36. Midas
Pewnego dnia Apollo, mistrz lutni, i Pan, mistrz fujarki, stanęli ze sobą do zawodów o pierwszeństwo w grze i wybrali na sędziego króla Midasa. Midas przyznał wyższość Panowi. Rozgniewany wyrokiem Apollo obdarzył Midasa oślimi uszami, ozdobą fatalną, którą też król jak najstaranniej ukrywał pod koroną. Przez długi czas nikt nie wiedział o haniebnym zeszpeceniu głowy królewskiej, aż raz nadworny fryzjer niespodziewanie wszedł w drzwi Midasa, który nie miał już czasu zakryć oślich uszu. Fryzjer przysiągł, że tajemnicy, którą poznał dzięki nieszczęsnemu dla króla przypadkowi, nikomu nie wyjawi. Golibroda, jak zresztą wielu jego towarzyszy, z natury był bardzo gadatliwy, a wymuszone milczenie dokuczało biedakowi tak bardzo, że nie mogąc dłużej zachować tajemnicy, pobiegł na brzeg rzeki i chcąc się wygadać, wygrzebał dołek w ziemi i krzyknął do jego wnętrza: „Król Midas ma ośle uszy!”.
Niewiele upłynęło czasu, a cały świat wiedział już o tajemnicy króla, bo trzcina, która wyrosła w tym miejscu, powtarzała za lada szelestem wietrzyka: „Król Midas ma ośle uszy!”.
*
Pewnego razu stary Sylen, pijany jak zawsze, zapragnął spoczynku i położył się w pięknych ogrodach różanych, które okalały pałac Midasa. Znaleźli go tam wieśniacy i skrępowanego wieńcami zaprowadzili przed króla. Midas nie uczynił mu nic złego, przeciwnie, rad z wesołego i zabawnego starowiny, gościł go u siebie przez całych dziesięć dni i dopiero jedenastego dnia odstawił go z powrotem do Dionizosa.
Tymczasem Dionizos, który bardzo kochał swego wychowawcę, był niemało strapiony, co się mogło stać z poczciwym starowiną. Kiedy go więc ujrzał zdrowego i wesołego, chciał okazać Midasowi swą wdzięczność i pozwolił mu wypowiedzieć jakieś życzenie, przyrzekając je spełnić. Niemądry Midas — a iluż jest do niego podobnych! — sądząc, że jedynie złoto może człowieka uszczęśliwić, prosił, aby wszystko, czegokolwiek się dotknie, przemieniało się w złoto. Jego życzenie się spełniło: gałązka, którą zerwał z drzewa, była złota, kamień, który podniósł z ziemi, był również szczerozłoty. Midas nie posiadał się z radości, przecież bez trudu stawał się panem niezmiernych skarbów.
Kiedy wreszcie kilkadziesiąt razy doświadczył prawdziwości tak gorąco upragnionej cudownej łaski, uczuł głód i zasiadł do stołu. Zaczyna jeść; wtem ugryzł coś twardego: czym prędzej wyjmuje kąsek z ust i widzi — złoto! Chce pić — krople wina zamieniają się w metalowe kulki, uderzające z dźwiękiem o jego zęby! Przerażony widmem nieuniknionej śmierci głodowej, popędził co tchu za bogiem, aby uprosić cofnięcie nierozważnie żądanej łaski. Dionizos polecił mu, aby się wykąpał w pobliskiej rzece. Midas poszedł za poradą boga i pozbył się nieszczęsnego daru; rzeka zaś, gdy zanurzył w niej swe ciało, zaczęła odtąd w swych falach toczyć złoty piasek.