SCENA III

Gertruda, Zofia, Rumbaliński, Wacław

wchodzą

GERTRUDA

Ach! Jakaż to okropna burza! Mógł być fatalny wypadek!

DIONIZY

Co, już wiecie? Pewnie całe miasto mówi już o tym?

GERTRUDA

O czym?

KANIKUŁA

Że omal z konia nie spadłem.

GERTRUDA

Nie! O tym nie wiemy.

KANIKUŁA

na stronie

Otóż macie, niepotrzebnie wypaplałem.

głośno

Mniejsza o to, ale pan Rumbaliński...

patrzy groźnie na niego

GERTRUDA

Pełen poświęcenia, nie mam słów dla wyrażenia mu mojej wdzięczności.

KANIKUŁA

Pan Rumbaliński za często się poświęca... Ale cóż to się stało?

RUMBALIŃSKI

Złego nic.

GERTRUDA

Ale mogło źle się zakończyć dla nas.

KANIKUŁA

Cóż takiego?

RUMBALIŃSKI

Pan Wacław spłoszył konie!

WACŁAW

szybko

Ale zaręczam panu dobrodziejowi!...

GERTRUDA

Wyobraź sobie, chciał nam konno obok powozu zrobić... Zawsze zapominam, jak się to mówi...

RUMBALIŃSKI

Fensterparade7.

GERTRUDA

Aha! Tak jest, fensterparade...

KANIKUŁA

zdziwiony bardzo

Jak to? Więc pan jako bezpłatny praktykant konceptowy trzymasz wierzchowca?

WACŁAW

A czyż ta posada ustawą rządową wzbrania jazdy konnej?

KANIKUŁA

Nie, ale... to jakiś feralny dzisiaj dzień dla wierzchowców.

RUMBALIŃSKI

Raczej dla jeźdźców...

WACŁAW

Zobaczywszy, że uprząż pękła, zbliżyłem się na koniu, ażeby...

DIONIZY

Uprząż zapewne kupiona na licytacji.

RUMBALIŃSKI

Mógłbyś pan być mniej dowcipnym.

GERTRUDA

Konie się tedy spłoszyły...

KANIKUŁA

na stronie

Tak jak mój koń.

GERTRUDA

Poczęły uciekać!...

KANIKUŁA

na stronie

Mój stał na miejscu i wierzgał.

GERTRUDA

Pan Rumbaliński z całą energią, a raczej z heroizmem właściwym notariuszom, rzuca się z kozła... chwyta konie...

KANIKUŁA

głośniej

Tak jak... Dionizy.

GERTRUDA

Ależ nie pan Dionizy, tylko pan Rumbaliński.

do Rumbalińskiego

Ach! Jestem tak oczarowana pańską energią. Tak dalece jestem mu zobowiązana, że niczego w tej chwili nie odmówiłabym drogiemu panu.

RUMBALIŃSKI

po cichu

Toteż spodziewam się przychylnej odpowiedzi co do córki pani...

KANIKUŁA

Oho, oho!

GERTRUDA

Cóż znaczy to: „Oho, oho!”? Cóż cię tak zadziwia?

KANIKUŁA

To, że nie pojmuję, jak mogłaś się zdecydować na podobną przejażdżkę.

GERTRUDA

Przejażdżka byłaby wcale przyjemna, gdyby nie pan Wacław, który konie spłoszył...

WACŁAW

Niech mi pani przebaczy, ale udowodnię, że...

KANIKUŁA

Nie o to mi chodzi, tylko że spacer bez mego przyzwolenia, bez mojej opieki, spacer w mojej nieobecności...

GERTRUDA

Panie Rumbaliński, nie zwracaj pan na to uwagi.

KANIKUŁA

Nieprawdaż, panie Dionizy?

DIONIZY

Ha, cóż robić? Pan notariusz, który często legalizuje, sam nie dość legalnie postępuje.

RUMBALIŃSKI

Raz już pana prosiłem, ażebyś w swoich słowach poskramiał się!...

DIONIZY

kłócąc się

A jeżeli mnie się podoba tak mówić?

RUMBALIŃSKI

Ale mnie się to nie podoba!

na stronie

Śmieszny rywal! Parodia kochanka!

patrzy na niego z pogardą

GERTRUDA

Panowie! Dziś urodziny mego męża...

KANIKUŁA

A! To fatalny dzień!

do Dionizego

Dobrze mu palnąłeś, dziękuję panu.

DIONIZY

Ja państwa pożegnam, jestem cokolwiek wzruszony, wzburzony! Moje nerwy! Pójdę na świeże powietrze, lecz za chwilę powrócę.

do Kanikuły

Mam pańskie przyrzeczenie!

wychodzi

KANIKUŁA

Czekamy, czekamy!

GERTRUDA

cicho do Kanikuły

Nie zapraszaj go, to nieznośny człowiek!

KANIKUŁA

do Gertrudy

A ten pan notariusz dla mnie jeszcze nieznośniejszy. Nie zapraszaj tego, to ja tamtego nie będę prosił.

JÓZEF

wpada zadyszany

Ach, ach! Hm, hm!

WSZYSCY

Cóż takiego?

JÓZEF

Ach! Awantura!

KANIKUŁA

Pewnie pan Dionizy kark skręcił?!

JÓZEF

Jeszcze gorzej. Wiatr schwycił i połamał czerwony parasol.

KANIKUŁA

A niech go tam diabli porwą.

JÓZEF

Ale bo się konie pana notariusza spłoszyły, na miejscu przed gankiem wywaliły i połamały powóz!

KANIKUŁA

A to nieszczęście! Ach, ten parasol! Ten parasol!

RUMBALIŃSKI

zmieszany

Żegnam państwa na chwilę. Gdzież mój kapelusz?

na stronie

Ciekawy jestem, jak się nie ożenię z jego córką, kto mi szkodę zwróci?

wybiega

GERTRUDA

Ach, to nieszczęście! Trzeba pójść zobaczyć!

wybiega

KANIKUŁA

Co tu się dzisiaj dzieje? Jakieś licho łamie konia, wywraca notariusza, płoszy mój parasol, moją żonę, moją córkę...

wybiega