SCENA XV
Aldona i Konrad.
ALDONA
Rycerzu! stój chwilę.
KONRAD
Co chcesz ode mnie?
ALDONA
Nie patrz tak surowo,
Bo pod tym wzrokiem ja się próżno silę
Wydobyć z ust mych zalęknione słowo.
KONRAD
Więc puść mnie!
ALDONA
Puścić! nie, na wszystkie bogi,
Raczej ci padnę kamieniem pod nogi
I piersią własną postawię zaporę,
Byś zdeptał, idąc, serce moje chore.
Puścić cię teraz! gdy po ciemnej nocy,
Po tylu latach spędzonych w żałobie,
Po wszystkich bólach mej doli sierocej,
Znowu jak niegdyś widzę cię przy sobie...
KONRAD
Ciemne to słowa. Twój umysł, jak mniemam,
Dotknięty jakąś boleścią tajemną:
Biedna! Dla ciebie ja pociechy nie mam.
ALDONA
O! nie mów tego!... nie kryj się przede mną!
Jam cię poznała, choć tak jesteś innym,
Że nikt cię w kraju nie pozna rodzinnym,
Że nawet, patrząc się, ojcowie starzy
Niczego w twojej nie dopatrzą twarzy.
Lecz choć tak jesteś dla wszystkich zmieniony
Przeczuło ciebie serce twojej żony.
KONRAD
Jaki szał dziwny? Senne przywidzenia
Za rzeczywistość bierzesz.
ALDONA
Czyś z kamienia?
Że nie chcesz serca pokazać na chwilę,
Dla mnie, com męczarń przecierpiała tyle!
Ja ci nie wyjdę z najmniejszym wyrzutem,
Ja cię nie wydam nawet przed Kiejstutem
I na wieczysty ja się zgodzę przedział,
Byleś mi słowem miłości powiedział,
Że jesteś moim...
KONRAD
Mylisz się niebogo:
Ja tu na Litwie nie znałem nikogo,
Pierwszy raz jestem...
ALDONA
Ach, nie bądź tak twardy,
Gdy się zraniona do twych piersi tulę!
Czyliż ty dla mnie nie masz nic... prócz wzgardy?
Wszak żeś mnie kochał dawniej... kochał czule...
A ja cię dotąd wielbię jakby bożka,
Choć moja dola tak smutna i gorzka.
po chwili
Możeś zapomniał ty o życiu swojem?
Może ci jakim zadanym napojem
Zatruli pamięć przeszłości?... To pewnie!
Lecz pozwól!... ja ci to wszystko przypomnę
A wspomnieniami zmiękczę i rozrzewnię,
po małej pauzie z rozmarzeniem
Czy przypominasz jezioro ogromne?
Nad nim sterczący stromej skały odłam,
Gdzie cię w noc cichą, miesięczną zawiodłam?
Ty, stojąc na tle błękitnego nieba,
Mówiłeś wtedy o Litwie i wrogach,
O tych ofiarach, które ponieść trzeba,
O bohaterów niezwyczajnych drogach;
Mówiłeś dalej o wieczystej sławie
I o rozpaczy — jakby o dwóch siostrach!
A ja, choć ze czcią słuchałam ciekawie,
Na serce padał mimowolny postrach:
A więc ci usta zamykałam drżąca
Pocałunkami jak wieczność długiemi!...
Senne pieszczoty... srebrny blask miesiąca...
Dziwne marzenia... szczęście nie z tej ziemi...
Sława i miłość, i trwoga, i żałość —
Wszystko to w jedną zmięszało się całość,
Której moc żadna w sercu mi nie zatrze —
I wszystko widzę, gdy na ciebie patrzę!
A ty — pamiętasz?
KONRAD
Nad tobą boleję;
Bo wnoszę z mowy wpół błędnej a smutnej,
Że cię mąż rzucił... zwykłe to koleje!
ALDONA
Nie chcesz nic sobie przypomnieć, okrutny!
Chcesz we mnie wmówić, że z wielkiej boleści
Straciłam zmysły, tak jak sądzą drudzy;
Bo wiesz? gdyś zniknął, rozeszły się wieści,
Żeś przyjął wiarę i obyczaj cudzy,
Żeś został zdrajcą ojczyzny i domu,
Jam jedna wierzyć nie chciała nikomu,
Pewna, że w sobie wielkie myśli kryjesz.
Potem mówiono, że ty już nie żyjesz!
Jam również wierzyć nie chciała i skrycie
Czekałam zawsze na twoje przybycie.
Więc za to ludzie mówią do tej pory,
Że ja mam umysł zbłąkany i chory.
Mniejsza o ludzi! lecz ty jeden w świecie
Nie powinieneś mówić to kobiecie,
Co w tobie wiarę niezłomną pokłada,
I nawet cierpieć jest dla ciebie rada.
Miej litość nad nią i jako wędrowiec
Chociaż w przelocie tych słów parę powiedz:
«Ja ciebie kocham, Aldono!»
Pada przed Konradem na kolana.
KONRAD
w najwyższym wzruszeniu
Aldono!
we drzwiach ukazuje się Halban
ALDONA
zrywając się z ziemi i rzucając się w objęcia Konrada
Mężu!
SCENA XVI i OSTATNIA
Aldona, Konrad, Halban, później Kiejstut, Witold-, Biruta, Butrym, Jagiełło, Maria, Wojdyłło, Wajdelota, Aldona, Bilgen i orszak rycerzy.
HALBAN
podbiegając do Konrada
Co robisz? wszyscy we drzwiach stoją.
KONRAD
spostrzegając wchodzących i odpychając Aldonę
Precz stąd ode mnie! weźcie tę szaloną!
Aldona cofa się z przerażeniem i rozpaczą.
KIEJSTUT
do Konrada
Rycerzu córką nie pomiataj moją!
Cóż ona winna, że, świat widząc błędnie,
Wciąż cień zmarłego i widzi, i słyszy?
Trzeba mieć litość nad kwiatem, co więdnie.
do Aldony
Chodź, córko moja, ojciec cię uciszy!
Aldona rzuca się w jego objęcia.
Zasłona spada. Koniec aktu pierwszego.