Trzydziesty

Ząb mi wyrwali. Czytam co popadnie

i biorę czopki na bólu wygnanie;

(zza ściany ognia rozległ się śpiew...), na co

we mnie: ZARĄBAĆ te śpiewaczki w ścianie...

Wcale nie z bólu. Ból właśnie przechodzi,

zresztą dość śmieszny wśród ze świata wieści

(zresztą największy w życiu). Zresztą chociaż

ja go nie czuję, wiem, że wciąż się gnieździ

w śliniankach, w dziąśle. Niewinne narządy

tak udręczyłem z potrzeby porządku

w ustach... O owce moje, zęby moje!

Już między nami nie to, co z początku...

Cóż o nich wiedzieć, jak im mogę współczuć,

kiedyż się złączyć z nimi — chyba w zgonie?

Fiolet wieczoru wtargnął zza firanek,

już żadną lampą go stąd nie wygonię...