SCENA V

Konrad, Aldona, Kiejstut, Butrym, rycerze.

W ciągu tej sceny i następnych rycerze rozmaicie się grupują, częścią zajmują miejsce na scenie za drzewami, częścią usuwają się za kulisy. Butrym wydaje rozporządzenia i rozmawia z nimi po cichu.

ALDONA

rzucając się w objęcia Kiejstuta

Ojcze!

KIEJSTUT

ponuro

Dziecko moje!

O innym teraz pomyśl opiekunie,

Bom ja — jak trzcina złamana we dwoje.

Kto się chce oprzeć na niej — w przepaść runie.

Wróg nas otoczył... ujść nie możem zguby;

Trzeba z honorem zginąć.

ALDONA

Ojcze luby!

O, nie mów tego.

KIEJSTUT

Dziś wyboru nie ma.

Konrad, który się dotąd na uboczu trzymał, przystępuje do Kiejstuta.

KONRAD

Jest wybór, książę. Zakon miecz ci poda,

Za któryś winien rękami obiema

Uchwycić teraz. Gdy z nami ugoda

Przyjdzie do skutku, smutną ostateczność

Zmienisz w zwycięstwo.

KIEJSTUT

Zakon zbyt usłużny

Lecz biedny starzec... ja za jego grzeczność

Nie mam czym płacić — a nie chcę jałmużny.

KONRAD

Nie żartuj książę! po temu nie pora...

Wypadki naglą...

KIEJSTUT

Ja też nie żartuję,

Do wesołości myśl moja nie skora.

Lecz jak mi śmiecie, wy, zdradzieccy zbóje,

Przynosić sojusz na urągowisko

I pokazywać swe życzliwe chęci?

Jeszcze tak duchem nie upadłem nisko,

Abym się z wami miał łączyć, przeklęci!

Ja wam nie oddam Litwy na pożarcie!

Wolę jak rycerz paść trupem w pogromie,

Niż od was zgubne zakupywać wsparcie,

Wyście sprawili mą klęskę kryjomie,

Stanąwszy zbrojno tuż przy moim boku,

Swoją postawą zmuszając mnie w walce

Rozdwajać siły, by was mieć na oku.

I wy mi pomoc chcecie nieść, padalce,

Gdym już pobity?!

ALDONA

na stronie

O, ja nieszczęśliwa!

do Kiejstuta

Ach! nie odrzucaj całkiem ich odsieczy:

Wszakże na tobie los kraju spoczywa.

KIEJSTUT

surowo

Dziecko! do takich nie mieszaj się rzeczy.

Im kto zacniejsze dźwiga obowiązki,

Mniej mu się godzi dla swego ratunku

Aż do kałuży zatoczyć się grząskiej.

ALDONA

z boleścią

Więc nie ma rady!

KONRAD

Nie bądź dumnym zbytnie;

Póki czas jeszcze, bierz pomoc, co dajem.

Tu was Jagiełło co do nogi wytnie:

Namyśl się!

KIEJSTUT

Myśleć nie jest mym zwyczajem

Gdy mi powinność wskaże drogę jedną.

KONRAD

Szkoda krwi tylu walecznych; daremnie

Na rzeź ich wydasz.

KIEJSTUT

Przed śmiercią nie zbledną

Ci, co dotrwali, wezmą przykład ze mnie.

przystępując do orszaku rycerzy

Rycerze! kto z was chce ocalić życie,

Niechaj się dłużej z mym losem nie wiąże,

Niech mnie opuści co prędzej! — Milczycie?

Nikt z was do domu nie chce wracać?

BUTRYM

Książę!

Podłych nie znajdziesz.

KIEJSTUT

dalej do rycerzy

Tu jesteście bliscy

Niechybnej śmierci. Cóż, czy zginąć chcecie?

GŁOSY Z ORSZAKU RYCERZY

I.

Zginiemy z tobą.

II.

Zginiemy wszyscy.

III.

Wszyscy.

KIEJSTUT

do Konrada

Ostatnią naszą odpowiedź na świecie

Słyszałeś, Niemcze! nie masz tu co bawić —

Wracaj do swoich!

Konrad, skłoniwszy się w milczeniu, odchodzi na lewo.