55. Wyprawa Argonautów

Złote runo

Pewien król beocki132 miał dwoje dzieci, Fryksosa i Helle. Po śmierci ich matki pojął drugą małżonkę. Fryksos i Helle doznawali od macochy ciągłych przykrości, nastawała nawet na ich życie. Pewnej nocy ukazała się dzieciom zmarła matka i wyjawiła im, że niegodziwa macocha ma zamiar targnąć się niebawem na ich życie; dlatego też poleciła im jak najrychlej opuścić nieszczęsny dom. Przyprowadziła im też barana o szczerozłotym runie, który miał ich lądem i morzem zanieść w dalekie, bezpieczne kraje.

Fryksos i Helle, pożegnawszy się czule z dobrą matką, ze łzami w oczach dosiedli barana i wzniósłszy się na nim w powietrze, popędzili w dal. Tak przebywali lądy i morza, góry i rzeki. Kiedy jednak unosili się ponad cieśniną morską oddzielającą Europę od Azji, Helle ześliznęła się ze złotego barana i wpadła do morza. Bóg tego morza pojął ją za małżonkę, a cieśnina odtąd nazywa się Hellespontem133, tj. morzem Helli.

Fryksos podążył dalej sam i zatrzymał się dopiero w dalekiej krainie Kolchidzie134, na wschodnich kresach Morza Czarnego, gdzie doznał u króla gościnnego przyjęcia. Tam z barana złożył dziękczynną ofiarę Zeusowi, zaś jego runo135 powiesił w świętym gaju. Złotego runa strzegł odtąd groźny smok, a wieść o nim rozeszła się niebawem daleko po wszystkich krajach. (Ryc. 47, malowidło w Pompejach, przedstawia spadnięcie Helle w nurty Hellespontu.)

Jazon

Fryksos już nie żył, gdy w pewnym mieście Tesalii wstąpił na tron król Pelias. Panował zaś bezprawnie, gdyż pozbawił tronu własnego brata, a jego syna, Jazona, byłby nawet zabił, gdyby go w porę nie ocalono. Jazona oddano na wychowanie centaurowi Chironowi, który, jak to już wiemy, słynął jako nauczyciel znakomitych bohaterów.

Gdy Jazon dorósł i odpowiednio się wykształcił, postanowił zażądać od Peliasa tronu, który mu się prawnie należał. W drodze spotkał staruszkę, która prosiła go, aby ją przeniósł przez rzekę. Pod postacią staruszki ukrywała się bogini Hera, nieprzyjaciółka Peliasa. Gdy Jazon, spełniając prośbę staruszki, przenosił ją na drugi brzeg, zgubił w mule rzecznym sandał z jednej nogi i tylko w jednym sandale przybył do miasta, w którym panował stryj. Stanął na rynku w tej właśnie chwili, gdy Pelias, otoczony całą ludnością, składał uroczystą ofiarę. Oczy wszystkich zwróciły się na niezwykłej urody młodzieńca i sam Pelias spojrzał ciekawie na przybysza. Nie wiedział, kto to, lecz zmieszał się, zbladł i zadrżał. Spostrzegł bowiem u wędrowca sandał na jednej tylko nodze, a pamiętał dobrze, że wyrocznia kazała mu wystrzegać się człowieka, który przybędzie do niego o jednym sandale. Ukrywając zmieszanie, przyjął życzliwie Jazona, który wymienił mu swe imię i oświadczył, że wychował się u Chirona i przybywa przypomnieć sobie strony rodzinne.

Przez kilka dni Jazon zapoznawał się z krewnymi i powinowatymi, których miał bardzo wielu, a szóstego dnia poszedł w ich towarzystwie do Peliasa i zażądał od niego tylko władzy królewskiej, a wszystko inne, co stryj bezprawnie posiadł: trzody bydła i stada koni, pola i łąki, które zabrał bratu, chciał mu pozostawić. Pelias oświadczył mu, że wysłucha jego prośby, lecz w zamian żąda od niego innej przysługi.

— Od dawna — rzekł — trapią mnie przykre sny; ukazuje mi się nocą Fryksos i żąda, żebym przywiózł do Grecji jego ciało i złote runo z Kolchidy. Jestem stary, ale ty, w pełni sił młodzieńczych, zdołasz to uczynić. Jedź, okryj się sławą, przywieź zwłoki Fryksosa i runo, a oddam ci tron i berło ojcowskie.

Nie omylił się chytry Pelias, że dla młodzieńca wychowanego na bohatera sposobność uzyskania sławy będzie miała najpotężniejszy urok, że goniąc za nią, pozostawi stryjowi spokojne zasiadanie na tronie. Miał przy tym i tę nadzieję, że wyprawa się nie uda i Jazon nigdy z niej nie wróci. Istotnie Jazon zapomniał o teraźniejszości, o swoich prawach do tronu, o ohydnym postępowaniu Peliasa, i wszelką myśl skierował ku awanturniczemu przedsięwzięciu.

Argonauci i ich przygody w drodze do Kolchidy

Gdy po Grecji rozeszła się wieść, że Jazon wybiera się po złote runo, zebrało się około pięćdziesięciu bohaterów, aby wziąć udział w wyprawie. Budowniczy Argos przy pomocy bogini Ateny wybudował okręt z drewna nieulegającego butwieniu. Użyto do tej budowy także jednej deski z dębu z Dodony, która miała właściwość wróżenia przyszłości. Okręt, od imienia budowniczego nazwany „Argo”, był nadzwyczaj lekki i można go było przenosić lądem. Kiedy już wszystko było gotowe, bohaterowie zajęli miejsca. Byli tam między innymi: Herakles, Peleus, ojciec Achillesa, Telamon i Ojleus, ojcowie obu Ajasów, nierozłączni bliźniacy Kastor i Polluks, Meleager, Orfeusz, zawołany śpiewak, Tezeusz i Pejritoos i wielu innych. W rękach Jazona spoczywało naczelne dowództwo. Argonauci — to znaczy płynący statkiem Argo — odbili od brzegu przy dźwiękach lutni Orfeusza. Nie udali się jednak wprost do Kolchidy, lecz zatrzymywali się nieraz po drodze, bądź z potrzeby, bądź dla rozrywki, i doświadczyli wielu niebezpiecznych przygód.

Zaraz na początku odwiedzili sędziwego Chirona, który z niemałym zadowoleniem ujrzał aż tylu swych dzielnych wychowanków, zjednoczonych dla osiągnięcia chwalebnego celu.

Na wyspie Lemnos mieszkańcy ofiarowali Jazonowi berło królewskie i starali się zatrzymać Argonautów, obiecując im życie pełne wygód i przyjemności, ale nieustraszeni bohaterowie nie zgodzili się na to i popłynęli dalej. Na innej znów wyspie136, po minięciu Hellespontu, stoczyli walkę z olbrzymami o sześciu ramionach, za to gościnnie przyjęli ich spokojni mieszkańcy. Później ciemną nocą burza zagnała ich ponownie na tę samą wyspę. Sądząc, że są w innym kraju, rozpoczęli walkę z mieszkańcami i dopiero o brzasku dnia zaniechali jej, spostrzegłszy, że walczą z przyjaciółmi. Opłakiwali teraz wspólnie straszne skutki nieszczęsnej pomyłki.

W dalszej drodze odłączył się od nich Herakles. Jego wychowanek, który towarzyszył mu w wyprawie, opuścił okręt, aby z krynicy zaczerpnąć wody dla swego opiekuna. Nachylił się jednak za bardzo nad głębiną, wpadł do niej i utonął. Herakles, który nawet wtedy gdy wszyscy towarzysze oddalili się od okrętu, pilnował go i nie opuszczał ani na chwilę, poszedł zobaczyć, co się dzieje z młodzieńcem, który nie wracał z wodą. Tymczasem Argonauci powrócili, Argo odbiła od brzegu, i dopiero znacznie później spostrzeżono, że nie ma Heraklesa.

Król dzikiego narodu, do którego przybyli z kolei, lżył i wyzywał Argonautów i zażądał, aby się zmierzyli z nim w walce na pięści. Słynął on wszędzie jako niepokonany w tym rodzaju walki i na tysiące liczył zwyciężonych przez siebie zawodników. Wówczas Polluks, porzuciwszy wiosło, na którym spoczywały jego dłonie — bohaterowie bowiem wiosłowali sami — wyszedł na ląd i stanął naprzeciw króla. Barbarzyńca raz za razem z niepohamowaną gwałtownością uderzał na Polluksa, ale ten zręcznie uchylał się przed jego uderzeniami. I tak czas mijał, a oni bądź odpoczywali znużeni, bądź znowu odnawiali zmagania. Wreszcie po długiej walce barbarzyńca zamierzył się na czoło Polluksa, lecz chybił i trafił go w ramię. Polluks uderzył go teraz z całą siłą w skroń i rozbił mu czaszkę. Mieszkańców, którzy chcieli pomścić śmierć króla, Argonauci pokonali po krótkiej walce. Przy uczcie, do której zasiedli po zwycięstwie, Orfeusz opiewał sławę Polluksa.

Następnie bohaterowie przybili do dalszych wybrzeży Azji Mniejszej. Tutaj pędził smutny żywot król Fineus. Za to, że w niewłaściwy sposób używał władzy wróżenia, daru Apollina, bóg ten zesłał na starca bardzo dotkliwe kary. Nie tylko bowiem pozbawił Fineusa wzroku, lecz prześladował go jeszcze nieustannie w inny sposób. Ilekroć zastawiano przed królem jakąś potrawę, w tej samej chwili pojawiały się obrzydliwe harpie, duże ptaki o kobiecych głowach, i pożerały lub plugawiły jedzenie, tak że niepodobna było przezwyciężyć wstrętu i tknąć potraw. Toteż pożałowania godny Fineus wychudł jak szczapa i spodziewał się lada chwila śmierci głodowej. Mało już było nadziei, aby jego los się poprawił, przez długi bowiem czas daremnie oczekiwał spełnienia wyroczni, że przybędą synowie Boreasza i uwolnią go od tej plagi.

Wynędzniały, ociemniały starzec, skóra tylko i kości, stał na brzegu wsparty na kiju i trzęsąc się z osłabienia, wyczekiwał przybycia okrętu, który by mu przyniósł zapowiedziane zbawienie. Gdy otoczyli go Argonauci, zawołał:

— Jam wasz, jam Grek, wybawcie mnie! Czy nie ma między wami synów Boreasza, których najstarsza siostra była moją żoną?

Ledwie wypowiedział słowa te, rzucili mu się na szyję dwaj synowie Boreasza, którzy brali udział w wyprawie. Dowiedziawszy się o jego nieszczęściu, postawili przed nim strawę. Natychmiast powietrze zaszumiało od lotu ptaków i zobaczono harpie, które z przeraźliwym hałasem rzuciły się na potrawy. Nie dały spłoszyć się krzykiem zgromadzonych bohaterów, uleciały dopiero wówczas, kiedy ostatni kęs chleba został pożarty, i pozostawiły po sobie wstrętną woń. Za nimi puścili się w pogoń skrzydlaci synowie Boreasza. Harpie pędziły jak wiatr, dogonili je jednak i już mieli je zabić, gdy wtem zjawiła się niespodzianie bogini Iryda, która zabroniła im to czynić i przysięgła na Styks, że obrzydliwe ptaki już nie będą dręczyły Fineusa. Tego tylko pragnęli synowie Boreasza. Powrócili do Fineusa, który zasiadł z Argonautami do wspólnego stołu i po długich latach po raz pierwszy spożywał w spokoju czyste i smaczne potrawy. Na pożegnanie Fineus przepowiedział Argonautom przyszłość i udzielił im mądrych rad.

Dalej Argonauci musieli przepływać pomiędzy Symplegadami. Były to dwie skały ogromnej długości, które nieustannie odsuwały się, to znów zbliżały do siebie. Ruch ten zaś odbywał się tak szybko, że gołąb, który raz chciał pomiędzy nimi przelecieć, cudem tylko uniknął śmierci: zbliżające się ku sobie skały przymknęły mu piórka ogona. Mimo to bohaterowie odważyli się na przepłynięcie, lecz tylko bezpośrednia pomoc bogini Ateny uchroniła okręt od zmiażdżenia. Inna wieść niesie, że gdy Orfeusz zaśpiewał, skały rozstąpiły się i odtąd nieruchome, utkwiły w dnie morza.

Na tym nie skończyły się przygody Argonautów. Zanim dojechali do ziemi kolchidzkiej, zmarł ich dzielny sternik; potem musieli walczyć z takimi samymi ptakami stymfalijskimi, jak niegdyś Herakles. Na samotnej wyspie wreszcie spotkali synów Fryksosa, którzy usilnie ich przestrzegali, aby zaniechali swojego zamiaru i nie narażali się na niechybną utratę życia. Nareszcie zobaczyli szczyty Kaukazu i ujrzeli orła, dręczyciela Prometeusza, jak rozpościerając skrzydła w obłokach, szybował ku skale, do której był przykuty męczennik. Przyśpieszyli żeglugę i w ciągu tej samej nocy dopłynęli do Kolchidy i zarzucili kotwicę.

Jazon zdobywa złote runo

Po krótkim wypoczynku Jazon udał się do pałacu władcy Kolchidy, Ajetesa. Kiedy król dowiedział się o zamiarze przybyszów, zawrzał strasznym gniewem, ostatecznie jednak zgodził się na ich żądanie i przyrzekł wydać złote runo, lecz postawił im nadzwyczaj ciężkie warunki. Najpierw, rzekł, Jazon zaprzęgnie parę dzikich, ziejących ogniem byków do pługa i zaorze rolę; po drugie zasieje bruzdy smoczymi zębami i zwalczy uzbrojonych olbrzymów, którzy wyrosną z tego nasienia (por. mit o Kadmosie); po trzecie pokona smoka, który dniem i nocą czuwając, strzeże runa zawieszonego w świętym gaju. Ajetes był pewny, że Jazon nie podoła tylu trudnościom, ale bohater odpowiedział, że weźmie się do dzieła i dokona go, choćby mu życiem przyszło przypłacić.

Tymczasem, jak niegdyś Tezeuszowi Ariadna, tak teraz Jazonowi, za sprawą bogini Hery, przyrzekła pomoc królewna kolchidzka Medea. Słynęła ona z nadzwyczajnej biegłości w czarach i obiecała wybawić Jazona z groźnego niebezpieczeństwa, on zaś przysiągł, że zabierze ją ze sobą do Grecji i poślubi.

Nadszedł wreszcie czas próby. Ajetes, który sam władał sztuką czarodziejską, wypuścił na Jazona ogniem ziejące byki. Wszyscy byli pewni, że żar buchający z ich nozdrzy zabije greckiego bohatera, lecz maść, którą Medea kazała natrzeć się Jazonowi, uczyniła go wytrzymałym na ogień. Podszedł spokojnie do byków, zaprzągł je do pługa, zorał nimi rolę i posiał smocze zęby. Niedługo trwało, a wyskoczyła z ziemi zgraja olbrzymich rycerzy w pełnej zbroi, którzy wywijając włóczniami i mieczami, otoczyli Jazona. Nieprzestraszony Jazon rzucił pomiędzy nich czarowny kamień, również dar Medei. Teraz wojownicy zamiast uderzyć wspólnie na Jazona, wszczęli walkę między sobą i pozabijali się nawzajem.

Grecy z niemałym zdumieniem przypatrywali się osobliwemu widokowi, radując się z niespodziewanego powodzenia swego wodza. Pozostawała jeszcze walka ze smokiem, ale i na nią Medea znalazła radę. Czarami uśpiła krwiożerczego potwora, a Jazon zabrał lśniące jak słońce złote runo, cel swych marzeń i tylu starań.

Grecy pośpieszyli czym prędzej na okręt, a z nimi Medea i jej braciszek Apsyrtos. Nie odpłynęli jeszcze daleko, kiedy ujrzeli w pogoni za sobą mnóstwo łodzi kolchidzkich, na jednej zaś z nich samego Ajetesa, który miotany wściekłością wydawał rozkazy i zagrzewał poddanych do ścigania Greków. Raz jeszcze Medea ocaliła Jazona, lecz w sposób straszny, okrutny: zabiła własnego brata i jego ciało po kawałku rzucała do morza, aby ojca, zbierającego skrzętnie śmiertelne szczątki drogiego dziecka, powstrzymać od dalszej pogoni. Czyn dzikiej Kolchidki nawet w sercach Argonautów, których ocalenie miał przecież na celu, obudził wstręt i grozę; z wielu też oznak widać było, że bogowie srogo pomszczą tę zbrodnię Medei.

Nieniepokojony przez Ajetesa, płynął teraz okręt spokojnie dalej, lecz Argonautów czekało jeszcze wiele przygód, zanim po tułaczce powrócili do ojczyzny. Pominiemy opis tych przygód i opowiemy, co działo się dalej, po powrocie Argonautów, w mieście rodzinnym Jazona.

Medea

Ojciec Jazona był wtedy już tak stary i osłabiony, że ledwie się trzymał na nogach. Jazon więc prosił Medeę, żeby odmłodziła staruszka. Modliła się przez dziewięć dni i dziewięć nocy do bóstw piekielnych, uganiała się w powietrzu na swym wozie ciągniętym przez parę smoków i wszędzie szukała potrzebnych ziół. Wreszcie, gdy czary były już należycie przygotowane, przystąpiła do dzieła i starzec odzyskał z powrotem młodość i siłę na długie jeszcze lata.

Córki Peliasa, który również był już w podeszłym wieku, dowiedziawszy się o tym cudzie, zaczęły nalegać na Medeę, żeby i ich ojcu wyświadczyła to samo dobrodziejstwo. Medea pozornie zgodziła się na tę myśl i kazała im w nocy uciąć szyję śpiącemu Peliasowi, obiecując, że wleje w ciało czarowną siłę młodości. Córki wzdragały się na taką radę, lecz w końcu uwierzyły Medei i uczyniły, jak poleciła. Medea zaś tylko czekała tej chwili. Z pochodnią w ręku pobiegła na wieżę zamku, a na ten umówiony znak Jazon, oblegający już od dawna zamek, przypuścił szturm i zajął go z łatwością.

Według innego podania córki Peliasa z rozkazu Medei pokroiły jego ciało na drobne kawałki i czekały, aż czarownica ugotuje je w garnku i tym sposobem odmłodzi ojca. Za późno niestety spostrzegły, jak niemiłosiernie oszukała je przewrotna Kolchidka.

Smutny był koniec Jazona. Nie uzyskał tronu, musiał nawet opuścić strony rodzinne i przenieść się do Koryntu. Po dziewięciu latach pobytu w tym mieście zerwał śluby z Medeą, odepchnął ją i zamierzał zawrzeć nowy związek małżeński z Kreuzą137, córką króla korynckiego. Niewdzięczny mimo uszu puszczał wyrzuty Medei, która przypominała mu, jak dla niego opuściła ojczyznę, rodziców i krewnych, jak nie wahała się poświęcić własnego brata, żeby go ocalić, jak bez jej pomocy byłby dawno zginął. Zaklęcia Medei przebrzmiały bez skutku. Król Koryntu, który również życzył sobie zaślubin córki z Jazonem, rozkazał Medei, aby opuściła jego kraj na zawsze.

W dniu ślubu panna młoda otrzymała prześliczną złocistą szatę — był to dar Medei. Kreuza, uradowana nad wyraz mieniącą się w promieniach słońca szatą, wdziała ją czym prędzej, nie spodziewając się niestety, że dozna losu podobnego jak niegdyś Herakles. Straszny żar zaczął palić jej członki, nic nie zdołało go ugasić i królewna zginęła w najstraszniejszych męczarniach. Z bezsilną rozpaczą patrzył Jazon na katusze138 oblubienicy, potem zerwał się, aby pomścić jej śmierć na Medei.

Wracając do siebie, spostrzegł Medeę, jak unosiła się w obłokach na smoczym rydwanie, daleka od wszelkich pocisków zemsty ludzkiej. Najboleśniejsza jednak niespodzianka czekała Jazona, kiedy wszedł w progi domu: swoje ukochane dzieci zastał — martwe. Odchodząc, zamordowała je własna matka. Na ten widok Jazon porwał miecz i przebił nim swą pierś, kończąc własną ręką nieszczęsny i bezcelowy żywot.

Inne podanie opiewa, że Jazon, dręczony wyrzutami sumienia, błąkał się po świecie, nie zaznawszy już żadnej szczęśliwej chwili w życiu. Gdy pewnego dnia odpoczywał na Istmie Korynckim w cieniu okrętu Argo, okręt rozsypał się i pogrzebał bohatera pod spróchniałymi belkami.

Ryc. 48 to płaskorzeźba w willi Albani w Rzymie: Atena pomaga Argonautom przy budowie ich okrętu. Losy Medei były ulubionym przedmiotem sztuki malarskiej i rzeźbiarskiej. Ryc. 49, malowidło w Herkulanum, przedstawiające Medeę w groźnym rozdrażnieniu, przed dokonaniem zabójstwa dzieci, jest kopią jednego z najbardziej cenionych obrazów starożytności.