SCENA III

Kuno i Konrad.

KUNO

patrząc za odchodzącymi

Chytry to Litwin, chętkę ma zdradziecką,

Ale nie dorósł głową Zakonowi;

Zastawia sieci, bawi się jak dziecko,

Aż w własne sidła sam się w końcu złowi,

Rad by zagarnąć stryjowskie dziedziny

Z naszą pomocą, a potem u ludzi

Na nasze barki zwalić ciężar winy,

Mały okrawek oddając nam Żmudzi;

Lecz Zakon lepiej cele swe rozumie,

Niżby miał służyć młodzieniaszka dumie.

KONRAD

O, Zakon mądry! Skoro na łup czyha,

Umie napędzić w matnię dzikie zwierzę:

Gdy jedną ręką Jagiełłę popycha

Przeciw stryjowi, to drugą ostrzeże

Zaraz Kiejstuta, chcąc ich tak na zawsze

Zwaśnić i w walki wprowadzić najkrwawsze,

By potem z gruzów bratobójczej bitwy

Bez trudu zgarnąć wszystkie ziemie Litwy.

KUNO

Jasno pojmujesz, chociaż jesteś młody,

Jakimi drogi łatwiej biec do celu;

Wiesz, jako zwalczać pogańskie narody

Bez jawnych gwałtów i bez ofiar wielu;

Dlatego właśnie ciebie tu wysłali,

Byś Litwą zręcznie pokierował dalej.

KONRAD

Gra dosyć łatwa — chodzi tylko o to,

By żadnej stronie nie dać wziąć przewagi,

I gdy jednego złe losy przygniotą,

W jego obronie miecz wydobyć nagi,

I kłuć wciąż pychę Jagiełły młodzieńczą;

I jątrzyć tajne Kiejstuta boleści,

I czekać — póki sił swych nie wycieńczą.

Wchodzą Wojdyłło i Maria.