Drugi

Znowu się zaczął sierpień. W pociągach

przestali się w ogóle pokazywać konduktorzy.

Jadę w pustym wagonie. Z mapy

połączeń kolejowych ktoś wydrapał wszystkie

większe miasta. Polska bez Krakowa,

bez Warszawy, bez Śląska, ta sama co za oknem.

Jest trasa którą jadę: znikąd do Kalisza.

W kieszeni mam już cztery niesprawdzone bilety.

Taki rozmyty świat jak przed nadejściem

czegoś ogromnie, boleśnie wyraźnego.

Gdyby tak chociaż kaseta której słucham przedłużyła się

o jakieś dwie dodatkowe nieistniejące piosenki —

Ale gdzie tam, ten świat jest tak potwornie niewinny,

wszystko się dzieje przypadkiem, kiedy Nikt nie patrzy.