*** (Chcąc wyjechać do Austrii)

Chcąc wyjechać do Austrii a może i nie chcąc,

wybrałem się pociągiem aż do Jarocina,

ale przespałem Jarocin, wysiadłem cokolwiek dalej,

wschodziło właśnie słońce, siąpił właśnie deszcz.

Jakaś mała miejscowość; łaziłem po pustych torach

w czarnym płaszczu, jak gdybym przynosił tu dżumę.

Lecz nikt mnie nie obserwował, odezwały się właśnie koguty,

a do mnie z Ameryki nadleciał oczywiście Waits.

Tymczasem kobieta jakaś przyszła, usiadła przed stacją,

już od pół wieku pewnie pod ciągłą Bożą obserwacją,

a dla mnie nie mająca nic oprócz tajemnic,

zamknięta z nimi całkiem bezpiecznie w płaszczyku z krempliny,

który komu innemu zapewne powiedziałby wszystko.

Po chwili nadjechał pociąg jadący w przeciwną stronę,

która w sposób oczywisty była dobra i dla mnie, i dla niej.

Za dwie godziny miały się otworzyć wszystkie banki,

lecz my jadąc, wiedliśmy o to zły milczący spór.