II
«O dziwy, zgroza!» — wołają janczary19
I mędrce w prawie ćwiczeni —
Tę Nazaretkę20 za okropne czary,
Zakopiem w stosie kamieni.
«Owóż to Hassan, ów renegat Basza,
Sroższy nad lwa i tygrysa,
Co go nie tknęła żadna dziewka nasza
On, gdy Chanowi23 na srebrny półmisek
Rzucił łeb księcia Iflaku24,
Wdzięczny mu Chagan 25dziesięć odalisek26
Z własnego przysłał orszaku.
Wszystkimi wzgardził! Teraz go zabija
Postać lękliwej gazeli;
Jako motyla lada modra żmija
Promieniem oczu zastrzeli.
Niechże tę żmiję Bej27, na pastwę czerni28,
Z warownej straży przywiedzie,
Już od godziny zebrali się wierni
I Kady29 z miasta już jedzie».
Przyjechał Kady, zbierają kamienie,
Czekają — próżna nadzieja!
Bej nie przychodzi, odbite więzienie;
Ani dziewicy, ni Beja!...