SCENA DWUNASTA
MAŁGORZATA — ARMAND.
MAŁGORZATA
Zatem rzecz ułożona — już się pan nie kocha we mnie?
ARMAND
Posłucham pani rady i wyjadę.
MAŁGORZATA
To aż tak? do tego stopnia?
ARMAND
Tak.
MAŁGORZATA
Tylu ludzi mi to mówiło, a nie wyjechali...
ARMAND
Bo ich pani zatrzymała.
MAŁGORZATA
Ależ nie!
ARMAND
Więc pani nigdy nikogo nie kochała?
MAŁGORZATA
Nigdy, na szczęście!
ARMAND
Och, dziękuję pani!
MAŁGORZATA
Za co?
ARMAND
Za to, co mi pani powiedziała... nic nie mogło mi być milsze.
MAŁGORZATA
Cóż za dzieciak!
ARMAND
Gdybym ci powiedział, Małgorzato, że spędzałem noce całe pod twymi oknami, że chowam pół roku guzik od twojej rękawiczki...
MAŁGORZATA
Nie uwierzyłabym.
ARMAND
Ma pani słuszność! Jestem szalony! Niech się pani śmieje ze mnie, to najlepsze... Żegnaj.
MAŁGORZATA
Armandzie!
ARMAND
Woła mnie pani?
MAŁGORZATA
Nie chcę, aby pan odszedł zagniewany...
ARMAND
Zagniewany na panią, czy to możliwe?...
MAŁGORZATA
Niech mi pan powie, czy w tym wszystkim jest trochę prawdy?
ARMAND
Pani pyta!
MAŁGORZATA
A więc niech mi pan poda rękę i niech pan zajdzie do mnie czasem... często; pomówimy jeszcze...
ARMAND
To nadto — a nie dosyć...
MAŁGORZATA
Więc... niech pan sam ułoży sobie program; niech pan żąda, czego pan chce, skoro podobno ja panu coś jestem winna...
ARMAND
Niech pani tak nie mówi! Nie trzeba się śmiać z rzeczy poważnych.
MAŁGORZATA
Już się nie śmieję!
ARMAND
Niech mi pani odpowie...
MAŁGORZATA
Słucham...
ARMAND
Chce pani, żeby ktoś panią kochał?
MAŁGORZATA
To zależy. Kto?
ARMAND
Ja.
MAŁGORZATA
Dalej?
ARMAND
Bym panią kochał miłością głęboką, wieczną?
MAŁGORZATA
Wieczną?
ARMAND
Tak.
MAŁGORZATA
A jeśli panu uwierzę od razu, co pan powie o mnie?
ARMAND
Namiętnie.
Powiem...
MAŁGORZATA
Powie pan to, co wszyscy... Mniejsza! Skoro mam życia krócej niż inni, trzeba mi żyć prędzej... Ale niech pan się nie boi: mimo że pańska miłość jest wieczna, a ja niewiele mam życia przed sobą, i tak jeszcze będę żyła dłużej, niż pan mnie będzie kochał!
ARMAND
Małgorzato!...
MAŁGORZATA
Teraz jest pan wzruszony... pański głos jest szczery... wierzysz w to co mówisz... wszystko to zasługuje na jakąś nagrodę... Niech pan weźmie ten kwiat...
Daje mu kamelię.
ARMAND
Co mam z nim zrobić?
MAŁGORZATA
Odniesie mi go pan...
ARMAND
Kiedy?
MAŁGORZATA
Kiedy zwiędnie.
ARMAND
A ile czasu trzeba na to?
MAŁGORZATA
Ba! Tyle, ile trzeba każdemu kwiatowi na to, aby zwiądł: jeden ranek lub jeden wieczór.
ARMAND
Och, Małgorzato, jakże jestem szczęśliwy!
MAŁGORZATA
Więc niech mi pan powie jeszcze, że mnie pan kocha.
ARMAND
Tak, kocham!
MAŁGORZATA
A teraz, niech pan idzie.
ARMAND
Oddalając się, wciąż zwrócony do niej.
Idę!
Wraca, całuje ją w rękę i wychodzi. Śpiewy i śmiechy za sceną.