I
Co się niedawno stało w Iranie,
Opowiem światu całemu.
Na kaszemirskim2 usiadł dywanie3,
Pieją6 Greczynki, pieją Czerkieski7.
Pląsają branki Kirgisa8;
U tych w źrenicach szafir niebieski,
U tamtych cienie Eblisa9.
Basza nie widzi, Basza nie słucha,
Turban zawiesił nad okiem,
Drzemie i dymy ciągnąc z cybucha10
Okrył się wonnym obłokiem.
Wtem u wrót szczęścia hałas się wzmaga,
Rozstąpiły się sług rzędy.
Nieznaną brankę wiódł Kyzlar-Aga11,
Skłonił się i rzekł: «Effendy12!
Którego jasność takiej jest mocy
Między gwiazdami dywanu,
Jak śród brylantów na szatach nocy
Ognisko Aldeboranu13.
Racz ku mnie błysnąć, gwiazdo dywanu,
Bom dobrych nowin tłumaczem,
Oto służebny wiatr z Lechistanu14
Darzy cię nowym haraczem15.
Padyszach nie ma takiej krzewiny
W sadzie rozkoszy w Stambule,
Ona jest rodem z zimnej krainy,
Którą wspominasz tak czule».
Tu gazę, co jej wdzięki przygasza,
Odsłonił — cały dwór klasnął16;
Spojrzał raz na nią trzytulny17 Basza,
Wypuścił cybuch i zasnął.
Chyli się na bok, turban mu spada,
Biegą18 przebudzić — o dziwy!
Usta zsiniałe, twarz śmiercią blada,
Basza renegat nieżywy!