SCENA VII

Maria i Kuno.

KUNO

ze zdziwieniem spostrzegając Marię

Księżna?

MARIA

Cóż? może dziwi cię spotkanie;

Różni się ludzie spotykają w drodze.

KUNO

Lecz w jakim celu?

MARIA

Chcesz wiedzieć, mój panie,

A więc ci powiem: zabijać przychodzę.

KUNO

Myślisz, że na to zezwolim?

MARIA

Ha, trudno!

Bez zezwolenia muszę się obchodzić.

KUNO

Czyn taki straszny!

MARIA

Porzuć tę obłudną

Mowę, a powiedz: co wam może szkodzić

Mój zamysł?

KUNO

Księżno, my w obronie stajem

Uciemiężonych.

MARIA

drwiąco

To waszym zwyczajem?

Niech i tak będzie! Jednak, ile sądzę,

Kiejstut wam teraz nie przyda się na nic;

Próżno trwonicie i czas, i pieniądze.

Wy Konradowi ufacie bez granic,

A on was zgrabnie na pasku prowadzi,

Pragnąc ocalić ojca...

KUNO

Nie rozumiem.

MARIA

Strzeżcie się jego! on was jeszcze zdradzi —

On, syn Kiejstuta!

KUNO

Konrad?

MARIA

Już nic umiem

Wyraźniej mówić. — Poznała go żona.

KUNO

zaczynając pojmować

Ha, co za światło?

MARIA

Miejcie go na oku —

A ja do więźnia pójdę. Zanim skona,

Niech przedsmak śmierci znajdzie w mym widoku.

wchodzi przez wejście na lewo do drugiej pieczary

KUNO

w myślach

Konrad? O, żmija! — Teraz się odsłania

Wiele zagadek.

Konrad ukazuje się na krużganku i wbiega śpiesznie na scenę.