X. Charakterystyka mitologii litewskiej
Każda próba systematyzowania bóstw litewskich wychodzi z faktu, że Litwin nie znał ani świątyń, ani posągów; że nie urabiał własną ręką żadnych kształtów boskich i nie wznosił nad nimi osobnych gmachów. Domy święte, w których kapłani-ofiarnicy mieszkali; wieże, w jakich ogień święty nieustannie gorzał; narzędzia, jakimi niewidzialne bóstwa na ludzi i przyrodę widomie działały (np. owe młoty piorunowe); drzewa lub kamienie, pod którymi lub na których one przyjmowały ofiary; amulety wreszcie i resztki ofiar, kości, obdarzone cząstką siły boskiej — wszystko to razem nie zastąpi jeszcze ani świątyń ani posągów. I nie przekazała nam cała bogata tradycja ani jednego szczegółu świadczącego o przyjmowaniu kształtów czy rysów ludzkich przez bóstwa; nie ma nawet takich szczegółów, jak np. u Liwów, upatrujących w wyciętej na drzewie przez jakiegoś Niemca twarzy ludzkiej bóstwo niemieckie, więc wrogie Liwom, zdejmujących je z drzewa i posyłających wodą Dźwiny za odpływającymi Niemcami.
Przybierały wprawdzie i bóstwa litewskie postaci zwierzęce lub ludzkie; kryły się nawet stale, szczególniej pod kształtem wilków i niedźwiedzi po lasach, a wężów po domach i robaków po polach; lecz stale, zwykłemu oku niewidome, żyły na niebie, w świętym gaju lub w świętej wodzie i w ziemi lub skale; brały udział w ofiarach, wchłaniały dym tłuszczu, parę odlanego napoju, grzały się u ogni; same ofiary spożywali zaś śmiertelni, gdyż czynność, jaką np. na niebie lub pod ziemią wywołać miano, musiano wpierw na ziemi wzorować. Więc jeżeli Żmudzin podczas burzy obchodził z odkrytą głową i z połciem na plecach zagrodę, mówiąc przy tym: „Perkunie bożeńku, nie strzelaj we mnie, proszę cię, boże, rzucę ci połeć”, a potem sam ten połeć zjadał, to komizm w tym, jakąś niekonsekwencję, odczuwał tylko chrześcijanin.
Że bogowie przeważnie w gaju, w drzewach, mieszkali, było przekonaniem ogólnym; gdy gaje święte, widomy znak bóstw, niewidomych dla tłumu, wyrąbywano, zawodzili poganie, „że odebrano im dom boży, w którym zwykli byli błagać pomocy bożej, skąd deszcze i pogodę otrzymywali, że nie wiedzą, gdzie szukać boga, któremu siedzibę odebrano”. Taki gaj cały za święty uchodził; szczególniej świętymi były i pojedyncze w nim drzewa, odznaczające się np. wiekiem i wielkością, lub jakiekolwiek inne poza gajami, o których nieraz tylko ofiarujący wiedział; przynajmniej czeladź pod Dyneburgiem nie znała drzewa, jakiemu ich gospodarze ofiary składali. Lecz nie mieszkało bóstwo pod samą korą drzewa; gdy rozżalony Żmudzin, że przez tyle lat kury i jaja na próżno drzewu znosił, Laskowskiego pytał, czy je w odwet obłupić może, chciał tylko drzewo zelżyć, nie bóstwo spod kory wypłoszyć: nie godziło się przecież ofiarnego drzewa lub kamienia i dotykać. Obecność bóstwa w lasach i gajach zdradzał szum drzew, gwar leśny; trzask gałęzi, wycie zwierza. Bóstwo polne, zboża i urodzaju, mieszkało znowu na łanach, użyczając żyzności; gdy nadchodziły żniwa, należało je więc przebłagać za ogołocenie niwy, podziękować za hojne zbiory i na rok przyszły łaskę zaskarbić; przy owym dożynkowym obchodzie splatali Prusowie (z ostatnich snopów czy kłosów?) nieznane nam kształty zwierzęce, czy ludzkie; zwąc je Kurkiem68, czcili je jak bóstwo. — Porównajmy także kult młotów gromowych u Litwinów.
Jakież były to bóstwa, co po lasach itd. mieszkały?
Spisy łotewskie i żmudzkie wielkich bóstw, prócz Perkuna, nie wymieniają, lecz z tego nie wynika bynajmniej, by ich i pierwotnie nie było. Chrześcijaństwo obalało bowiem za pierwszym zamachem wszelki kult bóstw wielkich, wszelki kult publiczny, wszelkie kapłaństwo i „świątynie”, chociaż do kultu domowego, prywatnego, nieraz ledwie po wiekach się dobierało; żmudzki czy łotewski chrześcijanin i po wiekach jeszcze zawsze czcił węża domowego, miał ogień w największym poszanowaniu, zrzucał pierwociny potraw i napojów na święte kamienie, pytał z największą wiarą wróżka czy znachora o zgubę rzeczy, powodzenie i zdrowie, chociaż o wielkich bóstwach ziemi i nieba dawno zapomniał — zresztą pamięć o nich nigdy do niego, lecz tylko do kapłanów należała, z nimi też zaraz ginęła. Gmin pogański o „religii” swej mało co wiedział; mity i kulty przechowywali kapłani między sobą. Tak tłumaczy się owa naiwność Żmudzina, pytającego, czy ksiądz Wężyk był przy stworzeniu świata, że o nim opowiadać umie; albo owego Łotysza, pytającego, gdzież dusza jego ojca, jakżeż on ożyje, skoro go wilki pożarły. W najdawniejszym dokumencie, u świeżo nawróconych Prusów, wymieniono np. tylko jedno bóstwo, którego kult z dożynkami był spleciony, dla tego też łatwo wykorzenić się nie dał; kult publiczny innych wielkich bogów widocznie już upadł, nie istniał więcej; chrześcijaństwo już się z nim nie liczyło, skoro zabrakło jego kapłanów.
Mimo to, zaprzeczyć się nie da, że mitologia litewska dążyła rzeczywiście do przerodzenia wszelkich bóstw w bóstwa „wydziałowe”, specjalne. Najkonsekwentniej stosowali Łotysze wszelkie czynniki fizyczne do żeńskich postaci „matek”, może pod wpływem fińskim; lecz i u nich istniały bóstwa innego rodzaju, męskie, np. ów cerokl lub dekla, łajma; i możemy przypuścić, że owe „matki” dróg, wód, krów itd. były wytworem późniejszym, degeneracją bóstw. U Żmudzinów bowiem już nie ma wcale tej jednostajności; nazwy męskie i żeńskie stale się zmieniają, nazwy po większej części przejrzyste, o ile ich nieudolność pisarska nie wykoszlawiła; lecz sam sposób tworzenia wielu tych nazw, np. za pomocą przyrostków -czius i -icza, przejętymi dopiero z języków słowiańskich, dowodzi, że i takie nazwy starymi być nie mogą. I rzeczywiście, cofając się do Prus i Litwy, spostrzegamy, że najdawniejsze nazwy boskie ani wedle jednej, stałej normy urobionymi, ani też przejrzystymi, zrozumiałymi nie były; pruski kurk i natrimp, litewski andaj i in., analizie językowej wcale się nie poddają. Lecz i między nimi były już bóstwa „wydziałowe” z przejrzystymi zupełnie nazwami: medein „drzewny” (bóg) i żwerina „zwierzęca” zdradzają jawnie przezwane bóstwa od samej funkcji, a co za tym idzie, brak mitów i opowiadań o nich i przedstawianie ich sobie co najwyżej w postaci jakichś leśnych potworów — olbrzymów lub raczej wilka i „suki”. Medein i żwerine, nazwy wieku XIII, są utworzone za pomocą przyrostka -inis od nazwy drzewa (medis) i zwierza (żweris), tak samo jak u Stryjkowskiego w XVI wieku bóstwo upinis tj. rzeczne (upe: rzeka), krumine roślina (krumos: krzak), swiecpunstynis (? bóstwo drobiu); u Laskowskiego eżerinis jeziorny (eżeras: jezioro). Inne nazwy bóstw składają się z rzeczownika w przypadku drugim i diewos, więc kelu diewos (bóg drogi), seimi diewos (bóg semji, tj. czeladzi), gulbi diewos (bóg pomocy); u Laskowskiego diewos domyślać się trzeba, np. audros (fali tj. bóg), eraicziu (jagniąt bóg); słowo diewos zastępują i patis, pati (pan i pani) lub sargas (stróż). Że o takich bóstwach, najprostszych personifikacjach, mity nie istniały, łatwo przypuszczać.
Pozostaje więc Perkun. I jego wymienia dopiero źródło trzynastego wieku. Lecz przerażał on wyobraźnię litewską już co najmniej tysiąc lat wcześniej. Dowodzą zaś tego narzecza fińskie, które od Estów i właściwych Finów aż do dalekiej Mordwy na wschodzie to imię litewskie przyjęły; estońskie i fińskie pergel, perkele dziś piekło oznaczają (od nich wzięli Lapończycy swego perkal — diabla), a Mordwińczykowi jeszcze dziś purginepac, pan gromu, na ziemię dla miłostek schodzi, niby Zeus do Semeli — chociaż wyłączonym nie jest, że kult Perkuna, tym bardziej zaś ruskiego Peruna, od Gotów i Skandii mógł się szerzyć. W każdym razie najstarszy to bóg, z imieniem przejrzystym, bo oznaczającym sam piorun, lecz nie ściśle „wydziałowy”, bo nieograniczony do samego gromu, pan nieba i słońca, i wszelkiej pogody.
Bóstwa litewskie dzieliły się — na to zgadza się kilka relacji — na niebieskie i ziemskie. O niebieskich, prócz Perkuna, milczą niemal zupełnie źródła nasze, zwrócone wyłącznie ku ziemi. Na niej istniała (czy i na niebie?) cała hierarchia bóstw, męskich i żeńskich; rej wodzili „pan ziemi” i pani, żemina; pod tymi stali „panowie domowi”, „stróże pól” i bogowie zbóż, bogowie leśni i zwierzęcy, bogowie wód itd. obok nich bogini losu, przeznaczenia, Łajma, jedna, dwie lub trzy siostry? Ciągłemu dalszemu rozgałęzianiu i rozdrabnianiu tych bóstw nie przeszkadzały żadne ściśle ustalone funkcje bóstw większych; przejrzystość ich nazw i bezkształtność ich samych pobudzały formalnie do tworzenia, w razie potrzeby lub tylko sposobności, na ich podobieństwo, coraz nowych bóstw, bóstw pszczół, mchów, koni, krów, owiec, prosiąt, brzóz itd., w końcu i takich, co by się krzyżami u grobów chrześcijańskich opiekowały. Osobne, bardzo wybitne miejsce zajmował zawsze ogień, pośrednik między niebem a ziemią, wznoszący się ofiarą do nieba i spuszczający się z niego gromem na ziemię, biesiada dla bogów, ogrzewających skrzepłe członki, i sam bóg, wymagający ofiar i dozoru, aby nie zniszczył chaty czy plonów, pożerający ciała przodków na stosie i ciała jeńców ofiarnych. Kult ognia, zrozumiały aż nadto w kraju północnym, śród lasów, mroków i mrozów, tak dalece Litwę charakteryzował, że ją jeszcze w czternastym wieku krajem „czcicieli ognia” (pyrsolatron, w listach patriarchy wschodniego) nazywano; niebezpieczeństwo pożaru przy suszeniu zboża i otwartym ognisku sprawiało, że jeszcze w XVI stuleciu Żmudzin Gabię-Agatę (por. słowa Łasickiego: ogień Agacie niby Weście poruczony w opiekę) kilkakrotnie wzywał, jako Matergabię, przy pieczeniu chleba — Pelengabię (Gabię ogniska świecącego), a szczególniej w suszarni, prosząc ją: „bożyczko Gabia, wznoś parę, spuszczaj iskry”, osobno jeszcze do Tratitas kibirksztu tj. gasiciela iskier, się zwracając. Nazwa świętej Gabii i po dziś dzień się przechowała; w Wornianach mówią i dziś jeszcze: „święta Agato ze świętą Gabietą wybawcie mnie od ognia” (Wolter I, 136); polskie i ruskie brzmienie nazwy tu więc połączono: na Żmudzi mawiała gospodyni, zagarniając wieczorem żar w popiele: szwenta gabeta, giwenksu mumis linksmaj, tj. „święta Agato, żyj z nami wesoło!” (porównaj, co Żmudzin z Gabenem itd. uczynił).
I zaroiło się od bóstw około Litwina; losami jego kierowali niebiescy bogowie (i Łajmy?), których wolę zbadać (wyroczniami) i nakłonić (ofiarami) należało, od kolebki do grobu, w pochodzie wojennym czy w przymierzu ugodowym; potrzebami zaś codziennego życia, otaczającymi przedmiotami ze wszystkich działów przyrody, opiekowały się bóstwa ziemskie, w niezliczonej zgrai, 30 000, jeśli by Hezjoda liczbę na nich przenieść można. I spoufalił się Litwin z tym mrowiem boskim, przybierającym nawet kształty owadów, robaków i gadów, pełzającym około ogniska, bydła domowego, i na polu, mściwym tylko, jeśli drażnione lub despektowane. Zdziwieni chrześcijanie zaznaczali, że przesądny Litwin ubóstwiał wszystko aż do ropuchy i do mietliska, że nawet poszczególny ród, okolica, dom, własnych miewały bożków, wyłącznie im przynależnych. Tak przedstawia się pogaństwo litewskie przed samym swoim zanikiem, lecz przewaga mrowia boskiego pewnie z późniejszych datuje się czasów. Samo tak znaczące występowanie kultu Perkuna i ognia sprzeciwia się hipotezie Usenera, żeby te roje bóstw pierwotny podkład wierzeń litewskich stanowiły. I Litwin miewał niegdyś większych bogów, a ocalał z nich Perkun i dla funkcji, i dla przejrzystości nazwy — o innych zapomniano; z bogów wymienionych w wieku trzynastym, powtarzają się w trzysta lat później już tylko nazwy przejrzyste, specjalne. Że bóstwa „wydziałowe” przedstawiają dosyć wczesną fazę wierzeń mitycznych, o tym żaden mitolog-etnograf nigdy nie wątpił; lecz rozwój dalszy mógł się odbywać w dwojakim kierunku: albo dążąc do coraz ogólniejszych, wyższych koncepcji mitycznych, jak u Greków, Indów, Celtów, Germanów, Słowian; albo spuszczając się do coraz niższych, drobniejszych, jak u Italów i Litwinów; bóstwa indigitamentów i katalogu Laskowskiego nie są w naszych oczach pierwotniejsze, starsze, niż bóstwa Homera i Wed, przedstawiają nam tylko rozwój krańcowy w odwrotnym kierunku.
Lecz przedmiotem kultu litewskiego nie były wyłącznie bóstwa większe i mniejsze; duchy przodków, wznosząc się do nieba i spuszczając na ziemię, sprzęgały je niewidomym łańcuchem. Od właściwego kultu przodków można oddzielić wierzenia w życie zagrobowe; łączą się one zwykle z przedstawieniami miejsc zaziemskich, do których odbywa się podróż napowietrzną, jak u Prusów, lub wodną, jak u Łotyszów; w piosenkach litewskich nieraz mowa o głównej ich wodzie, Dźwinie — Daugawie, zaciemnionej od roju duszyczek, a zagadka o czółnie brzmi dziś jeszcze: „żywym będąc, zieloną koronę nosi, umarłym — drogą duszyczkę”. Lecz pobyt na dalekim zachodzie, za drogą słoneczną, albo nie ogarnia wszystkich dusz — inne zostają tu na ziemi, jako zwierzęta lub bóstwa opiekuńcze — albo nie wyłącza ich powrotu na ziemię, przynajmniej chwilowego, gdy po zbiorach, w czasie iłgów, „długich” świąt, żywi ich wzywają, karmią, poją i myją, a potem odsyłają na powrót, skąd przyszli. Bogów wzywa się przy każdej sposobności, przed rozpoczęciem każdej czynności; welów, duchów, w pewnych (dorocznych) odstępach, aby zabezpieczali doroczny bieg zajęć, od jesieni do jesieni, aby wpływem swoim nie krzyżowali wysiłków ludzkich i opieki boskiej. Życiu i powodzeniu zagraża przecież tyle niebezpieczeństw, że i największa liczba opiekunów zbyteczną nie będzie.
Opiekę bogów i welów okupuje się ofiarami, stałymi i nadzwyczajnymi, większymi i mniejszymi, złożonymi z napojów i pokarmów; najskuteczniej podrażnia sama woń palonego tłuszczu i sam widok krwi surowej zmysły boskie, choć i w zwierzęcej postaci porywają, co się im znosi. Ofiary bywały najrozmaitsze, wielkie, składkowe, w imię całego rodu czy gminy, z całkowitych bydląt pewnego rodzaju i maści, hojniejsze przy hojniejszych zbiorach czy łupach, nawet z nieprzyjaciół — jeńców, których mściwe bóstwo w ręce swych sług wydało; mniejsze, gdzie, zamiast bydlęcia, ciasta w kształcie np. wieprzka, lub para kur czy jaj starczyły. Odmieniały się i obrzędy: przy jednych ofiarach, np. wiosennych o urodzaje, zabierano resztki, kości, rogi itd. i zatykano po domostwach (dla urodzaju, dla zabezpieczenia od chorób lub czarów); przy drugich, np. dla bogów domowych, nic po ofierze nie zostawiano, nawet wodę z misek omytych trawił ogień; przy jednych brano udział gromadnie, przy drugich nikt obcy, nienależący do rodziny, zjawiać się nie śmiał, albo musiał się okupywać (zwyczajem i dziś zachowanym, np. przy chrzcinach); jedne składali mężczyźni u dębów, drugie u lip kobiety; jedne trwały przez dni kilka i nikt się z nich wymawiać nie mógł, drugie nie wymagały nakładu ni czasu. Przy jednych ofiarach wróżono, przy drugich nie; były błagalne i dziękczynne za urodzaje, za przypłodek, za łupy wojenne, z których część szła do domów świętych, dla kapłanów. Spólne były ofiarom pewne modlitwy czy słowa i to, że przed kapłanem lub gospodarzem nikt z potraw, czy napojów kosztować nie śmiał; oni wydzielali pierwsze cząstki bogom, rzucając je w ogień, po węgłach lub spożywając sami, po czym dopiero inni udział w uczcie czy potrawie brali. Miejsca ofiar były ustalone: dla gmin, rodów, jednostek, w świętych gajach, nad ruczajami, przy ognisku; dla bogów istniały i osobne naczynia, w których tłuszcz, krew itd. palono; nawet sposób zabijania ofiarnych zwierząt (kur itd.) bywał odmienny, wskazujący nieraz na czasy bardzo odległe (zatłukiwanie). Obecnych przy ofiarach skrapiano, każdy z nich do stosu drew przykładał: tym uwydatniała się łączność i spólność ofiarujących.
Obraz ten wierzeń i obrzędów litewskich dopełnia nadzwyczajna ich przesądność, niedozwalająca i kroku stąpić bez poprzedniego zbadania wyroczni i losów, zdająca się wszędzie na wolę bogów i inteligencję wieszczka — kapłana, „wiedzącego”, „losującego”, „czarownika”; dalej wielożeństwo; ciałopalenie, przy czym mężom i panom towarzyszą żony i sługi (pod r. 1205 opowiada ksiądz Jan, więziony na Litwie, że w jednej wsi pięćdziesiąt kobiet się powiesiło dla śmierci mężów... nie żywe więc, lecz trupy ich gorzały na stosie mężowym); jak i u Polaków, i indziej pozostały długo w zwyczaju dary do trumny kładzione i palenie choć części ubrania, czy sprzętów nieboszczyka.
Z mitów, tj. opowiadań o bogach itp., zachował się tylko mit o młocie słonecznym i kowalu; tudzież mit (czy litewskiego początku?) o Sowim i ciałopaleniu; parę mitów o życiu zagrobowym; wreszcie mit o Golędach. Laskowski przechował bardzo zresztą wątpliwy mit o słońcu — Perkunie, obmywanym i odświeżanym ze znojnej drogi przez matkę; inny mit upatrują w słowach, jakimi u niego (gospodarz ofiarnik?) boginie „Luibegeldy” wzywał: „wy boginie przesłałyście do nas wszelkie nasiona zbóż w łupinie żołędzi”; lecz może Akielewicz ma słuszność, twierdząc, że to wiejska łamigłówka (o okręcie przewożącym zboża), nie mit o początku zbóż.
Oto zarys mitologii (religii) litewskiej, oparty na źródłach płynących obficie dla ostatnich lat półpogaństwa (1560–1630), skąpych dla właściwych czasów pogańskich. Wygórowanych nadziei nie usprawiedliwiliśmy; nie należy od mitologii litewskiej wyczekiwać objaśnień, jakich ona dostarczyć nie zdoła. Obok tego zawodu wypada jednak zaznaczyć, że posiadamy o niej pełniejsze i pewniejsze wiadomości niż o mitologii Słowian, Niemców (prócz Skandynawów) lub Celtów. Późne wystąpienie na widowni dziejowej i jeszcze późniejsze przyjęcie chrześcijaństwa sprawiły, że w świeżo wzbudzonych zajęciach starożytniczych i w sprawozdaniach misji jezuickich mógł paść jeszcze snopek światła na chylące się ku rychłej zatracie resztki pogaństwa. Uzbierać można było i w drugiej połowie szesnastego wieku pewnie więcej niż to, co nam przechowano: kanonik Stryjkowski np. po litewsku niewiele umiał, więc mimo najlepszej chęci i zrozumienia ważności rzeczy, zostawił tylko garść (i to wątpliwej wartości) szczegółów; świecki Laskowski znowu pochwytał przygodnie, bez głębszych i pilniejszych poszukiwań, rzeczy bardzo wielkiej i bardzo małej wagi, pomieszał wszystko, do gruntu nigdzie nie docierając. Lecz jeden dopełnia drugiego i umożliwia nam zestawienie jakiego takiego obrazu.
Wyróżnia się w nim przede wszystkim kult Perkuna, ognia i wężów: już te trzy szczegóły nadają religii litewskich plemion całkiem odrębny wygląd, niepowtarzający się ani u Słowian lub Niemców, ani u Finów. Inną znaczącą cechę przedstawia, w powolnym przetwarzaniu mitów, dążność do zatracania bóstw większych, starszych, indywidualnych; dążność do wprowadzania na ich miejsce bóstw drobnych a licznych, nowszych, na co już ich nazwy wskazują, bez określonych ściśle postaci, bez mitów; dążność, powiedzielibyśmy niemal, do zdemokratyzowania szeregów boskich, ponad którymi Perkun na niebie a Żempatis (Żeminink) na ziemi absolutnie rej wodzą, jak i pod wielkim „księdzem” litewskim wszelkie różnice stanu i rodu się zacierały: na hierarchii ziemskiej wzoruje się więc i niebieska. Ze starszymi bóstwami giną ich nazwy niezrozumiałe; Perkun utrzymuje się niezachwiany, choćby dla wyrazistości swej nazwy; na podobieństwo jego przybierają i inni bożkowie etykiety swych funkcji, stają się bogami lub panami, czy paniami, tego a tego, takimi a takimi, później „matkami” tylko; nawet i Perkunowi narzucają „matkę”, chociaż w innej funkcji niż łotewskie. I kult świętych gajów i rzek — wobec braku świątyń — zdaje się u Litwinów o wiele dalej rozwiniętym niż u Słowian np.; kult przodków, w gruncie tu i tam identyczny, przybrał u Litwinów kształty jeszcze wyrazistsze; kapłaństwo również silniej ufundowane było, jak i przesądnością, ciągłą zawisłością od wyroczni, od losów, Litwin Słowianina prześcigał, chociaż mimo to żadnej teokracji nie wytworzył. Nad całością swej wiary, jak i swego zwyczaju i języka, czuwał Litwin zazdrośniej niż Słowianin, opierał się wytrwalej wszelkim zmianom z zewnątrz, żywił jeszcze większą nieufność ku temu, co obce: nie przeszkadzało to jednak, by nie wsiąkały w jego wierzenia elementy fińskie, by nie wpływało wcześnie chrześcijaństwo, podsuwając kult i nazwiska świętych na miejsce pogańskich. Przełom zupełny nastąpił wreszcie, chociaż późno i powoli; dziś zachował Litwin i Łotysz charakter i język, ale zatracił dawnej wiary pojęcia prócz kilku mało znaczących nazwisk i zwyczajów, wspomnień dalekiej przeszłości.
Przypisy:
1. instrument narodowy muzyczny (...) został zapożyczony (...) — zasługa wykrycia i ustalenia litufińskich słów należy się znakomitemu lingwiście duńskiemu, p. W. Thomsenowi (w dziele Beröriager mellem de finske og de baltiske Sprog, Kopenhaga 1890); lecz że autor pominął, jak się zdaje, kilka ciekawych paralel, czy że ich nie dostrzegł, czy że im nie dowierzał, zebrany przez niego materiał da się miejscami i powiększyć, i inaczej oświetlić. [przypis redakcyjny]
2. może fantastycznej, ale mimo to trafnej charakterystyki u Stryjkowskiego, przypominającej żywcem charakterystykę Finów u Tacyta — dla porównania powtarzamy ów opis Tacyta, kończący tak efektownie jego Germanię: „U Finów nadzwyczajna jest dzikość i szpetne ubóstwo; nie mają oni broni, ani koni, ani zagród; zioła (jakaś myłka!) są ich pożywieniem, skóry odzieniem, ziemia łożem; jedyna ich ufność w strzałach, jakie dla braku żelaza kośćmi zaostrzają; spólne myślistwo żywi spólnie mężczyzn i kobiety, towarzyszące im i domagające się części połowu. I dla dzieci nie ma innego schowka, przed dzikim zwierzom czy przed słotą, chyba że je sploty gałęzi okryją: tu wraca młodzież, to przytułek i starców”. (Dalsze słowa charakteryzują zupełny brak potrzeb i życzeń wolnego od pracy i trosk Fina). [przypis redakcyjny]
3. darnem — dziś: darnią. [przypis edytorski]
4. miasto (daw.) — zamiast. [przypis edytorski]
5. szłyk (też: baszłyk) — czapka a. kaptur futrzany. [przypis edytorski]
6. Igyllioni — nazwa Igyllionów do najdziwaczniejszych wywodów służyła: odnajdowano pod nią Litwinów, a szczególniej Jaćwingów; niedawno zaś najznakomitszy znawca owych dawnych dziejów wskazał na Igilla, wodza Burgundów i Wandalów, jeńca Rzymian za Probusa, nazwanego niby od szczepu Igillów (chociaż, dodajemy, z tego bynajmniej jeszcze nie wynika, żeby i sami Igillowie mieli być germańskiego, lugiowandalskiego rodu; przecież i nazwa szczepu litewskiego Galindów pojawia się jako nazwa osobowa u Gotów w Hiszpanii częściej, a nikt z tego nie wnioskuje, żeby Galindowie sami byli szczepu gockiego). Nas uderzyło, że Igyllioni wymienieni są obok szczepów litewskich, w jednej z najpewniejszych informacji Ptolomeusza, więc wpadliśmy na domysł, czy nie szukać pod tą nazwą jakiegoś bliskiego fińskiemu szczepu: z litewskich nie nadaje się żaden. I rzeczywiście Łotwa zowie Estończyków Igaunami (od Uganii, Unganii, krainy, gdzie Juriew-Dorpat leży?); stąd polskie i ruskie Igowia, np. w Opisie poselstwa moskiewskiego, E. Pielgrzymowskiego 1601: „Z niemi (Szwedami) podwód z pięćdziesiąt Igoni (Estów) przybyło”; „accurrentibus Lotavis seu Igoviis”, czytamy u Cichockiego (Alloquia ossecensia 1615 r., s. 238); Stryjkowski (Kronika, s. 206) mylnie przerzuca Jaćwingów do Inflant, ku Nowogrodowi Wielkiemu, „których Igowiany zowią”. Gdyby nawet nasze przypuszczenie było zupełnie chybione, objaśniliśmy przynajmniej termin Igoni. Z innych nazw Ptolomeusza warto jeszcze jedną przytoczyć, Weltai, którą koniecznie wszyscy, od ks. Bohusza począwszy, do takich koryfeuszów, jak Zeuss i Muellenhoff, w Letwai przeobrażali, by z niej nazwę Litwy wycisnąć. Słusznie protestuje wymieniony wyżej badacz (akademik Kunik) przeciw takiemu gwałceniu tekstu greckiego. [przypis redakcyjny]
7. nazwisko Estiów — nazwę tę niemiecką dawniej wszyscy, dziś już tylko historycy, nawet i Kunik, tłumaczą jako oznaczającą ludzi wschodu (Ostu); uszczuplano ją następnie, w miarę jak pojawiały się szczegółowe nazwy Prusów, Kurów itd., i ograniczono w końcu do Estonii i Estów. Lecz sumienie filologa-germanisty nie dopuszcza takiego wykładu. Że wieki średnie tak rzecz pojmowały, nie dowodzi niczego; niezrozumiałą dla nich nazwę Aistiów (bo tak brzmi ona u Tacyta, nie Austiów, co by „wschodnich” rzeczywiście oznaczało) zastąpiły one mimowolnie inną, zrozumiałą, odpowiadającą położeniu geograficznemu, wiążącą się z nazwą Bałtyku (Ostsee). Zamiast bezbarwnej nazwy „ludzi wschodnich” (bo któż nie siedział na Wschód od Germanów? Byli i Słowianie, i inni) otrzymalibyśmy nazwę nadzwyczaj charakterystyczną, lecz oznaczenia jej dowiemy się niżej. [przypis redakcyjny]
8. wartoż — konstrukcja z partykułą -że, skróconą do -ż; znaczenie: czy warto. [przypis edytorski]
9. linksmina — noworoczniki przybierały i nazwę jak Linksmine i inne mitologiczne, up. Melitele (Odyńca). Znicz jeszcze w 1903 roku wypłynął na okładkach. [przypis redakcyjny]
10. jaćwiński — dziś: jaćwieski. [przypis edytorski]
11. miękciej — dziś tylko: bardziej miękko. [przypis edytorski]
12. Jaćwingom (...) od dzid (...) poszła nawet ich nazwa — przyrostek -ingas w litewskim tworzy przymioty od rzeczy, np. miltingas: mączny od miltai: mąka itd.; może więc ta nazwa od jetis włóczni urobiona. [przypis redakcyjny]
13. kilkanaście wsi noszących ich nazwisko — Jaćwierz, wieś w Słonimskim, w ustach litewskich zwie się Dajnawą; przypomina to ów ustęp w akcie donacyjnym Mindowga z r. 1259 o „Dajnowie, którą też Jaćwieżą zowią”. Nie wadzi przypomnieć, że Trojdenij uciekających do niego Prusów (nie Jaćwingów!) w r. 1276 w Grodzieńskim i Słonimskim osadził, lecz zabrali Słonimskim wsie książęta wołyńscy, „aby nam ziemi nie podsiadywali”. Nazwę Sudawów zachowała wieś Sudowskie (Sudawiszki) w Suwalskiej guberni; miała ją zachować i stara pieśń litewska. Czytelnik niech wybaczy odstępstwo od właściwego tematu, że się tą pieśnią tu zajmiemy, możemy wykazać bowiem rok i fakt, do którego się odnosi. Pieśń znamy w dwóch tekstach bardzo zbliżonych, brzmi ona w dosłownym przekładzie: Co ty, książątko, Sudajczu!/ Sudajczu, Sudajczuteli!/ Długoś spał?/ Gdyś spał snem,/ Wycięli wojowników (twoich)/ Rozsypali (twoje) nasypy (zamek)./ Czegóż ci, książątko,/ Więcej żal?/ (Czy zamku, czy wojowników?)/ Nie tak mi żal zamku,/ Jak mi żal wojowników./ Ja zamek (nasypy) zesypię,/ We dwa, we trzy lata;/ Lecz wojowników nie wywiodę/ Ani w dziesięć lat. W wariancie początkowe wiersze: „Kuninge Sudaicziu, Sudaicziu raicziu”, również zepsute. W marcu r. 1362 ruszył sam wielki mistrz, Winryk z Kniprode, na czele licznych hufców przeciw Kownu; w wielką sobotę zdobyto zamek, gdzie poległo trzy tysiące Litwinów. Wedle Stryjkowskiego (s. 443) zgorzało ich wtedy trzy tysiące, a Woidat, syn Kiejstutów, pojman z 36 panów przedniejszych. Na boku dodaje Stryjkowski: „i teraz Litwa śpiewa i Żmudź o księciu jednym Giedrockim, który w tym oblężeniu lamentliwie narzeka, mówiąc: »nie takci zamku żal, jako mężnych rycerzów i bojarów w ogniu gorejących«, a to xiążę gedrockie był hetman ich”. Rzeczywiście, w ustępie o ks. Giedroyciach (księga 9, rozdz. I, s. 354–356) powtarza to samo: (Litwini śpiewają) „także o Hurdzie Gynwitowicu, który miał bitwę z Krzyżakami pruskiemi, gdy Kowno zburzyli, gdzie w pieśniach litewskich płaczliwie narzeka: »Nie takci mi zamku żal jako mężnych rycerzów w ogniu gorających«”. Ten Hurda był ojcem Dowmonta, „a o Dowmoncie, iż był mąż wielkiej dzielności, i chłopstwo litewskie pospolicie śpiewa po litewsku: Doumantas Doumantas gedrotos kunigos łabos raitos ługuje” (tłumaczymy to: Dowmont, ks. Giedroyci, prosił o dobrą wyprawę; dalszy ciąg tej pieśni sławił może zwycięstwo jego na polu Kaulis nad rycerzami mieczowemi odniesione). Również z podania, a może i z pieśni ludowej, wziął Stryjkowski ów epizod o tymże Dowmoncie, wyzutym przez Witowta z wielkich dóbr ojczystych bez wszelkiej winy, jako on na owym polu Kaulis „uciosał sobie kół dębowy, wbiwszy go w ziemię, a kręcąc nim, mówił: »ty kole kręć się i ruszaj jako chcesz, jednak ci zgnić, a ziemia będzie ziemią wiecznie stała«” (przytykając Witowtowi). Oto resztki prawdziwych podań i pieśni historycznych litewskich, nie o Palemonach i Wajdewajtach! Właściwego brzmienia pierwszych wierszy owej pieśni lud dawno zapomniał, nie było w nich jednak i mowy o żadnych Sudowach, tylko o księciu Giedroyciu. [przypis redakcyjny]
14. Przewijają się w nich osnowy bliskie znaczeniem (...) itd. — z nazw tych tylko Witold (forma najmniej „historyczna”!) przyjęła się i u nas; u książąt mazowieckich było i dwu Trojdzienów, po księżniczce litewskiej Gaudemuncie, córce Trojdena. [przypis redakcyjny]
15. sudowski kąt na Samii — w kącie tym przetrwali Sudowie do XVI wieku. Tłumacz pruskiego katechizmu z r. 1545 zaręcza, że „Sudowie, chociaż mowa ich nieco grubsza (etwas nyderigen), wkładają się dobrze w pruszczyznę samijską tego katechizmu i rozumieją wszystkie słowa”. O ich ofiarowaniu kozła i o innych obrzędach, pogrzebowych i weselnych, pomówimy niżej. [przypis redakcyjny]
16. Golędowie — od Golędzina, niewolnika czy zbiega, nazwała się wioska, Ostrów pod samą Pragą nad Wisłą Gołęndzinów (Gołęndzinowski Ostrów wspomina Klonowic we Flisie). [przypis redakcyjny]
17. polewanie Dodoli — Dodola a. Perperuna, żeńskie bóstwo nieba i pogody, czczone przede wszystkim przez Słowian płd.; polewanie Dodoli to obrzęd sprowadzania deszczu praktykowany na Bałkanach: jako symboliczną ofiarę bogini polewano wodą wybraną dziewczynę. [przypis edytorski]
18. Nazwa Prusów (...) —porównaj litewskie prausti: myć i prusna: pysk. Prus nazwany więc podobnie jak Mazur (od mazania, mycia, jak Mazepa), nazwiska odpowiadałyby sobie nawzajem; dotkliwsze jeszcze przezwisko Sudzinów (szudas: pomiot). [przypis redakcyjny]
19. Nadrowi — „Narowa” wymienione w kronice Nestora między ludami litewskimi; „Litwa, Żimiegoła, Korś, Norwa, Lib” nie jest Narwą i jak jej tam nie tłumaczono dotąd (są całe o tym rozprawki, np. Bergholza w „Magazin der lettischen Gesellschaft”), lecz jak z odmianek rękopiśmiennych wynika, są to nasi Nadrowi! [przypis redakcyjny]
20. umieli sprawiać zimno (...) płyn w naczyniu i latem zamrażali — zwracano uwagę, że o podobnych sekretach u Łotwy i Litwinów opowiadają w XVII wieku Fabricius i Praetorius; lecz podobieństwo to całkiem przypadkowe: „płanetnicy” w najgorętszą porę sprowadzają grady i lody wedle ogólnoeuropejskiego przesądu; że zaś w oczach Praetoriusa jakiś Ragniczanin ziółkiem nieznanym kipiątek zamroził, i to zwykła sztuczka czarnoksiężników, wrzuceniem (zimnych) kamieni do zimnej wody war wywołujących i, odwrotnie, wrzątek mrożących; wreszcie długie leżenie zwłok, przed uroczystym pogrzebem, zachowywane nieraz na Litwie i rusi, nie do sztucznego oziębiania ciał się odnosi. [przypis redakcyjny]
21. wobec zakutego w żelazo Krzyżaka (...) — Mikiem (Michałem: der deutsche „Michel” trwa do dziś) nazywali Prusacy Krzyżaka-Niemca, po niemiecku to u nich „mikis-kai”; podobnie i Mordwa Rosjanki od imienia osobowego przezwała. [przypis redakcyjny]
22. Truso — od soli nazwanego, jak Druskieniki itd., właściwie więc Druso nad jeziorem, Słoniawa niby. [przypis redakcyjny]
23. kumys — musujący napój alkoholowy, przyrządzany z mleka klaczy (także oślicy, wielbłądzicy, samicy jaka), znany przede wszystkim ludom koczowniczym (Mongołom, Tatarom, Kirgizom i in.). [przypis edytorski]
24. zmarłych (...) palić — zachowywali obyczaj palenia zwłok niegdyś tak skrupulatnie, że znalezienie niedopalonej kości ściągało wielką winę na ród cały. [przypis redakcyjny]
25. Ofiarę czarnego byka (...) odbył publicznie, jeszcze w r. 1520 (...) — warto przypomnieć, że w Rzymie 1522 roku dla oddalenia moru za pozwoleniem zwierzchności — papież i kardynałowie opuścili dla zarazy miasto — Greczyn niejakiś czarnego byka ofiarował!! [przypis redakcyjny]
26. aby nadal nie zamawiali ani wróżyli (...) — w sto lat później opisują obaj Małeccy wróżby i wróżbiarzy. Wróżbiarz, zwany wajdlem (tj. leczącym czy wiedzącym, znachorem; forma wajdelotów, wajdelotek, niby kapłanów, kapłanek, całkiem mylna) lub żegnotem (od żegnania), ubogi, kulawy, ślepy (wedle woli boskiej, jak twierdził), lecz powszechnie szanowany (aby swymi lekami itd. nie szkodził), szuka np. złodzieja, rzucając w miskę grosze: na którą stronę grosz padnie, złodzieja wskazuje; potem każe przynieść piwa, usiądzie, naleje czarę i postawi na ziemi, prosi boga niebios, by złodziej nie miał spokoju aż wróci kradzież; podnosi teraz czarę i jeśli na piwie jest bąbel, prośba jego wysłuchana, jeśli nie ma, wypija je, wlewa świeże i wzywa tak samo boga ziemi itd., aż go który wysłucha: obrzęd kończy się znakiem i słowami krzyża św. W podobny sposób leczą wieszczbiarze ludzi i bydło i gniewają się, jeśli im za to grożą wieżą lub stosem, upierając się, że czynią to wszystko boga na cześć (choć zamilczają, że pogańskich bogów przy tym wzywają), ludziom na pożytek, a złodziejom na szkodę. [przypis redakcyjny]
27. Reformacja (...) przedstawiała je (...) w przesadzonych rozmiarach — tłumacz luterskiego katechizmu na język litewski twierdzi w r. 1547: „Ja wiem i śmiem to tu powiedzieć, że między stoma nie mógłbym znaleźć jednego, co by jedno słowo przykazania Bożego umiał i choć dwa słowa pacierza pomniał”. Trzy wieki wstecz twierdzono o Polsce niemal to samo, co tu o Litwie pruskiej słyszymy. [przypis redakcyjny]
28. święto Jerzego 24 kwietnia — w całej chrześcijańskiej Europie poza Polską (do której należą dziś po części obszary, o których tu mowa) wspomnienie św. Jerzego przypada 23 kwietnia. [przypis edytorski]
29. Ajtwar (...) litewską tylko nosi nazwę — wolno jednak i o tym wątpić, przynajmniej brak w litewszczyźnie pewnej, jasnej „etymologii”; ta, którą Laskowski-Łasicki dają, jakoby „zmorę” (incubus) Aitwara od „zapłocia” (uż-twora) nazwano, widocznie mylna. Ponieważ obok formy aitwaras występuje i aiczwaras (por. słownik braci Juszkiewiczów, wydany przez Akademię Petersburską I, 1897, s. 6), więc proponuję wyłożenie jej z polskiego, litewski aiczwaras jest wedle mego przekonania pożyczką ze staropolskiego oćwiara: obłuda, widziadło. [przypis redakcyjny]
30. des Teufels Durchfahrt (niem.) — diabelskie przejście, diabelski bród. [przypis edytorski]
31. Zamiast Łaumy wymieniają nieraz dejwę, obłudę — w słowniku Jasekiewiczów: „dejwis (męskie) i dejwe (żeńskie) bożek, boginka, człowiek biały jak dejwa, dejwy pomagają kobietom, ubrane jak one” (s. 308). [przypis redakcyjny]
32. łosiów, których (...) dotłukiwano — dziś: łosie, które (...) dobijano. [przypis edytorski]
33. rychlej — tu: wcześniej. [przypis edytorski]
34. różdżki ułomić — ułamać gałązkę. [przypis edytorski]
35. opytać — dziś: wypytać. [przypis edytorski]
36. zawrzeć (daw.) — zamknąć. [przypis edytorski]
37. rzucanie losów zwało się burti — niemieckie źródła średniowieczne wspominają nieraz o takim rzucaniu wiórów (werfinde sine spanc nach littouwischen wane) W drugiej połowie XVII wieku, opowiada niemiecki sprawozdawca, jest między nimi (Litwinami) wielu różnorodnych czarowników. Tak zwani burtnicy mają trzy drewienka, wycięte z bożego drzewka (Artemisia abrotanum), długie na staw palca; rzucają nimi z ręki i wedle tego, jak padną, dobrą czy niedobrą stroną na wierzch, wróżą, czy ten, komu co skradziono, kradzież odzyska, czy bydło zdychać będzie, czy jaka tam sprawa wnet się poprawi, używając przy tym słów; tacy burtnicy u nich bardzo pospolici. Pretorjusz, wyliczający najrozmaitsze kategorie wróżbitów (z których niejedną raczej sam wymyślił), właśnie takich burtników nie wymienił. Rzecz z nazwą dostała się nawet do sąsiedniej Rusi. Kaznodzieje franciszkanie w Wilnie coraz słuchaczy swych o burtowanie gromili, np. franciszkanin Mikołaj Sokolnicki około roku 1510. [przypis redakcyjny]
38. Co nazwa „Sowi” (...) oznacza, nie rozstrzygamy — nazwa może wcale nie litewska, mimochodem przypominamy nazwę księcia litewskiego z rodu Riuszków w r. 1219, Plikosowa, tj. łysy „sowa”? (por. nazwę kraiku Plikabartów, tj. Łysych Bortów). [przypis redakcyjny]
39. godujący — świętujący. [przypis edytorski]
40. strawne — jedzenie (strawę) na drogę. [przypis edytorski]
41. jaćwiński — dziś: jaćwieski. [przypis edytorski]
42. Wiązankę szczegółów, rzucających światło na byt starolitewski (...) — tu można by nadmienić, że znaki litewskie, przed chrześcijańską (ruską) Pogonią, nosiły „głowy ludzkie z czarnemi włosami”; takie powiewały np. nad wieżami bełskimi roku 1352, nim chorągwi węgierskiej króla Ludwika ustąpiły. Szczegóły bytu wielkoksiążęcego, np. z dworu Giedymina, otoczonego radą przyboczną, przyjmującego posłów w osobnej sali, pomijamy, jako wpływy obcej kultury. [przypis redakcyjny]
43. Żmudź, położona między Niewiażą, Niemnem a Jurą — nie wadzi przypomnieć, że to granica polityczna; właściwe narzecze żmudzkie np. zajmuje niemal tylko zachodnią połowę wymienionego właśnie obszaru; wschodnia należy już do tak zwanej średniolitewskiej gwary. [przypis redakcyjny]
44. Grienberger obszerne studium (...) pisemku poświęcił — Archiv fur slavische Philologie XVIII, 1896, s. 1–86. Objaśnienia Akielewicza wyszły w Lelewela Polsce V, są nieraz wcale trafne i dowcipne. Wobec bogactwa tej literatury, nie myślimy całości na nowo przedstawiać; zaznaczamy jednak, że nie wolno, co Grienberger i Mannhardt czynią, Laskowskiego Pretoriuszem poprawiać, dlatego że Pretoriusz sam głównie z Laskowskiego czerpie, jego niezrozumiałe słowa i nazwy dowolnie poprawiając. [przypis redakcyjny]
45. ad flagellationem (łac.) — do biczowania. [przypis edytorski]
46. Żmudzin, słysząc grzmoty, wychodzi w pole — wspomnieć ta można o innym przesądzie żmudzkim: gospodarz, słysząc po raz pierwszy na wiosnę grzmot, pada twarzą na ziemię i przewraca się, aby „Perkun” zbożu dobrze rość dał i od gradu je zachował (ks. M. Wołonczewski); ale przesąd ten niespecjalnie żmudzki, lecz ogólny, ruski, polski itd., choć czynią to gdzie indziej, aby krzyże, kości nie bolały itp. [przypis redakcyjny]
47. Perkuna tete (...) przyjmuje kąpielą znużone i zapylone słońce i wypuszcza je nazajutrz omyte i błyszczące — zresztą to nie mit, zupełnie nie zgadza się z wszystkim innym, co o litewskim kulcie słońca wiemy; jest to wstęp z bajki o sierocie, rycerzu itd, co w pogoni za czymś na dwór słońca się dostaje, przyjęty przez matkę czy siostrę, nim słońce wróci, a bajkę tę słyszał Żmudzin od Polaka lub Rusina; p. Jakub ustęp z klechdy, kwalifikujący się tylko do „folkloru”, do mitologii przeniósł. [przypis redakcyjny]
48. bezrok — rok następny. [przypis edytorski]
49. jeśli (...) na nodze się dobrze utrzyma, wróżba na urodzaj lnu pomyślna; jeśli się zachwieje i drugą nogą wesprze, wróżba niepomyślna — ale i ten ustęp należy raczej do „folkloru”, do zwyczajów ludowych, niż do mitologii; przytoczyliśmy wyżej obrzęd litewski, tak samo u nas chodzą w zapusty do karczmy na len hulać, bo im kto lepiej hula, tym lepszy len urośnie, a kto nie hula, ten lnu nie będzie miał (J. Świerk, Z szarej przędzy, r. 1901). [przypis edytorski]
50. Okazało się w trzodzie co szlachetniejszego, ofiarował je właściciel (...) — jeśli na odwrót między przypłodkiem, opowiada Laskowski, znalazło się coś ślepego lub potwornego, przesądny Żmudzin zmieniał pośpiesznie mieszkanie. [przypis redakcyjny]
51. członki wiary chrześcijańskiej, zawarte w „Składzie apostolskim”, i części pacierza, i Zdrowaś — modlitwy te był sam Władysław Jagiełło jeszcze przełożył i ludu je uczył, i hojnie za wyuczenie się obdarzał; w mowie na egzekwiach bazylijskich po królu w r. 1434 twierdzi wyraźnie Kozłowski przed ojcami soboru, że Jagiełło „credo i pacierz sam z polskiego w ich język wyłożył, by ich się tym łatwiej uczyli” itd. [przypis redakcyjny]
52. jeźli — dziś: jeśli. [przypis edytorski]
53. pierwszy Żmudzin, (...) tłumacz katechizmu (...) w r. 1595 (...) ks. kanonik Mikołaj Dauksza — późniejszy nieco (z r. 1605) przekład litewski tegoż katechizmu opuszcza na tym samym miejscu wzmiankę o Medejnach i Kaukach, a dodaje „Dejwy” i wiarę „łejmowi” (szczęściu). Że Łaum tu nie wymieniono, nie dowodzi niczego wobec sumaryczności ustępu; lecz że Laskowski o nich ani wspomniał (a wiara w XVI wieku szeroko się rozpościerała), zastanawia. [przypis redakcyjny]
54. wszelkie wróżby pogańskie (...) Bóg prawdziwy — ustępy okólnika przytaczamy wedle Jucewicza (Litwa, 1846, s. 118 i 140). W dziele ks. M. Wołonczewskiego głuche o tym okólniku milczenie, jakoby niechęć, na jaką sam autor (Jucewicz, zmianą religii) się niegdyś naraził, i jego materiały trafiała. [przypis redakcyjny]
55. larwa (daw.) — maska. [przypis edytorski]
56. jak je ks. Wołonczewski opisuje (...) nic osobliwszego — wyczerpaliśmy materiały ks. Wołonczewsklego tak obszernie ze względu na małą przystępność dzieła, napisanego w żmudzkim narzeczu, lecz świeżo ukazał się jego polski przekład. [przypis redakcyjny]
57. przyjmował z niewzruszoną flegmą nowych panów, nowe rządy, nowe wiary, jakie mu po kolei narzucano — o jedynej większej akcji łotewskiej „Zemgoły” opowiada ruski latopis pod r. 1107: zwyciężyli wtedy wszystkich braci Wsiesławiczów i z drużyny ich zabili 9000 (liczba wydaje się znacznie przesadzoną). W 80 lat później, gdy biskup Meinhard i jego Liwowie gród Ikeskolę (Uexküll) murowali, napadli Zemgoły warownię i, nieświadomi murarskiego kunsztu, prostym zarzucaniem powrozów na mury kamienie ich do Dźwiny ściągnąć chcieli. Roku 1215 Estowie, wracając z wycieczki, pojmali właśnie letgolskiego Talibalda, który kryjówkę leśną przedwcześnie był opuścił, i piekli go u ognia, aby wydał pieniądze; gdy ten część tylko im wskazał, piekli go dalej, na co on: „bym wam wszystkie pieniądze, własne i synów moich, wskazał, przecież mnie zamęczycie” — więc im nic więcej nie wyjawił. I upiekli go żywcem, jak rybę. Synowie, mszcząc ojca, splądrowali wsie Estów, paląc je i piekąc żywcem wszystkich jeńców, dzieci zaś i niewiasty, bydło i konie uprowadzali; żadna kryjówka leśna nie uszła ich baczności. Niebawem sami synowie Talibalda więcej niż stu znaczniejszych Estów na pamiątkę ojca lub żywych spalili lub w inny sposób okrutnie zamęczyli; pomagała im reszta Łotwy i wyplenili ziemicę z ludzi i pokarmu. Jak na Litwie, tak i u Łotwy decydowały o wszystkim wyrocznie losów; wojnę wypowiadali rzucaniem dzid; sojusze utwierdzali na miecze; napad nieprzyjaciół udaremniali stawianiem żelaznych łapek itd. [przypis redakcyjny]
58. Henryk Łotwak, kapłan niemiecki, piszący dzieje liwońskie około r. 1230 — ten sam Henryk opowiada przecież, że Ruś Pskowska chrzciła swoich Litgałów z Tolowy, zawsze dań Rusi płacących; synowie owego wymienionego wyżej Talibalda, Rameke, Waribule, Driwinalde, oddali się jednak w moc biskupa niemieckiego i obiecali, że przemienią obrządek ruski na łaciński, że będą płacić rocznie od dwu koni miarę zboża, a za to mają doznawać od biskupa opieki przeciw Estom i Litwinom. [przypis redakcyjny]
59. boga, co niebem się opiekuje — tekst łaciński pomylony, może brzmiał: co dwór niebieski zamieszkuje. [przypis redakcyjny]
60. następny (daw.) — tu: następujące. [przypis edytorski]
61. koczerga (daw., gw.) — pogrzebacz. [przypis edytorski]
62. dzień i noc zastawiano stoły i śpiewano — w „kupletach” weselnych można i dziś jeszcze odnaleźć niejeden motyw z dziedziny wierzeń, przesądów, np. śpiewa młoda: „Czeszcie mi głowę,/ Rzucajcie włosy w ogień,/ By ich wiatr nie uniósł/ Na skrzypiące drzewo”; albo: „Która złamie (zetnie) wierzchołek brzózki (gałąź lipy),/ Ta wyjdzie za wdowca”. O Łajmie — doli (por. niżej) nie zapominają, np. „Ja idąc w obczyznę (wychodząc za mąż)/ Trzech naprzód wysłała:/ Bożeńko mi wrota otworzył,/ Łajma krzesło mi postawiła,/ Anioł mi ogień trzymał,/ Gdy wianeczek zdejmowano”; albo: „Wybiegnij Łajmo moja,/ Wprzód na pole młodego,/ Abym nóżką nie wstąpiła/ W łez kałużynę” itd. Liczba kupletów „sprośnych” niewielka. [przypis redakcyjny]
63. wszystko mi równo, niech ze mnie i kładkę przez wodę zrobią — szczegół ten uderza, skoro przypominamy, że na pamięć zmarłych właśnie po Litwie kładki przez rzeczki itp. stawiano; czy nie zaszło tu jakie nieporozumienie ze strony Einhorna? Zwracamy również uwagę na szczegół o nieprzystępności gajów, powtarzający się dosłownie u Długosza o Litwie. [przypis redakcyjny]
64. bezrok — rok następny. [przypis edytorski]
65. Orion — po litewsku setas i setinas, toż po łotewsku, nazwany od sita; zaprzeczono temu. Jednak i na Czarnej Rusi Orion rzeszotem się zowie (Fedorowski, Lud białoruski, I, 1897, s. 150), tak samo u Finów. [przypis redakcyjny]
66. jeźli — dziś: jeśli. [przypis edytorski]
67. Maks Müller, koryfeusz dawnej szkoły mitologicznej — [por.] Contributions to the science of mythology, London 1897, t. II s. 430–440; „próżno szukalibyśmy w jakiejkolwiek literaturze przesłanek świata duchowego, otwartego nam w Wedach... lecz może należy uczynić nam wyjątek dla Łotwy... tu spotykamy, obok idei nowszych, chrześcijańskich i mohametańskich (!!), równocześnie myśli i zwroty w swej prostocie nie tylko wedyjskie, ale wydające się nam nieraz więcej prostemi, pierwotnemi i zrozumiałemi, niż frazeologia mitologiczna hymnów wedyjskich...”. Żałując, że zbiorów zmarłego Mannhardta dotąd nie ogłoszono, woła M. Müller: „wielki skarb tu ukryty, czyż nikt go nie zdobędzie?”. Jeszcze większych rzeczy spodziewa się on po tradycji litewskiej, skoro i język litewski starożytniejszy niż łotewski. [przypis redakcyjny]
68. Kurek — nazwa, dotąd niewytłumaczona, spokrewniona może z łotewską nazwą „boga pól i zbóż”, cerokla, wskazująca na pędy roślinne, postawione pod opiekę jego. W każdym razie odpowiadają kurk i cerokl „żytnim” babom, dziadom, wilkom, świniom, kozom itd. albo snopom szczęścia itp. innych narodów europejskich, tj. demonom zbożowym, sprawiającym żyzność, a kryjącym się na rogu pola, pod kamyczkiem lub w ostatnim snopie, zżętym uroczyście, upstrzonym i obwożonym solennie. Z pruskim kurkiem i łotewskim ceroklem łączymy żmudzką (Stryjkowskiego) kruminę kłosów, tj. zarośl ich; warto zauważyć, że nazwy łotewskie i litewska stykają się w innym, przenośnym znaczeniu (cerokli: ząb trzonowy, kruminas toż samo). [przypis redakcyjny]