SCENA II

Ciż, Józef

(wchodzi ze szlafrokiem)

JÓZEF

Proszę pana!

ubiera go

Czy podać herbatę?

KANIKUŁA

Później! Deszcz pada?

JÓZEF

Ustał.

KANIKUŁA

Wynieś parasol na ganek, żeby go wysuszyć i schowaj na wieczne czasy.

JÓZEF

zabiera parasol

Dobrze, panie!

DIONIZY

Drogi panie! Zechciej poprosić panie tutaj.

KANIKUŁA

Zaraz, zaraz,

na stronie

nieznośny!

do Józefa

Poproś moją żonę i córkę.

JÓZEF

Panie wyjechały na spacer.

KANIKUŁA

Co? W taką burzę? Krytym fiakrem4?

JÓZEF

Pan notariusz powiózł własnym ekwipażem5.

KANIKUŁA

Co? Z notariuszem pojechały? Z notariuszem? Skąd notariusz wziął ekwipaż? Nie, moja żona nie ma taktu!

DIONIZY

Bez pańskiej opieki... z notariuszem!... W istocie to może w mieście wywołać... I tak nie brak już pogłosek...

KANIKUŁA

Co? Mówią już o tym?

DIONIZY

Na herbacie u poczmistrza słyszałem, jak poczmistrzowa robiła pewne złośliwe uwagi w tym względzie... ale ja ostro sfiksowałem6 ją oczami, tak ostro, że zamilkła.

KANIKUŁA

Dziękuję panu!

DIONIZY

Jak będę pańskim zięciem, pierwszym moim obowiązkiem będzie notariusza wyprosić z tego domu.

KANIKUŁA

Nie taję się, że jestem zaniepokojony!

na stronie

Ale co z nim począć? On uważa się już za zięcia!

JÓZEF

wpada

Panie przyjechały!

KANIKUŁA

z gniewem

Dobrze! Pomówimy ze sobą!

DIONIZY

Nie unoś się pan, to gorzej!