SCENA I

Wchodzi Kanikuła, z czerwonym parasolem, przemokły, za nim Dionizy.

KANIKUŁA

Józefie! Józefie! Do kroćset! Józefie!

szamocze parasolem tak, że obryzguje Dionizego

JÓZEF

wpada

Co się stało?

KANIKUŁA

Nie widzisz, cymbale? Cały przemokłem! Podaj szlafrok i gorącą herbatę.

JÓZEF

wychodząc

I po co to byłemu kupcowi udawać oficera od ułanów?

KANIKUŁA

Nie mam słów dla wyrażenia panu mojej wdzięczności.

DIONIZY

To było moim obowiązkiem.

obciera oczy z wody i błota

KANIKUŁA

Co? Pan płaczesz?

DIONIZY

Nie... ale jestem...

KANIKUŁA

Wzruszony? I ja także. Wyobraź pan sobie, co to za szalony pomysł: moje siostry, dwie stare panny, przysłały mi dziś, w dzień moich urodzin, konia wierzchowego... Taki pomysł mogą mieć jedynie stare panny.

DIONIZY

Wybacz! Panie te nie są tak stare... Bardzo zresztą przyjemne, słodycz serca, łagodność charakteru...

KANIKUŁA

To wszystko być może w łaskawych oczach pana, ale ja tego nie widzę. Lecz wracam do mojego opowiadania. Oprócz tego konia kuzynka moja przysłała mi ten stary czerwony parasol. Ma to być grat familijny mego pradziada... I wyobraź pan sobie, mnie, byłemu kupcowi, mieszczaninowi, zachciało się wyjechać. Niewiele namyślając się, zamiast szpicruty biorę parasol, wyjeżdżam. Szkapa ledwie się wlecze... Nagle... zrywa się burza, grzmoty, błyskawice... Otwieram to familijne straszydło...

otwiera parasol

...a tu, panie łaskawy, jak go spostrzeże mój wysłużony artylerzysta... staje, panie, dęba, aż mnie ciarki przechodzą!

naśladuje w komiczny sposób konia spłoszonego, stającego dęba

DIONIZY

usuwając się przed nacierającym na niego Kanikułą

Taki artylerzysta... proszę!

KANIKUŁA

Ano... wybrakowana szkapa kanonierska, na której jechałem, jak zacznie, panie, manewrować to przodem...

naśladuje jak wyżej

DIONIZY

To tyłem...

KANIKUŁA

Gromada trutniów, próżniaków, śmiejąc się, dokoła mnie oblega i wykrzykuje: „Hop! Ha! Hop! Ha!” Ja zaczynam czerwonym parasolem im grozić, koń jeszcze więcej szaleje, wtem... w tak okropnej chwili zjawiasz się pan z szybkością...

DIONIZY

Meteoru!

KANIKUŁA

czule

O tak! Meteoru, błyskawicy, pioruna! Zatrzymujesz moją szkapę, gromisz gamoniów i ocalasz mnie...

z rozczuleniem

Tak! Jestem drogiemu panu bardzo zobowiązany i niczego w tej chwili nie odmówiłbym.

DIONIZY

na stronie

Pomyślna sposobność. Spróbujmy, skorzystajmy z jego rozczulenia.

głośno

Szanowny panie! Niechwalący się, starałem się panu, o ile moje skromne siły na to pozwalały, być użyteczny. Nie wymawiając, broń Boże... wyrządziłem panu niejedną grzeczność z poświęceniem własnej osoby...

KANIKUŁA

ściskając go

O tak! Z poświęceniem, to prawda! Prowadząc konia przez całe miasto, zdjąłeś pan swoją pąsową krawatkę, ażeby go nie spłoszyć.

czule

Pan dla mnie szedłeś bez krawatki wobec tylu kobiet! Bez krawatki!...

ściska go

DIONIZY

Robiłem to w pewnych zamiarach... I tak...

KANIKUŁA

przerywa mu uściskami i patrząc z rozczuleniem na niego, mówi na stronie

Wiem już, jak się wywdzięczyć: poślę mu ćwiartkę cielęciny i cztery butelki wina węgierskiego.

DIONIZY

Niechwalący się, wówczas, kiedy pan byłeś jeszcze właścicielem korzennego sklepu, robiłem skuteczną reklamę pańskim hiszpańskim winom...

KANIKUŁA

na stronie

Przymawia się do hiszpańskiego wina, które darmo spija.

DIONIZY

Niechwalący się, udowodniłem to całemu miastu, iż pan należysz do drugiej, odrębnej rodziny Kanikułów, którzy są szlachcicami, herbu Doliwa.

KANIKUŁA

na stronie

Niemiły z tym wypominaniem.

DIONIZY

Nareszcie starałem się notariuszowi, który, że tak powiem...

KANIKUŁA

No, bez ceremonii, mów pan! Emabluje moją żonę?...

DIONIZY

Otóż w imieniu pańskim dałem notariuszowi do zrozumienia, ażeby zaprzestał tego nadskakiwania, ponieważ moja przyjaźń dla pana...

KANIKUŁA

na stronie

Truchleję. Z czym on w końcu wyjedzie?

DIONIZY

przybierając uroczystą postawę

Drogi panie! Już od roku szukałem chwili, w której mógłbym szczerze wyjawić panu zamiary, dla których w domu pana dobrodzieja tak często bywam. I nieraz, kiedy miałbym był1 sposobność wypowiedzenia tego, co czuję, myśl, że nie dałem się jeszcze poznać dostatecznie, że nie pozyskałem zupełnego zaufania, wstrzymywała mnie od tak ważnego kroku. Dziś jednak w tak pięknej chwili, w której pan sam oświadczyłeś...

KANIKUŁA

Cóż ja oświadczyłem?

DIONIZY

Że niczego mi nie odmówisz...

pada na kolana

KANIKUŁA

Co pan robisz?

DIONIZY

Proszę o rękę córki pańskiej, panny Zofii!

KANIKUŁA

na stronie

A niech go diabli wezmą — tom się złapał!

głośno

Ależ, kochany panie! Tak niespodziewanie... tak nagle...

mieszając się

Nie sądziłem zresztą, że tego rodzaju żądanie... Pan mnie pojmujesz?... Ojciec... który jako ojciec...

DIONIZY

O! Pojmuję! Dla ojca, który ma jedynaczkę, taka chwila uroczysta... jest przejmująca... lecz wierzaj mi pan, niechwalący się, ja też jako ojciec... to jest chciałem powiedzieć jako... zięć, zdołam odpowiedzieć pańskim oczekiwaniom.

KANIKUŁA

na stronie

A to mi zajechał!

mieszając się

Otwarcie, z przykrością wyznać muszę panu, iż jako ojciec decydować tu nie mogę, lecz głównie moja żona, moja córka i... moje dwie siostry, które zrobiły zapisy dla mojej córki, pod warunkiem jeżeli w wyborze pójdę za ich radą. Nie łakomię się na te zapisy, ale jako ojciec, moja żona jako...

DIONIZY

na stronie

Więc będę musiał przejść przez alembik2... ciotek.

KANIKUŁA

na stronie

A tom się zagalopował niepotrzebnie!...

DIONIZY

Z siostrami pana dobrodzieja dawna łączy mnie znajomość i liczę, że będą mi przychylne.

KANIKUŁA

Kochany panie! Uprzedzam, że z nimi niełatwa sprawa. Mam spis oddalonych konkurentów, prowadzony przez moje siostry. Jest tam kilka znakomitości, dwóch lekarzy, jeden mecenas, jeden sędzia, kilku auskultantów3...

DIONIZY

Dołożę wszelkich starań, ażeby ich sympatię zyskać, ale przede wszystkim liczę na pana.

KANIKUŁA

Moje siostry dziś przyjeżdżają, staraj się dać im bliżej poznać.

DIONIZY

Z żoną i z córką pana dobrodzieja mógłbym zaraz pomówić w tej sprawie.

KANIKUŁA

na stronie

Hm! Jak nagli! A niechże go!

głośno

Józefie! Józefie! Gdzie jest mój szlafrok?