcem, a synowiec — z stryjem.
Dopóki wszystkich ziem tych nie podbijem.
HALBAN
Nie tak to łatwo, jak się może zdawać...
Trudno lud cały wytępić...
KUNO
Tej dziczy
Nie możem prawa do bytu przyznawać.
Któż się z plemieniem barbarzyńskim liczy?
Wszakże mu niesiem w darze światło nowe,
Porządek, władzę, obyczaj i mowę;
Niechże więc kornie nam, swym panom, służy,
Co mamy rozum, pieniądze i siłę,
Inaczej zakon cały kraj ten zburzy
I jedną na nim usypie mogiłę,
Lecz dziś Kiejstuta trzeba złowić w sieci;
Konrad niech śpieszy na jego spotkanie
I w oczy złotem obietnic zaświeci,
Byle go ująć.
kładąc rękę na ramieniu Halbana
Chodź ze mną Halbanie.
Odchodzi z Halbanem na lewo.