51. Edyp

Potomek Kadmosa, król tebański Lajos, i jego żona Jokasta przez długie lata nie mieli potomstwa. Wyrocznia, do której posłali w tej sprawie, tak im odpowiedziała: „Lajosie, pragniesz potomka, będziesz go miał. Wiedz jednak, że losy tak się składają, iż ręka własnego dziecka pozbawi cię życia”.

W jakiś czas po tej złowrogiej wyroczni urodził się parze królewskiej syn. W trzeci dzień po narodzeniu wyniesiono go z pałacu do lasu, aby porzucony zginął od dzikich zwierząt, z głodu, zimna i niepogody.

Lecz widocznie śmierć tak wczesna nie była przeznaczona dziecięciu. Znalazł je pasterz, który przypadkiem zapędził swoje trzody w tę dziką okolicę. Litując się nad biedactwem, zabrał je ze sobą i oddał swemu panu, królowi Koryntu. Król ten był bezdzietny, przybrał więc znalezione dziecię za syna i nazwał Edypem. Gdy Edyp dorósł, był przekonany, że jest prawdziwym synem swych przybranych rodziców, bowiem starannie tajono przed nim jego prawdziwe pochodzenie. Jednak pewnego dnia, gdy uroczysta uczta zgromadziła na dworze licznych biesiadników, jeden z obecnych gości zaczął wyrzucać Edypowi, że nie jest synem królewskim. Dotknął go tym do żywego. Zaniepokojony królewicz zapytał nazajutrz rodziców, czy w słowach dworzanina mieści się choć szczypta prawdy. Król koryncki rozgniewał się srodze na nieopatrznego biesiadnika, Edypa zaś uspokajał i najuroczyściej zapewnił go, że jest jego własnym dzieckiem. Mimo to odtąd nieustannie nurtowała w umyśle Edypa wątpliwość, nie miał już chwili spokoju. Chcąc się więc na zawsze pozbyć bolesnej niepewności, udał się do wyroczni delfickiej. I tu jednak nie doczekał się rozstrzygnięcia pytania, które go tak dręczyło, przeciwnie, usłyszał następujące straszne zdanie: „Zabijesz własnego ojca, ożenisz się ze swoją matką, a twoje potomstwo będzie obrzydzeniem dla rodzaju ludzkiego”.

Słowa te tak przeraziły Edypa, że postanowił nie wracać już wcale do Koryntu, swojego ojczystego — jak sądził — gniazda, ani do pary królewskiej, w której mimo wszelkich wątpliwości upatrywał bądź co bądź swych rodziców.

Nie uszedł jeszcze daleko od Delf, gdy w jednym z wąwozów tej górskiej okolicy spotkał się z nadjeżdżającym wozem. Woźnica w ubliżających słowach rozkazał pieszemu wędrowcowi ustąpić z drogi. Obrażony Edyp nie ustąpił i uderzył woźnicę, a wtedy siedzący na wozie starzec okutym w żelazo kijem uderzył Edypa w głowę. Rozpoczęła się bójka, w której Edyp, chociaż sam jeden, zwyciężył i zabił pana, woźnicę i dwóch służących; trzeci sługa zdołał umknąć. Starcem, którego Edyp spotkał i zabił w wąwozie, był właśnie król Lajos, jego ojciec, o czym Edyp nie wiedział. Tak spełniła się zaraz pierwsza część wyroczni.

Edyp skierował teraz swe kroki ku Tebom, które to miasto zastał pogrążone w głębokiej żałobie. Nie tylko bowiem opłakiwano śmierć króla, lecz jeszcze inne nieszczęście zesłali bogowie na miasto. Okropny potwór, jakiego nikt dotąd nie pamiętał, napełniał przerażeniem Teby i okolicę. Był to Sfinks, potwór w postaci lwa o orlich skrzydłach, a obliczu ludzkim. W osobliwy sposób nastawał on na życie ludzi: każdemu, kogo spotkał, zadawał zagadkę do rozwiązania. Kto tego nie dokonał — a dotychczas nikomu się to nie udało — tego Sfinks rozszarpywał pazurami albo strącał w przepaść ze skały, na której zwykł przesiadywać.

Liczba ofiar potwora rosła z każdym dniem. Dlatego Kreon, brat królowej wdowy Jokasty, który sprawował rządy w czasie bezkrólewia, ogłosił, że kto rozwiąże zagadkę Sfinksa, otrzyma w nagrodę rękę Jokasty i tron tebański. Sfinks bowiem oznajmił, że tylko dopóty przeznaczono mu żyć, dopóki ktoś nie rozwiąże zagadki.

Gdy Edyp zbliżał się do Teb, Sfinks, siedzący na skale obok bramy miasta (ryc. 46), zapytał go:

— Jakie to stworzenie, obdarzone głosem, chodzi rano na czterech nogach, w południe na dwóch, a wieczorem na trzech? Ze wszystkich stworzeń ono jedno zmienia liczbę nóg i właśnie wtedy, kiedy największą ich liczbą rozporządza, najmniejszą posiada siłę i chyżość127.

Nie namyślając się długo, Edyp odrzekł:

— Twoja zagadka oznacza człowieka. O poranku życia, kiedy jest wątłym, bezsilnym dziecięciem, chodzi na dwóch nogach i dwóch rękach; kiedy dorośnie, w południe swego życia, używa tylko pary nóg; a gdy dożyje wieczora, kresu swych dni, potrzebuje jeszcze podpory, trzecią nogą staje się dla niego kij, na którym się opiera.

Ledwie Edyp wypowiedział te słowa, Sfinks rzucił się w przepaść i znikł na zawsze z oczu ludzkich.

Cały naród błogosławił Edypa jako zbawcę od niebywałej klęski. W triumfie wprowadzono go do miasta, gdzie z wielką wystawnością obchodzono wstąpienie na tron nowego króla i jego wesele z Jokastą. Ani ona, ani Edyp nie przypuszczali, że oto syn, a zarazem zabójca Lajosa poślubił własną matkę.

Po długich latach błogiego panowania Edypa wybuchła w kraju groźna zaraza. Wyrocznia, do której się udano, odpowiedziała w te słowa: „Pozbądźcie się zbrodni, która wśród was mieszka! Wina królobójstwa ciąży na całym kraju”. Sam król Edyp, bogobojny i dbały o dobro narodu, nakazał natychmiast przeprowadzić jak najdokładniejsze śledztwo. Przeklinając mordercę, przywołał słynnego wieszczka Tejrezjasza128, aby łatwiej dotrzeć do wątku tajemnicy. Z wolna zaczęła się ona odkrywać przed jego oczyma, potworna i coraz potworniejsza. Ów sługa króla Lajosa, który sam jeden uszedł śmierci, żył jeszcze; jego zeznania odsłoniły ostatni rąbek tajemnicy. Nie ulegało już teraz żadnej wątpliwości, że wszystko okropnie się spełniło, tak jak Lajosowi i Edypowi przepowiedziała wyrocznia. Wtedy Jokasta z rozpaczy powiesiła się, a Edyp wyłupił sobie oczy, które musiały patrzeć na takie zbrodnie.

Gdy po pierwszym szale boleści i rozpaczy Edyp uspokoił się nieco, musiał przyznać, że był tylko ślepym, a niewinnym narzędziem w rękach złośliwego losu. Jego pierwotny zamiar opuszczenia ojczyzny na zawsze ustępował z wolna pragnieniu pozostania na rodzinnej ziemi. Jednak Kreon, szwagier, oraz Eteokles i Polinik129, synowie nieszczęśliwego króla, każdy w nadziei, że to jemu dostanie się królestwo, kiedy Edypa nie będzie już w Tebach, zmusili go do opuszczenia kraju. Dali mu do rąk kij żebraczy i zatrzasnęli za nim bramy zamku królewskiego. Edyp miał dwie córki: Antygonę i Ismenę. Starsza z nich, Antygona, poświęciła się na usługi ojcu; prowadząc i pielęgnując ociemniałego starca, dobrowolnie dzieliła jego wygnanie.

Edyp i Antygona udali się najpierw do Delf, a Pytia zapowiedziała nieszczęśliwemu koniec cierpień wówczas, gdy dostanie się do kraju, w którym znajdzie przytułek u Erynii. Po długiej tułaczce z wierną i ukochaną córką Edyp przybył do Attyki, do gaju poświęconego Eryniom. W ślad za Edypem zjawili się tam także Kreon i Polinik; wyrocznia bowiem kazała im przywołać z powrotem Edypa, jeżeli jeden z nich ma zostać królem. Lecz Edyp odtrącił ich i przeklął synów, niemających serca dla ojca, przepowiadając, że tylko tyle ziemi tebańskiej dostanie im się w udziale, ile im jej będzie potrzebne na grób. Gdy zaś Kreon i Polinik przemocą chcieli zabrać starca ze sobą, pojawił się król ateński Tezeusz i stanął w obronie nieszczęśliwego wygnańca.

Ostatnie chwile życia spędził więc Edyp w gaju Erynii, w towarzystwie Tezeusza oraz Antygony i Ismeny, która przybyła do ojca z Teb. Tutaj, jak sobie tłumaczył wyrocznię, czekał go grób. Pożegnawszy się czule z ukochanymi córkami, poszedł w głąb gaju, mając u boku tylko ateńskiego króla. Tak zaszli aż do miejsca, w którym otwierała się otchłań — według powszechnej wiary jedno z wejść do Hadesu. Tędy zstąpił Edyp do kraju ciemności i znalazł spokój, którego na ziemi nie zaznał.