7. Zeus

Zeus (wymawiaj: dzeus), król bogów, „ojciec bogów i ludzi”, jest pierwszym i najpotężniejszym z wszystkich bogów. Wyższego nad siebie nie zna: jedynie odwieczne przeznaczenie kieruje jego wolą, która poza tym nie jest niczym ograniczona. Zeus jest silniejszy niż wszyscy bogowie razem. Gdyby wszyscy zmówili się i wspólnymi siłami zarzucili mu łańcuch na nogi, nie zdołaliby go ściągnąć z Olimpu; on zaś, gdyby tylko zechciał, nie tylko wszystkich bogów, ale i ziemię i morze, wszystkich ludzi i wszystkie zwierzęta dźwignąłby sam w górę i uwiązał u szczytu Olimpu.

Od Zeusa zależą wszelkie zjawiska niebieskie, atmosferyczne: burza i pogoda, deszcz, śnieg i grad. Gdy rozgniewany potrząśnie egidą, swoją tarczą, na ziemi szaleje burza; gdy wstrząśnie głową, cały świat i Olimp drżą w posadach.

W ręku Zeusa spoczywa też dola ludzi i życie. Na złotej wadze ważył król bogów losy śmiertelnych i zsyłał szczęście lub niedolę; karał niegodnych, pomagał pobożnym i uczciwym. Szczególną zaś opieką otaczał panujących, którzy od niego otrzymali swą władzę. Oni też starają się o to, żeby na ziemi spełniała się wola Zeusa, żeby wszędzie panował porządek i prawo.

Święte prawo gościnności miało w Zeusie gorliwego opiekuna, który strasznie mścił się za jego pogwałcenie, za wszelką krzywdę i zniewagę wyrządzoną gościowi. Biada też krzywoprzysięzcom, żaden z nich nie ujdzie karzącej prawicy najwyższego z bogów, którego obraził złamaniem świętej przysięgi, tej najwyższej rękojmi wzajemnej wiary pomiędzy ludźmi.

Zeus jest wszechwiedzący, zna przeszłość i przyszłość. Zasłona, jaka przed oczyma śmiertelników zakrywa ich przyszłe losy, nie istnieje dla wzroku Zeusa. Niekiedy też odchyla on jej rąbek przed ludźmi i pozwala im zajrzeć w tajemniczą przyszłość. Zeus więc zsyła ludziom sny, aby im objawić swą wolę, wpłynąć na ich postanowienia i pokierować w ten sposób ich losem. Sny bywają niekiedy tak wyraźne, że śniący z łatwością sam mógł je sobie wytłumaczyć; dla zrozumienia mniej jasnego snu udawał się do doświadczonego wróżbity, który mu tłumaczył jego znaczenie. Innego rodzaju wróżbą były błyskawice i grzmoty, tęcza, trzęsienie ziemi, zaćmienie słońca lub księżyca, a wszystkie te zjawiska odnosili Grecy do Zeusa. Za jego też wolą zjawiają się ptaki, to z prawej, to z lewej strony, to takie, to inne, w wielkiej gromadzie lub pojedynczo — i także w tych zjawiskach upatrywano wróżbę przyszłości i śledzono je ze szczególną uwagą. Wróżono nadto z jelit zwierzęcia ofiarnego, z układania się i barwy dymu palącej się już ofiary. Wszystkie wyrocznie, miejsca, w których kapłani wróżyli przyszłość, należały do Zeusa, a jeżeli wyrocznią władał inny bóg, jak np. Apollo wyrocznią delficką, działo się to niejako w zastępstwie Zeusa, w jego imieniu i z jego polecenia.

W miejscowości Dodonie, w krainie greckiej Epirze, była prastara wyrocznia Zeusa przy jego najdawniejszej świątyni. Kapłani i kapłanki wróżyli tam przyszłość z szumu świętego dębu i ze szmeru źródła, które biło w cieniu tego drzewa, w późniejszych czasach także z dźwięku naczyń z brązu zawieszonych na dębie.

Zeusowi poświęcone były: król ptaków: orzeł, najwspanialsze z drzew: dąb, i szczyty gór, jako wznoszące się ponad siedzibami ludzi.

Z biegiem czasu starożytni zaczęli pod imieniem Zeusa czcić rozmaitych bogów innych narodowości. Znany np. z dziejów Aleksandra Wielkiego11 Zeus Ammon jest właściwie egipskim bogiem Amonem, który w oazie Siwa posiadał wspaniałą świątynię z wyrocznią. Kapłani świątyni tej uczcili króla macedońskiego, gdy do nich zawitał, imieniem syna Zeusa Ammona.

8. Olimpia i igrzyska olimpijskie

Z dzikich gór krainy Arkadii wypływa rzeka Alfejos, która wijąc się wśród lesistych wzgórz, szerokim korytem płynie do nisko położonej krainy Elidy. Północny brzeg Alfejosu w Elidzie nazywano w starożytności Olimpem. Nazwa ta zatem, jak widzimy, nie ograniczała się do tego jednego szczytu, który był ulubioną siedzibą władców świata, lecz Olimp oznaczał w ogóle górzyste miejsce związane w jakiś sposób z czcią bogów. Na Olimpie elejskim czy też u jego stóp oddawano już w zamierzchłych czasach cześć Zeusowi, najwyższemu z bogów. Miejsce to zasłynęło jako źródło łask Zeusa i z daleka pielgrzymowali do niego mieszkańcy Peloponezu12.

Dwa narody peloponeskie, Elejczycy i Spartanie13, zawarli pomiędzy sobą umowę, w której uroczyście zobowiązali się bronić nietykalności świętego miejsca i nie przeszkadzać pielgrzymom udającym się do niego. Traktat ten sięga ósmego wieku przed Chrystusem. Wtedy już przy świątyni Zeusowej odbywały się igrzyska, a w tym czasie musiał panować pokój w całym Peloponezie. Krainę Elis14 uważano za poświęconą Zeusowi, dlatego nigdy nie groziła jej wojna i nikt nie zakłócał pokoju jej mieszkańcom.

Heraklesa, największego bohatera plemienia Dorów, wymieniały prastare podania jako tego, który ustanowił uroczystości olimpijskie. Święto to miało zrazu znaczenie tylko miejscowe; z biegiem czasu jednak nabierało znaczenia coraz ogólniejszego i począł je obchodzić cały Peloponez, później Hellada (Grecja) cała, a wreszcie i najodleglejsze osady Hellenów (Greków). Grecy, rozrzuceni po wszystkich częściach ziemi, dzielący się na cztery szczepy: Dorów, Jonów, Eolów i Achajów, i rozbici na liczne, często żyjące w niezgodzie plemiona, uważali się mimo to za jeden naród, gdy chodziło o uroczystości olimpijskie. Święte miejsce najwyższego z bogów greckich stało się niejako ogniskiem, duchową stolicą całego narodu helleńskiego. Wskazują na podobne znaczenie Olimpii i takie okoliczności, że np. wszyscy Grecy liczyli czas według igrzysk olimpijskich na olimpiady, albo że długość toru wyścigowego w Olimpii przyjęto powszechnie jako miarę przestrzeni, tzw. stadion (łac. stadium).

Olimpia nie była miastem, chociaż w najbliższym jej sąsiedztwie stało za dawnych czasów miasto. Zburzyli je do szczętu Spartanie po trzeciej wojnie meseńskiej15 (w piątym stuleciu), tak iż już w starożytności wielu pisarzy powątpiewało, czy w ogóle kiedykolwiek istniało tam miasto. Od tego czasu w okolicy Olimpii były już same tylko wsie, cała zaś kraina nie miała sobie równej w Helladzie ani co do zamożności mieszkańców, ani co do urodzajności i uprawy ziemi.

Obszar Olimpii składał się z dwóch części. Główną częścią była tak zwana Altis, przestrzeń poświęcona Zeusowi. Według podania sam Herakles, syn Zeusa, odgraniczył tę świętą przestrzeń od reszty i otoczył ją wysokim murem. Wiodła do niej jedna ogromna brama, przez którą procesje dostawały się do świętego miejsca. Na prawo od tej bramy rosło święte drzewo oliwne; zasadzić je miał również Herakles, przyniósłszy ze sobą wątłą latorośl aż skądś od źródeł Dunaju, o które to strony niegdyś zawadził w swoich nieskończonych wędrówkach po ziemi. Była to dzika oliwka, od uprawnej różniąca się ciemniejszymi listkami. Z tego drzewa, zwanego drzewem pięknych wieńców, odcinano gałązki, najzaszczytniejszą nagrodę zwycięzców olimpijskich. Złotymi nożycami odcinał je chłopiec, którego rodzice oboje jeszcze żyli.

Pomiędzy wszystkimi zabudowaniami zajmującymi świętą przestrzeń Altis górowała znaczeniem i wspaniałością świątynia Zeusa. Początki jej sięgają niepamiętnych czasów. Najpierw był tu tylko ołtarz, potem stanęła bardzo skromna świątynia; skromna też pozostała aż do czasów, kiedy sztuka grecka dosięgła swego szczytu. Za czasów Peryklesa zakwitły w Atenach budownictwo i rzeźba tak świetnie i jako owoc jej rozkwitu stanęło tyle niewidzianych dotąd pomników, że oczy całej Grecji olśnił wspaniały blask sztuki ateńskiej. Elejczycy też nie chcieli pozostać w tyle, zwrócili się więc do Aten i zażądali stamtąd budowniczych i rzeźbiarzy, którzy by równie wspaniale, jak swe miasto rodzinne, ozdobili Olimpię, tę wspólną świętość wszystkich Hellenów. Zaszczytnego wezwania usłuchali artyści ateńscy i przybyli nad brzegi Alfejosu, na czele ich zaś był Fidiasz16, mistrz najsławniejszy ze wszystkich.

Liczne pomniki sztuki, które powstały w tych czasach i później, zachowały się do naszych czasów niestety nieraz bardzo uszkodzone i przysypane ziemią. Wydobyła je na powierzchnię ziemi wyprawa naukowa wysłana do Olimpii na koszt rządu niemieckiego. W latach 1875 do 1878 pod kierunkiem uczonych archeologów, czyli znawców sztuki starożytnej, robotnicy przekopali cały teren świętej Altis. Badania nad pomnikami, które wówczas wykopano, w połączeniu z opisami przekazanymi nam przez pisarzy starożytnych, pozwalają obecnie stworzyć sobie dokładny obraz świątyni Zeusa i innych budowli w Olimpii.

Świątynie bogów budowali Grecy najczęściej w kształcie prostokąta. Ozdobą świątyń były kolumny, umieszczone nie tylko w środku, ale i na zewnątrz. W jednych świątyniach kolumny zewnętrzne znajdowały się tylko po jednej stronie, tj. od wschodu, gdzie było wejście, w innych także po przeciwnej. Często całą świątynię otaczała kolumnada, tj. szereg kolumn w jednym lub nawet w dwóch szeregach. W ten sposób powstały rozmaite typy świątyń, z których każdy miał swoją nazwę.

Do świątyni wchodziło się schodami, których ilość była zawsze nieparzysta, ażeby wstępujący do przybytku bożego tak na pierwszym, jak i na ostatnim schodzie stawał prawą nogą.

W czasach, kiedy sztuka Greków stanęła u szczytu swego rozwoju, świątynie bogów budowano w jednym z trzech stylów: w stylu doryckim, jońskim albo korynckim. Każdemu stylowi odpowiada właściwa mu kolumna, więc mamy i trzy rodzaje kolumn: kolumnę dorycką, jońską i koryncką. Świątynia olimpijska Zeusa zbudowana była w stylu doryckim, a otaczał ją ze wszech stron jeden rząd takichże kolumn.

Kolumna dorycka, najdawniejsza z kolumn greckich, jest krótka, krępa, wznosi się wprost z posadzki, bez żadnej podstawy; jej górna część, tak zwany kapitel, ma kształt pierścienia. Takich kolumn doryckich, stojących jedna od drugiej w równych odstępach, liczyła świątynia Zeusowa trzynaście na każdym z dłuższych boków, po sześć na bokach krótszych. Długość świątyni wynosiła przeszło 64, szerokość niespełna 28 metrów.

Kolumny dźwigały główną belkę kamienną, którą Grecy nazywali architrawem. Nad architrawem, oddzielony od niego małym gzymsem, ciągnął się mniej więcej tej samej wysokości pas zwany fryzem. Ozdobiony był tryglifami, tj. potrójnymi lub podwójnymi zagłębieniami. Miejsca czworoboczne między tryglifami, metopy, wypełnione były płaskorzeźbami. Zdarzało się też, że fryz był nieprzerywany, tj. nie miał metop ani tryglifów. Ponad fryzem wystawał główny gzyms; pomiędzy nim a ścianami dachu, spadającymi po prawej i po lewej stronie ku dłuższym ścianom bocznym, powstaje dwuramienny trójkąt. Ten fronton (naczółek, przyczółek) gmachu wypełniała w świątyni Zeusa grupa rzeźbionych postaci, przedstawiająca wyścigi Pelopsa z królem Elidy. Także po zachodniej stronie świątyni, gdzie tak samo jak na wschodniej, były kolumnada, architraw i fryz, mamy również trójkąt zapełniony statuami; przyczółek ten przedstawiał w świątyni olimpijskiej walkę Lapitów i centaurów. (O podaniach, które tu wspominamy, będzie mowa w dalszym ciągu niniejszej książki).

Przez drzwi z brązu wchodziło się do przedsionka świątyni, napełnionego mnóstwem pobożnych pamiątek, a dalej do właściwego przybytku bożego. Tę główną część wnętrza dzieliły na trzy nawy dwa rzędy kolumn, których w każdym rzędzie było siedem. Za główną częścią świątyni była jeszcze, jak zwykle w świątyniach, oddzielona ścianą część tylna, przeznaczona na skarbiec, w którym złożony był majątek świątyni. Część główną przybytku bożego zapełniały ołtarze na ofiary niekrwawe, często w kształcie trójnogów; stały tam i były rozwieszone na ścianach liczne wota17 składane przez pobożnych, jak posągi, srebrne i złote trójnogi, obrazy, sprzęty ofiarne itd.

Naprzeciw wejścia, w nawie środkowej, oparty o tylną ścianę, stał posąg Zeusa, arcydzieło Fidiasza słynne w całej starożytności i zaliczone do siedmiu cudów świata. Był to posąg kolosalnych rozmiarów, mierzący wysokości 15 metrów; stał na olbrzymim piedestale, szerokim na 6,5 metra, sięgającym 9,5 metra w głąb i 4 metry w górę. Podstawa ta przedstawiała cały Olimp; wyrzeźbione były tu postacie wszystkich bogów olimpijskich. Na niej wznosił się tron królewski, lśniący od złota i kosztownych kamieni, bogato ozdobiony płaskorzeźbami wyobrażającymi sceny mitologiczne, rzeźbione w kości słoniowej i hebanie18, a na tronie spoczywała potężna postać władcy świata. Wieniec z gałązek oliwnych zdobił głowę Zeusa; w prawej ręce bóg trzymał na dłoni postać Nike, bogini zwycięstwa, w lewej berło zakończone postacią dumnego orła.

Pierś była naga, resztę ciała okrywała w obfitych fałdach spływająca aż do sandałów, przetykana liliami szata. Całość była wspaniała, zdumiewająco piękna; najpiękniejszą zaś częścią arcydzieła, którą artysta dowiódł najwyższej potęgi swego geniuszu, była głowa Zeusa. Bujne kędziory ocieniały pogodne, ku dołowi silniej występujące naprzód czoło, a w rysach boskiego oblicza łączył się wyraz wspaniałej godności króla z łagodną dobrocią ojca bogów i ludzi. Grecy nie uważali za szczęśliwego kogoś, kto przynajmniej raz w życiu nie oglądał oblicza olimpijskiego Zeusa.

Tworząc to arcydzieło, artysta miał na myśli jeden z ustępów Homerowej19 Iliady. W miejscu tym opowiada poeta, jak nimfa morska Tetyda przebywa do Zeusa i błaga jego pomocy, zaklina go, aby się ujął za jej synem, srodze20 pokrzywdzonym. Zeus przyjmuje ją łaskawie i oświadcza, że spełni jej wolę, po czym poeta tak dalej mówi: „To rzekłszy, ciemnymi poruszył brwiami syn Kronosa, a ambrozyjskie kędziory spłynęły z nieśmiertelnej głowy władcy, i zatrząsł się wielki Olimp”.

Tak więc Fidiasz w dziele swej ręki przedstawił Zeusa jako boga wszechmocnego, bezwzględnie i zawsze zwyciężającego, lecz zarazem łaskawie przychylającego się do prośby wzywających jego opieki. Jako materiał posłużyły artyście złoto i kość słoniowa; ze złota były obnażone części ciała, z kości szata boga.

Statuę olimpijską Zeusa znamy niestety tylko z opisów. Zachowały się jednak do naszych czasów monety miasta Elis, przedstawiające bądź to całą postać Fidiaszowego Zeusa, bądź jego głowę (ryc. 7). Dzieło Fidiasza spłonęło prawdopodobnie podczas pożaru świątyni olimpijskiej w 408 roku po Chr.

Zeus Fidiasza stał się później wzorem dla rzeźbiarzy, jak należy przedstawiać ojca bogów i ludzi. Przedstawiano go więc zawsze jako obraz siły męskiej: twarz brodata, na głowie bujne kędziory, czoło wysokie, u dołu wypukłe. Obok boga znajduje się orzeł, ręka trzyma berło, piorun, boginię zwycięstwa (Grecy nazywali ją Nike, a Rzymianie Wiktoria).

Oprócz świątyni Zeusa wznosiło się na Altis jeszcze wiele innych świątyń, budynków i pomników. Na obszernym placu blisko świątyni Zeusowej stał na kilka metrów wysoki ołtarz, przeznaczony na krwawe ofiary dla najpotężniejszego z bogów. Wewnątrz świątyni stały, jak już wiemy, niewielkich rozmiarów ołtarze przeznaczone na ofiary niekrwawe. Wysoki zaś ołtarz ów dla ofiar krwawych przedstawiał się jako wspaniała budowla; u jego stóp zabijano zwierzęta, potem po kamiennych schodach wynoszono mięso na platformę tworzącą szczyt budowli i będącą właściwym ołtarzem. Wskutek popiołu i kości, nagromadzonych w ciągu lat, ołtarz stawał się z biegiem czasu coraz wyższy.

W Altis ciągnął się też długi szereg skarbców, napełnionych cennymi darami, które pobożni z całego świata znosili tu dla Zeusa. Tu stał stadion, budowla przeznaczona na igrzyska, i hipodrom, zabudowania dla wyścigów rydwanów. W nieskończonym szeregu stały też tu posągi bogów, półbogów i zwycięzców olimpijskich. Drzewa i krzewy zasiewały całą przestrzeń, wyglądającą jak ogromny ogród, a nad krajobrazem panował lesisty pagórek Kronosa.

Kiedy nie odbywały się igrzyska, Olimpia stała pustką. Nie było tam wówczas nikogo prócz kapłanów, pochodzących z najprzedniejszych rodów Peloponezu, i ich służby, jak: zarzynacze ofiar, fleciści, którzy według zwyczaju przygrywali podczas ofiarowania, itp. Sielankową ciszę przerywał od czasu do czasu tylko krok pielgrzyma pragnącego pomodlić się u ołtarza Zeusowego. Jakaż jednak następowała zmiana, gdy zbliżał się czas uroczystości, obchodzonych od 776 roku regularnie co czwarty rok!

O nadejściu święta oznajmiali całej Helladzie posłowie wysłani z Olimpii. „Święto Zeusa zbliża się znowu — wołali. — Wszelkie spory niech ustaną, niech zamilknie chrzęst oręża! Swobodnie i bezpiecznie, lądem i morzem niech zdążają pielgrzymi ku gościnnym progom Zeusa!” Tak wysłannicy olimpijscy zapraszali wszystkich Greków, którzy nie skalali życia nieuczciwym czynem, do udziału w uroczystości wszechhelleńskiej, pomijali zaś państwa i miasta, które swym zachowaniem sprzeniewierzyły się wspólnej sprawie narodu greckiego.

Kiedy już nadchodził termin rozpoczęcia uroczystości, gościńce21 prowadzące do Olimpii zaroiły się rzeszami22 śpieszącymi do świętego miejsca. Było wówczas na co patrzeć, było też czym zaspokoić ciekawość. Bowiem zdążały do Olimpii nie tylko tłumy pieszych pielgrzymów i jeźdźców; szły także całe poselstwa z zaproszonych miast, składające się z dostojników, odzianych w bogate szaty, z licznym pocztem23 służby; szczególną zwracali uwagę przybysze z dalekich osad, ich konie i muły, ich niewolnicy, a między nimi nierzadko spotkać można było Libijczyków24, Scytów25 i inne narody, których postać, cera, ruchy, odzież uderzały ciekawe oczy wszystkich swoją niezwykłością. Toczyły się też wspaniałe rydwany, pomykały dziarskie konie rozmaitych ras, aby wziąć udział w igrzyskach. Na ogromnej równinie pod murami Altis obozowali przybysze w tysiącach namiotów.

Kto miał zamiar wystąpić w igrzyskach, zgłaszał się do komisji sędziów igrzyskowych. Badano najpierw, czy jest Grekiem, czy nie popełnił jakiegoś haniebnego czynu; następnie musiał się wykazać, że w ciągu dziesięciu miesięcy przechodził w gimnazjum, tj. w zabudowaniach przeznaczonych na odbywanie ćwiczeń fizycznych (odpowiadającemu naszym gmachom „Sokoła”26), przepisany szereg ćwiczeń, i wobec sędziów udowodnić nabytą w nich wprawę. Tych, którzy odpowiadali warunkom, szykowano według rodzaju walki i według wieku. Potem prowadzono ich przed posąg Zeusa, przedstawiający boga jako obrońcę przysięgi z gromami w obu rękach, i tu zawodnicy przysięgali, że będą unikać w walce wszelkiej nieuczciwości i wszelkich zabronionych forteli.

Uroczystości i igrzyska nie zawsze odbywały się w ten sam sposób. Z początku był tylko jeden dzień świąteczny, a igrzyska ograniczały się do biegu na wyścigi. Z czasem zakres igrzysk rozszerzył się i obejmował cały szereg ćwiczeń cielesnych uprawianych w Grecji; igrzyska trwały wówczas pięć dni.

Nadszedł wreszcie uroczysty dzień; widzowie zapełnili szczelnie widownię stadionu, oczekując niecierpliwie rozpoczęcia zawodów. Zawodnicy wchodzą grupami, poprzedzani przez sędziów odzianych w purpurowe szaty. Sędziowie zajęli już honorowe miejsca. Herold wywołuje po imieniu każdego z zawodników. Ktokolwiek ze zgromadzonych miałby jakąś wątpliwość co do pochodzenia lub dobrej sławy któregoś z rywalizujących, może teraz jeszcze wystąpić z zarzutem, a sędziowie natychmiast orzekną o słuszności oskarżenia. Następnie zawodnicy jeden po drugim przystępują do srebrnej urny i ciągną losy. Ci, którzy wyciągnęli jednakowe litery, tworzą pary i grupy zmagające się razem. Każda grupa biega osobno, a na końcu zwycięzcy ze wszystkich grup współzawodniczą znów razem o zwycięstwo. Bieg odbywał się zawsze kilka razy dokoła stadionu, dlatego ustawiony na jego końcu słup nosił napis: „Wracaj!”, słup na początku toru miał napis: „Bądź dzielny!”, zaś ustawiony pośrodku: „Śpiesz się!”.

W podobny sposób rozpoczynały się i odbywały także inne rodzaje zawodów: skok, mocowanie się, walka na pięści, rzucanie dyskiem i oszczepem. Dysk był to wypukły z obu stron krążek z zaostrzonym brzegiem; wygrywał ten, kto nim najdalej rzucił.

Najwspanialej przedstawiały się wyścigi na hipodromie. Brali w nich udział tylko najbogatsi, a piękno i bogactwo rydwanów, czystość rasy i wartość koni, przepych szat i ozdób były przedmiotem współzawodnictwa. W wyścigach na hipodromie mogła więc brać udział tylko młodzież arystokratyczna; Alkibiades27 na przykład uważał je za jedyne godne siebie i zaszczytne.

Czwarty dzień igrzysk przeznaczony był na ten właśnie rodzaj zawodów. Miejsce, gdzie miał stanąć który powóz przed rozpoczęciem wyścigów, wyznaczał współzawodnikom los. Rumaki niecierpliwie uderzały kopytami o ziemię, czekając na znak do wyruszenia, z niecierpliwością też spoglądała publiczność w tę stronę, skąd wznieść się miał w powietrze wykonany z brązu orzeł, a opuścić na ziemię brązowy delfin. Wprawienie w ruch bowiem tych dwóch zwierząt — a były to arcydzieła mechaniki — było znakiem, na który ściągano liny, wyciągnięte tuż przed powozami, i czwórki wbiegały na tor, aby go przebiec dwanaście razy. Niepewność, obawa, niecierpliwość, strach, radość owładały na przemian duszami widzów, którzy z zapartym oddechem przypatrywali się wyścigowi. Największa trudność polegała na tym, aby w pełnym biegu okrążyć metę w miejscu, gdzie tor zakręcał i zawracał; tam cisnęły się wszystkie pojazdy, chcąc zawrócić jak najbliżej mety, a tym samym zyskać na czasie i prześcignąć współzawodników. Zdarzyło się raz, że w tym miejscu zostało uszkodzonych czterdzieści powozów; jeden tylko wyszedł cało i już z łatwością pokonał współzawodników.

Po pełnych wzruszeń dniach walki zbliżała się wreszcie chwila, w której zwycięzcy mieli otrzymać nagrodę. Otoczeni gronem krewnych, przyjaciół i współobywateli, zbierali się obok stadionu i hipodromu i kroczyli w uroczystym pochodzie do świątyni Zeusa. Sędziowie zajęli już miejsca u stóp boga, za stołem, na którym leżały wieńce ze świeżo naciętych świętych gałązek oliwnych. W świątyni i przed świątynią chóry hymny śpiewały na cześć boga, podczas gdy skronie bohaterów zdobiono wieńcami, a w ich dłonie wkładano gałązki palmowe. Wreszcie zwycięzcy palili ofiarę na ołtarzu Zeusa i zasiadali do uczty, gdzie zastawiano im część ofiarnego mięsiwa; tylko część bowiem ofiar składanych bogom pożerał ogień, resztę spożywali ofiarujący i kapłani. Posągi zwycięzców ustawiano w Altis; kto trzy razy zwyciężył, otrzymywał posąg naturalnej wielkości.

Zwycięstwo w igrzyskach olimpijskich Grecy uważali za największe szczęście, jakiego może dostąpić śmiertelnik. Pewien starzec, który sam za młodu zdobył palmę w igrzyskach, był świadkiem zwycięstwa swych synów. Wzięli oni sędziwego ojca na barki i obnosili w triumfie dokoła stadionu, a zgromadzony naród wołał: „Starcze, dość żyłeś na ziemi, czy nie zamierzasz wznieść się na Olimp?”. Kto dożył takiego triumfu, temu już nie żyć między ludźmi na ziemi, lecz chyba na Olimpie — z bogami.

Nowe zaszczyty czekały zwycięzcę w mieście rodzinnym. Kapłani i najprzedniejsi obywatele wychodzili mu naprzeciw na gościniec, a gdy zjawił się, odziany w purpurę, rozbrzmiewał hymn na jego cześć. Burzono też nieraz część murów miasta, aby nie bramą, drogą zwykłych śmiertelników, lecz takim niezwykłym wejściem wchodził w nie ten, kto nieśmiertelną chwałą okrył gród rodzinny. Pochód podążał teraz ku świątyni opiekuńczego bóstwa miasta; tu zwycięzca składał ofiarę, po której następowała uczta. Wszyscy prześcigali się teraz w oznakach czci dla dzielnego obywatela. Brało w tym udział i państwo; przyznawało mu pewne zaszczyty na czas całego życia, jak na przykład honorowe miejsce w teatrze i w czasie uroczystości, zwolnienie od wszelkich danin itp. W Atenach zwycięzcy olimpijscy jadali przy jednym stole z pierwszymi urzędnikami w państwie.

Ryc. 4. Zeus (Jowisz) z Otricoli, w Muzeum Kapitolińskim w Rzymie. Nazwy: Otricoli. Ludovisi, Farnese itp., używane dla oznaczenia zachowanych nam dzieł rzeźby starożytnej, są to zazwyczaj nazwy rodzin, których własnością były te pomniki starożytności, albo miejscowości, gdzie je znaleziono czy też umieszczono.

Ryc 5. Świątynia dorycka. Rycina w tym miejscu służy do uzmysłowienia podanych szczegółów budowy świątyń. W takim samym celu ryc. 6 przedstawia przekrój przez świątynię olimpijską Zeusa.

Ryc. 7. Monety miasta Elis dają wyobrażenie o wyglądzie Zeusa Fidiaszowego.

9. Filemon i Baucis

Jak niekiedy monarchowie28 ziemscy kryją się pod skromną szatą i zwiedzają nawet najuboższe chaty swych poddanych, aby się osobiście przekonać o ich sposobie życia, potrzebach i pragnieniach, tak i Zeus, najwyższy władca, wędrował nieraz po ziemi, najczęściej w towarzystwie swego syna Hermesa.

Pewnego razu, późnym już wieczorem, zaszli obaj bogowie do jakiejś wioski i prosili o nocleg. Lecz daremnie pukali do wszystkich chat, nigdzie nie chciano ich przyjąć, obrzucono ich obelgami i przekleństwami, gdy w imię świętej gościnności prosili o schronienie. Dopiero na samym krańcu wsi, w ostatniej mizernej chałupie otworzono podróżnym i przyjęto ich, czym chata bogata.

Mieszkało tam dwoje staruszków, Filemon i Baucis. Radzi29 nieznanym przybyszom, staruszkowie odstąpili im swe łoże i chcieli im zarżnąć na wieczerzę jedyną gąskę, jaką mieli, lecz bogowie nie zgodzili się na to, litując się nad zwierzęciem, które się skryło za ich siedzeniem.

Zeus i Hermes nie taili wreszcie dłużej, kim są, i wyprowadzili staruszków z chaty na pobliski wzgórek. Straszny przedstawił się stąd widok: wszystkie zagrody, cała wioska tonęła w falach strasznej powodzi, w której zginęli też wszyscy niegościnni mieszkańcy. Za to ubożuchna chatka, posiadłość staruszków, przemieniła się we wspaniałą świątynię. Filemon i Baucis uprosili sobie u Zeusa dwie łaski: ażeby oboje, jako kapłan i kapłanka, mogli w tej świątyni służyć bogom, a kiedy śmierć miałaby porwać jedno z nich, aby oboje pomarli razem. Długie jeszcze lata żyli poczciwi ludzie, aż pewnego dnia, kiedy właśnie składali ofiarę, Filemon zamienił się w dąb, Baucis zaś w lipę, a gałęzie obu drzew splotły się razem.