SCENA IV

Wacław, Zofia

WACŁAW

Droga panno Zofio! Staraj się pani matkę przekonać, że ja nie byłem powodem tego wypadku.

ZOFIA

Ależ, panie Wacławie, wierzę ci. Miałażbym8 ciebie posądzać o taką nieostrożność, ciebie, który przecież pragniesz mojego dobra?

WACŁAW

O tak, droga panno Zofio! I dziś właśnie chciałem rodzicom oświadczyć się — i gdyby nie ten wypadek...

ZOFIA

Dlaczegoż pan cały rok zwlekasz? Wahasz się?

WACŁAW

Kiedyś... później... pani to wytłumaczę, na teraz pozwól, ażeby to zostało moją tajemnicą...

ZOFIA

Dziś przyjeżdżają moje ciotki, staraj się pan im przypodobać, w przeciwnym razie wszystko stracone.

WACŁAW

Panno Zofio! Cóż mam czynić, aby je pozyskać?

ZOFIA

A, mój Boże! Moje ciotki są poczciwe, dobre, tylko kapryśne, wymagające, prędko się obrażają...

WACŁAW

Jak wszystkie stare panny! A to okropne! Odchodzę, panno Zofio — nie chcę bowiem, ażeby zastawszy nas tu razem, czyniono pani wyrzuty. Za chwilkę będę z powrotem.

wychodząc

Panno Zofio! W tobie pokładam jedyną nadzieję szczęścia całego życia!

ZOFIA

sama

Mama widocznie chciałaby mnie wydać za notariusza, ale ja za niego nie pójdę! Ja go nie cierpię, on taki gwałtowny, szorstki, gdy przeciwnie Wacław taki łagodny, taki dobry. A jakie Wacław ma oczy! Chciałabym mieć jego oczy!