SCENA VI
Kiejstut, Butrym, Wojdyłło.
BUTRYM
wskazując na Wojdyłłę
Oto jest ten zbrodzień.
KIEJSTUT
do Wojdyłły
Wojdyłło, takeś łaski mojej użył?
Myślisz, że mogę przebaczać ci co dzień?
WOJDYŁŁO
ponuro
Ja nic nie myślę.
KIEJSTUT
Wiesz, żeś znów zasłużył
Na śmierć, od której nic cię nie ocali.
Masz co na swoją obronę?
WOJDYŁŁO
Obrona
Próżną jest rzeczą; gdyście mnie skazali
Bez sądu, z góry.
KIEJSTUT
Miara dopełniona.
Twych przestępstw wzbrania mieć litość dla ciebie.
WOJDYŁŁO
hardo
Ja też żyć nie chcę na łaskawym chlebie
Ja żądam sądu — lecz mnie sądzić może
Tylko Jagiełło sam na swoim dworze.
BUTRYM
z gniewem
Bezczelny! wiemy, że ten, co korzysta
Z twych niecnych sprawek, karać ich nie będzie.
WOJDYŁŁO
Gdy on nie skarze, sprawa moja czysta,
Bo on mym panem, co zawsze i wszędzie
Ma do mnie prawo. Jam był wiernym sługą,
Co dbał o dobro jego. Z łaski stryja
Stracił stolicę; jam nie czekał długo
I gród stracony znów odzyskał.
BUTRYM
Żmija!
WOJDYŁŁO
Co dla Jagiełły zyskiem, to wam stratą:
Więc na mnie zemstę chcecie wywrzeć za to.
KIEJSTUT
z powagą
Mylisz się: mściwość sercem mym nie władnie
I osobistą przebaczam obrazę;
Lecz muszę karać, jeżeli kto zdradnie
Po naszej Litwie roznosi zarazę.
unosząc się stopniowo
Jeśli kto knuje bratobójcze spiski,
Waśni rodzinę i Niemców sprowadza,
Z zewnętrznych sporów ciągnąc sobie zyski.
I kraj do zguby przywodzi, i zdradza!
z uniesieniem
Mnie nie o siebie, lecz o Litwę idzie,
O dobro ludu, o ojczystą cnotę:
Więc nie dam takiej krzewić się ohydzie,
I myśl zbrodniczą w jej zarodku zgniotę!
Umrzesz, nie za to, żeś wciąż na mnie godził
Lecz, żeś był mistrzem w sztuce intryg ciemnej,
Żeś psuł Jagiełłę, fałszem lud uwodził,
Żeś był sprzedajny i zły, i nikczemny!
WOJDYŁŁO
Książę, ty, zrodzon na ojcowskim tronie,
Odziedziczyłeś imię przodków świetne;
Żywot ci tkały miękkie szczęścia dłonie,
I wszystko piękne, dobre i szlachetne
Wciąż otaczało ciebie od powicia:
Cóż więc dziwnego, że wyrosłeś dumnie,
Nie znając nawet brudnych mętów życia,
Ni tego jadu, który widzisz u mnie?
Lecz ja, com dzieckiem zaznał dolę twardą.
Tak niski rodem i tak szpetny ciałem —
Com walczył z nędzą i ludzką pogardą,
A nic dobrego w życiu nie poznałem —
Jam musiał pełzać tą jedyną drogą,
Na której wola wytrwała i zręczność
Pomimo przeszkód wznieść człowieka mogą...
A jeśli dziś mi wyrzucasz niewdzięczność
I o rozliczne oskarżasz mnie winy,
To w sobie także poszukaj przyczyny.
BUTRYM
Coś rzekł, zuchwały? czyś utracił zmysły?
KIEJSTUT
hamując Butryma
Pozwól, niech powie, co myśli, swobodnie —
Choć nie rozumiem...
WOJDYŁŁO
podchwytując i kończąc myśl
Jaki związek ścisły
Łączy twą wielkość i me, jak zwiesz, zbrodnie?
To ci niełatwo zrozumieć — o, książę —
Boś nie pomyślał, że tu różnych ludzi,
I złych, i dobrych, jeden łańcuch wiąże
I że myśl każda w drugich myśli budzi,
Ty byłeś pełen potęgi i chwały,
Wielki z swych czynów, zacności i rodu:
Co ci szkodziło, że ja, nędzny, mały,
Chciałem się na wierzch wydobyć ze spodu?
Co ci szkodziło, żem za szczęściem swojem
Gonił i wszystko zdobywał przebojem?...
Mogłeś mnie kupić jednym słowem wtedy,
Gdybyś współczucie miał dla ludzkiej biedy;
Lecz tyś miał dla mnie tylko wzgardę krwawą.
z większym uniesieniem
Ty szczęściu memu stawałeś na drodze,
Tyś mnie okrywał wstydem i niesławą
I serce moje wciąż deptałeś srodze:
A więc się nie dziw, że w związku tajemnym
Duch mój się stawał przez ciebie nikczemnym.
wybuchając nienawiścią
Jam znienawidzić musiał razem z tobą
Wszystko, co było szlachetnem i wzniosłem,
Wszystko, co serca blaskiem i ozdobą —
I nienawiścią jako gad wyrosłem...
A w każdej myśli, w każdym moim czynie
Mścić się na tobie pragnąłem jedynie,
I dziś ta moich rąk podstępna praca
Przeciwko tobie wyrzutem się zwraca!
Kiejstut się zamyśla. Wajdelota wchodzi głównym wejściem.