10. Jowisz

Bogiem, który odpowiada Zeusowi Greków, był u Rzymian Jupiter, czyli Jowisz. W Jowiszu czcili Rzymianie przede wszystkim szczególnego opiekuna swego państwa, który narodowi rzymskiemu przeznaczył panowanie nad całym światem, udzielał mu potęgi i sławy i wiódł go od zwycięstwa do zwycięstwa. Na wzgórzu kapitolińskim30 stała najwspanialsza świątynia Jowisza. W niej składali mu uroczyste ofiary naczelnicy państwa, konsulowie31, gdy obejmowali urzędowanie, wodzowie, gdy wyruszali na wojnę i gdy wrócili z niej, i tam zawieszali zbroję zdobytą na naczelnym wodzu nieprzyjaciół.

Triumf, największy zaszczyt, jaki mógł spotkać Rzymianina, był właściwie uroczystością na cześć Jowisza, dawcy zwycięstwa, opiekuna narodu rzymskiego. Na Polu Marsowym32, w świątyni boga wojny, zbierał się senat33 i oczekiwał triumfatora, który osobną bramą triumfalną wjeżdżał do miasta. Teraz zaczynał się wspaniały pochód. Na czele szedł senat i urzędnicy, a za nimi, poprzedzone muzyką, szły setki niewolników, niosąc najcenniejsze przedmioty zdobyte, jak błyszczące zbroje, piękne posągi, korony lśniące drogimi kamieniami, złoto i srebro, wreszcie obrazy zdobytych miast lub tablice z ich nazwami. Dalej postępowały pięknie uwieńczone białe byki, przeznaczone na ofiarę, i szli wzięci w niewolę królowie ze swymi rodzinami.

Za wszystkimi dopiero jechał triumfator, na wysokim pozłocistym rydwanie, ciągniętym przez czwórkę białych rumaków. Ponad jego głową, ozdobioną wawrzynem, wznosił się w powietrzu wieniec ze złota i drogich kamieni. W ręku trzymał berło, a odziany był w haftowaną w palmowe gałązki tunikę (szatę spodnią) i w purpurową togę (szatę wierzchnią), przetykaną złotem. Aby zaś śmiertelnik, doznawszy tak nadzwyczajnego zaszczytu i jak bóg wywyższony ponad rzeszę ludzi, nie uniósł się zbytnią pychą, wolno było żołnierzom, którzy idąc za nim, zamykali pochód, śpiewać pieśni szydzące ze słabostek wodza. Był to chwilowy przywilej, z którego zawsze korzystano. U stóp Kapitolu rydwan zatrzymywał się; triumfator udawał się pieszo do świątyni Jowisza i własną ręką składał tam ofiarę.

Strój triumfatora, toga i tunika, berło i wieniec były godłami Jowisza Kapitolińskiego; triumfator przedstawiał Jowisza Kapitolińskiego, który w jego osobie zstąpił niejako na ziemię. Świadczył o tym i ten zwyczaj, że triumfator malował swoją twarz czerwoną farbą, taką samą, jaką pociągano w dni świąteczne lice34 starego glinianego posągu Jowisza w świątyni na Kapitolu.

Dziwne się to może wydaje, że triumfator osobiście składał ofiarę, lecz w starożytności nie tylko kapłani sprawowali ofiary. Składać je mógł każdy; król ofiarował bogom za naród, wódz za wojsko. Każdy musiał się jednak trzymać pewnych przepisów religijnych, określających dokładnie, jak należy spełniać ofiarę. Przepisy te wchodziły u Rzymian daleko bardziej w szczegóły aniżeli u Greków, a zaniechanie jednej drobnostki pozbawiało znaczenia całą ofiarę. Niektórym bóstwom składano ofiary niekrwawe, innym krwawe, rozmaitym bogom ofiarowano rozmaite zwierzęta. Zawsze zaś zwierzę ofiarne musiało być bez skazy. Tylko małą jego część palono na cześć bogów; drugą część oddawał ofiarujący kapłanom, resztę spożywał w domu w gronie rodziny i przyjaciół.

Rycina 8 przedstawia ofiarę szczególnie ulubioną u Rzymian, mianowicie ofiarę składającą się z trzech zwierząt: byka, barana i wieprza. Takiej właśnie dokonywał triumfator na Kapitolu. Ofiarujący, jak to widzimy na rycinie, stoi przy małym ołtarzu, uwieńczonym z powodu odbywającej się właśnie ofiary. Chłopiec podaje mu skrzynkę z kadzidłem, drugi sługa, stojący za nim, trzyma naczynie z winem. Kadzidła bowiem, wina i solonej mąki wymagały przepisy ofiarne. Obecni przy ofierze mieli głowy uwieńczone kwiatami, a na zwierzętach ofiarnych zawieszano wełniane wstęgi i również wieńce z kwiatów. Jeden z obecnych trzyma nóż ofiarny.

Najwyższy kapłan Jowisza miał wielkie znaczenie w społeczeństwie rzymskim. Podlegał jednak mnóstwu dziwacznych przepisów, których musiał dokładnie przestrzegać. Nie wolno mu było przysięgać, jeździć na koniu, patrzeć na uzbrojone wojsko albo na człowieka zajętego pracą w dzień świąteczny. Mógł nosić pierścień tylko roboty ażurowej, a w jego odzieży nie mógł się znajdować ani jeden węzełek. Nie wolno mu było spędzić choćby jednej, w późniejszych czasach dwóch nocy poza obrębem Rzymu. Gdy mu umarła żona, która w niektórych obrzędach była jego pomocnicą, tracił natychmiast swój urząd.