SCENA VII
Kiejstut, Butrym, Wojdyłło, Wajdelota.
WAJDELOTA
Książę, przybywam bronić cię tym razem
Przed twą dobrocią, bo zbrodnię należy
Sprawiedliwości poskromić żelazem,
Gdy jej bezkarność daje pokarm świeży.
KIEJSTUT
Sam tak sądziłem...
WAJDELOTA
Lecz serce, nie skore
Do surowości, wypełnić się zżyma2
Powinność władcy: przyszedłem więc w porę.
KIEJSTUT
w zamyśleniu
Spojrzałem teraz nowymi oczyma
W otchłanie serca ludzkiego. Ten nędzarz
Wśród fałszów prawdę odsłonił mi nową.
WAJDELOTA
Pomnij, że jeśli winnego oszczędzasz,
To miecz zawieszasz nad niewinnych głową,
A litość bywa właśnie bezlitosną,
Gdy z niej dla kraju zgubne skutki rosną.
KIEJSTUT
To nie jest litość, która mnie wprowadza
W taką zadumę... Myślę: gdzie się wszczyna,
A gdzie się kończy tajemnicza władza,
Którą ma naród karać swego syna?
I gdzie granica prawa, co oddziela
Wyrok sędziego od ciosu mściciela?
po chwili, wyrywając się z zamyślenia, z energią
Lecz nie czas myśleć nad rzeczy istotą:
Butrymie, zabierz więźnia! Wajdeloto,
Zwołaj kapłanów i radę starszyzny!
Niech go osądzą wedle praw przykładnie
W imieniu moim i całej ojczyzny;
A jaki wyrok na niego zapadnie,
Butrym bezzwłocznie wykonać go każe.
BUTRYM
Będzie spełnionym.
WAJDELOTA
Sąd natychmiast zbiorę
odchodzi
WOJDYŁŁO
do Kiejstuta
Książę, śmierć moja...
BUTRYM
do zbrojnych
Hola! prędzej, straże,
Oddalcie więźnia.
Zbrojni wyprowadzają wraz z Butrymem Wojdyłłę.